WIADOMOŚCI BEZ ZAPRZAŃSTWA: (żadnych antypolskich ścierw GW, TVN, ...)

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Opowieść o Androidzie (1)

Notatka:
Ponieważ opublikowane przez nas na początku grudnia ubiegłego roku polskie tłumaczenie "Historii Androida" z innej witryny usunęliśmy z powodu wycofania zgody na publikację, w zamian poprosiliśmy jednego z naszych autorów o napisanie własnej opowieści o tym, jak powstawał Android - gdyż uważamy, że jest to ciekawy i mało znany temat.
Po miesiącu oczekiwania mamy zaszczyt zaprezentować pierwszy fragment tekstu, który - z uwagi na jego obszerność nawet po dokonanych przez nas skrótach - musieliśmy podzielić na kilka części.

Ilustracja © Android Central
Fascynująca historia darmowego systemu operacyjnego korporacji Google, używanego w chwili obecnej przez półtora miliarda ludzi na świecie, zaczęła się od niewinnej współpracy z kompanią „Danger”. W bardzo krótkim czasie Android niczym szkaradna gąsienica przemienił się ze skleconego na szybko, jeszcze prymitywnego systemu operacyjnego - w pięknego motyla, który błyskawicznie podbił serca użytkowników i stał się absolutnym hegemonem telefonii komórkowej, a następnie zdominował wszystkie urządzenia przenośne, obecnie zaś przejmuje coraz to nowe gałęzie produktów elektronicznych, m.in. przemysł motoryzacyjny.

Danger Inc.

fot. © extremetech.com
Android oczywiście nie pojawił się nagle, ani też nie wziął się znikąd. Korzenie obecnie dominującego na świecie mobilnego systemu operacyjnego datują się do pierwszych lat ubiegłej dekady.

Na początku lat 2000-ch istniało kilka platform, na bazie których projektowano urządzenia przenośne. Dzisiaj już praktycznie zapomniane, Palm, Symbian i Windows Mobile w kilku odmianach (jak zwykle z produktami Microsoftu, był to praktycznie jeden i ten sam system operacyjny Windows CE różniący się jedynie zablokowanymi lub odblokowanymi usługami i podsystemami zależnie od wersji) dominowały na rynku.
Pomimo, że nawet niektóre urządzenia były bardzo nowatorskie, a niektóre z nich już wkrótce - jak np. HTC Kaiser - praktycznie w niczym nie były gorsze od współczesnych urządzeń, to jednak ówczesne smartfony nie były popularne i nie miały właściwie szans na zainteresowanie większości społeczeństwa. Ich wspólnym problemem był interfejs użytkownika (ang. GUI), który był właściwie zminiaturyzowanym interfejsem pulpitu komputera.
fot. © Sierra Wireless
Nie było to ani funkcjonalne, ani praktyczne. Zgubienie „patyczka” do klikania w miniaturowe ikonki miniaturowych ekraników o niskiej rozdzielczości praktycznie powodowało niemożność dalszego użytkowania urządzenia. Przez prawie dekadę wszystkie te systemy operacyjne wymagały interakcji z ekranem za pośrednictwem tzw. „stylusa”, czyniąc je zaawansowanymi technicznie, ale jednak zabawkami dla komputerowych zapaleńców.
Dopiero Apple ze swym pierwszym iPhone'm wyeliminowało „patyczki” i tak zaprojektowało interfejs, aby można było używać telefon klikając po ekraniku jedynie palcem. Dzisiaj może to wydawać się mało znaczące, ale wówczas była to naprawdę rewolucja i dlatego wielu ludzi myśli do dzisiaj, że to Apple zapoczątkowało epokę smartfonów. Nic bardziej błędnego, pierwszy iPhone nie był pod względem technicznym żadną nowością i zresztą do dzisiaj każdy najnowszy model iPhone'a jest praktycznie przeżytkiem już w chwili premiery (jeśli porównamy je z najnowszymi urządzeniami dostępnymi u konkurencji). Jednak pierwszy iPhone, pomimo. że był dużo wolniejszy, mniej wydajny i faktycznie o wiele gorszy od wielu istniejących wtedy urządzeń przenośnych produkowanych przez Nokię, HP, HTC, BlackBerry czy Palm'a - pomimo tych wad nadal był rewolucją. Podkreślę to ponownie: to interfejs iPhone'a zradykalizował kierunek rozwoju smartfonów i przyczynił się do popularyzacji urządzeń mobilnych dla mas.

Ale zanim do tego doszło, panowie Andrew Rubin, Joseph Britt i Matthew Hershenson także myśleli nad usprawnieniem funkcjonalności istniejących wówczas urządzeń i założyli pod koniec roku 2000 w Palo Alto w Kalifornii spółkę Danger Inc., która chciała projektować smartfony „dla mas” - łatwe w obsłudze urządzenia przenośne, przede wszystkim nie wymagające „patyczków”.
2002 T-Mobile „Sidekick”
Po 2 latach ukończyli smartfon „Hiptop” - wyjątkowy jak na tamte lata telefon komórkowy z otwieranym ekranikiem, pod którym skrywała się w pełni funkcjonalna klawiatura.
Jednak to dzięki partnerstwu z wówczas mało znanym amerykańskim dostawcą usług telefonicznych T-Mobile ich produkt mógł pojawić się na rynku i pod nazwą T-Mobile Sidekick stał się natychmiast przebojem na rynku. Wiele gwiazd ekranu i znanych osób używało wtedy „Pomagiera” (ang. sidekick), między innymi założyciele i właściciele Google - Larry Page i Sergiej Brin, co oczywiście jeszcze bardziej przyczyniło się do popularności urządzenia.
Jednak główny mózg projektu - Andrew Rubin - w przeciwieństwie do swych partnerów nie chciał wtedy spocząć na laurach i dalej pełnić tylko rolę dostawcy projektu urządzeń dla operatora telefonicznego T-Mobile lub innych. W 2003 roku postanowił odejść i utworzyć nową firmę, do której namówił m.in. byłego wiceprezydenta Danger Inc., Nicka Searsa, oraz Christophera White'a, głównego projektanta interfejsu urządzeń WebTV. Tak powstała spółka Android.


Android Inc.

Andrew Rubin, ok. 2004 r.
fot. © Illumio
Przez 2 lata spółka Android, Inc. była jedynie producentem oprogramowania, bez żadnego produktu na sprzedaż. Także przez większość tego czasu Rubin praktycznie samemu, z własnych pieniędzy finansował działalność firmy. Z małym zespołem inżynierów programowania planowali stworzenie nowej generacji oprogramowania smartfonów, skupiając się na ewolucji wielu pomysłów, które rozpoczęły się podczas projektowania „Pomagiera” dla T-Mobile.

Niestety, na początku 2005 roku Rubinowi skończyły się pieniądze i spółka Android Inc. stanęła przed widmem bankructwa. Jeden z jego przyjaciół, Steve Perlman, znając finansowe problemy Rubina, z własnej woli pożyczył mu wtedy 100 tysięcy dolarów na podtrzymanie firmy przy życiu (nie biorąc nic w zamian - podobno nawet odrzucił ofertę otrzymania udziałów spółki w zamian za pożyczone pieniądze). Rubin zaś, wiedząc, że ma już solidne podstawy do stworzenia otwartego systemu operacyjnego dla którego każdy niezależny programista mógłby tworzyć własne oprogramowanie, o bardzo szerokim zakresie możliwych do wykorzystania usług sieciowych, zaczął poszukiwać inwestorów - a właściwie zaczął przeglądać i odrzucać oferty, gdyż potencjalnych inwestorów w tak obiecujący system operacyjny zgłaszało się już wielu.
W tym samym czasie Google poszukiwało rozwiązania problemu, jakim był brak wyszukiwarki Google w urządzeniach przenośnych. Konkurenci z Blackberry i Microsoftu - firm dominujących w urządzeniach przenośnych w pierwszej połowie lat 2000-ch - oczywiście nie byli skłonni pomóc Google w zdominowaniu usługi wyszukiwania także i w urządzeniach przenośnych.
Gdy Larry Page dowiedział się o kłopotach finansowych Rubina natychmiast przedstawił mu ofertę kupna spółki Android. Do dzisiaj jest to tajemnicą handlową za ile Google kupiło spółkę Android Inc., ale wiadomo, że Page finansując dalszą działalność spółki Android zostawił wolną rękę Rubinowi co kierunków dalszego jej rozwoju i planów. Jedynym wymaganiem Page'a było umieszczenie wyszukiwarki Google jako głównej wyszukiwarki nie nazwanego jeszcze systemu operacyjnego, oraz przeniesienie firmy Rubina bliżej Google do Mountain View w Kalifornii, gdzie Android jest zresztą ulokowany do dzisiaj.
Dzięki pieniądzom Google zespół Andrew Rubina mógł teraz spokojnie skupić się na zaprojektowaniu i ukończeniu swego systemu operacyjnego.


Niewypały

HTC „Sooner” - prototyp, 2006
fot. © HTC Insider
Rok później Rubin przedstawił Page'owi dwa różne prototypy smartfonów z systemem operacyjnym Android. Były to zupełnie różne urządzenia - HTC „Sooner” był zbliżony wyglądem i funkcjonalnością do ogromnie popularnych wówczas smartfonów Blackberry bez ekranu dotykowego, zaś HTC „Dream” był podobny wyglądem i funkcjonalnością do wcześniejszego projektu Rubina - „Pomagiera” stworzonego dla T-Mobile, plus ekran dotykowy. Nie wiadomo, który z nich wtedy wybrał Larry Page (niektóre źródła sugerują HTC „Sooner”), jednak wiadomo, że pod koniec 2006 roku Google prowadziło już rozmowy z mało znaną konsumentom, lecz bardzo znaną producentom tajwańską firmą HTC (High Tech Computers - w wolnym tłumaczeniu: komputery wysokiej klasy) w sprawie rozpoczęcia produkcji pierwszego smartfonu Google.

HTC od wielu lat była znanym ODM (Original Design Manufacturer), czyli rzeczywistym producentem urządzeń projektowanych przez inne firmy. Jakkolwiek nazwa i logo HTC praktycznie były wtedy nieznane konsumentom, to jednak właśnie HTC było producentem wielu urządzeń sprzedawanych pod nazwami i markami innych firm, które często od lat już nie posiadały własnych fabryk (jak np. Hewlett Packard, czyli HP). Dla HTC było to bardzo ryzykowne posunięcie, gdyż Microsoft i Google były wówczas na ścieżce wojennej, a więc podjęcie się przez HTC produkcji urządzenia używającego konkurencyjnego dla Microsoftu systemu operacyjnego mogło spowodować gniew giganta i zaszkodzić przyszłym zamówieniom od firm używających w swoich urządzeniach systemów operacyjnych Microsoftu.
for. © Apple Inc.
Jednak zanim rozmowy między Google i HTC zostały sfinalizowane, na początku 2007 roku Apple po raz pierwszy pokazało światu prototyp swego smartfona, który miał za kilka miesięcy pojawić się w sprzedaży.
Początkowo iPhone wzbudził śmiech, a ówcześni potentaci rynku smartfonów jak Microsoft i Blackberry, uważali, że Apple nie ma szans na rynku smartfonów z takim dziwactwem.
Natomiast większość inżynierów Google była nim zachwycona.
Jak powiedział kilka lat później w wywiadzie Chris DeSalvo:
- Jako konsument byłem zachwycony i chciałem go mieć natychmiast. A jako projektant pracujący dla Google pomyślałem sobie: niech go diabli wezmą. Przecież musimy teraz zacząć wszystko od nowa.

Podobnie zareagował Andrew Rubin, który od razu zrozumiał, że po ukazaniu się iPhone'a tylko mocno przebudowany prototyp HTC „Dream” będzie miał jakąkolwiek szansę na rynku.
fot. © LR Guanzon
Cały zespół wrócił do pracy nad Androidem i tak, jak Chris DeSalvo przewidział - rozpoczął wszystko od nowa, wykorzystując tym razem rozwiązania interfejsu podpatrzone z iPhone'a. Pomimo, że wiadomo już było, iź model ten nie ma przyszłości, prototyp HTC „Sooner” także otrzymał ekran dotykowy. Obydwa prototypy otrzymały też wkrótce uaktualniony system operacyjny Android, z „bezpatyczkowym” interfejsem praktycznie skopiowanym z iPhone'a. Jak we wrześniu 2007 roku podał magazyn InformationWeek, Google zgłosiło wówczas wiele ze swych pierwszych patentów dotyczących telefonii komórkowej, tym samym definitywnie potwierdzając dotychczasowe pogłoski o pracach nad własnym smartfonem.

G1

Irina Blok z Androidami
fot. © quora.com
W tym samym czasie dotychczasowo nieoficjalna nazwa systemu operacyjnego stała się faktem. Projektantka grafiki Irina Blok, pracująca dla Google, stworzyła wówczas znane do dzisiaj logo systemu operacyjnego przedstawiające robota (popularnie zwanego droidem), które celowo - lub nie, zależnie od źródeł - „przeciekło” do wiadomości publicznej. Od tej chwili system operacyjny posiada swą oficjalną nazwę „Android”, a jego oficjalnym logo jest sylwetka zielonego robota według wzoru pani Blok.
„Przeciek” informacji z pewnością nie był przypadkowy. Chociaż Google twierdzi, że w 2008 roku pracowało nad kilkoma różnymi urządzeniami bazowanymi na Linuksie, na długo przed oficjalną publiczną premierą Androida wiadome było, że tylko jedno urządzenie miało zostać seryjnie produkowane i wypuszczone na rynek - i tylko w Stanach Zjednoczonych.
Tak też się stało.
23 września 2008 roku Google oficjalnie przedstawiło światu swoje pierwsze urządzenie przenośne: ostateczną wersję Smartfona HTC „Dream” (ang. „Marzenie”), który został nazwany krótko „G1” (od Google Jeden).
T-Mobile G1
fot. © Michael Oryl
Telefon zaczął być masowo produkowany przez HTC w Tajwanie i trafił na rynek w listopadzie tego samego roku, w samą porę przedświątecznych zakupów.
Jedynym amerykańskim operatorem telefonicznym oferującym ten model zostało T-Mobile USA. Sprint Mobile, początkowo także zainteresowane tym modelem, ostatecznie jednak nie zdecydowało się na podjęcie ryzyka sprzedaży smartfona nieznanej marki z zupełnie nowym systemem opercyjnym. Pozostali członkowie utworzonego wcześniej przez Google OHA (Open Handset Alliance - stowarzyszenia promującego „otwarte” urządzenia telefoniczne na hermetycznym rynku amerykańskim) jak AT&T i Verizon Wireless wtedy jeszcze nie byli w ogóle zainteresowani oferowaniem jakichkolwiek urządzeń działających na systemie operacyjnym innym niż Blackberry lub Windows Mobile. Pamiętajmy, że rynek smartfonów w 90% zdominowany był przez Blackberry i Microsoft, z iPhone'm jeszcze niedostępnym poza USA i dopiero później mającym zdetronizować wszechobecne wówczas Blackberry. Microsoft w tym czasie także „wyczuł pismo nosem” i zdecydował się na bardzo radykalny krok: pod koniec 2008 roku wstrzymał jakikolwiek dalszy rozwój swego względnie popularnego systemu operacyjnego Windows Mobile (Windows Mobile 6.5 było ostatnią wersją) i zajął się stworzeniem uproszczonego - przez wielu uważanego za wręcz prymitywny - systemu operacyjnego Windows Phone 7 (była to w rzeczywistości wersja pierwsza, która tylko miała siódemkę w nazwie, lecz jak to zwykle bywa z produktami Microsoftu, ich nazwy i numery wersji rzadko kiedy posiadają jakąkolwiek logikę, więc nie ma się co dziwić, że pierwszy Windows Phone miał numer 7, gdyż to tak samo jak pojawienie się Windows 10 po Windows 8).
Android 1.0 - T-Mobile G1,
jeszcze bez wyszukiwarki Google na
głównym ekranie oraz bez oficjalnej
deserowej nazwy wersja Androida
fot. © LR Guanzon
W ten sposób Microsoft, dotąd posiadający około 25% udziału na rynku smartfonów (pozostałą lwią część stanowiły Blackberry, oraz kilka procent Symbianów Nokii), praktycznie na własne życzenie zdetronizował samego siebie z pozycji drugiego lidera na rynku do pozycji producenta niepoważnych ciekawostek i w ten sposób faktycznie sam wyeliminował się z rynku smartfonów. Jak wielkim idiotyzmem był ten krok najlepiej świadczą statystyki: na koniec 2015 roku, według prognoz IDC, Microsoft prawdopodobnie osiągnie po raz pierwszy „ogromny sukces” na rynku smartfonów, gdyż udział urządzeń z systemem operacyjnym Windows Phone ma przekroczyć aż... 3% (trzy procent) rynku! Ale to już osoba historia...

Dla Androida i Google był to jednak wręcz idealny moment na wypuszczenie G1, gdyż dobrowolne usunięcie się z rynku smartfonów jednego z największych konkurentów tylko przyczyniło się do jeszcze większego zainteresowania Androidem ze strony producentów. Z pewnością nie małą rolę miała też jego bezpłatna licencja (dla porównania: Microsoft  pobierał od producentów $22 USD od każdego wyprodukowanego urządzenia używającego Windows Mobile).
Pomimo niewielkiego zakresu, w jakim G1 został wypuszczony, smartfon ten stał się natychmiastowym przebojem i był stopniowo wypuszczany na innych rynkach.
Android stał się faktem i natychmiast podbił serca użytkowników.
Jeszcze w listopadzie 2008 G1 pojawił się na rynku brytyjskim, a dzięki ogromnemu zainteresowaniu konsumentów z całego świata, w styczniu 2009 roku Google zdecydowało się na udostępnienie go w sprzedaży bezpośredniej każdemu zainteresowanemu, prosto z własnego sklepu internetowego. Do Polski G1 trafił w marcu 2009, gdy w swej ofercie umieściła go sieć „Era” (jako Era G1).


© DeS
(Digitale Scriptor)
Grudzień 2015
specjalnie dla: Ilustrowany Tygodnik Polski ☞ tiny.cc/itp2


Opowieść o Androidzie. Część 2
Opowieść o Androidzie. Część 3






Autor korzystał m.in. z następujących źródeł informacji:
Android Authority, Android Central, Android Community, Apple Inc., engadget.com, Google Inc., InformationWeek, John C. Dvorak blog, PC Magazine, Samsung Corporation, Smartphone & Pocket PC Magazine, strona oficjalna systemu operacyjnego Android, Time Magazine, WayBack Archive, Wikipedia, wired.com, oraz wielu innych
Ilustracje bez wyszczególnionych autorów lub właścicieli praw autorskich: © Ilustrowany Tygodnik Polski, www.tiny.cc/itp2

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz