UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Ksiądz Sowa i jego nędzni przyjaciele

Ks. Kazimierz Sowa to współczesny odpowiednik wysługującego się komunistycznemu reżimowi „księdza patrioty” w PRL-u. Ujawnione taśmy z restauracji Sowa&Przyjaciele, na których robi za polityczno biznesowego wodzireja rzucającego mięsem to dla mnie żadne zaskoczenie. Niestety nie brakuje ludzi, którzy uważają, że sutanna czy koloratka automatycznie powinny zamykać krytykom usta, jakby duchowni nie byli normalnymi ludźmi, ale jakimiś bogami. Tymczasem i wśród księży nie brakuje ludzi małych, wrednych, a czasami tak obrzydliwych i zakłamanych jak kapelan PO i TVN, Kazimierze Sowa. Tak się składa, że i ja dość często całkiem prywatnie spotykałem się, a nawet odbywałem podróże z zaprzyjaźnionymi osobami duchownymi i nasze rozmowy dotyczyły najróżniejszych świeckich tematów, także politycznych. Jednak to, co zapamiętałem to zawsze przed rozpoczęciem posiłku czy podróży samochodem obowiązkowo odmawialiśmy krótką modlitwę.


Ks. Sowa jak mogliśmy usłyszeć na ujawnionych taśmach do posiłku zamiast modlitwy serwuje swoim współbiesiadnikom k…y, bo taka już jego duchowa uroda. Nie zapominajmy, że Kaziu, którego nazywanie księdzem nie bardzo przechodzi mi przez gardło, to jeden z najbardziej aktywnych i brutalnych krytyków ojca Tadeusza Rydzyka i jego mediów, którym zarzuca upolitycznienie. Na tym tle ujawnione nagrania całkowicie obnażają Sowę, jako wyjątkowo załganego obłudnika i faryzeusza. To Sowa ostatnio tak mówił o ministrze Mariuszu Błaszczaku: „Jest mi wstyd, że ktoś taki jest ministrem spraw wewnętrznych i administracji”. Jacka Kurskiego mianował „politycznym prymitywem”, a polityków PiS nazywał „dziczą”. Tymczasem sam „apolityczny” autor tych słów okazuje się być prymitywnym dzikusem i jest mi wstyd, że ktoś taki jest katolickim księdzem.

Nie wszyscy pamiętają, że Kazik Sowa jest tym kapłanem, który wypowiedział wojnę krzyżowi. Trzy dni po tragedii smoleńskiej, 13 kwietnia 2010 roku o godzinie 14-tej wystawiono trumny z prezydencką parą i nieprzebrane rzesze Polaków w większości pogrążonych w modlitwie ruszyły pożegnać poległych. Harcerze natychmiast dostrzegli potrzebę ustawienia krzyża modlącym się ludziom i postawili go dwa dni później, 15 kwietnia. Było to dla wszystkich tak oczywiste i naturalne, że nikt przez długi czas obecności krzyża na Krakowskim Przedmieściu nie kwestionował. Jednak Platformie Obywatelskiej a w szczególności Bronkowi Komorowskiemu krzyż wyraźnie przeszkadzał, a szczególnie umieszczona na nim tabliczka z napisem: „Ten krzyż to apel harcerzy i harcerek do władz i społeczeństwa o zbudowanie tutaj pomnika”. 10 lipca 2010 roku Bronisław Komorowski udzielił „Gazecie Wyborczej” pamiętnego wywiadu rozpoczynającego wojnę z krzyżem, w którym powiedział: „Krzyż przed Pałacem Prezydenckim to symbol religijny, więc zostanie we współdziałaniu z władzami kościelnymi przeniesiony w inne, bardziej odpowiednie miejsce”.

Jednak zanim do tej długo planowanej wojny z krzyżem doszło trzeba było przygotować na to opinię publiczną. Potrzebna była osoba, najlepiej duchowna, która zakwestionowałby obecność krzyża przed Pałacem Prezydenckim i tym samym dała Komorowskiemu oraz czerskim pretekst do przeprowadzenia tego wywiadu. I tak 5 lipca 2010 roku uruchomiono „księdza patriotę” Sowę, który pobiegł do Radia Zet by Monice Olejnik powiedzieć:
„Trudna sprawa, w polskiej tradycji krzyże stawia się przy drogach, w miejscach, gdzie doszło do tragicznych zdarzeń i to myślę, że akurat tego miejsca, to miejsce akurat z tym nie jest związane. Wydaje mi się, że na pewno będzie, tak sądzę, choć mówię to tylko i wyłącznie na własną odpowiedzialność, ale w kaplicy, która jest przecież w pałacu prezydenckim powinno być jakieś miejsce, które upamiętniałoby tragicznie zmarłe ofiary tej katastrofy. Sam krzyż przy Krakowskim Przedmieściu nie jest dobrym pomysłem, tak sądzę. Ja byłem w ogóle zaskoczony, kiedyś, kilka tygodni temu zobaczyłem, nie wiedziałem, że on po prostu stoi od tego czasu i, że jest tak powiedziałbym dosyć solidnie zamontowany, podobnie jak zresztą byłem zaskoczony jakąś kapliczką taką na peronie we Włoszczowej, czy w kilku innych miejscach, no ludzie potrzebują czasem niektórych znaków, ale nie można też tych znaków czynić w taki sposób, który no wydaje mi się trochę przesadą”.

Nie trzeba komentować tych słów. Widzimy jak na dłoni z jak perfidną osobą mamy tu do czynienia. Pamiętam, że wtedy, siedem lat temu, dziwiłem się braku reakcji metropolity krakowskiego, kardynała Stanisława Dziwisza. Dzisiaj wierzę, że obecny pasterz krakowskiego kościoła, abp Marek Jędraszewski zrobi z kapelanem PO i TVN, Kazimierzem Sową porządek. Nie ma bowiem większego zgorszenia dla wiernych niż przebrany za księdza polityk ruszający na wojnę z krzyżem ramię w ramię z wrogami Kościoła. Dobrze, że taśmy z Sowa&Przyjaciele ujrzały światło dzienne, bo jak widać tamten zaplanowany i do końca wyreżyserowany atak Sowy na krzyż niewielu poruszył.


© Mirosław Kokoszkiewicz
19 czerwca 2017
opublikowano w: „Warszawska Gazeta”
www.warszawskagazeta.pl





Ilustracja © brak informacji

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2