UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Po 77 latach Zachód nadal ustępuje Rosji

Fronda.pl: Dzisiaj mija 77 lat od ataku Związku Radzieckiego na Polskę. Stalin dobił tym samym broniących się przed Niemcami Polaków. Czy gdyby ZSRR nie wszedł 17 września na tereny Rzeczypospolitej, mielibyśmy większe szanse na obronę przed wojskami Hitlera, czy też wynik tych walk i tak był przesądzony?

Tadeusz M. Płużański: Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Stało się, jak się stało, a historia jest nauką o przeszłości, a nie wróżeniem z fusów i snuciem alternatywnych historii. Natomiast jeśli musimy spekulować, to oczywiście trudno byłoby przewidywać, że Polacy byli w stanie skutecznie oprzeć się Niemcom, bo różnica potencjału była nieporównywalna. Natomiast pewne elementy mogą świadczyć o tym, że ta wojna polsko-niemiecka mogła jeszcze potrwać. Nasze armie wycofywały się właśnie na wschód, tam chciały tworzyć kolejną linię obrony. Nadchodziła również jesień, a więc okres, gdy deszcze są zdecydowanie większe.
Czołgom niemieckim z pewnością trudno byłoby posuwać się w głąb naszego kraju. Pewne szanse na przedłużenie obrony z pewnością istniały. Pozostaje także pytanie, jak zachowaliby się alianci – Francja, Anglia. Nie sądzę, że pomogliby nam, skoro nie zrobili tego do 17 września. 17 września także nie wziął się naturalnie znikąd. To była realizacja konkretnych, dokładnie opracowanych umów sowiecko-niemieckich – paktu Ribbentrop-Mołotow oraz wieloletniej współpracy między tymi dwoma krajami. Jak wiemy, w czasie poprzedzającym wojnę współpraca tych dwóch pozornie wrogich sobie systemów totalitarnych kwitła. Korzystały nawzajem ze swoich doświadczeń.


Jakiego rodzaju była to współpraca?

Najciekawszym, ale i najbardziej chyba przerażającym jej przykładem jest system niemieckich obozów koncentracyjnych, który zapożyczony został od sowietów właśnie – wzorowano się na łagrach. Nawet ten dramatyczny w wymowie napis „Arbeit macht frei” został bezpośrednio zapożyczony z systemu łagrów. Niemieccy planiści i wojskowi oglądając sowieckie łagry zapożyczyli to sobie i uznali, że to jest świetny sposób – eksterminacja ludzi poprzez pracę. W końcu ta współpraca sowiecko-niemiecka skupiła się na nas. Trzeba podkreślać – gdyby nie Stalin, II Wojna Światowa nie wybuchłaby. Hitler najpewniej nie mając podpisanych z sowietami umów nie zaatakowałby Polski – musiał mieć zabezpieczoną flankę wschodnią. Sowieci też niechętnie ten plan realizowali i czekali w zasadzie do ostatniej chwili. Ostatecznie 17 września zaatakowali. Nie jest też prawdą, że Polacy przed sowietami się nie bronili. Skupiska, bastiony obronne były, chociażby Grodno broniło się dzięki polskiej młodzieży. Umocniony był też cały rejon Sarny – tam także Polacy próbowali przeciwdziałać Armii Czerwonej. W końcu także Korpus Obrony Pogranicza także z sowietami walczył. Istniał oczywiście rozkaz Śmigłego-Rydza, żeby z sowietami nie walczyć. Natomiast nie był do końca realizowany, bo nie do wszystkich dotarł. Naturalna dla wojska jest w końcu obrona granic – a więc ich bronili.


Rosja kreuje się na kraj, który zwyciężył III Rzeszę i w zasadzie sam wygrał wojnę. Czy z punktu widzenia polityki historycznej robimy wystarczająco dużo, aby uświadomić światu, że rzeczywistość była nieco inna?

Oczywiście, że robimy zdecydowanie za mało. Teraz mam wrażenie, że to się zmienia na lepsze. Polska polityka historyczna wreszcie może zaistnieć. Do nadrobienia jest jeszcze szalenie dużo. Właściwie nie tylko w Rosji sowieckiej, ale w Europie, czy na świecie przyjęto ten sowiecki sposób myślenia, że wojna zaczęła się od ataku Niemiec na Rosję, czyli od operacji Barbarossa. Sowieci lansują ten właśnie scenariusz, przedstawiając siebie jako ofiarę wojny, a z drugiej strony chcą całkowicie zatrzeć ten fakt, że wespół z Niemcami doprowadzili do wojny patem antypolskim. W Rosji Putina bardzo mocno akcentuje się, że to biedna Rosja została zaatakowana przez agresywne, hitlerowskie Niemcy, a potem wielkim wysiłkiem udało się odeprzeć wroga i ostatecznie wojnę wygrać. Sowieci ponieśli największe straty, ale nie oni jedyny w tej wojnie walczyli. Natomiast rola Polski jest istotna oczywiście z wielu powodów. Jako pierwsza została ona zbrojnie zaatakowana przez hitlerowskie Niemcy – wcześniej następowały tylko aneksje terytorialne. Po drugie – nasz opór, który bardzo mocno trzeba podkreślać. Wiele innych państw nie stawiało bowiem Niemcom oporu. Kolejna rzecz – co prawda wojnę obronną przegraliśmy, ale zaraz stworzyliśmy podwaliny pod Państwo Podziemne, a więc strukturę tak polityczną, jak i wojskową. A to jest fenomen na skalę światową. Oczywiście także nasz udział w walkach na wszystkich frontach II Wojny Światowej, który do dzisiaj jest niestety deprecjonowany i umniejszany.


Sowieci z jednej strony po wypowiedzeniu wojny Hitlerowi weszli w szeregi aliantów, z drugiej natomiast wymordowali polskich oficerów, a na podbijanych terenach siali terror. Wydaje się, że w wyniku porozumień z aliantami Stalinowi wszystko zostało przez Zachód wybaczone w imię walki z nazistowskimi Niemcami. Jak wpłynęło to na późniejsze odbieranie działań wojennych sowietów przez inne narody?

Tu dotykamy bardzo ważnego punktu. Sowieci formalnie nie wypowiedzieli nam wojny, pomimo, że agresję faktycznie rozpoczęli. To pozwoliło im potem na lawirowanie i twierdzenie, że nigdy nas nie zaatakowali. Straciliśmy połowę naszych ziem na rzecz sowietów właśnie. Dwa – zaczęła się totalna eksterminacja. Podkreślić należy, że podobnie zachowywali się Niemcy. Rozpoczęła się współpraca służb specjalnych – NKWD i Gestapo, które miały wspólne konferencje, a co dzisiaj się często pomija, przemilcza – chociażby w Szklarskiej Porębie. Ustalano nie tylko jak Polskę podbić, ale jak ją oraz Polaków zlikwidować. Potem historia potoczyła się tak, że nasza sytuacja stała się wyjątkowo trudna – jeden z agresorów stał się aliantem i wówczas zostaliśmy poświęceni Stalinowi. Nie mieliśmy najmniejszych szans, gdy stosowano te ustępstwa wobec Stalina. Był on głównym sojusznikiem dla reszty aliantów, więc żadne zabiegi polityczne polskiego rządu nie miały najmniejszej szansy na powodzenie. Do samego końca wpłynęło to na postrzeganie Stalina, jego ludobójstwa, mordu w Katyniu. Świat o tym wiedział, ale nie zamierzał reagować i utajniał te informacje. Tak, jak utajnił potem porozumienia rozbiorowe, czyli oddanie Polski w ręce sowieckiej Rosji. Staliśmy się niestety ofiarą polityki aliantów wobec ZSRR i skutki tego trwały co najmniej do 1989 roku, a wręcz trwają do dzisiaj. Wciąż bowiem istnieje taki ogólnoświatowy nurt, żeby nie drażnić Rosji – najpierw stalinowskiej, teraz putinowskiej. Mam wrażenie, że gdyby Polska dzisiaj została zaatakowana militarnie, to znów nikt by nam nie pomógł. Te deklaracje wydają się poważne, ale czy skutkowałoby to realną pomocą? Śmiem wątpić. Taka jest polityka wobec Rosji.


Po II Wojnie Światowej pozostaliśmy pod sowieckim butem. Nadal wielu Polaków walczyło z aparatem represji, tak jakby wojna wcale się nie skończyła. To dalszy akt naszej złej historii z Rosjanami. Dopiero dzisiaj zaczynamy odkrywać tak naprawdę bohaterów tamtych lat – chociażby Żołnierzy Niezłomnych. Jak widzi Pan na ten okres powojennej Polski, Polski tłamszonej przez sowietów?

To jest znów pokłosie naszej sytuacji, porozumień z Teheranu, Jałty i Poczdamu. Stalin w zasadzie dostał wolną rękę i mógł robić to, na co miał ochotę, robić „porządek” na ziemiach przez niego uznawanych za swoje. Istniały oczywiście próby odwrócenia tej sytuacji – konspiracje niepodległościowe, nadzieje na wybuch III Wojny Światowej i pomoc aliantów. Odbywały się chociażby szkolenia naszych żołnierzy – chociażby Cichociemnych. Mało kto zdaje sobie bowiem sprawę z tego, że Cichociemni to nie tylko II Wojna Światowa i Niemcy. Często te same osoby i na tych samych zasadach działały i po wojnie – byli szkoleni i zrzucani na polskie ziemie. Na ogół ze skutkiem tragicznym, bo trafiali w ręce bezpieki. Ta pomoc Zachodu była jednak zbyt słaba.


Dlaczego?

Nie chciano kolejnego konfliktu ze Stalinem. Miał więc wolną rękę, a próby nagłaśniania sytuacji Polski chociażby przez zrzeszenie Wolność i Niezawisłość zostawały niezauważone. Stalin zadomowił się dzięki temu na długo nie tylko w Polsce, ale i w dużej części Europy Środkowo-Wschodniej. Musimy rzecz jasna mówić o tym, także o 17 września, który przeważył o polskiej klęsce, jak i o tym, co działo się po 1945 roku, bo jest to w zasadzie oczywisty wynik tego, co się stało w roku 1939. Mało kto mówi dzisiaj, że wojnę wywołali sowieci wraz z Niemcami. Raczej stawia się ich w roli zwycięzców i wyzwolicieli. Jak wiemy jednak, ani w 1939 ani tym bardziej w 1945 roku nie wyzwolili oni naszego kraju. O tę prawdę historyczną musimy walczyć. Dzisiaj pamiętamy o Żołnierzach Wyklętych, którzy zasługują na naszą uwagę i pamięć, jako że byli bohaterami walczącymi o wolność. Powinniśmy historię odkłamywać i pokazywać, jak walczyliśmy od 1939 roku, aż do 1945 i później. Podziemie zbrojne istniało także po zakończeniu wojny, do 1954/1955 roku. Pamiętajmy, że jeden z Żołnierzy Wyklętych, Józef Franczak ps. „Lalek” został zastrzelony w październiku 1963 roku. Musimy to podkreślać – Polska stawiła czoła dwóm okupantom, a potem jeden z nich pozostał – czerwony, sowiecki, ten, z którym walczyliśmy dalej.


Dziękuję za rozmowę.


© Autor Anonimowy
17 września 2016
źródło publikacji: „Tadeusz M. Płużański dla Fronda.pl: Po 77 latach Zachód nadal ustępuje Rosji”
www.fronda.pl





Ilustracja © Jarosław Kruk

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2