WIADOMOŚCI NIE OBESRANE = żadnych GW, TVN i im podobnej sraczki medialnej

OSTRZEŻENIE: NINIEJSZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, A TAKŻE KOMUNISTOM, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACTWU I INNYM DEWIANTOM I ZBOCZEŃCOM SEKSUALNYM.

Bułhak, Janina – Ina Benita

Była uważana za jedną z najśliczniejszych polskich aktorek II Rzeczypospolitej, która z nieznanej dziewczyny pokazującej zgrabne nogi w teatralnych rewiach w oszałamiającym tempie przekształciła się w jedną z największych gwiazd kina polskiego.
Niestety, nie zdążyła w pełni objawić swój nieprzeciętny talent aktorski. Niemiecko-sowiecka napaść na Polskę zakończyła jej karierę, a wkrótce i życie.


        Urodziła się 1 lutego 1912 roku w Kijowie jako Janina Maria Bułhak. Ojciec Janki, Mikołaj Gerwazy Bułhak, pomimo mieszanego pochodzenia uważał się za Polaka
(jego ojcem był pół–Polak pół–Rosjanin, jego matka zaś była rosyjska Żydówką) i dlatego w ich rodzinnym domu mówiło się głównie po polsku, chociaż sama matka Janki, Helena, bardzo słabo władała ojczystym językiem. Pomimo współczesnych pogłosek jakoby Helena Ferow była żydówką*, jest to zupełną nieprawdą, a jej słaba znajomość polskiego była efektem prawie zupełnego zrusyfikowania jej rodziny.
Rodzina Ferowskich o głębokich, polskich korzeniach szlacheckich, od dłuższego czasu zamieszkiwała w Kijowie i dopiero pokolenie wcześniej oficjalnie zmieniła nazwisko na rosyjskie Феров - Ferow (i tym samym powinno być to po polsku zapisywane zgodnie z rosyjską wymową jako Fierow).**

Nieznana Ojczyzna

Podczas I wojny światowej carską Rosję, a więc i jej rodzinny Kijów ogarnęła komunistyczna rewolucja. Mała Janka miała wtedy dopiero 5 lat, jednak – jak stwierdziła w jednym z rzadko udzielanych wywiadów – koszmar przejęcia władzy przez bolszewików na zawsze utkwił w jej pamięci.
Wojsko Polskie podczas parady na Chreszczatyku
Kijów, 9 maja 1920 r.
Gdy sowiecka Rosja napadła na odradzającą się Polskę w 1919 roku i otrzymała pierwszego porządnego kopa od Wojska Polskiego, a Polacy w maju 1920 r. zdobyli Kijów, rodzina małej Janki odetchnęła z ulgą. Ojciec już wtedy planował przeniesienie do Krakowa, gdzie mieszkała ich stryjeczna rodzina. Sowiecki kontratak tylko przyspieszył tę decyzję i ojciec wraz z 8-letnia Janiną opuścili Kijów tuż przed ponownym przejęciem go przez komunistyczne hordy sowieckich żołdaków.

        W dotąd nieznanej im Ojczyźnie, z dzisiaj niewiadomych już powodów, rodzina Bułhaków trafiła jednak na przedmieścia Warszawy zamiast do Krakowa. Tam osiedlili się na dobre, a mała Janka bardzo szybko nauczyła się poprawnej polszczyzny i pozbyła kresowiackiego akcentu. Po ukończeniu szkoły podstawowej wyrosła na śliczną dziewczynkę, która w teatrzyku szkolnym wyróżniała się nie tylko uroczą buzią, ale też przejawiała wrodzony talent aktorski oraz... do nauki języków. W ciągu roku nauki nauczyła się władać niemieckim na tyle, że była już w stanie czytać książki w tym języku.
Widząc jej talent ojciec zdecydował się posłać ją na dalsze nauki do Francji, gdyż to właśnie język francuski był wówczas językiem światowym (niczym angielski dzisiaj). Nie stać go było na czesne do najlepszych szkół, więc za zebrane w rodzinie oraz pożyczone pieniądze mała Janka trafiła do paryskiego Sacré Cœur, które oferowało m.in. poszerzone klasy dramatyczne (aktorskie). Wszystko oczywiście w języku francuskim, który Janka Bułhakówna także biegle opanowała.

        Cztery lata później ojciec prawie jej nie poznał na dworcu kolejowym gdy wróciła do Warszawy: mała szatynka z dziecięcą buźką aniołka, nawet nie podlotek podczas wyjazdu do Paryża, teraz miała modnie obcięte krótkie włosy i w międzyczasie wyrosła na zgrabną, młodą kobietkę.
Dorabiając sobie wieczorami jako kelnerka, Janina Bułhak–Ferow (gdyż tak zaczęła się wtedy podpisywać) zapisała się do znanej wówczas w Warszawie szkoły dramatycznej Haliny Hryniewieckiej, gdzie ukończyła kursy wokalno-dramatyczne.
Wtedy właśnie narodziła się Ina Benita.

„Ina Benita”

        Wbrew współczesnej  propagandzie żydowskiej o polskim antysemityzmie, Polacy przez ponad 800 lat gościli w swym kraju Żydów bez żadnych większych uprzedzeń. Gdy w całej bez wyjątku Europie wybuchały co jakiś czas pogromy i rzezie Żydów, na polskich ziemiach przez tyle stuleci nigdy nie odnotowano takiego wypadku.
Wielu Żydów okazało się jednak bardzo niewdzięcznymi gośćmi. Już podczas zaborów, pomimo nielicznych wyjątków rzeczywiście patriotycznych polskich Żydów, większość z nich stała po stronie krajów okupujących Polskę, a tym samym Żydzi zaczęli zniechęcać do siebie Polaków. Jednak dopiero napaść Rosji sowieckiej na Polskę najdobitniej pokazała Polakom ogrom żydowskiej niewdzięczności wobec Polaków, gdy we wszystkich bez wyjątku miastach zajmowanych przez Armię Czerwoną podczas wojny polsko-sowieckiej w latach 1919-1920 Polacy ze zdumieniem obserwowali, jak Żydzi natychmiast witali Sowietów niczym swych wyzwolicieli lub przyjaciół. Podczas tej wojny Wojsko Polskie miało też wiele problemów z wieloma służącymi w nim żydowskimi żołnierzami, na różne sposoby uchylającymi się od walki z sowietami.
Dlatego właśnie od okresu wojny polsko-sowieckiej w Polsce po raz pierwszy pojawiły się publicznie i masowo wyrażane negatywne opinie o Żydach, a wielu Polaków dobrze zapamiętało sobie polskich Żydów radośnie witających sowiecką dzicz – nierzadko pod przywództwem rosyjskiego żydostwa – jaka ponownie próbowała podbić Polskę.
Oliwy do ognia antyżydowskich nastrojów wśród Polaków dolała recesja po krachu giełdowym i ogromnej inflacji końca lat 1920., która zrujnowała miliony Polaków, ale w znacznie mniejszym stopniu dotknęła mniejszość żydowską. Napięcia polsko–żydowskie osiągnęły wówczas zenit. I to do tego stopnia, że Żydzi w Polsce zaczęli tworzyć wybitnie antypolskie ugrupowania i organizacje paramilitarne, Polacy gromadzili się w  podobnych organizacjach nacjonalistycznych z wyraźnie antyżydowskim nastawieniem.

        Nie był to więc najlepszy czas na obnoszenie się z rosyjsko-żydowskimi korzeniami; babka Iny Benity była przecież Żydówką, nie wspominając o ojcu będącym w połowie Rosjaninem oraz polskiej co prawda matce, jednak pochodzącej z całkowicie zrusyfikowanej rodziny.
Nie chcąc, aby takie pochodzenie zaciążyło w jakikolwiek sposób na jej karierze, a także postępując zgodnie z panującą wówczas wśród aktorów modą, Janina Bułhak przybiera wtedy imię sceniczne. Ina, jako końcówka jej rzeczywistego imienia jest oczywista, zaś nazwisko Benita jest trochę trudniejsze do rozszyfrowania.
Podobno wzięła je od nazwy koktajlu opartego na rumie i nektarze bananowym, ale w żadnym spisie koktajli napój o takiej nazwie nie figuruje (nie udało mi się także ustalić źródła pochodzenia tej często powtarzanej informacji). Istnieją różne wersje koktajlu „bonita”, jednak żaden ze słowem „benita” w nazwie. Ponieważ jednak samo słowo bonita znaczy ładna w języku hiszpańskim, uważam, że najprawdopodobniej właśnie o to Jance Bułhakównie wówczas chodziło, gdy wybrała je na swój pseudonim artystyczny – aby kojarzyło się z ładną (kobietą w domyśle, a więc z nią samą). Pewności nigdy nie będziemy już mieli, jednak za moimi poszlakami przemawia fakt, że Janina Bułhakówna miała talent do języków i z pewnością zetknęła się z tym hiszpańskim słowem, oraz to, że bardzo często po prostu zmyślała na miejscu różne historyjki dla reporterów i dziennikarzy (np. podczas jednego z wywiadów podała, że urodziła się w Tyflisie w 1913 roku).
Nie była jednak łgarzem.
Zauważmy, że cechą szczególną jej kłamstw był zawsze ten sam temat: rodzina i dzieciństwo, co nie powinno nas dziwić. Będąc jako dziecko mimowolnym świadkiem walk toczonych przez Wojsko Polskie i armię ukraińską z sowietami, przez lata próbowała wymazać z pamięci te straszliwe wspomnienia i prawdopodobnie dlatego twierdziła, że urodziła się w Tyflisie (czyli dzisiejszym Tbilisi w Gruzji). Ujmowanie sobie lat przez aktorki (i dodawanie przez aktorów) jest także praktyką znaną od wieków. A domieszka krwi żydowskiej nie była dobrze widziana w tamtych latach nie tylko w Polsce, ale i nigdzie na świecie, więc ukrywaniu tego faktu od samego początku kariery także nie można się dziwić.
        Już jako Ina Benita bez problemów, zaraz po szkole pani Hryniewieckiej dostała angaż w warszawskim teatrzyku „Nowy Ananas”. Nie zagrała jednak jeszcze żadnej roli, gdy jej nazwisko już stało się głośne i pojawiło się w gazetach...

Morderstwo


Tajny Detektyw, nr.17/1932
      6 sierpnia 1931 roku, pracująca w teatrzyku dopiero od kilku dni Ina wraz z innymi artystkami szykowała się do wieczornego przedstawienia, kiedy drzwi ich garderoby otworzyły się z hukiem i do pomieszczenia wdarł się uzbrojony mężczyzna z pistoletem w dłoni. Niektóre przerażone dziewczyny zbiły się w gromadkę, inne chciały uciekać drugim wejściem, a wśród nich Ina Benita i jej przyjaciółka Iga. Jednak napastnik był szybszy. Pociągnął za spust i zastrzelił na miejscu Igę Korczyńską, a następnie chciał popełnić samobójstwo. Pistolet jednak nie wypalił. W tym czasie do garderoby kobiet wpadli mężczyźni z sąsiedniej garderoby i obezwładnili mordercę.
Jak wkrótce się wydało, że było to „zabójstwo z afektu”, dokonane przez zawiedzionego odrzuconą miłością wielbiciela Korczyńskiej, który od dłuższego już czasu planował taki właśnie niefortunny koniec dla aktorki i dla siebie i pomimo. że nie do końca mu się to udało, jak mówi przysłowie – „co się odwlecze, to nie uciecze” – rok później został skazany na karę śmierci i najprawdopodobniej wyrok został też wkrótce wykonany...
Natomiast Ina Benita, jako bezpośredni świadek tego morderstwa, jeszcze przez długie miesiące była ciągana do sądu, kilkakrotnie zeznawała na policji i udzielała komentarzy ogromnie zainteresowanej prasie, gdyż całą sprawę na bieżąco relacjonowały oczywiście wszystkie warszawskie gazety.

„Długie, zgrabne nóżki”

        Swą pierwszą rolę sceniczną otrzymała w programie rewiowym „Raj bez mężczyzn” wystawianym w teatrzyku „Nowy Ananas” od 29 sierpnia 1931 r. i wtedy też zadebiutowała na jego deskach. Jej debiut przeszedł bez echa, poza anonsem drobnym drukiem na ostatnich szpaltach, wspominającym o długich zgrabnych nogach debiutantki Benity wydrukowanym zapewne tylko dlatego, że było o niej – jako świadku morderstwa – dość głośno jeszcze kilkanaście dni wcześniej.
Nie była to żadna większa rola, a sam spektakl był typową ówczesną rewią z minimalnym wątkiem osnutym przede wszystkim wokół scen z pokazywaniem nóżek występujących w nim dziewcząt, więc brak recenzji z tego wątpliwego „wydarzenia” kulturalnego jest naturalny.
Jej szeroki uśmiech, białe zęby, mocno zarysowane kości żuchwowe i charakterystyczne "kocie spojrzenie" sprawiły jednak, że rewiowa publika bardzo ją polubiła. Wpadła też w oko producentom filmowym, często odwiedzającym nawet najmniejsze teatrzyki i rewie w poszukiwaniu nowych twarzy i... głosów, gdyż były to lata, gdy kino zostało udźwiękowione. Studia filmowe na gwałt poszukiwały nowych aktorów i aktorek, gdyż wiele ze „starych” gwiazd kina niemego nie potrafiło się znaleźć w nowych, „dźwiękowych” rolach. Szczególnie dotyczyło to kobiet, gdy duża część ówczesnych gwiazdek kina wręcz natychmiast straciła swój dotychczasowy „niemy” seksapil, a widzowie początkowo nawet śmieli się, słysząc ich zbyt piskliwe lub zbyt męskie głosy, które nieopatrznie pojawiły się w nowych „dźwiękowcach”. Kariera naprawdę wielu gwiazd kina niemego gwałtownie została wtedy zakończona. Kino nie zna jednak próżni i oczywiście ich miejsca musiał zająć ktoś inny.
W taki sposób Ina Benita trafiła do filmu. I to od razu w głównej roli!

Magazyn Kino z marca 1932 r.
Na okładce Ina Benita
po raz ostatni jako szatynka
        Zadebiutowała na dużym ekranie razem z Niną Grudzińską w 1932 r. w filmie „Puszcza” reżyserii Ryszarda Biske, na podstawie powieści Józefa Weyssenhoffa pod tym samym tytułem. Podczas gdy ta romantyczna powieść wcześniej była jednym z przebojów księgarń i bibliotek, scenarzystka i reżyser filmu usunęli wyraźne w powieści wątki społeczne i zrobili z niej nawet nie typowe, ale po prostu kiepskie romansidło o rozdartym między dwie kobiety bogaczu. Ina Benita zagrała w nim rolę młodej dziedziczki, a Nina Grudzińska była jej rywalką do serca bogatego Edwarda, w którego rolę wcielił się Andrzej Karewicz (to zresztą kolejny pseudonim artystyczny, pod którym „ukrywał się” Zbigniew Drzymuchowski).
Wielbiciele pierwodruku unikali go jak ognia, a prymitywna historyjka okraszona ładnymi, lecz zupełnie nowymi buziami aktorek nie była w stanie przyciągnąć widzów i film oczywiście zrobił ogromną klapę. A ponieważ nie udało się nawet odzyskać kosztów jego produkcji, grający w nim aktorzy trafili do gazet – wśród nich ponownie Ina Benita – zmuszeni na wytoczenie procesu przeciwko reżyserowi (i zarazem producentowi filmu) Biskemu, aby otrzymać jakiekolwiek pieniądze za swe role.
Pomimo straty czasu, dla Iny Benity był to jednak los wygrany na loterii.

Narodziny gwiazdy

        Będący wówczas na szczytach dzięki swemu wielkiemu przebojowi kinowemu „Głos pustyni” reżyser Michał Waszyński, zwiedziony recenzjami „najgorszego filmu w historii” i zaciekawiony co mogło aż tak źle wyjść innemu reżyserowi, zdecydował się obejrzeć „Puszczę” i natychmiast dostrzegł ukryty talent aktorski Iny Benity.
Wkrótce spotkał się z aktorką, kategorycznie nakazał przefarbować włosy na platynowy blond i... obsadził ją w głównej roli u boku Eugeniusza Bodo i Mieczysławy Ćwiklińskiej w swym następnym filmie, który także stał się kolejnym przebojem kinowym – komedii „Jego ekscelencja subiekt”. Widzowie z miejsca zakochali się w uwodzicielskiej blondynce o szaro-zielonych oczach, która ze swą niewinną twarzą wręcz była stworzona do ról "upadłych aniołów".

Na planie Ina poznała Eugeniusza Bodo z którym na wiele lat połączyła ich bliska przyjaźń, a dzięki dalszej współpracy z Michałem Waszyńskim mogła cieszyć się kolejnymi sukcesami, ponieważ doświadczony reżyser obsadzał ją zawsze we właściwych rolach. Dzięki temu jej pozycja w świecie kina mogła już tylko wzrastać.
Co też się wkrótce stało, gdyż od tego momentu kariera filmowa Iny Benity nabrała ogromnego rozmachu.

        Jeszcze w tym samym 1932 roku pojawiła się w „Przybłędzie” – drugim pełnometrażowym i trzecim w ogóle filmie fabularnym wschodzącej gwiazdy polskiej kinematografii, Jana Nowiny–Przybylskiego, który rok wcześniej debiutował ogromnie popularnym filmem „Cham”.
Na planie „Przybłędy” Ina Benita poznała przyjaciela Nowiny–Przybylskiego, Jerzego Dal-Tana (kolejny pseudonim), czyli Jerzego Tesławskiego, a tak naprawdę – Gieorgija Tiesławskiego, rosyjskiego „białego” emigranta, który aż 4 lata walczył z komunistami i po przegranej „białych” oraz zakończeniu wojny polsko-sowieckiej zamieszkał w Polsce. Tiesławski kilka lat wcześniej ukończył studia filmowe w warszawskim KinoInstytucie, ale oprócz jednej roli zagranej w podrzędnym filmie nie miał na swoim koncie żadnych innych sukcesów filmowych. Jego polski z trochę śpiewnym rosyjskim akcentem był bardzo dobry i bez najmniejszego problemu mógł uchodzić za „kresowiaka, więc język z pewnością nie był przeszkodą w karierze. Jednak jego rosyjska dusza z pewnością łkała za rodzinnym językiem rosyjskim, a Ina Benita bardzo dobrze władała rosyjskim, dzieciństwo spędziła przecież w Kijowie (a nikt tam wtedy nie słyszał o jakimś ukraińskim języku). I tak zaczęło się między nimi od pogaduszek po rosyjsku, a zakończyło... ślubem.

Przybłęda (1933)
Nie dziwne więc, że w następnym roku widzowie mogli ją oglądać w filmie „Oczy czarne”, pierwszym i jedynym filmie w reżyserii Tiesławskiego, wówczas już jej męża.

Skandalistka

        Zanim jednak nastąpiła premiera filmu, Ina Benita po raz kolejny (i po raz kolejny z nie swojej winy) trafiła do gazetowych rubryk opisujących mniejsze i większe skandale towarzyskie.
Okazało się, że jeszcze na planie „Przybłedy” mąż Iny związał się w tajemnicy z Jagą Borytą, wówczas narzeczoną Zbigniewa Staniewicza. Tak smakowity kąsek był z lubieżnymi detalami wałkowany przez nie mające sumienia gazety, pojawiły się nawet dowcipy rysunkowe z jeleniami o twarzy Staniewicza, a w niektórych nawet dosłownie pisano o nim jako o „tym rogaczu”, co tylko jeszcze bardziej upokarzało aktora i niedługo później popełnił samobójstwo.
Nagonka prasowa była jednak pomocna Inie. W czasach, gdy sprawy rozwodowe sądy z zasady rozciągały na kilka lat, Ina Benita otrzymała rozwód w tempie wręcz błyskawicznym. Być może przyczyniły się do tego także bardzo dobre recenzje jej gry aktorskiej i samego filmu Tiesławskiego, któremu tuż przed premierą zmieniono tytuł na „Hanka”, gdyż nagle okazało się, że prawa do tytułu „Oczy czarne” są już w posiadaniu wytwórni fonograficznej. Ina Benita podobno wspaniale zagrała w nim dramatyczną rolę tytułowej Hanki, córki skazanego na syberyjskie zesłanie Polaka z Wołynia, Jana Berezy (film niestety nie przetrwał II wojny światowej i musimy opierać się na opinii ówczesnych krytyków i ich recenzji).
        Natomiast Gieorgij Tiesławski po tym skandalu nie zrobił już więcej żadnego filmu i po pewnym czasie został dyrektorem zakładów papierniczych pod Wilnem, zaś po zajęciu Litwy przez ZSRS w 1939 r. przeszedł na stronę Niemców i później ponownie walczył z Sowietami jako oficer ROA w armii gen. Własowa. Co ciekawe: po upadku III Rzeszy, wraz z wieloma Niemcami, wyemigrował do Argentyny podając się tam za Polaka i do śmierci żyjąc tam jako polski emigrant Jerzy Czesławski.

Gwiazda

        W tym czasie w kinie trwała druga (po dźwiękowej) rewolucja: do lamusa odchodziły poważne, pociągające rzęsami wampy z przyczernionymi oczami i wiecznie smutnym wzrokiem i twarzą. W modzie stawały się aktorki uśmiechnięte, powabne, wyglądające „świeżo” i dziewczęco. Nastały czasy, dla których Ina Benita była po prostu stworzona.
Nic więc dziwnego, że następny rok był dla niej przełomowym.
We wrześniu na ekrany kin weszła wyśmienita komedia Mieczysława Krawicza „Dwie Joasie”, do dzisiaj uznawana za jeden z najlepszych filmów przedwojennego kina polskiego, w której Ina Benita zagrała drugą rolę żeńską. Większość krytyków, oprócz zachwytów nad grającą główną rolę Jadwigą Smosarską, podkreślała także niezłą rolę Iny Benity. Trwało to jednak tylko półtora miesiąca – do czasu, gdy na ekrany wszedł „Jaśnie pan szofer” Michała Waszyńskiego, który zrealizował wtedy swą najpopularniejszą jak dotąd komedię, angażując w niej po raz kolejny Eugeniusza Bodo i Inę Benitę w rolach głównych (a także ogromnie popularnego Antoniego Fertnera i inne ówczesne gwiazdy).
        Na długo przed premierą wróżono filmowi z taką obsadą i scenariuszem napisanym przez Konrada Toma (którego wszystkie poprzednie filmy były także przebojami), że stanie się wielkim hitem. Jednak gdy „Jaśnie pan szofer” wszedł na ekrany kin w połowie listopada 1935 roku natychmiast wywołał sensację, a rzeczywistość przekroczyła najśmielsze nawet oczekiwania. Widzowie po prostu tłumami przychodzili na pokazy filmu przez wiele tygodni, niektórzy oglądali go nawet wielokrotnie.
Tak ogromny sukces kasowy filmu zapewnił oczywiście ogromne zyski producentom, a Ina Benita została zakwalifikowana do grona największych gwiazd polskiego kina i jej błyszcząca gwiazda lśniła odtąd już nieustannie. Nie wiadomo, jak by się zakończyła, gdyby nie mający wkrótce nastąpić napad niemiecko-sowiecki na Polskę rozpoczynający II wojnę światową... jednak zanim do tego doszło, Ina Benita zdążyła jeszcze zagrać w kilku kolejnych filmach, które co do jednego także zostały przebojami.

Drugie małżeństwo


Stanisław Lipiński w 1934 r.
      Jej następnym filmem była „Trójka hultajska” (1937) w reżyserii Henryka Szaro. Na jego planie poznała młodego operatora filmowego Stanisława Lipińskiego, który uważany jest dzisiaj za najlepszego operatora całego okresu II Rzeczypospolitej. „Trójka hultajska” była jego pierwszym pełnometrażowym, w pełni fabularnym filmem. Wcześniej kręcił tylko krótkie filmy dokumentalne, jednak Henryk Szaro był pod wrażeniem pracy, jaką Lipiński wykonał wcześniej dla Aleksandra Forda w fabularyzowanym filmie dokumentalnym o żydowskim obozie letnim dla dzieci „Mir kumen on” i bez wahania powierzył mu realizację zdjęć.
Już w pierwszych dniach produkcji filmu Ina Benita ponownie trafiła do rubryk towarzyskich „Kuryera Warszawskiego”, który donosił o trwających do białego rana biesiadach kawiarnianych i tanecznych z początkowo nieznanym, przystojnym mężczyzną (szybko wydało się, że jest nim Stanisław Lipiński):
„piękna ta para niczem zlepiona przebywała w innem świecie [...] własnem krokiem tanecznym podążając nawet gdy muzyka więcej nie grała”
Pod koniec roku wzięli ślub.
Musieli się kochać i z pewnością byli szczęśliwi, gdyż widać to na wszystkich wspólnych fotografiach. Jeśli tylko było możliwe, razem pojawiali się się na każdej z premier kolejnych filmów z Iną Benitą, a do chwili wybuchu wojny było ich jeszcze całkiem sporo jak na okres niecałych 2 lat:„Gehenna” (1938), „Ludzie Wisły” (1938), „Moi rodzice rozwodzą się” (1938), „Serce matki” (1938), „Czarne diamenty” (1939), „Doktór Murek” (1939) i „O czym się nie mówi...” (1939).
Wojna przerwała ich krótkotrwałe szczęście i gwałtownie zakończyła kariery Iny Benity i Stanisława Lipińskiego.

Niemiecka napaść i sowiecki nóż w plecy

        Mąż Iny w pierwszej połowie września 1939 filmował działania wojenne w okolicach Warszawy i samej stolicy. Prawdopodobnie większość, jeśli nie wszystkie zachowane dokumentalne filmy z obrony Warszawy są jego dziełem. Tuż przed okrążeniem Warszawy zabrał żonę do rodzinnego Lwowa, gdzie zastała ich napaść Sowietów na Polskę. Lipiński odesłał żonę z miasta, samemu biorąc udział w walce z Sowietami podczas jego obrony. Po IV rozbiorze Polski między Niemcami i ZSRS nie mógł bez ważnych dokumentów przekroczyć granicy sowiecko-niemieckiej aby wrócić do Warszawy, nie mógł nawet marzyć o bezpiecznym wydostaniu się z miasta, ukrywał się więc we Lwowie. Został jednak zadenuncjowany przez sąsiada–Ukraińca (lub Rosjanina) i aresztowany przez NKWD. W pierwszych miesiącach 1940 roku, starym rosyjskim zwyczajem zesłano go Syberię. I tak miał szczęście, że nie został zabity.
Żony nie zobaczył już nigdy.

        Natomiast Ina Benita powróciła do Warszawy. Okupacja hitlerowska była jednak równa sowieckiej. Oprócz terroru i szykan ludności polskiej, Niemcy zlikwidowali także całe życie kulturalne Polaków. Zamknęli polskie rozgłośnie radiowe, teatry, rewie, zlikwidowali wytwórnie filmowe i fonograficzne, wydawnictwa, zaczęła się grabież polskich muzeów... Gdy zamknęli nawet szkoły dla wszystkich stało się oczywiste, że ich celem jest likwidacja narodu polskiego. Dla polskich aktorów i aktorek, choćby największych gwiazd jak Ina Benita, nie było w ich planach miejsca.
Niemcy co prawda otworzyli kilka kin w 1940 roku, w których pokazywano jedynie niemiecką propagandę i z rzadka niemieckie filmy fabularne, a jeszcze rzadziej filmy polskie, których nikt już przecież nie produkował – stąd jedynymi filmami polskimi, jakie trafiły do kin okupowanej Polski, były ostatnie przedwojenne produkcje polskie z 1939 roku: „Sportowiec mimo woli” (1940) i „Ja tu rządzę” (1941). Obydwa były wyświetlane w znacznie okrojonych, gdyż ocenzurowanych przez Niemców wersjach. I w obydwóch występowała m.in. Ina Benita.
Oprócz tych dwóch filmów Polacy nie chodzili do kin. Patrioci bojkotowali niemiecką propagandę, a najlepiej nastroje oddaje ówczesne powiedzenie: „tylko świnie siedzą w kinie”.
Ina Benita początkowo żyła z oszczędności, lecz w warunkach stałego braku wszystkiego i szalejących cenach, przy jej wystawnym trybie życia już niedługo zabrakło jej nie tylko pieniędzy, ale nawet czegokolwiek wartościowego na sprzedaż.
        W 1940 roku Benita otrzymała propozycję pracy w kawiarni "U Aktorek", której szefowała Mieczysława Ćwiklińska. Największe gwiazdy przedwojennego kina i teatru pracowały tam jako kelnerki, a na fortepianie grał Witold Lutosławski, któremu nierzadko akompaniował Mieczysław Fogg. Benita jednak odrzuciła tę ofertę. Kelnerką mogła być Janka Bułhakowa kilkanaście lat wcześniej, „wielkiej Inie” – nawet pod okupacją – aż tak nisko „upaść” było nie do pomyślenia.
Niemcy otwierali w tym czasie kilka scen teatralnych, zbojkotowanych przez polskich aktorów (z resztą tylko kolaboranci znaleźli w nich zatrudnienie), którzy w tym czasie nierzadko brali udział w tzw. podziemnych teatrach – w przeciwieństwie do teatrów „jawnych” organizowanych przez Niemców – których inscenizacje odbywały się w niewielkich gronach w polskich domach, a nawet  mieszkaniach.
Ina wybrała teatr jawny.

Okupacja

        Dzisiaj większość opisujących jej decyzję uważa to za kolaborację. Nie sądzę, aby tak było. Tuż przed wojną, wiosną i latem 1939 roku Benita występowała na scenie Teatru Ali Baba w rewii "Orzeł czy Reszka?", która była satyrą na Adolfa Hitlera i niezmiernie złośliwie kpiła i wyśmiewała go – do tego stopnia, że warszawska ambasada III Rzeszy przedłożyła rządowi polskiemu oficjalną notę protestacyjną. Niemcy dobrze pamiętali o tym kilka miesięcy później i natychmiast po zajęciu stolicy Gestapo rozpoczęło poszukiwania twórcy rewii Mariana Hemara oraz wykonującego w niej piosenkę „Ten wąsik” Ludwika Sempolińskiego. Już samo to wystarczyło, aby aktorka miała się czego bać.
A bała się na pewno.
Okupowana Warszawa
        Pamiętając o głęboko skrywanym sekrecie Iny Benity - w jej żyłach płynęło przecież 25% krwi żydowskiej po babce – i gwałtownie narastających szykanach wobec Żydów, można chyba zrozumieć, że będąc w takiej sytuacji Ina Benita pod żadnym pozorem nie chciała narażać się na jakiekolwiek podejrzenia ze strony okupanta o zabronioną działalność. Podejrzewam, że decydując się na podjęcie angażu w kolaboranckim teatrze kierowała się logiką „najciemniej jest pod latarnią” myśląc, że grając w niemieckim teatrze nikt nie będzie grzebał w jej przeszłości. I tak już każdego dnia popełniała przestępstwo nie nosząc opaski z gwiazdą Dawida, jaką Niemcy nakazali nosić wszystkim Żydom i osobom posiadającym jakiegokolwiek żydowskiego przodka (a w następnych miesiącach zaczęli przenosić ich do właśnie tworzonego getta żydowskiego). Patrząc z jej punktu widzenia, w tamtym czasie i miejscu, była to dla niej prawdopodobnie jedyna możliwość przetrwania okupacji.
Chociaż mogło też być zupełnie inaczej.
[...] Kiedy Warszawa skapitulowała, na placyku dokładnie naprzeciw okien Benity wykopano wielki dół, w którym złożono dobrze zabezpieczoną i opakowaną broń, a głównie granaty. Nie trzeba było długiego okresu czasu, kiedy wszyscy zauważyli, że do lokatorki na parterze zaczynają przychodzić z wizytami oficerowie niemieccy. Wszyscy byli zaszokowani, kiedy któregoś dnia na placyk, na którym była zakopana broń, zajechał oddział SS i wykopał wszystko. Wszyscy mówili, że to za sprawą Benity [...]
Faktem jest jedynie to, że ktoś doniósł Niemcom o schowku. Jednak o miejscu ukrycia tam broni wiedziało dobrze ponad 100 osób – od mieszkańców pobliskich domów, po samych żołnierzy, nie ma więc żadnej pewności, że informatorem tym musiała być akurat Ina Benita. Wspomniany (i często cytowany) fragment jest także bardzo niesprawiedliwy dla Benity, gdyż sugeruje jakoby zadawała się już wtedy z niemieckimi oficerami.
Schowek z bronią został odkryty pod koniec zimy, najpóźniej w marcu 1940 roku (według opisu jednego ze świadków wydarzenia, Niemcy długo kopali, gdyż ziemia była jeszcze zmarznięta), a w tym czasie Ina miała jeszcze swą biżuterię i nosiła drogie futra, pieniędzy więc jej jeszcze nie brakowało. W tym czasie z nikim też nie spotykała się – a tym bardziej z niemieckimi oficerami – wierząc jeszcze, że jej mąż żyje i niedługo wróci.

        Nawet podejmując pracę w zorganizowanych przez okupanta teatrzykach i rewiach dla niemieckiej soldateski unikała z nimi wszelkich kontaktów poza teatrem. Dopiero pod koniec 1942 r. jej postawa zmieniła się, gdy z jakiegoś powodu nagle straciła nadzieję na powrót męża. Być może uważała, że skoro Niemcy podbili już całą europejską część Rosji, a jej mąż nadal nie wracał, oznaczało to, że nie żyje?
Dziś możemy jedynie snuć domysły na temat.
Katyń, 13 kwietnia 1943 r.
        W kwietniu 1943 roku, gdy Niemcy podali do wiadomości informacje o wymordowaniu przez Sowietów dziesiątków tysięcy Polaków w Katyniu i okolicach, Ina Benita była już przekonana, że jej mąż także został zamordowany przez NKWD, co najlepiej dowodzi fakt, że mniej więcej w tym okresie widziano ją przynajmniej dwukrotnie z żałobą na ubraniu. Dlatego też nie neguję informacji o jej spotkaniach z oficerami niemieckimi i z pewnością są to informacje prawdziwe. Jednak umiejscawiane są przez niedbałych autorów w niewłaściwym okresie i z absolutną pewnością nie mogły być powiązane z odkryciem przed jej domem schowka z bronią, które nastąpiło w 1940 roku. Takie łączenie „na siłę” wydarzeń oddzielonych od siebie co najmniej dwuletnim okresem czasu jest nie tylko nieuczciwe, ale stanowi przykład dopasowywania wybranych fragmentów czyjegoś życiorysu do udowadniania z góry założonej tezy nie mającej nic wspólnego z rzeczywistością. Innymi słowami – choć nie mam pojęcia, dlaczego miałoby tak się dziać względem Iny Benity – jest to działanie według typowych wzorców z najlepszych sowieckich szkół propagandy komunistycznej.

        Faktem jest także, że nie przejmując się opinią społeczeństwa polskiego, Ina Benita bez skrępowania grała w jawnych okupacyjnych teatrzykach „Komedia” i „Miniatury”, a w teatrzyku rewiowym „Niebieski Motyl” zgadzała się na coraz bardziej wyzywające role, wkrótce występując nawet w rewiach z pogranicza pornografii... Dla niej z pewnością najważniejsze było, że znów była gwiazdą, a fakt, że robi to dla żołnierzy wroga był drugorzędny lub nawet bez znaczenia.
Zaznaczmy także, że aktorka grała w nich z nie byle kim, bo z samym Adolfem Dymszą – największą gwiazdą przedwojennego kina, co z pewnością w jakiś sposób usprawiedliwiało ją we własnym mniemaniu i sumieniu.
Przedstawienia z golizną oczywiście cieszyły się wielką popularnością wśród hitlerowskich żołnierzy, którzy najczęściej stanowili ogromną większość widowni. Hitlerowcy reagowali na występującą na scenie Benitę tak samo, jak przed wojną robili to Polacy. Niejednemu Niemcowi zadziorna i pociągająca Benita zawróciła w głowie, lecz pomimo plotek wśród zdegustowanego jej otwartą kolaboracją z okupantem społeczeństwa polskiego, Benita w rzeczywistości albo wcale, albo bardzo rzadko spotykała się ze swoimi niemieckimi widzami poza sceną, a z pewnością z żadnym z nich nigdy nie związała się.
Do czasu.

Ina co to Szwaba wybrała

        Długo wzbraniała się przed spotkaniem z tajemniczym adoratorem, który po każdej rewii słał jej początkowo wiązanki, następnie bukiety, a później już całe kosze jej ulubionych kwiatów, po których uległa. I nie zawiodła się.
Tajemniczym wielbicielem okazał się oficer Wehrmachtu, który jako Austriak nie miał wyboru i został przymusowo wcielony do wojsk III Rzeszy. Nazywał się Otto Haver i był człowiekiem inteligentnym, wykształconym, nie popierał nazistów, nigdy nie należał do NSDAP i jak każdy chyba Austriak uwielbiał muzykę, a w dodatku był wysoki i przystojny. Tak, nosił wrogi mundur, jednak pozostałe zalety z pewnością przeważyły u Benity nad mundurem koloru feldgrau i przyszytą na nim hitlerowską gapą, gdyż prawie natychmiast zostali kochankami i nie kryli się z tym.
Warszawa aż rozhuczała się od plotek, których tematem znów stała się Ina Benita, a wśród warszawiaków krążył złośliwy dowcip o Inie, co to Szwaba sobie wybrała (w przeciwieństwie do Wandy, co to Niemca nie chciała).
Wiedeń, 1943 r.

        Czy powiedziała mu o swej żydowskiej babci? Bardzo możliwe. Pośrednim dowodem na to jest fakt, że już wkrótce Haver dokonuje cudów, aby przenieść Benitę do swego (podobno rodzinnego) Wiednia, chociaż możliwe jest też, że nawet nie wiedząc o tym mógł przecież chcieć, aby mieszkała w jego mieście, zamiast odległej i nie znajdującej się w granicach III Rzeszy Warszawie.
Latem 1943 roku Ina Benita dostaje odpowiednie zezwolenia od hitlerowskich władz i przenosi się do Wiednia. Pomimo braku potwierdzenia śmierci Lipińskiego –  męża Iny – planują ślub już na gwiazdkę.
Wtedy właśnie daje znać o sobie hitlerowska rzeczywistość. Przenosiny do jego rodzinnego Wiednia okazały się dla Iny tylko ułudą bezpieczeństwa.

Rassenschande

        Trudno ustalić dzisiaj w jaki sposób doszło tragedii, czy było to efektem jak zwykle gorliwie działającej niemieckiej machiny biurokratycznej przy okazji wyrabiania dokumentów dla Iny, czy też w inny sposób, jednak to właśnie wtedy tajemnica żydowskiego pochodzenia jej babci wychodzi na jaw.
Próbując ratować Inę, Otto wyrabia jej dokumenty na nazwisko Janiny Lipińskiej i odsyła z powrotem do Warszawy. Nic to nie daje. Oboje zostają wkrótce aresztowani przez Gestapo i oskarżeni o popełnienie przestępstwa złamania czystości rasy aryjskiej (tzw. Rassenschande), do której zaliczany był Otto. Obojgu grozi za to obowiązująca w Generalnej Guberni kara śmierci. Niemiecki sąd uznaje jednak, że „zbrodni” dokonali w Wiedniu (być może było to wynikiem zakulisowych działań Havera lub jego rodziny ) i zamiast kary śmierci Otto Haver zostaje wysłany na front wschodni, a Ina Benita trafia do więzienia na Pawiaku – nie jako Żydówka (gdyż jako taka z pewnością zostałaby zabita, lub w najlepszym wypadku skończyłaby w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu), lecz jako nie–Aryjka (Polka). Jest dla mnie absolutne pewne, że w tym przypadku po prostu musiało dojść do pewnych zakulisowych układów ze strony któregoś z niemieckich wielbicieli Iny lub rodziny Havera; ktoś musiał użyć swoich wpływów aby tego dokonać, inaczej taka zamiana z Żydówki (za jaką – według praw hitlerowskich – powinna zostać uznana Ina) na nie–Aryjską Polkę nigdy nie mogłaby dojść do skutku.
Pawiak
Przemawiają za tym 2 kolejne fakty: 8 kwietnia 1944 r. w więzieniu na Pawiaku Ina Benita rodzi chłopca i nadaje mu imiona Tadeusz Michał. III Rzesza nie dopuszczała do narodzin mieszanych dzieci i na kobietach noszących dzieci pochodzące z Rassenschande dokonywano aborcji nawet w ostatnich dniach ciąży. Kolejnym faktem jest wypuszczenie nie–Aryjki skazanej za Rassenschande z więzienia: rok później Ina Benita wraz ze swym synkiem–niemowlęciem zostaje przez hitlerowców wypuszczona z Pawiaka na wolność.
Niektórzy uważają to za dowód na jej wcześniejszą kolaborację z Niemcami, w czym jednak brak logiki. Gdyby była kolaborantką, przede wszystkim nigdy nie trafiłaby przecież na Pawiak.

        Czy Otto Haver wiedział, że była w ciąży? Nie wiemy, jest jednak najbardziej prawdopodobne, że w chwili aresztowania nie mógł o tym wiedzieć, gdyż Ina była wtedy najdalej w drugim, a najpewniej w pierwszym miesiącu ciąży. Otto posiadał jednak pewne koneksje w Warszawie, wcześniej udało mu się przecież „załatwić” Inie jako nie–Aryjce zezwolenie na opuszczenie Generalnej Guberni, oraz zezwolenie na jej zamieszkanie w samej III Rzeszy, co już samo w sobie jest ewenementem – osoby nie–Aryjskie legalnie mieszkające w głębi Rzeszy w 99,99% składały się tylko i wyłącznie z hitlerowskich niewolników, czyli ludzi przymusowo wysłanych na roboty do Rzeszy. Stąd jest bardzo możliwe, że przez te same koneksje dowiedział się o jej ciąży i później także mógł zostać poinformowany, że został ojcem chłopczyka.

Powstanie

        Wypuszczona 31 lipca 1944 r. z więzienia Ina z dzieckiem na ręku nie miała dokąd pójść. Nie jest pewne, gdzie spędziła swą pierwszą od czasu aresztowania i ostatnią w życiu spokojną noc.
Według jednego ze źródeł zatrzymała się wtedy u przyjaciół na Nowym Świecie.
W każdym razie rozpoczęte następnego dnia Powstanie Warszawskie zastało ją na Starówce. Ina Benita, tak jak i reszta cywilów Warszawy, większość następnych dni i nocy spędzała już tylko w schronach i piwnicach, kryjąc się przed niemieckimi bombami, artylerią i snajperami.
Pomimo jej romansu z oficerem wroga rzadko i tylko z początku Powstania wyciągane jej to za złe. Wkrótce Ina Benita i jej mały synek tak samo cierpieli na brud, głód, wszy i robactwo jak każdy inny mieszkaniec ogarniętej Powstaniem stolicy i w tym jedynym sierpniowym miesiącu, po raz pierwszy od początku wojny, Ina Benita przez krótki czas żyła, mieszkała i cierpiała w dokładnie takich samych warunkach, jakich doświadczała reszta rodaków. Choć i to może niezupełnie, gdyż pomimo jej jawnej kolaboracji z okupantem nadal miała swych wielbicieli i adoratorów, którzy potrafili podzielić się z nią dodatkowym kawałkiem jabłka czy przynieść za nią wodę, a życzliwe wielbicielki potrafiły nawet zdobyć – zupełnie nie wiadomo skąd i jak – odrobinę mleka dla jej synka...

        Nie wiadomo, czy wybuch Powstania uradował ją tak samo, jak prawie wszystkich bez wyjątku Warszawiaków. Myślę, że tak – była przecież Polką, a w jej szczególnym przypadku na powszechną euforię ludności z pewnością nakładała się też dodatkowa radość z przeżycia Pawiaka i wyjścia na wolność dzień wcześniej. Jak wiemy jednak, Niemcy nie zasypiali gruszek w popiele, ściągali coraz liczniejsze posiłki i już kilka dni później odebrali Polakom inicjatywę, zmuszając Powstańców do defensywy. Pomimo zaciekłych ataków przez kilka tygodni nie udało im się jednak przerwać powstańczych linii obrony na Starówce. Powstańcy wykrwawiali się jednak, coraz częściej brakowało ludzi i broni i linie obrony musiały być skracane wgłąb Starówki. Po wielodniowych szturmach doszło już do tak niesamowitego zagęszczenia ludności, że nie było już innej możliwości, jak przebić się przez niemieckie pozycje do Śródmieścia.
Z kilku znanych dzisiaj przyczyn próba ta nie powiodła się, w wyniku czego już od 29 sierpnia coraz większe grupy ludności zaczęły przedostawać się kanałami kanalizacyjnymi ze Starówki do Śródmieścia. Wśród nich była Ina Benita z synkiem.

Tajemnica warszawskich kanałów

        Droga podziemnymi kanałami do Śródmieścia, jakkolwiek krótka – od kilkuset metrów do trochę ponad kilometra – była bardzo niebezpieczna. Nie tylko ze względu na Niemców, celowo wrzucających na wędrujących nimi bezbronnych cywilów granaty i ładunki gazowe, ale także z powodu zawalających się od toczących się na powierzchni walk ścian i stropów kanałów.
Według jednej z wersji Inie udało się przedostać kanałami do Śródmieścia i dopiero tam zginęła od bomby podczas któregoś z niemieckich nalotów, jednak najbardziej wiarygodny wydaje się opis jednego z Powstańców opisującego przejście kanałami do Śródmieścia, który zapamiętał Benitę w swej grupie wchodzącej do kanału w nocy z 29 na 30 sierpnia 1944 r.
W pewnym momencie ich grupa, pełzającą kanałami pod zajętym przez Niemców terenem, została wykryta i zostali obrzuceni granatami z dwóch włazów ulicznych. Ponad połowa grupy zginęła na miejscu, a wśród zabitych była także Ina Benita.

Jeszcze inna, najmniej moim zdaniem prawdopodobna hipoteza, twierdzi że Ina Benita dotarła do Śródmieścia i tam przeżyła do końca Powstania, a po jego kapitulacji zmieniła wygląd (w czym z pewnością mogła jej pomóc prawie dwumiesięczna nędza) i nadal ukrywając się jako Janina Lipińska po wojnie przedostała się z synkiem do Austrii i tam dożyła swych dni.

Faktem jest, że nigdy nie znaleziono jej ciała, a informacje osób twierdzących, że widziały ją żywą w Śródmieściu są przekonujące, jednak nie gwarantują pewności. Tak opisywała swe prawdopodobne spotkanie z Iną Benitą pod koniec września 1944 r. jedna z Warszawianek:
[...] powiedział mi, że to ona, sama zupełnie [jej] nie poznałam. Po pięknych blond loczkach z filmów nie było śladu, spod kapoty wystawały ciemne proste włosy [...] brud pokazał najdrobniejszą zmarszczkę na czole, policzki zapadnięte, cera szarawa i jak wszyscy [była] chuda z niedożywienia [...] przygarbiona wydawała mi się dużo starsza. Na ręku trzymała zawiniątko z gałganów, w którym spało niemowlę [...]
Po roku Pawiaka i 2 miesiącach Powstania, gdyby nawet przeżyła, Ina Benita z pewnością nie przypominałaby gwiazdy kina sprzed wojny. Po jej okresie kolaboracji w jawnych teatrzykach nie sądzę też, aby chciała w Powstaniu przypominać komukolwiek o swej obecności. Uważam także, że w takich warunkach (braku wody i żywności) nie trudno było wówczas pomylić kogokolwiek innego z Iną Benitą, jeśli tylko choć trochę przypominała swym wyglądem znaną aktorkę.
W taki sposób zapewne powstały te wszystkie powojenne plotki o domniemanym zauważeniu Iny Benity w Śródmieściu.
Gdyby jednak rzeczywiście przeżyła Powstanie musiała zdawać sobie sprawę z tego, jaki los czekałby ją – jako kolaborantkę – po zakończeniu wojny: ostracyzm w najlepszym przypadku, więzienie w najgorszym. Ucieczka w tajemnicy do Austrii, prawdopodobnie pod opiekę rodziny ojca synka, wydaje się logicznym i zarazem najlepszym wówczas wyjściem.
Zakładając, oczywiście, że nie zginęła w kanałach i rzeczywiście na Śródmieściu przeżyła do końca Powstania.

        Kilka lat temu pojawiły się także plotki o tym, jakoby zmarła 1 sierpnia 2000 roku w Buenos Aires, a jej syn miał zamieszkać w Krakowie i tam pochować matkę. Brak jednak jakichkolwiek, nawet najmniejszych poszlak na poparcie tej pogłoski, która najpewniej jest jedną z tysięcy bzdur pojawiających się w sieci.
Ostatnią absolutnie pewną informacją o Inie Benicie jest fakt, że w nocy z 29 na 30 sierpnia 1944 r. wraz z grupą Powstańców i cywilów zeszła do kanałów udając się tą drogą na Śródmieście. Niezależnie od dalszych losów Iny Benity od chwili zejścia do kanałów pewne jest jednak, że uniknęła losu około 35 tysięcy pozostawionych wówczas na Starówce cywilów: ogarnięci amokiem połowicznego zwycięstwa Niemcy po przejęciu Starówki przez dwie doby wielokrotnie gwałcili schwytane kobiety, nierzadko robiąc to tak długo, dopóki nie skonały. I nie przepuszczali żadnej młodej ani ładnej kobiecie...

        Jak wiele wydarzeń w jej życiu, tak i jej śmierć pozostała do dzisiaj nierozwiązaną zagadką. Wobec sprzecznych zeznań tych, którzy przeżyli Powstanie, nie wiadomo nawet gdzie i kiedy zginęła, nie jest nawet w 100% pewne, czy w ogóle zginęła. Ale nawet jeśli przeżyła i skutecznie zacierając za sobą wszystkie ślady schroniła się przed sprawiedliwością w Austrii, jest mało prawdopodobne, że nadal żyje – obecnie musiałaby mieć już prawie 100 lat.
Naszym zdaniem prawie rok Pawiaka i 2 miesiące piekła Powstania przez jakie przeszła (jeśli przeżyła), były aż nadto wystarczającą pokutą za jej nie groźną przecież kolaborację z okupantem, podczas której nikogo nie zadenuncjowała (jak np. aktor–kolaborant Igo Sym), nikomu nie wyrządziła krzywdy swą kolaboracją i pewne jest, że kolaborowała po prostu aby przeżyć. Nawet jeśli rzeczywiście przeżyła Powstanie i zmarła gdzieś w Austrii, uszanujmy jej dobrowolne odejście w zapomnienie i przyjmijmy, że zginęła w Powstaniu.
I dlatego też uznaliśmy pierwszy oficjalny dzień ewakuacji ze Starówki kanałami na Śródmieście 29 sierpnia 1944 r. za symboliczną lub rzeczywistą datę śmierci Janiny Bułhak, vel Janiny Ferow–Bułhak, vel Janiny Lipińskiej, znanej przede wszystkim jako Ina Benita.


 
© DeS, 888, B. C.
Tekst pierwotny: DeS (Digitale Scriptor), lipiec 2004, poszerzony w 2008 r.
Uzupełnienia, poprawki, skróty i dopiski: DeS, FP888 i Projekt Repozytorium, 2010-2015
specjalnie dla: Ilustrowany Tygodnik Polski ☞ tiny.cc/itp2


Pozycje dostępne w naszym Repozytorium
IMDb (angielski)
Wikipedia (polski)
Filmografia (polski)

Gwiazdy kina utracone w Powstaniu Warszawskim (polski)


P.S.
Mąż Iny, Stanisław Lipiński został zwolniony z syberyjskiego łagru w 1942 r. do tworzącej się wówczas uw ZSRS polskiej armii gen. Andersa, z którym przebył cały szlak bojowy walcząc i filmując jego walki – był m.in. operatorem „Kroniki wojennej nr.1” (1942) i „Kroniki filmowej 2 Korpusu” (1943). Dwukrotnie ranny pod Monte Cassino i w bitwie o Ankonę, po wojnie nakręcił jeszcze swój ostatni, a zarazem największy film w reżyserii Michała Waszyńskiego, zatytułowany „Wielka Droga” (1946).
Dziesięć lat później z Anglii przeniósł się do Kanady, gdzie prowadził własne laboratorium i osiadł na stałe. Pod koniec życia wykładał sztukę operatorską na wydziale Uniwersytetu Stanu Nowy Jork w Brockport, gdzie zastała go śmierć i tam też został pochowany.
Dopiero ćwierć wieku po jego śmierci, już po upadku PRL-u, większość Polaków mogła po raz pierwszy zobaczyć jego film dzięki emisji w TV, ale to już osobna historia.

Nie udało mi się znaleźć żadnej informacji o tym, aby pan Lipiński ponownie ożenił się. Prawdopodobnie do końca życia pozostał wdowcem po wielkiej Inie Benicie...



P.P.S.
Austriak Otto Haver nie istnieje w żadnym spisie oficerów Wehrmachtu, a są one prawie z pewnością kompletne według danych z początków 1945 r.
Dla pewności szukałem także różne odmiany nazwiska uwzględniając możliwe pomyłki, jak Otton Haver, Otto Hauer itp. - szczególnie, że przedwojenna pisownia litery U tak w Niemczech, jak i w Polsce bardzo przypomina współczesne V (zależnie od używanej czcionki).
Przyjąłem też, że kochanek Iny Benity nie mógł być o wiele młodszy od niej, skoro był oficerem (a najpewniej był trochę starszy).
Nie znalazłem jednak żadnego.
Z drugiej strony, niezależnie od wpływów i koneksji, Otto Haver za zbrodnię Rassenschande z Iną Benitą z pewnością musiał zostać zdegradowany do stopnia Gefreitra (odpowiednik starszego szeregowego) lub nawet Soldata (szeregowca) i przez to usunięty z list oficerskich. Zaś spisy żołnierzy Wehrmachtu poniżej szarż podoficerskich do teraz są bardzo niekompletne (komplet jest w posiadaniu Rosjan od 1945 r., lecz nigdy ich nikomu nie udostępnili oficjalnie twierdząc, że ich nie mają – zapewne nie chcą, aby na jaw wyszło jak najbardziej prawdopodobne wymordowanie przez nich ogromnej liczby niemieckich jeńców wojennych, o co podejrzewają ich Niemcy, do dzisiaj nie mogący doszukać się prawie 2 milionów swoich żołdaków ani ich grobów).
Mimo to udało się odnaleźć kilku Otto Hauerów służących w Wehrmachcie (żadnego Havera), jednak tylko jeden był w odpowiednim wieku:
Otto Hauer - bez stopnia - ur: 23.02.1915 - brak miejsca ur. - data śmierci: brak
ad: uznany za zaginionego 1 czerwca 1944 r w okolicy Dukhovstchina
Prawie wszystko by pasowało: brak stopnia wskazuje na kompanię karną, miejsce zaginięcia jest na froncie wschodnim, tylko data gdy został uznany za zaginionego w boju: 1 czerwca 1944 jest co najmniej o tydzień zbyt wczesna,
To nie mógł być „ten” Otto.

Jeszcze jedną możliwość dawały niemieckie spisy grobów wojennych, które do dzisiaj są stale uaktualniane. Szukając w tych archiwach natrafiłem na jednego Otto Havera (który poległ jednak podczas I wojny św.) oraz sporą garść poległych Otto Hauerów. Eliminując wszystkich którzy polegli przed czerwcem 1944 lista zawężyła się do kilku, zaś dalsza eliminacja według wieku pozostawiła tylko tych 4 poległych:
Otto Hauer – Obergefreiter – ur: 23.02.1915 w Schopfheim – data śmierci: 03.10.1945 w Obóz Jeniecki w Szczecinie
ad: pochowany w Neumark / Stare Czarnowo (Polen), mogiła zbiorowa
Wszystko pasuje oprócz miejsca urodzenia: Schopfheim leży Niemczech, a nie w Austrii.
Kolejnym był:
Otto Hauer – bez stopnia – ur: 22.02.1906 w Drübeck – data śmierci: brak
ad: pochowany w styczniu 1945 w Baltijsk - Rußland, mogiła zbiorowa nr.6
I znów wszystko by pasowało, gdyby nie miejsce urodzenia w Niemczech.
Następny:
Otto Hauer – Pioner – ur: 09.06.1909 w Untermammering, Österreich – data śmierci: 30.09.1944 nicht verzeichnet
ad: pochowany w Crainimat - Rumänien, mogiła zbiorowa
Urodzony w Austrii, poległ gdzieś na wschodzie (pochowany w Krajnimat niedaleko Bystrzycy w Rumunii), o 3 lata starszy od Benity... tylko ten stopień: pionier. Wynika z niego, że musiał należeć do którejś z brygad inżynieryjnych niemieckich batalionów pancernych, lub do elitarnego batalionu SS Leibstandarte Adolf Hitler, a do nich z pewnością nie wysyłano za karę osobników popełniających ciężką zbrodnię psucia aryjskiej rasy. Służba w SS była zaszczytem dla Niemców...
Pozostał wtedy ostatni:
Otto Hauer – Obergefreiter – ur: 19.03.1913 w Teosin – data śmierci: 30.04.1945 nicht verzeichnet
ad: pochowany w Schwabstadl, grób nr.147
I znów pasuje wszystko inne, nawet miejsce pochówku niedaleko Monachium leży na drodze do Austrii (mógł zostać zabity podczas powrotu do domu), gdyby nie miejsce urodzenia: Teosin okazał się polską wioską leżącą w powiecie chełmskim. tuż przy dzisiejszej granicy z Ukrainą...

Oczywiście możliwe też jest, że „nasz” Otto Haver lub Hauer wcale nie urodził się we Wiedniu lub w ogóle w Austrii. To, że tam mieszkał nie świadczy o tym, że tam się urodził (o Wiedniu jako jego „rodzinnym” mieście wspominają tylko współczesne artykuły na ten temat, nie podając żadnych źródeł tej informacji). Jednak przy takim założeniu każdy z odszukanych przeze mnie może okazać się „poszukiwanym” Ottem i tym samym powracamy do punktu wyjścia, dlatego decyzję o tym pozostawiam Czytelnikowi.



Puszcza (1932)



Przybłęda (1933)



Po przedstawieniu, ok. 196-1938



Ludzie Wisły (1937)



Na fali eteru (spektakl, 1938)



Raj kobiet (rewia)
12 grudnia 1938



1939


Letni bal mody w Hotelu Europejskim,
Warszawa, 26 czerwca 1939 r.



Bal filmu polskiego,
27 stycznia 1939 r.



Ja tu rządzę (1939)





ARTYKUŁ PRZYWRÓCONY Z KOPII ZAPASOWYCH, Z TEGO POWODU ORYGINALNY FORMAT ARTYKUŁU MOŻE NIE PASOWAĆ DO FORMATU OBECNEGO BLOGU. NIEKTÓRE ILUSTRACJE MOGĄ BYĆ OBECNIE NIEDOSTĘPNE, A LINKI MOGĄ BYĆ NIEAKTUALNE.

7 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PASZOŁ WON!

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    3. Proszę wykasować tego ruska, bo wypisuje obraźliwe texty.....burak!

      Usuń
    4. Komentarze rosyjskojęzyczne zostały usnięte z powodu wulgarnego słownictwa
      *
      Комментарии удалены из-за вульгарного языка

      PR / Adam

      Usuń
  2. świetny artykuł, bardzo Panu dziękuję za skrupulatność oraz obiektywizm.Wreszcie Ktoś napisał sprawiedliwie o tej wspaniałej Dziewczynie. A Jej miłość do Otto i Jego miłość do Niej była piękna, tylko wydarzyła się w strasznych czasach.Niech spoczywają w pokoju.....

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za porządnie napisany i wyważony artykuł o mojej ulubionej i zarazem najpiękniejszej polskiej aktorce przedwojennej. Bardzo dobrze, że Autor podkreślił też polskość jej rodziny i jej samej, bo już strawić nie można tych wszystkich bzdur wypisywanych na wikipediach i innych stronach o tym, że była pochodzenia żydowskiego, rosyjskiego, czy nawet ukraińskiego. Jeśli ktoś z czytających te słowa ma jakieś powiązania z wikipedią to bardzo proszę o „wysprzątanie” tam obcojęzycznych wpisów o Inie Benicie, bo to przecież jakaś paranoja! Rosjanie podają, że była Rosjanką, Ukraińcy to samo, angielska wersja pół na pół, nie wiem jak twierdzą Żydzi bo nie znam hebrajskiego, ale oni bardzo lubią przypisywać sobie wszystkich mądrych i pięknych tego świata do swojej nacji, więc wcale nie zdziwię się, jeśli też tak twierdzą.
    Przy okazji zwracam uwagę Autora na drobną pomyłkę czy przeoczenie: film „Czarne diamenty” nie miał premiery w 1939 r. z powodu wybuchu wojny (jego premiera miała się odbyć w grudniu 1939, ale nigdy nie nastąpiła). Z pozdrowieniami,
    Antoni K.

    OdpowiedzUsuń