Nie pozwól aby przepadły stare fotografie, filmy czy pamiętniki! Podziel się nimi ze wszystkimi Polakami i przekaż do zasobów Archiwum Narodowego IPN!
OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I WYRAŻA BEZMIERNĄ POGARDĘ DLA ANTYPOLSKICH ŚCIERW ORAZ WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYCH DEWIANTÓW.
UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maciej Bernhardt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maciej Bernhardt. Pokaż wszystkie posty

Podchorąży „Zdzich”: (5) Kolejne rany

Ostatnia część wspomnień profesora Macieja Bernhardta z Powstania Warszawskiego.
POPRZEDNIA CZĘŚĆ WSPOMNIEŃ ☞ TUTAJ

Kontuzja

Podczas wycofywania 14-ego września naszych oddziałów z Olejarni (najdalej wysuniętej placówki w dzielnicy) na Marymoncie zostałem kontuzjowany. W rowie łącznikowym, blisko już Straży Ogniowej, pocisk, chyba moździerzowy, wybuchł w odległości kilku metrów ode mnie, na szczęście, za załomem rowu łącznikowego. Uchroniło mnie to od odłamków, ale zostałem ogłuszony i straciłem przytomność.
Wyciągnęli mnie koledzy i przenieśli do budynku Straży. Tam ocucono mnie dość szybko. Okazało się jednak, że jestem całkowicie głuchy, nie mogę mówić i mam kłopoty z utrzymywaniem się w pozycji pionowej. Nie przekazali mnie do szpitala, bo brakowało już miejsc nawet dla ciężko rannych, a ja byłem tylko kontuzjowany. Kompanijny lekarz pozwolił na pozostawienie mnie w oddziale i zalecił zwolnienie na dwa, trzy dni od służby. Głuchota przeszła mi po kilku godzinach, pozostał tylko silny szum w uszach. Ciągle miałem też kłopoty z utrzymywaniem równowagi, a wraz z powrotem głosu zacząłem się potwornie jąkać.

Podchorąży „Zdzich”: (4) Pierwsze rany

Dalszy ciąg wspomnień profesora Macieja Bernhardta z Powstania Warszawskiego.
POPRZEDNIA CZĘŚĆ WSPOMNIEŃ ☞ TUTAJ

Dworzec Gdański

W drugim ataku na Dworzec Gdański (od strony Żoliborza w nocy z 20 na 21 sierpnia) kompania nasza nie brała udziału. Wprawdzie we wspomnianej książce „Żubry na Żoliborzu” jest wzmianka o plutonie prowadzonym przez por. „Gedroycia” (nowego dowódcę plut. 237), wzmocnionym granatnikiem ppanc Piat, ale moim zdaniem jest to informacja nieścisła. Ten nieudany i nieskoordynowany, z po­wo­du braku dobrej łączności z od­dzia­łami ze Starówki, atak przy­niósł, podobnie jak i pierwszy, kilka dni wcześniej, bardzo duże straty w zabitych i rannych.
We wspomnianej książce wymieniony jest tylko jeden zabity („Bończa” z obsługi mojego Piata). Przy ogromnym natężeniu ognia od strony dworca, Instytutu Chemicznego oraz spod wiaduktu nad torami i konieczności podejścia przez puste pole do stanowisk niemieckich, rozmieszczonych pod wagonami na torach dworca, wyklu­czone jest, aby nikt więcej z plutonu 237 nie został nawet draśnięty.

Podchorąży „Zdzich”: (3) Z Wawrzyszewa do Kampinosu

Dalszy ciąg część wspomnień profesora Macieja Bernhardta z Powstania Warszawskiego.
POPRZEDNIA CZĘŚĆ WSPOMNIEŃ ☞ TUTAJ

Bielany

Gdy wychodziłem z Wawrzyszewa, słońce stało już wysoko. Chyba było koło południa. Na Bielany dotarłem wczesnym popołudniem, klucząc po drodze z powodu nieznajomości terenu, a także starając się uniknąć spotkania z Niemcami. Jak mi się to udało - nie wiem. Miałem naprawdę dużo szczęścia.
Ulice na Bielanach były zupełnie wyludnione, nie było widać także nikogo w oknach domów. Wiedziałem, że przy ulicy Barcickiej mieszka ojciec Hanki. Nie znałem go i na podstawie opowiadań Hanki miałem o nim nienajlepszą opinię. Uznałem jednak, że skoro już jestem na Bielanach i nie wiadomo, co dalej ze mną będzie się działo, to trzeba spróbować powiadomić go, że Hanka prawdopodobnie zginęła dziś rano...

Podchorąży „Zdzich”: (2) Masakra pod Boernerowem

Drugi dzień powstania warszawskiego dla II kompanii batalionu „Żubr” okazał się tragiczny. 
Co wydarzyło się pod Boernerowem w czasie przemarszu do Kampinosu? Kolejna część wspomnień profesora Macieja Bernhardta z Powstania Warszawskiego.
POPRZEDNIA CZĘŚĆ WSPOMNIEŃ ☞ TUTAJ

Boernerów - wymarsz

Wieczorem ulokowano naszą kompanię w piwnicach domu, którego położenia nie jestem w stanie określić nawet w przybliżeniu. Byliśmy wszyscy bardzo zmęczeni, głodni i kompletnie zaskoczeni rozwojem sytuacji. Nie próbowaliśmy wykonywać zadania, do którego przygotowywaliśmy się; byliśmy tragicznie źle uzbrojeni, a przebieg naszej wędrówki i miny bezpośrednich przełożonych wyraźnie wskazywały, że nasi dowódcy nie bardzo wiedzą, co robić.
Nastroje były podłe, ale przeważała raczej złość na nieudolność organizacyjną, niż zwątpienie w powodzenie powstania.
Ktoś przyniósł wiadomość, że mamy iść do Kampinosu po zrzuty broni. Za chwilę wiadomość tę zdementowano. Po pewnym czasie znów zaczęto na ten temat mówić po kątach naszej piwnicy. Na dworze tymczasem zaczął padać rzęsisty deszcz. Lało jak z cebra. Jeżeli naprawdę mieliśmy przebijać się do Kampinosu, to wtedy była idealna okazja: deszcz dobrze tłumi kroki, widzialność w nocy i podczas ulewy jest praktycznie żadna i o celnym ogniu nie może być mowy. Nic się jednak nie działo. Wzrastało tylko nasze zmęczenie i zdenerwowanie sytuacją.

Podchorąży „Zdzich”: (1) Pierwszy dzień Powstania

Wspomnienia pana Macieja Bernahrdta, emerytowanego profesora Politechniki Warszawskiej i Instytutu Transportu Samochodowego. Pan Bernhardt (urodzony w 1923 roku) był uczestnikiem Powstania Warszawskiego jako podchorąży „Zdzich” w 237 plutonie 2-giej kompanii Batalionu „Żubr” Obwodu Żoliborz.

Dwa alarmy

Na pierwszą zbiórkę alarmową w dniu 28 lipca 1944 roku (piątek) stawiła się cała nasza sekcja, prócz Andrzeja Krupińskiego. Chyba były jakieś kłopoty z jego zawiadomieniem. Nie pamiętam jednak szczegółów. Nie pamiętam też kto mnie zawiadomił, ani pożegnania z Rodzicami.
Miejscem zbiórki była mała czynszowa kamienica, chyba dwupiętrowa, przy ulicy Podleśnej, na dolnym Marymoncie, w pobliżu ogrodzonego lasku CIWF (obecnie AWF). Spotkało się nas tam kilkudziesięciu stłoczonych w niewielkich piwnicach.
UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2