
Pod koniec lipca skończył się w Polsce antykomunizm. Przynajmniej w dotychczasowej formie. I to nie dlatego, że teraz nagle w Polsce nie będzie antykomunistów czy ludzi za takich się uważających – wręcz przeciwnie. On nadal będzie funkcjonował, często jako uzasadnienie czy to własnej wyższości nad przeciwnikami politycznymi, czy to kolejnych zmian w prawie. Jednak ta forma została zdelegitymizowana w momencie, w którym ustawa o Sądzie Najwyższym (a także o Krajowej Radzie Sądownictwa) forsowana jako rzekoma próba oczyszczenia SN z postkomunistycznych złogów została zawetowana przez Andrzeja Dudę powołującego się na autorytet Zofii Romaszewskiej, która to stwierdziła że „żyła już w kraju, w którym prokurator generalny miał pełną władzę nad sądami i nie ma ochoty żyć w nim ponownie”. Ustawę dobił osikowym kołkiem Jan Olszewski, który już po jej zawetowaniu określił ją mianem „bubla”.







