WIADOMOŚCI NIE OBESRANE = żadnych GW, TVN i im podobnej sraczki medialnej

OSTRZEŻENIE: NINIEJSZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, A TAKŻE KOMUNISTOM, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACTWU I INNYM DEWIANTOM I ZBOCZEŃCOM SEKSUALNYM.

Papierek lakmusowy na folksdojczów - Uchodźców do Izraela!

Uchodźców do Izraela!


        Słynna anegdota o mężu, co to po powrocie do domu zastał żonę w sytuacji wskazującej na małżeńską zdradę opowiada, jak to w poszukiwaniu gacha otwiera on drzwi do poszczególnych pokoi, po czym z hałasem je zamyka, komunikując raz po raz: tu go nie ma! Wreszcie otwiera szafę, a tam widzi golasa, ale z rewolwerem w ręce. - I tu go nie ma! - woła zatrzaskując z hałasem drzwi szafy. Anegdotka ta pasuje jak ulał do fali „terroryzmu”, jaka rozlewa się po Europie za sprawą tak zwanych „uchodźców”, którym ostentacyjnie współczują zwłaszcza osoby szczególnie chronione przez tajniaków, apelując do chrześcijańskiego miłosierdzia – i tak dalej. Nawiasem mówiąc, warto przypomnieć, że chrześcijański nakaz miłości bliźniego nie nakazuje bynajmniej, by kochać go bezgranicznie.
Wyznacza granicę w postaci wskazówki: „jak siebie samego” - co oznacza, że ta miłość nie powinna posuwać się do szkodzenia samemu sobie, albo – w przypadku miłości zbiorowej – nie prowadziła do ściągania niebezpieczeństwa a zwłaszcza zagłady na społeczność miłującą. Chrześcijaństwo bowiem jest wprawdzie religią wymagającą, ale – w odróżnieniu od pana redaktora Michnika - od nikogo nie wymaga, ani nawet nie oczekuje naiwności. To, że wielu dygnitarzy sprawia wrażenie, jakby o tej prostej zasadzie zapomniało, nie oznacza, ze przestała ona obowiązywać, tylko – że cierpimy na potężny kryzys przywództwa.

        Warto tedy przypomnieć, że problem „uchodźców” pojawił się w następstwie misji pokojowych i stabilizacyjnych, wojen o pokój i demokrację oraz jaśminowych rewolucji. Wtrąciły one wiele krajów Bliskiego i Środkowego Wschodu oraz Afryki Północnej w stan krwawego chaosu. Tak się akurat złożyło, że prawie wszystkie te kraje były w przeszłości uważane za potencjalne zagrożenie dla Izraela. Bo na przykład Jordania, którą rządzi tyran, wcale w stan krwawego chaosu wtrącona nie została. Nikomu nie przychodzi do głowy, by walczyć tam o demokrację, albo inne makagigi – bo Jordania w 1994 roku podpisała z Izraelem traktat pokojowy. Z perspektywy czasu wygląda zatem na to, że wszystkie te operacje pokojowe i tak dalej, zostały przeprowadzone w interesie Izraela, chociaż oczywiście – pod całkiem innymi pretekstami. Dodatkową poszlaką która by na to wskazywała, jest przekonanie żywione przez byłego prezydenta USA Jerzego Busha juniora, a być może i całą dynastię, że Królestwo Boże na ziemi nastąpi dopiero po przejęciu politycznej władzy nad światem właśnie przez Izrael. Polityka w ogóle tylko pozornie jest racjonalna, bo nie da się racjonalnie uzasadnić potrzeby dominacji, która jest motorem wszelkiej polityki – a cóż dopiero, gdy na tę potrzebę nakładają się jeszcze jakieś wariactwa? Kolejną poszlaką jest okoliczność, że coraz więcej Żydów stawia znak równości nie tylko między antysemityzmem i spostrzegawczością, bo to było zawsze, ale również – między antysemityzmem, a każdą krytyką postępowania Izraela, najwyraźniej ulegając rasistowskiemu uroszczeniu, jakoby Żydzi byli wyjątkowi w całym Wszechświecie, w związku z czym mieli prawo instrumentalnego traktowania wszystkich innych narodów. Środowiska żydowskie, wykorzystując w tym celu również tak zwanych pożytecznych idiotów, których na tym świecie niestety jest coraz więcej, próbują narzucić ten paranoidalny pogląd całemu światu, co oczywiście musi rodzić rozmaite napięcia. Stan krwawego chaosu, w jaki w interesie Izraela zostało wtrąconych wiele krajów, jest przyczyną i pozorem moralnego uzasadnienia dla wędrówki ludów z rejonu Bliskiego i Środkowego Wschodu oraz Afryki Północnej do Europy. Wśród tych wędrowców dominującą grupę stanowią młodzi mężczyźni przed 30 rokiem życia, a więc mężczyźni zdolni do walki. Ogołocenie tamtych obszarów z półtora, a może nawet dwóch milionów takich mężczyzn, potencjalne zagrożenie dla Izraela dodatkowo zmniejsza, podczas gdy dla Europy – zwiększa. Poza tym warto zwrócić uwagę, że wyekspediowanie jednego takiego podróżnika do Europy kosztuje kilka tysięcy euro i chociaż tamte kraje zostały zniszczone przez operacje pokojowe i obecny krwawy chaos, w którym mnóstwo ludzi potraciło dorobek całego życia, to jednak podróżnicy jakoś te pieniądze zdobywają, gwoli opłacenia przemytniczych mafii. Chyba jeden gołodupiec nie pożycza od drugiego – bo i skąd? Zatem ktoś musiał stworzyć dla całej operacji inżynierię finansową i linie kredytowe, dzięki którym podróżnicy mogą ruszyć w drogę. Ale muszą przecież dać jakieś zabezpieczenie, zwłaszcza, że ruszają w siną dal. Jedynym zabezpieczeniem są zakładnicy z kręgu najbliższej rodziny – i to tłumaczy przyczyny, dla których „uchodźcy” próbują dostać się do krajów o najwyższym socjalu – bo trzeba pozostałą na miejscu rodzinę wykupić z niewoli – a w tamtych rejonach to nie są żarty. Widzimy zatem, że mamy do czynienia z precyzyjnie zaplanowaną operacją, której celem może być wywołanie w Europie wojny na wyniszczenie. Pewne światło na tę sprawę rzuca buńczuczna deklaracja, jaką jeszcze w 1989 roku złożył ówczesny przewodniczący Komisji Europejskiej Jakub Delors, stwierdzając w przemówieniu, że celem Unii Europejskiej jest wypowiedzenie wojny ekonomicznej Stanom Zjednoczonym. Ponieważ żydowskie lobby polityczne ma na politykę USA ogromny wpływ; niektórzy powiadają nawet, że „ogon wywija psem”, no to nic dziwnego, że wszystko się zazębia tym bardziej, że coraz częściej pojawiają się głosy o potrzebie przeniesienia Izraela w jakieś bezpieczniejsze miejsce. Wprawdzie w Europie bywało rozmaicie, ale – jak zauważył Franciszek ks. de La Rochefoucauld – tylko dlatego Pan Bóg nie zesłał na ziemię drugiego potopu, że przekonał się o bezskuteczności pierwszego, więc nic dziwnego, że Żydzi również próbują – zwłaszcza w perspektywie możliwości wejścia niektórych krajów muzułmańskich w posiadanie broni jądrowej - rozglądać się po świecie w poszukiwaniu jakiejś alternatywnej siedziby. Wiele wskazuje na to, iż argusowe oko spoczęło na żyznych obszarach Ukrainy, którą już rządzi premier Włodzimierz Hrojsman, którego – w odróżnieniu od premiera Arszenika Jaceniuka, zaledwie „podejrzewanego” o żydowskie pochodzenie - już o nic podejrzewać nie potrzeba, no i Polski, gdzie w środowisku żydowskiej gazety dla Polaków mnożą się haggady o powojennej martyrologii Żydów, niczym w czasach stalinowskich opowieści naocznych świadków o stonce zrzucanej na kartofliska spółdzielni produkcyjnych przez amerykańskie samoloty. Trafiły one nawet do literatury dla dzieci w postaci nieśmiertelnego poematu Jana Brzechwy „Stonka i Bronka” („A i wróg jest także gotów zrzucać stonki z samolotów”), zaś JE Andrzej Deszczyca, ambasador Ukrainy w Polsce i JE Anna Azari, ambasador Izraela w Polsce, poparli niedawną antyrządową demonstrację sodomitów w Warszawie. Skoro Izrael nie ma większych zmartwień, to może przyjąłby wszystkich muzułmańskich uchodźców – bo przecież ta wędrówka ludów odbywa się za jego przyczyną.

Papierek lakmusowy na folksdojczów


        Niemcy to państwo poważne. Państwa bowiem dzielą się na dwie grupy: państwa poważne i pozostałe. Państwo poważne tym różni się od pozostałego, że jeśli chociaż raz sformułuje swój interes państwowy, to o nim nie zapomina, tylko go realizuje bez względu na okoliczności zewnętrzne i wewnętrzne. Państwo pozostałe albo w ogóle nie potrafi sprecyzować swojego interesu państwowego – jak na przykład Polska wobec Ukrainy, dzięki czemu Ukraińcy mogą bez przeszkód obcinać kupony od prezentowania wizerunku Ukrainy jako państwa specjalnej troski, któremu – podobnie jak upośledzonemu na umyśle dziecku – lepiej się nie sprzeciwiać – albo nawet potrafi, ale natychmiast o tym zapomina i w rezultacie zatacza się od ściany do ściany, w zależności od tego, kto w jakim kierunku je popchnie. Tymczasem Niemcy, to państwo poważne, którego celem jest – po pierwsze – odwrócenie wszystkich co do jednego skutków wojny przegranej przez Adolfa Hitlera, po drugie – stopniowe zdejmowanie z Niemiec odpowiedzialności za II wojnę światową i w miarę tego zdejmowania, przerzucanie jej na winowajcę zastępczego, na którego Żydzi, którzy na tym etapie swoją politykę historyczną ściśle koordynują z polityką historyczną niemiecką, upatrzyli Polskę. Po trzecie – Niemcy, kiedy tylko odzyskały swobodę ruchów w Europie po 12 września 1990 roku, kiedy to w Moskwie podpisany został traktat potocznie zwany „dwa plus cztery”, niezwłocznie przystąpiły do wysadzania w powietrze „heksagonale” to znaczy – porozumienia krajów Europy środkowej, które pragnęły stworzyć sobie system reasekuracji niepodległości, żeby próżnię polityczną powstałą w Europie Środkowej w następstwie ewakuowania stąd imperium sowieckiego, wypełnić samodzielnie poprzez rozszerzanie na wschód Unii Europejskiej, której są politycznym kierownikiem. A to po to, żeby – po czwarte – środkami pokojowymi, które okazały się skuteczniejsze, a przede wszystkim – tańsze od środków militarnych – zbudować sobie IV Rzeszę. Ta polityka niemiecka widoczna jest gołym okiem, więc nic dziwnego, że kiedy po roku 2013, na skutek powrotu USA do aktywnej polityki w Europie Środkowo-Wschodniej, Polska znowu powróciła pod kuratelę amerykańską, Niemcy nie ustają w wysiłkach, by przywrócić tu swoje wpływy. Dlatego wykorzystują owczarków niemieckich w rodzaju Jana Klaudiusza Junckera, czy Fransa Timmermansa, którzy kierują instytucjami Unii Europejskiej, do dyscyplinowania Polski i innych państw Europy Środkowej, niezadowolonych z narastania niemieckiej hegemonii w Europie i przywracania tu pruskiej dyscypliny. Jak wiadomo, z inicjatywy Niemiec Komisja Europejska na początku 2016 roku wszczęła wobec Polski procedurę sprawdzania stanu demokracji i praworządności, a w lipcu ub. roku ją eskalowała, wysuwając wobec Polski ultimatum w postaci tzw. „zaleceń”, którego termin upłynął 27 października. 16 grudnia ub. roku Niemcy rozpoczęły realizowanie w Polsce kombinacji operacyjnej, której celem było doprowadzenie do politycznego przesilenia i osadzenia w jego następstwie na pozycji lidera politycznej sceny ekspozytury Stronnictwa Pruskiego, czyli Platformy Obywatelskiej. Na skutek kontrakcji amerykańskiej, tamta kombinacja operacyjna spaliła na panewce, ale Niemcy próbują dalej – tym razem pod sztandarem praworządności, pod którym pragną skupić nie tylko agentów, jacy z komunistycznej bezpieki przewerbowali się na służbę dla BND w drugiej połowie lat 80-tych, ale również wszystkich folksdojczów i pożytecznych idiotów – również tych pobożnych. Jednym z narzędzi wdrażania w Europie Środkowej pruskiej dyscypliny są tak zwani „uchodźcy”, których Niemcy zamierzają wtrynić krajom Europy Środkowej według „kontyngentów”, jakie wykoncypowała sobie Nasza Złota Pani. Nie chodzi oczywiście o „uchodźców”, których Niemcy – jak tylko padłby taki rozkaz – zapakowałyby bez ceregieli do któregoś z chwilowo nieczynnych obozów koncentracyjnych, tylko o to, by w ten sposób wytresować kraje Europy Środkowej w posłuszeństwie. Jako państwo poważne, wykorzystują umiejętność grania na wielu fortepianach, między innymi – na fortepianie chrześcijańskim, stosując – jak to mawiali gitowcy – wobec pobożnych chrześcijan tak zwaną „poważną zastawkę” w postaci „miłości bliźniego”. Jakże – powiadają – możecie nie przyjąć wyznaczonych przez Złotą Panią kontyngentów „uchodźców”, kiedy przecież sam Pan Jezus we własnej osobie przykazał miłować bliźniego swego? Na takie dictum ludzie pobożni zaczynają popadać w dysonans poznawczy, bo z jednej strony rozsądek podpowiada im, żeby w tej sytuacji zachować się z rezerwą, ale z drugiej – jakże z rezerwą, kiedy przecież sam Pan Jezus – i tak dalej? Tymczasem Pan Jezus – owszem – przykazywał miłować bliźniego swego, ale JAK SIEBIE SAMEGO, a więc – nie bardziej, niż siebie samego. Zatem miłość bliźniego swego nie powinna iść tak daleko, by prowadzić do samozagłady miłującego, albo do ściągnięcia poważnego niebezpieczeństwa na jego państwo lud naród.

        Zapewne to właśnie mogła mieć na myśli pani premier Beata Szydło, wypowiadając w przemówieniu, jakie wygłosiła niedawno w chwilowo nieczynnym obozie w Oświęcimiu zdanie treści następującej: „Auschwitz to w dzisiejszych niespokojnych czasach, wielka lekcja tego, że trzeba uczynić wszystko, aby uchronić bezpieczeństwo i życie swoich obywateli”. Na takie dictum w środowisku folksdojczów i pożytecznych idiotów wybuchł straszliwy klangor, w ramach którego dawali oni wyraz swemu „szokowi i oburzeniu” tymi sowami. Najwyraźniej uważają, że celem każdego rządu nie jest ochrona bezpieczeństwa i życia swoich obywateli, tylko przeciwnie – ściąganie na nich wszelkich możliwych niebezpieczeństw. W tym właśnie duchu wypowiedział się przewielebny ksiądz Stanisław Walczak, po powrocie z misji w Afryce mieszkający z Niemczech. Zamiast zastanowić się nad tym, że chrześcijaństwo jest religią wprawdzie wymagającą, ale przecież nie naiwną, zapłonął świętym oburzeniem na panią Szydło. Mamy zatem dwie możliwości: albo przewielebny ksiądz Stanisław Walczak jest durniem, który nie zna nawet zasad swojej religii i plecie, co mu ślina przyniesie na język, albo nie jest durniem i zasady swojej religii dobrze zna – ale w takim razie, dlaczego plecie takie bzdury?


© Stanisław Michalkiewicz
19-20 czerwca 2017
www.michalkiewicz.pl
☞ WSPOMÓŻ AUTORA





Ilustracja © DeS

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz