WIADOMOŚCI BEZ ZAPRZAŃSTWA: (żadnych antypolskich ścierw GW, TVN, ...)

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Bezmyślne ataki na Viktora Orbána. Prawdy i nieprawdy o Węgrzech

Od paru tygodni w mediach i w internecie rozwinęła się fala ataków na premiera Węgier Viktora Orbána. 
W związku z poparciem przez niego kandydatury Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej zarzuca się Orbánowi, ze rzekomo zdradził Polskę, okazał się wobec nas z gruntu nielojalny, że jest koronnym dowodem na to, że w ogóle nie mamy co liczyć na Grupę Wyszehradzką.

Chamstwo opluwa V. Orbána.


Na Facebooku Orbána. pojawiły się liczne niewybredne polskie ataki na niego typu :


„Przykra rzeczywistość obnażyła dwulicowość Węgrów. Orban okazał się sprzedawczykiem identycznym jak tusku - obaj bezideowi, jedynie z parciem na szkło i wizją ciepłej posady, nawet kosztem służalczej postawy wobec nazistów pod przywództwem merkel i szulca."

„Niestety jesteście bez moralnego kręgosłupa najpierw Moskwa Teraz Berlin smutne Polak Węgier dwa bratanki jednak nie istnieje"

„ZDRAJCA ZDRAJCA ZDRAJCA"

„Poczekamy, aż będziesz potrzebował pomocy Polski, to wtedy my na ciebie się wypniemy."
Zygosz.

„A jakze moglo byc inaczej ,skoro Orban to ruski Zyd.”

„Orban to obłuda !
Podobny do Tuska .
To ideologia szwabska.
Zdrada i krew na rekach
to ich życiowa droga”

Niejaki Zbigniew Kukuła napisał w komentarzu internetowym m.in.:„niewątpliwie doszło do zdrady ze strony Victora Orbána, i mam nadzieje ,że pan Kaczyński wyciągnie z tej lekcji odpowiednie wnioski i mocno się wypnie na Węgry i Orbána,... oraz zapomni o całej grupie Wyszehradzkiej , która jest bandą świnek walczących o miejsce przy korycie”. Bzdura nad bzdurami, po której można się wypiąć tylko na jej durnowatego autora. Jak skomentować tego typu ataki ? Pokazują one tylko to, że w obozie patriotycznym nie brak skrajnych bezmyślnych chamideł, nie mających pojęcia o kulisach polityki i gardłujących skrajnie emocjonalnie. Nie pozostaje wiec nic innego jak spokojne rzeczowe wyjaśnienie uwarunkowań, w których podejmował decyzje Viktor Orban.

Lojalność Orbana wobec frakcji chrześcijańskich demokratów w UE

Najczęściej imputuje się premierowi Węgier, że uległ naciskowi Niemiec, po prostu okazał się mięczakiem. Przypomnijmy, że Orbán wielokrotnie w przeszłości opierał się naciskom polityków niemieckich na czele\ z osławionym M. Schulzem i miał wyjątkowo złą prasę właśnie w Niemczech. (Por. szerzej J. R. Nowak : „Węgierska droga do zwycięstwa”, Warszawa 2015,ss.161-164). Pod naciskiem ministra W. .Waszczykowskiego, o wiele mniej mądrego od wiceministra spraw zagranicznych RP Jana Dziedziczaka, doszło do odwołania już zapowiadanej wizyty tegoż wiceministra na Węgrzech w związku z węgierskim świętem narodowym w dniu 15 marca 2017 r. Znając wiceministra Dziedziczaka sadzę, że ten tak przychylny Węgrom wiceminister sam nigdy nie podjąłby tego typu decyzji.

Koszty dawnej bardzo złej decyzji PiS-u


O słabości pozycji PiS-u w Parlamencie Europejskim zadecydowały skutki fatalnej decyzji tej partii z 2004 r. PiS wszedł wówczas do jednej najsłabszych frakcji w Parlamencie Europejskim- Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy (dziś 71 europosłów. Ze źródeł dyplomatycznych wiem, że tym bardzo nieciekawym osobnikiem, który namówił władze PiS-u do, aby partia ta weszła do słabiutkiej frakcji w Parlamencie Europejskim- był wielce wpływowy w tamtym czasie Michał Kamiński. Ten wielce doświadczony i przebiegły intrygant miał w swych namowach egoistyczne dalekosiężne cele. Liczył na zostanie szefem tej frakcji, co w końcu się stało. Węgry Orbána zrobiły o wiele mądrzej - weszły w 2004 r. do najsilniejszej frakcji - chrześcijańskich demokratów EPP (dziś 271 europosłów). Dzięki temu zyskały bardzo silnych obrońców - przewodniczący frakcji francuski europoseł Joseph Daul wielokrotnie występował bardzo mocno w obronie Orbána w czasie najostrzejszych nagonek przeciw Węgrom. Co więcej nazwał Orbána „wielkim Europejczykiem”. W tej sytuacji Orbán, choćby - uwagi na poczucie lojalności wobec swojej frakcji, która poparła Tuska, zmuszony był głosować na jego kandydaturę. Na konferencji prasowej z tym związanej Orbán powiedział, że chodzi tylko o sprawę personalną, a on zawsze będzie bronił Polskę przeciwko jakimkolwiek atakom w nią wymierzonym. I było to któreś z rzędu, piętnaste czy dwudzieste zapewnienie Orbána w ostatnich partu latach. I wierzę, że dotrzyma tego zapewnienia. o zaś jest przykrą groteską to to, że PO, będąca tak na bakier z Kościołem od razu weszła do najsilniejszej frakcji w Parlamencie Europejskim - chrześcijańskich demokratów (EPP). Łże-chrześcijanie z PO po prostu -w przeciwieństwie do naiwnych i źle poinformowanych PiS-owców od razu zorientowali się, „gdzie są konfitury”.

Sprawa miała jednak również drugie dno. Nie wiem dlaczego, ale Tusk szereg razy występował w poprzednich latach, m.in. w 2013 r. przeciwko atakom na Orbána. Np 15 marca 2013 r. Tusk, występując w obronie Orbána. powiedział: „premier Orbán. nie robi niczego, co wymagało by radykalnych reakcji. - Ja nie widzę powodu do histerii”. W związku z tego typu wystąpieniami Tuska na rzecz Węgier w przeszłości Orbán. miał wobec niego pewne personalne zobowiązania. Nie uderza się w kogoś, kto kiedyś był obrońcą.

Spóźnione wystąpienie przeciw Tuskowi


A poza tym cała sprawa przypomina mi pewne powiedzenie: „Złej baletnicy przeszkadza i rąbek u spódnicy”. Po co zwala się na Orbána. winę za własne polskie zaniechania? Dlaczego nie rozpoczęto przeciw Tuskowi kampanii dużo wcześniej? Przypomnę przy tym, że szereg miesięcy temu europoseł Ryszard Czarnecki nie proszony publicznie wypowiedział się za poparciem kandydatury Tuska, co wiele osób skrajnie oburzyło. Dopiero po kilku miesiącach PiS zmienił zdanie w tej sprawie. Z Sariuszem Wolskim należało dogadać się dużo wcześniej, bezpośrednio po tym, gdy go totalnie zmarginalizowano w Platformie po jego odmowie głosowania przeciw Polsce w Parlamencie Europejskim. Ostrą kampanię przeciw wyborowi Tuska należało zaś podjąć już 16 grudnia 2016 r. bezpośrednio po jego głupawym, wręcz haniebnym wystąpieniu we Wrocławiu przeciw rządowi RP. Niestety niepotrzebnie stracono zbyt wiele cennego czasu.

Poparcie na Zachodzie dla Orbána


Osobną przyczynę porażki w naszym przeciwstawieniu się wyborowi Tuska stanowią długotrwałe zaniechania PiS w zabiegach o poparcie na forum międzynarodowym w kręgach polityków Zachodu. Około miesiąc temu na konferencji na jakiejś konferencji zapytałem wprost b. minister spraw zagranicznych i obecną eurodeputowaną Annę Fotygę, dlaczego PiS nie ma żadnych znaczących przyjaciół w kręgach zachodnich polityków i intelektualistów .Pani Fotyga uniknęła precyzyjnej odpowiedzi w tej sprawie. A fakty są porażające. Rzeczywiście trudno dziś wymienić jakiego zdecydowanego przyjaciela obecnej Polski wśród zachodnich polityków i intelektualistów. Jakże odmienna pod tym względem jest sytuacja Węgier Orbána. . Warto tu wspomnieć kilka niemal całkowicie nieznanych w Polsce faktów. B. kanclerz Niemiec Helmut Kohl akurat w czasie jednej z większych nagonek na Węgry w wywiadzie dla „Sterna” z 5 listopada 2014 r. nazwał premiera Orbána „wielkim Europejczykiem, który po europejsku myśli i działa". Wielkim Europejczykiem nazwał Orbána również przewodniczący EPP Joseph Daul. Wśród osób występujących z jednoznacznym entuzjastycznym poparciem dla Orbána znaleźli się m. in. najsłynniejszy konserwatywny filozof brytyjski Roger Scruton, słynny rosyjski dysydent pisarz Władimir Bukowski, popularny pisarz brytyjski Tibor Fischer, autor książkowego eseju o „Tygrysie Orbánie", trzykrotny gubernator Nowego Jorku George Pataki i jeden z najaktywniejszych kongresmanów amerykańskich, od 2011 r. współprzewodniczący Kongresu Helsińskiego w USA Christopher H. Smith. Ten ostatni przyrównał osobę węgierskiego premiera do postaci prezydenta Ronalda Reagana, z którym współpracował przez lata. Trudno byłoby chyba znaleźć lepszy wyraz uznania dla Orbána. W stanowczej obronie Orbána wobec ataków z zewnątrz występowali m.in. prezydent Czech Vaclav Klaus, premier Czech Petr Necas, b. premier W. Brytanii David Cameron, b. kanclerz Austrii Wolfgang Schlüssel, premier Bawarii Edmund Stoiber i kolejny premier Bawarii Horst Seehofer, włoski polityk Luca Volonte, b. wiceprzewodniczący frakcji Europejskiej Partii Ludowej w Parlamencie Europejskim.

Dodajmy, że Orbán, świetnie władający językiem angielskim, mocno zapracował sobie przez lata na takie poparcie. Mało kto wie, że protestant Orbán. (żonaty z gorliwą katoliczką) wielokrotnie wyjeżdżał na narady zgromadzeń katolików, w tym na kongresy katolików w Madrycie i Bilbao, konferencję katolików w Berlinie etc. Wszędzie występował stanowczo i z ogromną swadą w obronie chrześcijaństwa i państw narodowych, co zyskiwało mu tym większą popularność. U nas nie słyszałem o wystąpieniach zagranicznych na kongresach katolików nawet tak chrześcijańskiego polityka jak Marek Jurek (może nie było to dość zareklamowane) .Cóż „pieczone gołąbki same nie wpadną do gąbki”.

Z przykrością muszę stwierdzić, że niestety nie mogę się zgodzić ze sformułowaniem prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, niewątpliwie najlepszego polskiego stratega politycznego, w najnowszym wywiadzie „w Sieci” tak porównującym sytuacje Polski i Węgier: „ „Trzeba podejmować różnego rodzaju odważne decyzje, uwzględniając charakter opinii publicznej, jej nastawienie ukształtowane przez dwadzieścia parę lat konsekwentnej polityki głównego nurtu. Warunki są trudniejsze niż np. na Węgrzech. Orbán z takim nastawieniem dużej części społeczeństwa jak w Polsce niewiele by zdziałał”. A jednak zdziałał. W 2002 r. po przegranej wyborczej z postkomunistami i liberałami Orbán był co najmniej w równie złej sytuacji jak Kaczyński i PiS, który przecież wygrał w 2005 r. Tyle, że właśnie po przegranej w 2002 r. Orbán rozpoczął wielki zwycięski marsz do zwycięstwa w 2010 roku. Przede wszystkim otworzył się bardzo mocno na inne środowiska patriotyczne poza swoją partią, czego ciągle nie widzę w PiS-ie. W efekcie jego partia - Fidesz w ciągu 8 lat wzrosła z 5 tys. członków do 40 tys. członków (a PiS w 4 razy liczniejszej Polsce ma tylko 30 tys. członków.). Fidesz Orbána maksymalnie otworzył się na przedsiębiorców, obiecując im stanowcze wsparcie w walce z zagranicznymi koncernami ,Co później całkowicie dotrzymał. W zamian przedsiębiorcy dali Orbánowi pieniądze na stworzenie nowych mediów opozycyjnych (m. in. dwóch stacji telewizyjnych, paru dzienników i tygodników). W rezultacie udział mediów prawicowych na rynku medialnym wzrósł jeszcze w czasie opozycji z zaledwie 5 proc. w 2002 r.(!) do 40 proc. jeszcze w czasie opozycji. A w PiS-ie jest ciągle za wiele nieufności do przedsiębiorców co widzimy nawet w polityce fiskalnej b. bankiera M. Morawieckiego po zdobyciu władzy. Co więcej Orbán już w 1992 r. usunął ze swej partii wszystkich liberałów, i traktował ich potem jako równie niebezpiecznych wrogów jak postkomunistów. W PiS-ie natomiast ciągle były niepotrzebne złudzenia co do liberałów z PO, tak antynarodowej partii,, nawet uparcie podtrzymywane iluzje co do stworzenia wspólnych rządów. Zdumiewające, że PiS przez lata nazbyt ufny wobec różnych lemingów i liberałów od Borusewicza, Mellera i Urbańskiego do Glińskiego i Ujazdowskiego jest wyjątkowo niechętny wobec otwarcia na radykalną prawicę na prawo od PiS ,od J. Łopuszańskiego po Kongres Nowej Prawicy i narodowców. A przecież właśnie tam znalazłby cenne procenty poparcia w walce politycznej przeciw PO i Nowoczesnej. A poza tym wciąż nierozumnie trzyma się na stanowisku szefa MSZ wyjątkowego szkodnika , byłego geremkowca W. Waszczykowskiego. A potem wylewa się spóźnione żale, winę za rodzime niedołęstwo zrzucając na Orbána. Osobiście uważam, że zamiast atakować i obrażać się na Orbána, lepiej skorzystać z jego doświadczeń. Orbán dowiódł jak wiele można zrobić nawet samotnie w bardzo trudnej sytuacji. I dlatego go bronię. Najbardziej wyważona w sprawie Orbána, okazała się reakcja premier Beaty Szydło. W wywiadzie dla braci Karnowskich „w Sieci” z 27 marca 2017 r. premier Szydło powiedziała m.in.: „Nie mam do Viktora pretensji. Nie był w łatwej sytuacji. Nie umawialiśmy się na wspólny wybór przewodniczącego (...) Nie obrażamy się, idziemy do przodu, jesteśmy sobie potrzebni i mamy wiele wspólnych projektów, które realizujemy”. (Podkr.-JRN) I tak trzeba postępować, a nie bawić się w głupawe anse i rozpamiętywania,. które są korzystne tylko dla naszych śmiertelnych wrogów typu KOD-.u. Warto przypomnieć, że w czasie ostatniej manifestacji KOD-u nienawistnicy z hołoty kod-owskiej nieśli portrety Kaczyńskiego i Orbána, z podpisem „Polak-Węgier dwa pacanki”. A w ogóle to warto stworzyć w Polsce swego rodzaju polityczną „frakcję węgierską””. Bo Węgrzy kilka razy dłużej niż my robią swoje reformy i są one dużo radykalniejsze od bojaźliwych reform bankiera M. Morawieckiego. Niestety u nas jak dotąd prawie nic nie bierze się z najważniejszych reform węgierskich - jak to pokazaliśmy w drukowanym w poprzednim wpisie na blogu „Oświadczeniu Forum Myśli Polskiej”.

Szkody wyrządzone przez Michała Kamińskiego


Wracając do szkód wyrządzonych w PiS przez Michała Kamińskiego warto przypomnieć, ze ten dość nikczemny facet w fatalny sposób nadużył zaufania prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który niestety był zbyt ufny wobec ludzi i wierzył w ich dobre intencje. Jeden ze znaczących polityków PiS opowiadał mi, że Lech Kaczyński długi czas był niechętny podpisaniu traktatu lizbońskiego. Pewnego wieczoru wpadli do niego jednak Michał Kamiński i Adam Bielan i przez całą noc straszyli jak fatalne skutki w Europie Zachodniej będzie miało nie podpisanie traktatu przez Polskę i w końcu przekonał go do podpisania niefortunnego traktatu. Dodajmy, że podobno obaj spindoktorzy :Kamiński i Bielan przekonali władze PiS-u do tak fatalnych w skutkach przedwczesnych wyborów w 2007 roku. Przypomnę tu, że z pozycji niezależnej wielokrotnie krytykowałem obu tych jegomościów publicznie, gdy byli u szczytu wpływów w PiS. M. in. w wywiadzie udzielonym red. Igorowi Jankemu w „Rzeczpospolitej” z 8 sierpnia 2009 r. stwierdziłem : „Krytycznie oceniam to, że w PiS- ie duże znaczenie mają lizusy, czyli Kamiński i Bielan, skądinąd mistrzowie intryg i wykrywania rzekomych spisków przeciw Kaczyńskim”. (Por. tekst mego wywiadu dla „Rzeczpospolitej” w książce I. Janke: „PO-PiSowa kronika upadku”, Warszawa 2009,s.255).

PS. Tekst ten stanowi znaczące rozszerzenie mego artykułu „Bronię Viktora Orbána”, publikowanego w „Warszawskiej Gazecie” z 24 marca 2017 r.


Prawdy i nieprawdy o Węgrzech


W poprzednim tekście na moim blogu krytykowałem rozliczne bezmyślne internetowe ataki na V. Orbána. wysuwane pod jego adresem zarzuty zdradzenia Polski. Na szczęście w licznych czasopismach ukazały się teksty obiektywnie i rozważnie pokazujące motywy działania V. Orbána. I tak np. w czasopiśmie „Polska Niepodległa” (nr z 15 marca 2017 r.) ukazał się jednoznacznie wybraniający Orbána. tekst eksperta od spraw węgierskich Michała Kowalczyka : „Orban poparł Tuska, czy to naprawdę może dziwić?” Autor pisał m.in.: „ Może się to komuś podobać, lub nie, lecz rozumni przywódcy kierują się interesem własnego państwa. Zatem inwektywy wobec Orbána. są równie bezsensowne jak jego wcześniejsza krytyka z powodu dobrych stosunków z Moskwą. Mamy prawo jako Polacy nie przepadać za Putinem, a na niektóre poczynania Rosji patrzeć z obawami, trudo jednak wymagać od Budapesztu podporządkowania się naszym lękom czy utopijnej koncepcji giedroycizmu (...) Węgry mają dobre stosunki z Rosją, albowiem - uwaga- mają w tym interes. Moskwa oferuje Madziarom dobre warunki dostarczania gazu, udziela kredytu na rozbudowę jakże ważnej elektrowni w Paks itd. Poparcie Tuska również nie ma prawa dziwić(...) Tusk nie tylko nie uczynił Budapesztowi nic złego podczas swojej pierwszej kadencji, a nawet wielokrotnie przyjmował argumenty Orbana, z którym łączą go, przynajmniej, jako polityka, dobre relacje. Dlatego bezsensowne byłoby wetowanie kandydatury i włączanie się do konfliktu na linii polski rząd-Tusk”.
.
Szczególnie cieszę się z realistycznego i rozważnego stanowiska „Gazety Polskiej”, jakże odmiennego od jej decyzji sprzed 2 lat, gdy na znak dość niemądrego protestu przeciw wizycie V. Putina w Budapeszcie odwołano wyjazdy Klubów „Gazety Polskiej” na Węgry z okazji ich święta narodowego. Tym razem Kluby pojechały na Węgry i spotkały się z bardzo sympatyczną reakcją węgierskich kół politycznych. Dziennikarz „Gazety Polskiej” Wojciech Mucha pisał w tekście „Węgierski Fortepian” poza pokazaniem pewnych różnic w postawie Węgier i Polski, o tym, co nas zdecydowanie łączy: „Odbiór Polaków przez Węgrów był niezwykle gorący. W warstwie politycznej warto wsłuchać sie w przemówienie Orbana wygłoszone przed Muzeum Narodowym. Poza skierowanymi do Polaków podziękowaniami za przybycie węgierski polityk dotknął bowiem kwestii dotyczących Polski. Pomimo różnicy w wielkości naszych krajów my także (może nawet w większym zakresie) borykamy się z opresją ze strony unijnych hegemonów, a deklaracje budowy „Unii dwóch prędkości” musimy traktować jako zapowiedź zaostrzenia kursu , także wobec naszej części Europy” (...) Refleksja z Węgier jest dość prosta. Budapeszt, mimo wszelkich różnic, jawi się jako dość naturalny sojusznik, jeśli chodzi o próbę hamowania brukselsko-berlińskich prób przyśpieszenia naszym kosztem (choć kwestia Tuska rodzi tu pewne obawy)”. Warto dodać, że w tym samym numerze „Gazy Polskiej” z 22 marca 2017 r. zamieszczono obszerne fragmenty tekstu przemówienia V.Orbana z okazji węgierskiego święta narodowego w dniu 15 marca 2017 r.

R. Ziemkiewicz w obronie V. Orbana


Szczególnie godny uwagi jest tekst Rafała A. Ziemkiewicza: „Czego uczy nas Orban”, publikowany ”Do Rzeczy”
z 20 marca 2017 r. Ziemkiewicz, tłumacząc decyzję Orbana w sprawie Tuska, krytykuje twierdzenia o tym, iż Węgry powinny były w tej sprawie personalnej pokazać symboliczny gest wdzięczności wobec Polski. Jak pisze Ziemkiewicz: „Ceną za wdzięczność Polaków byłoby zrażenie do siebie chadeckiej międzynarodówki EPP, do której (podobnie jak PO ) należy partia Orbana w Parlamencie Europejskim. Tusk jest przecież oficjalnie reprezentantem i kandydatem bynajmniej nie Polski, ale właśnie owej frakcji. Prawo i Sprawiedliwość do EPP należeć nie chciało. Być może dlatego, że według kryteriów zachodnich nie jest partią chadecką, tylko konserwatywną - ale Fidesz przecież także. Być może zadziałały emocje nie pozwalające PIS być w jednym ugrupowaniu z PO i PSL.A być może prezes PiS został obydwoma powyższymi argumentami rozegrany przez wpływowego wtedy na jego dworze Michała Kamińskiego, który chciał popławić się w blasku funkcji lidera frakcji, choćby malutkiej? W każdym razie PiS założył frakcyjkę konserwatywną z brytyjskimi konserwatystami, czym skazał się na marginalizację. A gdy Brytyjczycy zadecydowali o opuszczeniu Unii został już zupełnie na lodzie (....) fakt, że Węgry, choć są krajem mniejszym i jako pionier antyestablishmentowego buntu przez pewien czas były w Unii osamotnione, nigdy tak zdecydowanie pod europejskim pręgierzem ustawiane nie były, to właśnie skutek przynależności partii Orbana do EPP. Za kulisami Unii toczy się bowiem nieustająca rywalizacja o stołki i wpływy między frakcjami (...) w której nawet kilkanaście euromandatów, dostarczonych przez Fidesz, ma swoja wagę. Europejskim chadekom opłaca się zatem pilnować, aby ataki na Węgry wyczerpywały się w słowach i nie przeradzały w żadne konkretne działania przeciw nim. Utratę tego politycznego parasola w UER niełatwo byłoby Orbanowi zrekompensować”.

Niestety nawet Ziemkiewicz okazuje zupełna niewiedzę na temat charakteru zachowań Orbana wobec UE, pisząc: „Orban nigdy nie postawił żadnej sprawy na ostrzu noża, nie zdarzyło mu się iodmawiać podpisania jakichś konkluzji czy protokołu i ogłaszać przy tym, że niecne potraktowanie przez eurokratów Węgier pokazuje ich prawdziwą twarz i negliżuje naturę Unii Europejskiej jako organizacji, w której większe państwa maja więcej do powiedzenia”. Było akurat odwrotnie. Orban wielokrotnie stawiał stanowcze weto wobec nacisków UE i nie cackał się w swych komentarzach na temat Unii. Np. w przemówieniu z okazji święta narodowego Węgier w dniu 15 marca 2011 r. Orban powiedział: „ „Wierni naszej przysiędze nie mogliśmy ścierpieć w 1748 roku tego, żeby nam dyktowano z Wiednia., Nie znieśliśmy też w 1956 r. i w 1990 r., żeby nam dyktowano z Moskwy. Teraz też nie pozwolimy, aby z Brukseli, czy skądkolwiek ktokolwiek coś nam dyktował. Od nikogo nie zniesiemy więc pouczeń”. W kwietniu 2012 r. Orban powiedział : „To, co doświadczamy, ten sposób traktowania ten obraźliwy, lekceważący ton, w jakim mówią z nami i o nas, na pewno nie czyni z nas przyjaciół Unii Europejskiej, lecz raczej zmienia w jej nieprzyjaciół”.W marcu 2012 r. Orban porównał ingerencję z UE do czasów sowieckiej dominacji na Węgrzech, mówiąc : „Znamy lepiej niż dobrze ten rodzaj nieproszonej bratniej pomocy, nawet kiedy teraz nosi ona dobrze skrojony garnitur, a nie mundur wojskowy z pagonami”.Czy ktoś z naszych PiS-owskich polityków zdobył się kiedykolwiek na równie ostre jak Orban stwierdzenia na temat Unii Europejskiej? Ani jeden!

Szkoda, że Ziemkiewicz najwyraźniej nie czytał rozlicznych faktograficznych stwierdzeń w prowadzonej przez jego przyjaciela Janusza Korwina Mikke rubryce „Orban”, pokazujących rozliczne twarde zachowania Orbana wobec UE

Błędy w rozumowaniu red. Piotra Semki


Absolutnie nie zgadzam się natomiast z dywagacjami Piotra Semki na temat Węgier i Orbana, publikowanymi w tekście „Krajobraz po bitwie” 20 marca 2017 r. To jeden z najsłabszych artykułów w całej tak bogatej karierze publicystycznej tego autora. Polemizując z autorami tekstów, tłumaczących zachowanie Orbana w sprawie Tuska, Semka zaatakował Orbana z grubej rury ,pisząc: „Viktor Orban, łamiąc swe obietnice, osłabił zdolność wszystkich państw Grupy Wyszehradzkiej do wspólnych akcji na forum Unii”. Panie Semka, bój sie Pan Boga! Po co Panu tego typu niesprawiedliwe oskarżenia wobec premiera Węgier, który obok podjęcia niewygodnej dla nas decyzji w sprawie Tuska, na konferencji prasowej kolejny raz stanowczo zadeklarował swą pełną gotowość obrony Polski przed jakimikolwiek naciskami i nagonkami. Czy red. Semka przespał informacje na ten temat?. Nie brak w tekście Semki poważnych błędów faktograficznych- vide stwierdzenie, że Orban korzysta „ z dość dziurawego parasola w postaci EPP”. W rzeczywistości ten parasol okazał się przez lata bardzo cenny dla Węgier. Szczególnie widomym tego znakiem były wielce żarliwe wystąpienia przewodniczącego frakcji EPP Josefa Daula, który nazwał Orbana „wielkim Europejczykiem”. Czy Semka o tym nic nie wie?

Nieścisłe jest twierdzenie Semki o specjalnych relacjach Fideszu z niemieckim CDU. Orban ma specjalne związki nie z CDU, lecz z bawarskim CSU, z której przewodniczącym bawarskim premierem Horstem Seehoferem łączą go bliskie związki przyjaźni.(Seehofer publicznie stwierdzał, że w sprawie imigrantów z Bliskiego Wschodu to Orban miał rację, a nie kanclerz Merkel). Krytykując tezy Semki warto jednak zaznaczyć, że zdobył się on na niebywałą wśród PiS-owskich dziennikarzy i polityków krytykę „gromkich wywiadów Jarosława Kaczyńskiego” To prawdziwa odwaga w czasie, gdy coraz częściej pojawiają sie tacy lizusi jak pewien poseł z PiS-u, zresztą skądinąd sensowny w innych sprawach, który uznał Kaczyńskiego za większego polityka od Charlesa De Gaulle’a.
Ze zdecydowana obrona Orbana przed atakami w Polsce wystąpił również redaktor Piotr Skwieciński w tekście „Niemądre emocje” („w Sieci” z 20 marca 2017 r.) Krytykując emocjonalne ataki na Orbana w Polsce w związku z poparciem przez niego Tuska Skwieciński przypomniał za mało eksponowany dotąd fakt, iz Tusk szereg razy występował w przeszłości w obronie Orbana. Jak pisał Skwieciński : „Przede wszystkim nie sposób nie przypomnieć, że kiedy w Unii rozpętywano najostrzejszą fazę nagonki na Orbana, to właśnie ówczesny szef polskiego rządu - czyli Donald Tusk- wystąpił przeciw tej nagonce, za co zresztą stał się przedmiotem krytyki ze strony warszawskich mediów lewicowo-liberalnych. Jeżeli Orban ma więc jakieś moralne zobowiązania, to nie wobec Kaczyńskiego, tylko wobec Tuska, który go w krytycznym momencie bronił. Z którym to Tuskiem, jak powszechnie wiadomo, ma osobiste relacje na tyle dobre, ze niektórzy- zapewne przesadnie -używają nawet słowa „przyjaźń” (....)”.

Do bardzo ciekawego tekstu Skwiecińskiego zakradły się jednak również i poważne błędy. W żadnym razie np. nie można np. zgodzić się ze słowami autora, głoszącego, iż „w węgierskiej historii konflikty z Rosją były bolesnymi, ale tylko epizodami. Węgierskie emocje są więc inaczej ukierunkowane’. Warto tu przypomnieć, że Węgry najmocniej przeżyły nie niemiecką krótką i łagodną okupację z 1944 r., lecz niezwykle bezwzględną okupację sowiecką w latach 1945-1948. W czasie tej okupacji doszło do niebywałego rabunku Węgier i ogromnej skali gwałtów. Ocenia się, że na Węgrzech sowieccy sołdaci zgwałcili około pół miliona Węgierek. Przy okazji Sowieci zamordowali biskupa Győr -V. Apora, broniącego przed gwałtem Węgierki, które schroniły się do jego pałacu biskupiego. Sowieci narzucili Węgrom najokrutniejszy (obok Albanii) stalinizm, który sprowokował wielkie narodowe powstanie w październiku 1956 r, krwawo stłumione przez sowiecką interwencję. Warto równię pamiętać, że słynna węgierska wojna niepodległościowa lat 1848-1849 została stłumiona tylko dzięki interwencji rosyjskiej armii feldmarszałka Iwana Paskiewicza. W czasie walk zginął od kozackiej dzidy największy poeta węgierski Sándor Petőfi Skrajnie przesadne są również uwagi red. Skwiecińskiegho o rzekomych niebywale wielkich rozmiarach korupcji aparatu władzy Orbana., porównanej przez autora do korupcji w putinowskiej Rosji.(!)

Szczególnie absurdalny jest fragment tekstu Skwiecińskiego, poświęcony węgierskim dylematom moralnym i kulturowym. Jest on wręcz dowodem dużej ignorancji tego autora na temat sytuacji wewnątrz Węgier. Skwieciński napisał: „Zauważmy, że w siódmym roku rządów partii radykalnie konserwatywnej na Węgrzech nadal legalne są aborcja na życzenie, a także związki partnerskie osób homoseksualnych. I rząd nie podjął żadnej próby zmiany prawa w tych kwestiach. Otóż rząd węgierski nie musiał podejmować żadnej zmiany sytuacji w tych kwestiach, bo w tekście Konstytucji Węgierskiej napisane jest, że związki partnerskie tzn. małżeńskie tworzą kobieta i mężczyzna, a ilość aborcji nigdy nie była tak niska jak teraz. Czy red. Skwieciński nie wie, że dzięki rządom Orbana na Węgrzech uchwalono najbardziej chrześcijańską konstytucję w Europie, z furią atakowano w niemieckiej prasie za rzekomy „klerykalizm”? Czy red. Skwieciński nie słyszał, że w krucjacie różańcowej na Węgrzech wzięło udział dwa miliony osób, a u nas tylko 150 tysięcy osób?


© Jerzy Robert Nowak
3-4 kwietnia 2017
źródło publikacji:
www.jerzyrnowak.blogspot.com






Ilustracja © brak informacji / Reuters

UAKTUALNIENIE: 2017-04-04 12:19 - dodano: felieton „Prawdy i nieprawdy o Węgrzech”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz