WIADOMOŚCI BEZ ZAPRZAŃSTWA: (żadnych antypolskich ścierw GW, TVN, ...)

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Francuzi wybiorą krew i łzy?

Prawdopodobny kandydat Republikanów na prezydenta Francois Fillon chce „uczynić Francję znów wielką”. Przez liberalne reformy gospodarcze i powrót do koncertu mocarstw w polityce zagranicznej.

Zwycięstwo w pierwszej turze prawyborów na prawicy daje François Fillonowi szanse na wygranie wyborów prezydenckich we Francji. Nagły wzrost popularności byłego premiera w rządzie Nicolasa Sarkozy’ego przyszedł w ostatniej chwili i był całkowicie nieoczekiwany. Jeszcze latem sondaże dawały mu zaledwie 10 proc. poparcia. Zwycięstwo przy urnach zawdzięcza trzem faktorom: debatom telewizyjnym, w których poradził sobie lepiej od swoich konkurentów, strategii lewicy,
której zwolennicy masowo głosowali w prawyborach „Republikanów” (głosować mogli wszyscy), i oddawali na niego głos, by wyeliminować znienawidzonego Sarkozy’ego, oraz poparciu francuskich katolików z prowincji, bowiem Fillon od lat stanowczo występuje w roli obrońcy tradycyjnych, rodzinnych wartości.

Nagła popularność byłego premiera, któremu zawsze brakowało tej charyzmy, która cechuje zarówno Sarkozy’ego jak i Chiraca, jest tym bardziej zadziwiająca, iż obiecuje on Francuzom „lata wyrzeczeń, bólu, krwi i łez”. Terapię szokową, na wzór tej, którą przeprowadziła niegdyś w Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher. Ustawia go to na bezpośrednim kursie kolizyjnym z lewicą i związkami zawodowymi, które jak dotąd skutecznie blokowały reformy strukturalne we Francji. Fillon tej konfrontacji wręcz szuka. „Nie będzie porozumienia, wyciągania ręki, kompromisów, półśrodków i negocjacji. Zrywam konsensus” – mówił podczas jednej z telewizyjnych debat. Ma to być kuracja neoliberalna na jak dotąd we Francji nieznaną skalę – zmniejszenie sektora publicznego (o 500 do 600 tys. miejsc pracy), likwidacja 35-godzinnego tygodnia pracy, ograniczenie wydatków publicznych (o 110 mld euro w przeciągu pięciu lat), obniżenie podatków dla firm, reindustrializacja (produkcja przemysłowa we Francji po 2008 r. spadła do poziomu z 1993 r.).

W wywiadach były premier podkreślał, że jego ambicją, jest uczynić francuską gospodarkę „najsilniejszą w Europie” i najbardziej konkurencyjną. Jest to także wyzwanie rzucone Niemcom, których wiodąca rola – gospodarcza i polityczna – Francuzom coraz bardziej ciąży. „To Francja stworzyła Unię Europejską, to ona powinna jej przewodzić, być jej lokomotywą” – mówi Fillon bez ogródek. Jest to marzenie o powrocie „la grande nation” (wielkiego narodu) z czasów de Gaulle’a, do czego aspiruje zresztą również Marine Le Pen. Tyle, że Fillon jest prawdziwym Gaullistą, jednym z ostatnich, którzy ostali się na francuskiej centroprawicy. Europa w jego mniemaniu jest tylko na tyle przydatna na ile „służy interesom Francji”. Dlatego dalsza integracja europejska powinna się jego zdaniem koncentrować na „europejskiej awangardzie”, czyli strefie euro. Fillon chce, by otrzymała ona własny rząd. Tu pojawia się potencjał konfliktu z Berlinem, bowiem Fillon dąży także do tego, do czego dążą wszyscy francuscy politycy bez względu na opcję, czyli unii transferowej i uwspólnotowieniu długu. Wielki Paryż kosztem Berlina, to ambitny plan, ale czy realny?

Wiele zostało napisane o rzekomej sympatii Fillona do Rosji. Były premier chce zniesienia sankcji nałożonych na Kreml po aneksji Krymu i agresji a wschodnia Ukrainę oraz mówi o współpracy z Moskwą w Syrii. Tyle, że z sympatią ma to niewiele wspólnego. Wynika to z rozważeń strategicznych. Fillon chce zarazem wrócić do tradycji gaullistycznej niezaangażowania w odniesieniu do NATO jak i przywrócić Francji rolę „obrońcy” chrześcijan na Bliskim Wschodzie, którą piastowała w XIX wieku. Dla niego głównym wrogiem „wolnego świata” jest islam sunnicki, czemu daje wyraz w swojej książce „Pokonać totalitaryzm islamski” (Vaincre le totalitarisme islamique). Jedyną szansą na pokonanie zagrożenia wywodzącego się z sunnickiego ekstremizmu jest jego zdaniem oś Teheran-Damaszek-Moskwa. Jako mniejsze zło. „Kiedyś Francja nadawała ton na Bliskim Wschodzie. Dziś nas tam nie ma. USA i Rosja wolno dysponują tym, co niegdyś było francuską strefą wpływów. To musi się zmienić” – argumentuje. W czasie zimnej wojny de Gaulle dokonał zbliżenia ze Związkiem Sowieckim, wycofał się ze struktur dowódczych NATO i rozwinął własny potencjał nuklearny. To zbliżenie służyło Francji do tego, by podkreślić swoją autonomię strategiczną. „Do tego należy wrócić” – przekonuje Fillon. Nie oznacza to jednak, że zamierza wyjść z NATO, jak Marine Le Pen. „Równy dystans. Nie możemy pozwolić, by USA i Rosja porozumiały się po zwycięstwie Trumpa ponad naszymi głowami” – mówi. Jego interpretacja gaullizmu jest przy tym prosta – rozmawiać z Rosją by równoważyć wpływy USA, które „odsunęły Europę od wielkiej gry”. Na tym polega cały paradoks Fillona – gaullizm w polityce zewnętrznej (ożywienie osi Paryż-Berlin-Moskwa) i anty-gaullizm, czyli agresywny liberalizm w polityce gospodarczej. Fillon przy tym zręcznie zintegrował w swoim programie propozycje działań mających ograniczyć masową imigrację, co ma mu pozwolić odebrać Le Pen część poparcia.

Szanse na wygraną w drugiej turze prawyborów, która odbędzie się w niedzielę 29 listopada, przeciwko Alainowi Juppé, o wiele bardziej umiarkowanemu i proatlantyckiemu, Fillon ma duże. Jego zaletą jest dobrze wypracowany program, podczas gdy Juppé robił kampanię opartą głownie na tym, że nie jest Sarkozym. Teraz, gdy Sarkozy odpadł z wyścigu, z Juppé wyszło nieco powietrze. W zwycięstwie w drugiej turze prawyborów Fillonowi zresztą pewnie znów pomoże francuska lewica, przekonana, że ze względu na bliskość poglądów i programów, ma on większe szanse zdobyć głosy części zwolenników Frontu Narodowego niż Juppé i pokonać Le Pen. Jeśli dojdzie zaś w końcu do starcia Fillona i Le Pen w drugiej turze wyborów prezydenckich – zapewne znów uruchomi się tzw. „front republikański”, rozumiany jako kolektywna blokada „skrajnej prawicy” i wyniesie byłego premiera do Pałacu Elizejskiego.

Prezydentura Fillona zaś to będzie próba powrotu do koncertu mocarstw. Musimy być na to jako Polska przygotowani.


© Aleksandra Rybińska
24 listopada 2016
źródło publikacji: „Nowa Konfederacja” nr. 11/2016 (77)
www.nowakonfederacja.pl





Ilustracja © brak informacji

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz