Nie pozwól aby przepadły stare fotografie, filmy czy pamiętniki! Podziel się nimi ze wszystkimi Polakami i przekaż do zasobów Archiwum Narodowego IPN!
OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I WYRAŻA BEZMIERNĄ POGARDĘ DLA ANTYPOLSKICH ŚCIERW ORAZ WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYCH DEWIANTÓW.
UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PiS. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PiS. Pokaż wszystkie posty

Pieriedyszka przed kampanią wrześniową. Na granicy mocarstwowości

Na granicy mocarstwowości

        Na filmie „Walka o ogień” mogliśmy obejrzeć sobie dwie hordy praludzi (niektórzy uważają, że np. australijscy Aborygeni stanowią odrębny gatunek człowieka, podobnie jak człowiek neandertalski był gatunkiem odmiennym od człowieka rozumnego), które najpierw przyjmują wobec siebie „postawę imponującą”, czyli – mówiąc po ludzku – straszą się nawzajem, a dopiero potem, gdy już się tym straszeniem dostatecznie podniecą – atakują. Okazuje się, że od tamtych czasów nic się nie zmieniło i konflikt między Stanami Zjednoczonymi a Koreą Północną właśnie wkroczył w fazę, którą w Średniowieczu nazywano „łajaniem”. Przed bitwą wojownicy najpierw wyzywali się nawzajem, czyli „łajali”, a dopiero potem się bili. Szef Pentagonu James Mattis wezwał władze w Phenianie, by przestały myśleć o działaniach, które „doprowadziłyby do końca reżimu i zagłady narodu”.

Co się odwlecze…

"Nie ma takiej podłości, jakiej nie dopuści się najbardziej nawet liberalny rząd, kiedy zabraknie mu pieniędzy" - napisał jeden z klasyków nowożytnej ekonomii.

Rząd PiS nigdy liberalnego nawet nie udawał, czego dowodem choćby idiotyczna ustawa o aptece dla aptekarza czy jeszcze bardziej idiotyczny, a uparcie zapowiadany zakaz handlu w niedzielę (który, mówiąc nawiasem, zaszkodzi PiS bardziej niż wszystkie dęte "zamachy na demokrację i praworządność" razem wzięte). Więc co on gotów będzie zrobić, kiedy mu pieniędzy zabraknie, wolę sobie nawet nie wyobrażać.

A dlaczego miałoby zabraknąć? - żachnie się tutaj niejeden czytelnik. Przecież PiS poprawił ściągalność podatków, nawet wykazał pierwszą od lat nadwyżkę budżetową! Wystarczy nie kraść, a na wszystko wystarczy!

Ulica Zagranica Targowica

Abyście Państwo mogli w piątek wziąć do ręki „Warszawską Gazetę” musi ona trafić do drukarni już w środę wieczorem. Siłą rzeczy w ubiegłym tygodniu reakcja na dwa prezydenckie weta przynajmniej w moim przypadku była bardziej emocjonalna niż analityczna. Dlatego dzisiaj chciałbym przyjrzeć się bliżej nie tyle skutkom tej zaskakującej decyzji prezydenta, ile zastanowić się nad prawdziwymi motywami, którymi się kierował. Zrobię to bez znieczulenia, ponieważ nie jestem politykiem, nie należę i nigdy nie należałem do żadnej organizacji czy partii politycznej i mam ten komfort, że nie jestem publicystą partyjnej gazety, więc nie muszę zaciągać sobie żadnego hamulca.

Pierwszy sygnał, że coś jest nie tak otrzymaliśmy we wtorek 18 lipca, kiedy prezydent ku zaskoczeniu wszystkich wystąpił nagle przed kamerami szantażując rządzących groźbą, że nie podpisze ustawy, jeżeli nie będzie w niej zawarty zapis mówiący, że do Krajowej Rady Sądownictwa sędziowie nie będą wybierani zwykłą większością, ale kwalifikowaną 3/5 głosów, której jak wiemy obóz rządzący nie posiada.

Dlaczego Bronisław Wildstein?

Po pierwsze Żyd i każdy atak będzie mógł odeprzeć antysemityzmem. Po drugie ateista, to się nie da oblepić moherem. Po trzecie pracował w GW i większego głupstwa już zrobić nie może. Po czwarte pracuje u Karnowskich, a syn u Sakiewicza, to połączy wiecznie skłóconą prawicę. Po piąte Kaczyński uznał Wildsteina za zbyt miękkiego, co się przekłada na człowieka „środka”. Po szóste, każdy, byle nie Kurski! Kochani moi, do takiego doszliśmy etapu dziejowego, że przedstawiając człowieka przez duże „CZ” muszę się uciekać do dziwnych zabiegów, żeby nie pisać kto mi płaci za sianie fermentu. Kłamać nie umie, to napiszę prawdę, płaci mi Gazeta Polska (powiedzmy) i ostatnio Fronda.pl zawarła umowę. Ostatnia uwaga wbrew pozorom nie zalicza się do wygłupów, jak te uwagi na wstępie, bo każdy patrzy, żeby nie stracić i w takich warunkach wykuwają się prezesi.

Prezydent musi być niczym latarnia…

Daleki jestem od posądzania pana prezydenta o działania nierozważne lub przypadkowe. Z jeszcze większym dystansem oceniam rozmaite „teorie ambicjonalne” oraz diagnozy o „konfliktach silnych osobowości”. Nie byłoby tego typu fantazji, gdyby głoszący je zechcieli zrozumieć treść zeznań Andrzeja Dudy z 29.10.2010 roku, złożonych przed zespołem smoleńskim Antoniego Macierewicza, ale też potrafili dostrzec, kim naprawdę jest ów wyniesiony na wyżyny prawnik, na tle historycznej postaci obecnego ministra obrony narodowej.
Prezydent musi być niczym latarnia morska - szukać tych, którym należy pomóc i ostrzegać przed zagrożeniem” –  20 maja 2015 roku napisał na Twitterze ówczesny kandydat na prezydenta

Ucieczka w kilka stron / Sieroty PO centrum

Ucieczka w kilka stron


Na razie bój o reformę sądownictwa pozostaje nierozstrzygnięty. Ponieważ nieoczekiwanie zamiast do umocnienia notowań, doprowadził on do „wojny na górze”, PiS próbuje klasycznego manewru „ucieczki do przodu”. Ucieczki nie przed społecznym niezadowoleniem, bo całe zamieszanie, jak to jest już regułą, nie odbiło się w znaczący sposób na sondażach, ale przed rozdźwiękiem, który po raz pierwszy pojawił się w samym PiS.

Obóz władzy szuka więc takiego tematu, który mu przywróci jedność i zatrze fatalne wrażenie wzajemnej agresji pomiędzy „żelaźniakami”, oskarżającymi z właściwym sobie histerycznym patosem prezydenta o zdradę i obronę postkomuny, a bardziej umiarkowanymi prawicowcami, w ostrych słowach wytykającymi tym pierwszym, że ich radykalizm wiedzie do ponownej utraty przez PiS społecznego zaufania i władzy.

Kto rządzi Wielką Brytanią? Strzał w kolano

Strzał w kolano


        No i najsłabsze ogniwo politycznego łańcucha pękło. Pan prezydent Andrzej Duda zawetował ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym. Jak już wspominałem, suwerenna – bo jakże by inaczej? - decyzja pana prezydenta w sprawie obrony praworządności została podjęta po 45 -minutowej rozmowie telefonicznej z Naszą Złotą Panią. Co panu prezydentowi powiedziała, czym go postraszyła, co mu obiecała – tego nieprędko, albo może i nigdy się nie dowiemy, ale to nieważne; tak czy owak, najsłabsze ogniwo politycznego łańcucha pękło. Po ogłoszeniu decyzji pana prezydenta środowisko folksdojczów nie mogło ukryć radości, podobnie jak „kasta”, której wybitna przedstawicielka w osobie pani prezes Małgorzaty Gersdorf, została zaproszona do Belwederu na rozmowę. Euforia wywołana ulgą z powodu odłożenia siekiery, która już-już wydawała się przyłożona do sądowego pniaka, skłoniła panią prezes nawet do przeprosin za nierozważne słowa,

Prezydent Duda wystrychnął prezesa na dudka, Niemcy uderzają w „sanację”

Prezydent Duda wystrychnął prezesa na dudka


        Prezydent Andrzej Duda ogłosił swoje ultimatum wobec rządowej większości – że mianowicie nie podpisze ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i o Sądzie Najwyższym, jeśli w ustawie o KRS nie zostanie zmieniona zasada, iż członków KRS Sejm wybiera nie zwykła większością, ale większością 3/5 - dopiero po 45-minutowej rozmowie telefonicznej z Naszą Złotą Panią z Berlina. Co mu powiedziała, czym go nastraszyła i co mu obiecała – tego nie wiemy, bo rzecznik niemieckiego rządu wprawdzie potwierdził, że w tej rozmowie poruszana była sprawa praworządności w Polsce, ale odmówił podania szczegółów, że niby nie będzie ujawniał treści „poufnych rozmów”. Ale niemiecka prasa już nie była taka dyskretna i pisała, że Nasza Złota Pani w sprawie praworządności w Polsce „interweniowała”.

Andrzej Duda to nie „śpioch”, ale polityczny mięczak odpowiedzialny za polityczny kryzys

Trwa właśnie ulubiona zabawa prawicy pod tytułem „Zaufajmy, nie dajmy się podzielić”. Jeśli chodzi o podziały to u mnie święty spokój, bo z nikim się nigdy nie połączyłem, robię swoje i mam nadzieję, że z pożytkiem dla innych. Zaufanie to odrębna kwestia, ale kryteria są dość czytelne. Ufać można komuś, kto nigdy zaufania zawiódł, kto się nie złamał w chwili próby, komu można powierzyć największe tajemnice i problemy. Po decyzji Andrzeja Dudy o zawetowaniu dwóch ustaw, które były 1000 razy ważniejsze od 500+, wszystkie powyższe kryteria poleciały jak domek z kart. Moje zaufanie Andrzej Duda zawiódł, załamał się pod presją śmiesznych protestów, nie uniósł ciężaru problemu i prysła też tajemnica, jakim jest politykiem – miękkim. Proszę mnie zatem z nikim nie łączyć i nie molestować zaufaniem, bo nie ma do tego żadnych podstaw.

Jeszcze wczoraj kompletnie nie wiedziałem co się dzieje, dziś parę rzeczy to banały.

Histeria opozycji i straszna miękkość PiS-u, który nadal tylko szczeka, a nie gryzie

Bezkarność rozzuchwala. Władze PiS nie zdobyły się na ukaranie sprawców haniebnych zakłóceń obrad Sejmu przez posłów PO i Nowoczesnej w grudniu 2016 r. W efekcie doszło w lipcu br. do kolejnych skandalicznych incydentów podczas posiedzeń sejmowej komisji sprawiedliwości. Wyrywano mikrofon z rak przewodniczącego, uderzono jednego z posłów PiS, zakłócano przebieg obrad ciągłymi krzykami, rzucaniem papierów itp. W trakcie liczenia głosów odśpiewano hymn Polski, co akurat robili posłowie PO i Nowoczesnej nie znani z większego patriotyzmu. Na dodatek część posłów PO i Nowoczesnej, w tym liderzy tych partii zachowują się jak współczesna Targowica, posyłając co i rusz donosy na Polskę do Komisji Europejskiej. Na tym tle nie zrozumiała jest skrajna miękkość PiS-u. Dlaczego nie zrealizowano wysuniętych w styczniu 2017 r. gróźb pod adresem totalnej opozycji, a przede wszystkim zapowiedzi ukarania najbardziej anarchizujących posłów i posłanek zabraniem połowy poborów za ostatnie trzy miesiące ich „pracy”, a ściślej warcholstwa, w Sejmie.

Pycha PiS

"O rany, nic się nie stało" - była kiedyś sztuka o takim tytule, i to zdanie doskonale pasuje do histerii, jaką rozpętano wokół reformy wymiaru sprawiedliwości. Najbardziej charakterystyczne jest to, że właściwie żaden z jej heroldów nie umie, ani nawet nie próbuje wyjaśnić, co w tej reformie złego, co "zmienia Polskę w wielki zakład karny" czy "cofa do PRL".

Miotają wielkie słowa i "nisko latające kwantyfikatory", dusze krwawią, serce krwawią, ale żeby cokolwiek konkretnie - to nie. Źle, bo PiS. A jak PiS, to faszyzm. "Ustawa likwidująca Sąd Najwyższy", "zniszczony trójpodział władzy", "zgwałcili konstytucję", no i oczywiście nieśmiertelne "nie ma już demokracji". Szczyty idiotyzmu i hipokryzji - a konkurencja naprawdę jest przecież potężna - osiągnął Grzegorz Schetyna, strasząc,

Kaczyński, Ziobro, Piotrowicz i PiS dokonali rzeczy WIELKIEJ i CUDOWNEJ

W 2015 roku i przez kolejne dwa lata postanowiłem sobie, że nie będę siał defetyzmu związanego z reformą sądownictwa. Był to dla mnie temat święty, bo na własnej skórze doświadczyłem czym ten system jest. Zdarzało się, że co jakiś czas piałem felietony z lekką nutką niecierpliwości albo nawet wątpliwości, ale generalnie nie oczekiwałem od PiS cudów. Powiem więcej i tak między nami, że na przykład na reformę Sądu Najwyższego bez ruszania konstytucji, nie miałem żadnego pomysłu i wielu prawników, z którymi rozmawiałem też widziało czarną dziurę. O wszystkim możemy sobie pogadać, zwłaszcza jak powinno być i co wygląda fatalnie, przychodzi jednak taki czas, że trzeba coś z tym zrobić.

Przyjęcie trzech ustaw sądowniczych: KRS, sądy powszechne, Sąd Najwyższy, to jest mistrzostwo świata i olimpijskie razem wzięte.

Poproszę o mikroskop elektronowy, żeby dojrzeć „genialność” ruchu Prezydenta i porozumienie z PiS!

Głupi to ma dobrze, nie musi posiadać danych, ani też żadnej wiedzy, wystarczy, że powtórzy jakąś „genialną” formułę. Zazdroszczę wszystkim, którzy dostrzegli genialność w propozycji Prezydenta Andrzeja Dudy i co więcej porozumienia z Jarosławem Kaczyńskim. Kiedy mam pewne dane z pewnego źródła, to zawsze o tym piszę, ale dziś nie mam żadnych danych. Próbowałem uzyskać informacje, ale poza „przekonaniem”, że „to musi być dogadane, nie wyobrażam sobie inaczej”, nie uzyskałem nic. Na tym etapie nie mam najmniejszych podstaw, aby powtarzać „genialną” formułkę. Pozostaje samodzielne myślenie i matematyka.

Propozycja Prezydenta, aby skład KRS wybierało 3/5 posłów komplikuje niebywale i tak skomplikowaną sytuację. Matematyka jest bezlitosna i na starcie mówi, że PiS z Kukiz’15 nie mają 276 posłów, koniecznych do uzyskania 3/5 głosów.

O histeryzowaniu wokół sądów

W telewizorze, parlamencie i pod parlamentem ględzą o nowej ustawie, która podobno coś tam zmienia w sądach. Zdaje się, że chodzi o to, że niektórych sędziów, tych takich najważniejszych z Warszawy i paru prezesów sądów, będzie wybierał parlament, czy minister, czy tam ktoś, a nie, jak dotychczas, że sama mafia prawnicza będzie decydowała, kto będzie zbijał kokosy jako sędzia. Jedni twierdzą że będzie lepiej, drudzy, że to dyktatura, koniec demokracji i takie tam różne.

Tak właściwie, to nie ma znaczenia kto wybiera tych paru dziadków, żeby siedziało sobie w gabinetach, nie wątpię, że wygodnych i pierdziało w stołki.

Bo po pierwsze, wyroki w naprawdę ważnych sprawach wydają prawdziwi zwierzchnicy sędziów (a całkiem możliwe, że prawdziwymi zwierzchnikami sędziów jest SB albo WSI), urzędnicy polegający sędziom wypełniają papierkową robotę, a te dziadki tylko ogłaszają wyroki.

Czy Pan Bóg jest Polakiem?

Przepraszam za heretyckie pytanie: „czy Pan Bóg jest Polakiem?”. Ostatnio mam wrażenie, że tak. Jak bowiem wytłumaczyć to, co dzieje się u nas, „w Polszcze”, jak mawiali nasi antenaci, ale też na arenie międzynarodowej. Oto wiosną Roku Pańskiego 2015 wybory wygrywa ten, którego doradca pana Komorowskiego, pan Nałęcz nazywał czeladnikiem – w kontrze do mistrza ‒ówczesnego prezydenta. A przecież miał nie mieć żadnych szans, bo hrabia „Bul” miał wygrać w cuglach w I turze. Po paru miesiącach niesiona sukcesem majowym drużyna Kaczyńskiego wygrywa wybory parlamentarne. Wygrywa nie tylko matematycznie ‒ to wieszczono od dawna ‒ ale też politycznie. I to tak, że niemożliwe staje się stworzenie „koalicji anty-PiS”, o czym przebąkiwano już rok wcześniej. PiS przebija bowiem kolejne szklane sufity i choć, uwaga, uzyskuje wynik (37,58%) procentowo gorszy niż SLD w 2001 roku (41,04%), to po raz pierwszy w historii III i IV RP nie tworzy rządu koalicyjnego, lecz oparty o jedną listę wyborczą.

Kaczyńskiemu i Ziobrze należą się pomniki za życia – koniec „wymiaru sprawiedliwości”

Pismo mówi jasno za złe kara, za dobre nagroda. O karach za głupotę polityczną i oszukiwanie własnej rodziny pisałem wczoraj, chociaż powinienem pisać o czymś znacznie ważniejszy. Nie 28 października 1989 roku w „Dzienniku” telewizyjnym skończył się komunizm, ale 12 lipca 2017 roku w sejmie. Niemożliwe stało się realne, Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro dokonali dwóch wielkich rzeczy, a trzecia i ostateczna jest w drodze. 12 lipca 2017 roku sejm przegłosował dwie ustawy: o KRS i o ustroju sądów powszechnych. W tym samym czasie do sejmu wpłynął też nowy projekt ustawy, który wymiecie cały skład Sądu Najwyższego, a jego przegłosowanie to formalność.

Przez ostatnie dwa lata apelowałem, prosiłem i wyrażałem obawy, jak większość zainteresowanych, czy tak radykalna zmiana jest możliwa.

Dzień świstaka w Redzikowie

Czy Jarosław Kaczyński zostanie na zimę? To się właśnie w najbliższych dniach wyjaśni – kiedy po osobistym przeprowadzeniu wizji lokalnej na wschodniej flance cesarz z Waszyngtonu raczy autoryzować jeden z wariantów gry, jakie mają w zanadrzu jego sztabowcy. Po tej wizycie okaże się, czy dobra zmiana otrzymuje błogosławieństwo i prolongatę na następny sezon czy też zrobiła już swoje (wprowadzając wojska obce na polskie terytorium) i właśnie może odejść. W jednym i drugim przypadku do zapłacenia będzie poważna cena, której zasady ustalania dotychczas przypominały z naszej strony licytację w dół. Czy tym razem będzie inaczej?

Kto oglądał „Dzień świstaka”, ten na pewno nigdy nie zapomni perypetii bohatera, który wpadłszy w pętlę czasową, wciąż musi przeżywać jeden i ten sam dzień – z coraz mniejszą nadzieją na wyrwanie się z tej pułapki. Nam akurat porównywalnych wrażeń dostarcza imperialna polityka anglosaska prowadzona na naszym odcinku z wykorzystaniem „stałych wariantów gry”,

Dowartościowywanie przez prezydenta wrogów obozu patriotycznego

Hołubienie przez A. Dudę prezesa sorosowskiej Fundacji Batorego

Żydowski miliarder z USA George Soros jest powszechnie znany jako wróg chrześcijaństwa i państw narodowych. Premier Węgier Viktor Orbán, który przez wiele lat z bliska obserwował katastrofalne oddziaływania Sorosa i jego fundacji na Węgrzech od dawna prowadzi z nim bezkompromisową walkę. Jako pierwszy powstrzymał najazd muzułmanów na Węgry, bardzo mocno wspierany przez Sorosa. Przeprowadził rewizje w lokalach organizacji sponsorowanych na Węgrzech przez Sorosa. A dziś, pomimo protestów luminarzy UE dąży do zlikwidowania sorosowskiej uczelni na Węgrzech, uczelni kształcącej przyszłych wrogów idei narodowych i chrześcijaństwa. Tak robi wielki patriota węgierski, traktujący interesy narodowe jako rzecz najważniejszą.
A co robi polski prezydent Andrzej Duda?

Prezydent-struś A. Duda jako spec od „chowania głowy w piasek”

W jednej rzeczy prezydent Andrzej Duda jest wręcz nie do doścignięcia - w chowaniu głowy w piasek.
Nader wymowne i wręcz oburzające pod tym względem jest ponad roczne zwlekanie A. Dudy z odebraniem orderu J. T. Grossowi (pewnie boi się gniewu własnego teścia Juliana Kornhausera, który zdążył sam już dawno „wsławić się” polakożerczym wierszem o Kielcach w 1946 r.) A tymczasem Gross dalej sobie nic nie robi z polskich krytyk i mnoży ataki na Polskę. Dość przypomnieć rozmowę Aleksandry Pawlickiej z Grossem w szmatławcu T. Lisa - „Newsweek”-u. Gross z furią atakował tam nie tylko Polskę ,ale i przywódcę PiS Jarosława Kaczyńskiego, mówiąc m.in.: „Pyta pani, czy Kaczyński jest antysemitą? Otwarcie nie, ale jego hurranacjonalizm przejawiający się choćby w sposobie mówienia o uchodźcach, to odwołanie do nazistowskiego języka antysemickiego”.
UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2