Zapewne każdy z nas ma inny gust literacki. Jedni lubią czytać Gombrowicza, inni Shakespeare’a, jeszcze inni są wielbicielami Marcela Prousta. Często kłócimy się o to, co jest lepsze, a starsze pokolenie wmawia młodszemu, że „nie czyta”, co nie jest prawdą. Młodzi czytają inne książki niż dorośli i starsi, choć generalizowanie w tej kwestii jest bezowocne, ponieważ każdy młody i każdy starszy też gustuje w czym innym. Przedstawię więc pokrótce, jak bardzo bezowocny jest spór o literaturę „wyższą” i „niższą”. Są przykłady bardzo wartościowych oraz absolutnie bezwartościowych książek po obu stronach literatury. Nie chcę jednak wymieniać tu tych, które są według mnie „bylejakie”, ponieważ odczuwanie sztuki jest zbyt subiektywne, a wyliczanie, która książka jest „dobra”, a która nie – zbyt prostackie.
Sekret literatury wyższej i niższej tkwi głównie w… czasie powstania. Każdy z nas czytał w szkole lektury (a przynajmniej powinien był) więc będzie to najwygodniejszy przykład do posłużenia się.