WIADOMOŚCI BEZ ZAPRZAŃSTWA: (żadnych antypolskich ścierw GW, TVN, ...)

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Idiotyzmy języka polskiego IV

Ponieważ od wiosny zebrało się ich dużo (stanowczo zbyt wiele!), tym razem o głupotach wypisywanych przez inteligentnych skądinąd ludzi, którzy nie są zbyt pewni siebie lub własnej wiedzy i „na siłę” ukwiecają, a właściwie zasrywają swe wypowiedzi różnymi idiotyzmami językowymi mającymi na celu spowodowanie bardziej „inteligentnego” brzmienia ich wypowiedzi.
Nie zauważają jednak, że te językowe śmieci, lub też - nie bójmy się tego czysto polskiego słowa -śmierdzące (w przenośni) kupy, jakie robią w swych wypowiedziach tu i tam, powodują nie tylko wręcz odwrotny skutek (gdyż jedynie dla zupełnych nieuków takie śmierdzące kupki mogą wydawać się inteligentne), ale przydają ich autorom śmieszności, wypaczając tym samym - w zamierzeniu poważne przecież - tematy ich wypowiedzi.


Skażenie polszczyzny śmieciami językowymi przybrało w ostatnich latach rozmiar epidemii

i jest wręcz promowane we wszystkich mediach - tak z lewej, jak i z prawej strony!
Nawet inteligentni autorzy i redaktorzy używają już w swych wypowiedziach niesamowicie obrzydliwych nowotworów językowych, którymi najczęściej są słowa angielskie przemielone na język polskawy, a więc wymawiane i zapisywane po polsku. I wcale nie mam tu na myśli „weekendu”, „okej” czy innych potocznych wyrażeń, dla których nie ma odpowiedników polskich, aczkolwiek można sprzeczać się, że nawet „weekend” możnaby zastąpić mniej poręcznym, ale czysto polskim „końcem tygodnia”. Nie jestem jednak żadnym „purystą” językowym i także uważam, że w przypadku braku istniejącego odpowiednika w naszym języku używanie zwrotu obcojęzycznego jest jak najbardziej dozwolone. Głupotą byłoby nazywanie komputera „maszyną liczącą” czy też filmów „ruchomymi obrazkami”.
Jednak słowa istniejące w języku polskim od dawna nie powinny być zastępowane polskawymi zwrotami obcojęzycznymi tylko dlatego, że osoba ich używająca chce uchodzić za „inteligentną”. Słuchaczy i czytelników rzeczywiście inteligentnych takie słownictwo tylko razi i śmieszy, a głupcy i nieuki i tak ich nie rozumieją, więc nie ma żadnego usprawiedliwiania do ich używania.

Ponieważ słucham i czytuję wypowiedzi osób, które przeważnie poważam, pozwolę sobie pominąć wszelkie dane osobowe cytowanych tu wypowiedzi. Ich autorzy sami rozpoznają swoje teksty i - mam nadzieję - zaprzestaną używania idiotycznej „nowomowy” i zasrywania polszczyzny wydumanymi zapożyczeniami z obcych języków...

„indyferentna postawa”

Profesor X - człowiek skądinąd wykształcony i inteligentny - popisał się domniemaną znajomością angielszczyzny i ewidentnym brakiem znajomości języka ojczystego w wywiadzie dla TVP:
[...] Objawia się to zarówno ekscesami lewactwa i rewolucji obyczajowej, oraz w indyferentnej postawie w stosunku do radykalnych islamistów [...]
W języku polskim nie istnieje przymiotnik „indyferentny”, natomiast w języku angielskim przymiotnik „indifferent” (wymawiany mniej więcej tak, jak Szanowny Pan użył go w swej polskawej wypowiedzi - „indyferent”) oznacza obojętność i dokładnie o to - o „obojętność” - panu profesorowi chodziło w cytowanym fragmencie. Dlaczego więc ten inteligentny i wykształcony przecież człowiek nie użył polskiego słowa, zamiast cudować z jakąś dziwaczną „indyferencją”? Nie wiem. Nie sądzę jednak, aby pan profesor X w swej głowie myślał w języku angielskim i dlatego z trudem przyszło mu przetłumaczyć „indifferent” na „obojętny” podczas wypowiadania się w języku polskim, nie rozumiem więc, dlaczego nie powiedział po prostu:
[...] Objawia się to zarówno ekscesami lewactwa i rewolucji obyczajowej, oraz w obojętnej postawie w stosunku do radykalnych islamistów [...]
Czyżby tak poprawnie wypowiedziane zdanie brzmiało zbyt parweniuszowsko dla pana profesora?

„imposybilizm”

Podobnie jak powyższa „indyferentność”, „imposybilizm” jest kolejną kupką językową często zasrywającą polszczyznę w wypowiedziach i tak samo pochodzi z angielszczyzny: angielskie „impossible” po polsku oznacza „niemożliwość”. Dlaczego więc inteligentny Redaktor jednego z największych prawicowych pism w Polsce notorycznie używa spolszczonej wymowy angielskiego słowa „impossible” zamiast po prostu użyć właściwego terminu polskiego i jego odmian? Czyżby był kolejnym osobnikiem myślącym po angielsku? Nie sądzę. Dlatego przypominam panu Redaktorowi, że polszczyzna jest o wiele bogatsza od angielskiego i w naszym języku istnieje słowo „niemożliwość” wraz z wieloma jego odmianami, idealnie pasującymi do zdań pisanych przez pana Redaktora...
Oczywiście uwagi te dotyczą także wszystkich innych prawicowych polityków i blogerów, publicznie wypowiadających się w mediach i sieci...
Imposybilizm zdeterminowany, czyli genialna diagnoza społeczna Kaczora
Zadało on kłam propagandzie imposybilizmu, którą rozpowszechniała kanclerz

„hejt”

Ta kupka językowa jest najczęściej używana akurat przez lewactwo, politycznie-poprawne matolstwo, oraz pożytecznych debilków ich wspomagających. Nie mam nic przeciwko temu, aby cała ta banda robiła z siebie jak największych durniów, jednak nie mam też sumienia pastwić się nad inwalidami umysłowymi (jakimi - oprócz prowodyrów i przywódców - jest większość z nich), dlatego miłosiernie pominę także i ich dane osobowe.
Przypomnę jedynie, że jest to kolejne słowo angielskie, tym razem zapisane fonetycznie po polsku z poprawnej wymowy angielskiej (ang. „hate” wymawia się właśnie jako „hejt”). Słowo to w naszym pięknym i dużo bardziej rozbudowanym języku (niż jest nim prymitywny angielski) oznacza oczywiście „nienawiść” i - jak domyślam się - dla politycznie-poprawnego matolstwa używanie spolszczonych angloizmów w postaci takiej właśnie kupki językowej wydaje się czymś nobilitującym ich (przeważnie idiotyczne) wypowiedzi...
W Internecie hejt – „niech sobie wezmą ten krzyż z powrotem do kościoła”
Co innego antypolskie ścierwa piszące po polsku w takiej „Krytyce politycznej”, a co innego polskie prawicowe witryny, które nie tylko, że nie powinny, ale wręcz nie mają prawa zaśmiecać polszczyzny takimi obrzydliwie śmierdzącymi kupami!

Artykuły do śpiewania?!

Jedno z największych wydawnictw prawicowych notorycznie podpisuje wszystkie publikowane u siebie teksty dwoma symbolami:
©” i „
Symbol „©” jest w nich jak najbardziej na miejscu, gdyż oznacza zastrzeżenie praw autorskich (pomińmy w tym miejscu dywagacje natury prawnej, gdyż rzeczywistym posiadaczem praw autorskich do zamieszczonych tekstów są prawie zawsze ich Autorzy; gazeta/tygodnik/miesięcznik jest jedynie publikatorem, a więc niczym innym niż np. witryna, na której czytacie Państwo niniejsze słowa - miejscem, gdzie tekst opublikowano).
Jednak symbol „℗” jest znakiem oznaczającym zastrzeżenie praw autorskich do utworów muzycznych, pierwotnie wprowadzonym do użytku w 1972 roku w USA, a obecnie - od wielu dekad - międzynarodowym.
Czy artykuły publikowane w tymże piśmie należy więc śpiewać podczas czytania? Skoro tylko utwory muzyczne mogą posiadać zastrzeżenie praw autorskich utworów muzycznych (oznaczane symbolem „℗”), wynika z tego, że wszystkie publikowane w tym piśmie artykuły są tekstami piosenek i należy je śpiewać, dlatego właśnie Szanowna Redakcja zamieszcza symbol „℗” u dołu każdego publikowanego artykułu w każdym numerze pisma. W związku z tym sugerowałbym jednak zmianę nazwy pisma na bardziej odpowiednią, np. „doŚpiewu”...
Muszę jednak niniejszym przypomnieć Szanownej Redakcji, że nie zamieszczacie nut do żadnego z tekstów publikowanych na Waszych łamach. Osobiście z wielką przyjemnością akompaniowałbym sobie na fortepianie czytając teksty „piosenek” pana Łysiaka (którego teksty są dla mnie jedynym powodem zakupu Waszego pisma), jednak z braku nut nie tylko ja, ale wszyscy Wasi czytelnicy po prostu nie mamy pojęcia na jaką melodię mamy je śpiewać...
Jak można publikować piosenki bez nut?! Wstydźcie się.

„platforma vod”

Inny zaś prawicowy portal sieciowy, nie tylko on jeden zresztą, notorycznie używa terminu „platforma vod” dla zwykłych hiperłączy sieciowych do zamieszczanych tam wideo.
Rozumiem, że „platforma vod” brzmi bardziej elegancko i sugeruje, że ów portal posiada jakieś własne zbiory filmowe, jednak w przypadku serwowania swoim czytelnikom zwykłych hiperłączy sieciowych do wideo zamieszczonych np. na YouTube nie jest nawet eufemizmem, lecz po prostu oszustwem, gdyż w takich przypadkach rzeczywistą „platformą VOD” jest właśnie witryna YouTube. Podobnie jest nim Netflix. Jest nim Amazon i wiele innych witryn. WY nim nie jesteście!
Wklejając cudze wideo na swojej witrynie stajecie się taką samą „platforma vod”, jak „Platforma Obywatelska” była „obywatelska” - tylko z nazwy.
Zakupcie własne, gigantyczne łącza przesyłowe i podłączcie do nich własne serwery z terabajtami własnych zbiorów wideo, a wtedy będziecie mogli dumnie głosić wszem i wobec o posiadaniu własnej „platformy vod”. A do tego czasu wasza „platforma vod” jest niczym innym, niż poniższy przykład:


Pierwsze wideo „Platformy VOD” DeS-a!
(do red: tu proszę wstawić szereg kilku-kilkunastu "smiley", czyli tzw. emotikonów-uśmieszków)

Drogi Czytelniku, jest to bardzo proste do zrozumienia:
„VOD” = ang. video on demand, czyli udostępnianie własnych wideo na żądanie odbiorcy.
Tak więc „platformą VOD” jest tylko ten, kto serwuje użytkownikom wideo z własnych serwerów. Umieszczanie cudzych wideo na własnych witrynach jest tylko wklejaniem cudzego wideo. Łatwa do zauważenia różnica jest taka, że jeśli np. rzeczywista platforma VOD jaką jest  YouTube przestanie działać, to taka fikcyjna „platforma vod” także przestanie działać (podobnie jak powyższe wideo z „platformy vod DeS-a” przestałoby działać z chwilą zamknięcia YouTube). Natomiast zamknięcie fikcyjnej „platformy vod” (tak samo, jak usunięcie wideo powyższej „platformy vod DeS-a”) w absolutnie żadnym stopniu nie wpłynie na dostępność tegoż wideo na YouTube, czyli na rzeczywistej „platformie vod”, które będzie tam tak długo, dopóki istnieje YouTube. Prawda, że to proste?
Dlatego właśnie ów prawicowy portal nie posiada żadnej „platformy vod”. Są to tylko cudze wideo z rzeczywistych „platform vod” wklejone na stronach ich witryny.
Rozumiem, że w „walce” o Czytelników niejedna redakcja nagina fakty i nadużywa określeń, jednak oszustwo zawsze pozostaje oszustwem. Takie oszustwa nie dziwią na witrynach lewactwa, o których z góry wiemy, że są źródłem propagandy i kłamstw i wręcz nie oczekujemy niczego innego, jak właśnie samych medialnych oszustw, jednak portalowi prawicowemu... takie zakłamanie po prostu nie przystoi!

„zdrowa żywność”

To akurat sformułowanie mierzi mnie od bardzo dawna. Jest to okropnie wypaczony zwrot, najpewniej wymyślony przez cwanych, aczkolwiek niezbyt logicznych handlowców. Podejrzewam, że podczas tworzenia pierwszych osobnych stoisk z tzw. „zdrowa żywnością” zamysł handlowców był zapewne taki, aby oddzielić produkty spożywcze najwyższej jakości od gorszych jakościowo (a tym samym uzasadnić ich podwyższone ceny). Rzecz w tym jednak, że mimochodem ci sami handlowcy przyznają, że produkty spożywcze sprzedawane przez nich na pozostałych stoiskach nie są „zdrowe”, prawda?!
Otóż, Szanowni Państwo, „żywność” z natury swej rzeczy musi być „zdrowa”, gdyż nie ma czegoś takiego, jak „niezdrowa żywność”. Podobnie jak np. woda jest w swej naturze zawsze mokra (lub nie jest już wodą i staje się lodem czy gazem), tak samo jeśli coś jest niezdrowe nie jest już żywnością i nazywamy to trucizną.
„Żywność” jest zawsze „zdrowa”, albo po prostu nie jest żywnością.
Przecież to tak oczywiste...


© DeS
(Digitale Scriptor)
lipiec-wrzesień 2016
(tekst otrzymany pocztą elektroniczną 5 września 2016)








Notatka: wszystkie załączone ilustracje pochodzą od Autora.

15 komentarzy:

  1. artykuły do śpiewania to normalnie beka!:-D

    OdpowiedzUsuń
  2. Polacy stale smieja sie z amerykancow a te niby glupie amerykusy jednak maja dzialy z zywnoscia ekologiczna a nie jakas tam "zdrowa". No ale Polaki to taki madry narod co to zawsze wiedza lepiej od innych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. anonimowy powyżej: innych się czepiasz a sam piszesz po POLSKAWEMU jak typowy jełop z Jackowa co to nie potrafi nawet polskich literek znaleźć w swoim hamerykańskim komputerze :))

      Usuń
  3. Miło wiedzieć że nie tylko ja kupuję DoRzeczy tylko dla Łysiaka

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się z autorem ze wszystkim oprócz platformy VOD.
    Platforma VOD to witryna z wideo (i tylko z wideo), które przecież nie muszą pochodzić z własnych źródeł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Anonimowy16 września 2016 20:01
      Rzecz w tym, że taka fikcyjna platforma VOD przestanie działać z chwilą usunięcia wideo z rzeczywistej platformy VOD z której link do wideo został podebrany, nie rozumiesz?
      Małżonka początkowo także miała problem ze zrozumieniem tego, aż dałem jej taki przykład: to tak, jakby kierowca jednego z autobusów linii przewozowej twierdził że on jest firmą przewozową. A przecież tylko firma dla której on prowadzi i kieruje autobus jest rzeczywistą linią przewozową, gdyż bez autobusu należącego do tej firmy kierowca nie będzie mógł więcej udawać, że on sam jest jakąkolwiek linią przewozową, bo co to za linia przewozowa bez żadnych pojazdów?

      Pozdrawiam,
      J.K.

      Usuń
  5. Indyferentność i imposybilizm to polskie słowa, zobacz sobie pacanie w słowniku! http://sjp.pl/imposybilizm
    a jak inaczej chcesz pisać hejt - "nienawiść", "mowa ninawiści" czy jak? co za bzdury, naucz sie sam polskiego zanim zaczniesz znowu pisac takie pierdoły

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z zasady nie odpowiadamy Anonimom, jednak tym razem uczynimy wyjątek:

      Jak to możliwe, że umiesz Anonimowy komentatorze pisać i wklejać linki, a nie umiesz czytać? Wejdź na podany przez siebie samego link do SJP i doczytaj do końca! A przynajmniej do słów:
      Hasło ze słownika wyrazów obcych


      Przytoczmy jeszcze raz Autora felietonu:
      „Głupota nie razi tylko jej posiadaczy” - DeS

      Usuń
    2. Głupota nie razi tylko jej posiadaczy - BARDZO DOBRE!
      źródło?

      Usuń
    3. @Anonimowy20 września 2016 06:31
      Mieszkam teraz w Ameryce, ale wcześniej spędziłem 11 lat w Hiszpanii i płynnie władając 4 językami czytam prasę i oglądam telewizję po hiszpańsku, anfielsku, rosyjsku i polsku, dlatego wiem o czym piszę: żaden inny naród tak nie wydziwia z nagminnym wtrącaniem słów obcojęzycznych. Żaden.
      Naucz się angielskiego i wtedy używaj do woli angielskich słów, ale gdy mówisz czy piszesz po polsku to chyba oczywiste, że powinieneś używać słów polskich. Jeżelei tego nie rozumiesz to jesteś po prostu kolejnym "wykształciuchem" czyli niby-wykształconym matołem, który o niczym nie ma pojęcia pomimo lat spędzonych w szkołach.

      Brawo autor felietonu! Chociaż ktoś nie boi się pisać otwarcie o głupocie niezależnie od opcji politycznej. Nie raz czytając nawet moich ulubionych autorów, których przecież szanuję za ich opinie (jak np pana Michalkiewicza), aż mnie korciło żeby do nich napisać i przywołać do porządku (np pan Michalkiewicz uwielbia wtrącać rusycyzmy).
      Bardzo dobrze że autor o tym napisał. Teraz niech ktoś podeśle kopie tego felietonu do pp. Michalkiewicza, Lisickiego i innych

      Z pozdrowieniami dla autora i wszystkich z ITP
      J.K.

      Usuń
  6. Chyba rozumiem intencje autora, ale nie ma rady bo tak się po prostu mówi i to wszystko w tym temacie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzie tam! Nikt normalny tak nie mówi, tylko napuszone wykształciuchy popisują się znajomością języków ciągle wtrącając obce słówka, najczęściej ze współczynnikiem odwrotnie proporcjonalnym do znajomości danego języka (im mniejsza wiedza tym więcej obcych słówek)

      Usuń
  7. Mam pytanie trochę nie na temat, ale strasznie mnie to męczy i nigdzie nie mogę znaleść co to za wideo z królikiem Baksem i czemu mówią do niego Lijo Pold a nie Baks? Myślałem że znam wszystkie „Zwariowane melodie” ale tego nie widziałem! Bardzo proszę o odpowiedź!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fragment z filmu "Fantasia" a nie z "Merry Melodies" :-)
      T.N.

      Usuń
    2. "Lijo pold" to Leopold w angielskiej wymowie. Królik Bugs występuje tu w roli Leopolda Stokowskiego, ogromnie znanego i wtedy popularnego na zachodzie dyrygenta polskiego pochodzenia:
      https://pl.wikipedia.org/wiki/Leopold_Stokowski

      PR / Tomasz

      Usuń