WIADOMOŚCI BEZ ZAPRZAŃSTWA: (żadnych antypolskich ścierw GW, TVN, ...)

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Kat mamy „Inki” wciąż jest gloryfikowany. Ile to jeszcze potrwa?

Dzisiaj każdy zna historię Danuty Siedzikówny ps. „Inka”, zwłaszcza po niedzielnym pogrzebie w Gdańsku, gdzie z honorami została pochowana ze swoim dowódcą Feliksem Selmanowiczem ps. „Zagończyk”. 
p. Eugenia Siedzik (mama „Inki”); Aleksandr Wołkowycki
Do mniej znanych należy biografia jej mamy, historia rodzinnych stron (okolice Narewki) i Aleksandra Wołkowyckiego, patrona tamtejszej ulicy i szkoły podstawowej, który podejrzewany jest o współpracę z gestapo i zakapowanie Eugenii z domu Tymińskiej, mamy legendarnej sanitariuszki. Wołkowycki później bez wątpienia był sługusem NKWD, patriotą białoruskim, który za zdradę ojczyzny wraz z innymi konfidentami został po wyroku sądu podziemnego zastrzelony przez żołnierzy Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, tego samego, z którym na ustach umierała „Inka”. Jeśli więc żegnamy tę młodą dziewczynę, nie zapomnijmy o Narewce, gdzie dalej, także podczas rządów dobrej zmiany, hańbi się pamięć rodziny „Inki”.


Podczas pogrzebu młodej bohaterki prezydent Andrzej Duda powiedział: – Jeżeli smucić się, to tylko z tego powodu, że aż 70 lat czekać trzeba było na ten pogrzeb i aż 27 lat po 1989 r. O ile do 1989 r. można powiedzieć, że rządził ustrój tych samych zdrajców, którzy zamordowali „Inkę” i „Zagończyka”, to przecież po 1989 r. teoretycznie nie. Jak to się stało, że trzeba było 27 lat czekać? – To piękne i mocne słowa. My więc jako „Polska Niepodległa” prosimy obecne władze odcinające się nie tylko od czerwonej Polski, ale także od „grubej kreski” chroniącej morderców Żołnierzy Wyklętych i ich ideowych spadkobierców: zróbcie w Narewce porządek!

Za rządów PO-PSL niżej podpisany prosił o interwencję władze szkoły, samorząd gminny, prokuraturę wszystkich szczebli, Rzecznika Praw Obywatelskich, kuratorium oświaty, ministra edukacji narodowej, Instytut Pamięci Narodowej, Uniwersytet w Białymstoku itd. Wszyscy umyli ręce. Czerwony kapuś, przyjaciel morderców takich rodzin jak Siedzikówny ma nadal swoją ulicę, widnieje na pomniku i patronuje szkole podstawowej w Narewce. Skoro więc dobra zmiana zadeklarowała prawdziwe upamiętnienie bohaterów i rozliczenie zdrajców, prosimy pana prezydenta Andrzeja Dudę i obecnych przedstawicieli resortu edukacji i podległych im placówek (zwłaszcza kuratorium oświaty) – skończcie tę farsę w rodzinnych stronach podporucznik Danuty Siedzikówny „Inki”!

To prawda, że w Narewce zawsze rządziła lewica. Ba, dyrektorka szkoły z Wołkowyckim jako patronem nosi to samo nazwisko co jeden ze zlikwidowanych mieszkańców przez oddział „Łupaszki” i nie jest to raczej przypadek (pytana przeze mnie do dzisiaj nie odpowiedziała na temat swoich koligacji rodzinnych). Przed wojną większość w tych stronach stanowili Żydzi. Następnie Białorusini. Polacy, jak rodzina „Inki”, byli mniejszością. Dzisiaj większość dalej czuje się związana z czymś, co nazywają narodowością białoruską, lub przynajmniej z religią prawosławną, która także historycznie często wiąże tych ludzi z poplecznikami Sowietów na Podlasiu. Takich podlaskich wsi, gdzie „Inka” nadal jest bandytką w mniemaniu mieszkańców, jest znacznie więcej. Tyle że to obszar Rzeczpospolitej, Panie Prezydencie, więc czas najwyższy: od słów do czynów. Wołkowycki na śmietnik!

Wracając na koniec do uroczystości pogrzebowych, ceremonia odbyła się dokładnie w 70. rocznicę wykonania wyroku śmierci na „Ince” i „Zagończyku”. Oboje zginęli 28 sierpnia 1946 r. w katowni Urzędu Bezpieczeństwa przy ulicy Kurkowej w Gdańsku. Kim byli członkowie plutonu egzekucyjnego? Nie bardzo wiadomo. Zapewne młodymi mężczyznami z KBW. 10 wojskowych, a każdy z nich otrzymał po 10 kul do pepeszy. Mieli zabijać wrogów ojczyzny… a zobaczyli godnego mężczyznę i młodziutką dziewczynę z okrzykiem na ustach „Niech żyje Polska!”. Strzelali seriami… jednak żaden nie chciał trafić („Zagończyk” dostał prawdopodobnie rykoszetem, a „Inka” nie była nawet draśnięta!). Zbrodni z krótkiej broni dopełnił dowódca, porucznik Franciszek Sawicki, który później piął się po szczeblach wojskowej kariery. Zastrzelił najpierw „Zagończyka”. „Inka” zdążyła krzyknąć: „Niech żyje »Łupaszko«!” i została zabita. Wokół stali ubliżający bohaterom ubecy. Obecny był także naczelnik więzienia Jan Wójcik i Alojzy Nowicki. Ale nie chodzi tylko o ich nierozliczone nigdy później życiorysy czy wcześniejsze tortury ubeckie (zwłaszcza podczas przesłuchań, z rąk Andrzeja Stawickiego). A co z całym przemysłem propagandy PRL zohydzającym sanitariuszkę, której ojciec po zsyłce na Syberii zmarł z wycieńczenia w armii gen. Andersa, a matkę zamordowali Niemcy („Inka” tuż po tym, odbita z konwoju UB przez żołnierzy „Łupaszki”, wstąpiła do AK)? W 1969 r. ukazała się książka napisana przez byłego szefa UB w Kościerzynie Jana Babczenkę oraz dziennikarza Rajmunda Bolduana zatytułowana „Front bez okopów”. W tej popularnej publikacji „Inka” – sanitariuszka „Łupaszki” – jest „kruczoczarną” i „krępą” kobietą ze „szramą na twarzy”, strzelającą z „sadystycznym uśmiechem” do funkcjonariuszy UB. A co z późniejszymi opluwaczami Żołnierzy Wyklętych? Kiedy dla nich skończy się „gruba kreska” III RP? Kiedy państwo polskie opublikuje listę hańby, tych, którzy nierzadko wciąż żyją i mają się świetnie? Wciąż szkalowani są zwłaszcza „Łupaszko”, „Bury” i „Ogień”, ale nawet 17-letniej „Ince”, a właściwie zachwytowi nad jej postawą, dostało się w „Gazecie Wyborczej”, gdzie w 2014 r. (a nie w 1946!) pisarka Magdalena Tulli (wydawana także przez podobno katolicki Znak) stwierdziła:
„Zdarza się czasem, że trzeba umrzeć, ale nie powinniśmy się tym niezdrowo podniecać. Podniecanie się tym, że zginęła z okrzykiem na ustach, ma w sobie coś dwuznacznego. Możemy się martwić, że została zamordowana, możemy współczuć, możemy szanować wybór, ale ekscytować się? Hitlerowscy zbrodniarze skazani na śmierć też ginęli z okrzykiem »Heil Hitler«”.
Czy tu potrzebny jest komentarz?

O Kijowskim i jego bandzie z KOD, którzy przyszli na pogrzeb „Inki” i „Zagończyka”, także nie wspomnę… Mam nadzieję, że następnym razem przyjdą z prowokacją już nie na pogrzeb, ale na jakiś mecz piłkarski, gdzie kibice (odważnie docenieni w niedzielę przez prezydenta Dudę) będą wiedzieli, jak się zachować.

Tekst ukazał się na łamach tygodnika Polska Niepodległa! Kupujcie nowe numery oraz inne tygodniki z naszego wydawnictwa! Wspomagacie w tej sposób niezależne, polskie media!


© Robert Wyrostkiewicz
17 września 2016
źródło publikacji:
www.polskaniepodlegla.pl





Ilustracja © brak informacji

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz