WIADOMOŚCI BEZ ZAPRZAŃSTWA: (żadnych antypolskich ścierw GW, TVN, ...)

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Polskie radio. Początki

18 sierpnia 1925 r. powstało Polskie Radio.
Było jednym z ostatnich w Europie.

Podczas gdy Polacy zmuszeni zostali do nierównej walki z Rosją sowiecką o zachowanie swej świeżo odzyskanej niepodległości, Śląsk spływał powstańczą krwią polskich patriotów, a Wielkopolska dopiero co zwyciężyła z Niemcami w jeszcze innym powstaniu, w odległych Stanach Zjednoczonych od początków 1920 roku rozgłośnie radiowe powstawały jak przysłowiowe grzyby po deszczu.
Gorączka radiowa w krótkim czasie ogarnęła cały cywilizowany świat. Od Buenos Aires przez australijskie Sydney aż po Londyn, w ciągu następnych 2 lat wszędzie powstawały rozgłośnie radiowe...

Telegraf bez drutu

        Gdy Nikola Tesla jako pierwszy zbudował nadajnik radiowy w 1894 r. w USA nie jest pewne, czy zdawał sobie wtedy sprawę z tego, jak bardzo zmieni to cały dotychczasowy świat.
Pewne jest natomiast, że nadajnik jego konstrukcji był w stanie transmitować sygnał radiowy na odległość przekraczającą 50 mil (ok. 80km), aż do Nowego Jorku.
Niestety, dom mieszczący jego laboratorium spłonął w 1895 r., a wraz z nim pożar strawił wszystkie urządzenia i odręczne schematy i zapiski, bez których bardzo słabo znający język angielski Tesla nie próbował nawet udowodnić amerykańskiemu Patent Office (Biuro Patentowe) działalności swego wynalazku. Uzyskanie funduszy i odbudowa laboratorium zajęły mu 2 lata i dopiero wtedy, w 1987 r. był w stanie zgłosić się do biura patentowego z nową dokumentacją.
Guglielmo Marconi
        Tymczasem we Włoszech Guglielmo Marconi także skonstruował swój „telegraf bez drutu” i w grudniu 1894 roku zaprezentował jego działalność rodzicom, transmitując sygnał między pokojami rodzinnego domu. W krótkim czasie, wykorzystując rozwiązania innych wynalazców (przede wszystkim anteny dipolowej Hertza - podobnie jak to wcześniej uczynił Tesla) udoskonalił swój nadajnik i mógł już transmitować sygnał radiowy na odległości kilku kilometrów i ponad wzgórzami.
        Podczas gdy Tesla szukał sponsorów i starał się odbudować swoje laboratorium, Marconi – zdając sobie sprawę z niezmiernej ważności swego wynalazku i jego potencjalnych możliwości wykorzystania w wielu dziedzinach – wysyła list do włoskiego Ministerstwa Poczty i Telegrafu z dokładnym opisem swego wynalazku i prośbą o fundusze.
Nigdy nie otrzymał odpowiedzi. Jak okazało się wiele lat później, ówczesny minister Lacava zignorował list Marconiego o odręcznie napisał na nim adnotację „alla Longara” – odesłać do Longary – czyli, jakby to napisano w Warszawie: odesłać do Tworek (na rzymskiej ulicy Via della Lungara mieścił się wówczas zamknięty ośrodek dla psychicznie chorych).
Niczym nie zrażony Marconi, dzięki rodzinnym koneksjom (jego matka była poddaną brytyjską pochodzącą z Irlandii, a jej rodzina miała powiązania z brytyjską „high society”) w następnym roku zainteresował swym wynalazkiem Brytyjczyków i 2 czerwca 1896 r. złożył w Brytyjskim Urzędzie Patentowym wniosek o przyznanie patentu na „ulepszenia w transmisji impulsów elektrycznych i projektu takiegoż urządzenia”, obecnie zwanego po prostu nadajnikiem radiowym.
Po pokazie transmisji sygnałów Morse'a na odległość ok. 6 km poprzez równinę Salisbury niedaleko sławnego Stonehendge Marconi zyskuje wsparcie Brytyjczyków, a 13 maja 1997 r. w obecności zaproszonych na tę okazję ważnych osobistości i dziennikarzy Marconi wraz z inżynierami British Post Office przesyła wiadomość radiową alfabetem Morse'a przez Kanał Bristolski, z wyspy Flat Holm Island do Przylądka Lavernock w Pernath. Od tego momentu cały świat jest już zainteresowany „telegrafem bez drutu” i reszta jest dobrze znaną historią.
Nicola Tesla
Pomimo, że Tesla wcześniej od Marconiego zbudował pierwszy działający nadajnik i odbiornik radiowy, to właśnie Marconi otrzymał Nagrodę Nobla za wynalezienie radia. Pomimo, że Marconi w swoich urządzeniach korzystał m.in. z wynalezionej przez Teslę cewki wysokonapięciowej, bez której niemożliwa jest transmisja sygnału na żadne większe odległości, pomimo, że w 1943 roku Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych przyznał jednak prawa patentowe do radia Nikołajowi Tesli, unieważniając tym samym prawa patentowe wydane wcześniej Marconiemu – to właśnie Marconi uważany jest do dzisiaj za „twórcę radia”.
Historia rzadko bywa sprawiedliwa...

        Przez następne ćwierć wieku, aż do początku lat 1920. radio używane było jako bezprzewodowy telegraf, a więc jedynie do przesyłania sygnałów alfabetu Morse'a, stąd też jego ówczesna powszechna nazwa: „telegrafu bez drutu”. Co prawda Thomas Edison w 1910 r. dokonał pierwszej transmisji radiowej sygnału dźwiękowego z występu w nowojorskim Metropolitan Opera House, wykorzystując do tego radio Marconiego i mikrofon węglowy zaprojektowany przez Davida Edwarda Hughesa (który to patent Edison po prostu ukradł, jak wiele innych zresztą), jednak z uwagi na fatalną jakość dźwięku mikrofonów węglowych (nadających się jedynie do telefonii) po jednorazowej transmisji zaprzestano dalszych prób. Dopiero przełomowy wynalazek inżyniera Edwarda Christophera Wente z Laboratoriów Bella z 1916 roku doprowadził do powstania pierwszych rozgłośni radiowych, musiało jednak minąć kilka lat do zakończenia I wojny światowej, zanim wynaleziony przez niego „mikrofon pojemnościowy” został wykorzystany po raz pierwszy do transmisji dźwięku na falach radiowych.

        Na terytoriach okupowanej Polski pod zaborami niemieckim i austriackim także trwał rozwój radia. Jedną z pierwszych była austriacka radiostacja w Krakowie, zbudowana już w 1908 roku i wykorzystywana przez Armię C.K., radiostacje poczty niemieckiej w Bydgoszczy, Gdańsku, Poznaniu i Wrocławiu (także wykorzystywane przez wojsko niemieckie podczas I wojny św.) oraz krótko istniejąca tuż przed wojną radiostacja wojskowa we Lwowie.
Podczas odzyskiwania niepodległości przez Polskę uruchomiono przejętą od zaborcy stację radiotelegraficzną w Krakowie, która już 4 listopada 1918 r. jako pierwsza rozpoczęła nadawanie pierwszych radiogramów w języku polskim. Następną była niemiecka radiostacja wojskowa w warszawskiej Cytadeli, przejęta i uruchomiona 19 listopada 1918 r. Do końca 1918 roku Polacy przejęli wszystkie radiostacje istniejące na terytorium odradzającej się Rzeczypospolitej, a 6 stycznia 1919 r. uruchomili bardzo nowoczesną i najsilniejszą wtedy poniemiecką radiostację w Poznaniu, dzięki której Polska uzyskała połączenie z resztą świata i przez nią otrzymywano informacje giełdowe, meteorologiczne i inne z całej Europy, retransmitowane następnie do pozostałych radiostacji polskich.

Wojna polsko-sowiecka

        Niestety, napad bolszewickiej Rosji na Polskę i wybuch wojny polsko-bolszewickiej w 1919 r. zahamował i opóźnił dalszy rozwój radia w Polsce.
Podczas gdy na świecie (szczególnie w nie zrujnowanych wojną Stanach Zjednoczonych, Anglii i Australii) powstawały pierwsze rozgłośnie radiowe transmitujące już dźwięk zamiast sygnałów Morse'a, cały wysiłek ponownie powstającego państwa polskiego skierowany był na obronę jego istnienia i w tym czasie nikt nie zajmował się takimi luksusami, jak radio. Wszystkie istniejące radiostacje trafiły pod zarząd wojskowy i były wykorzystywane i obsługiwane przez polskich oficerów wojsk łączności, wyszkolonych w armiach państw dawnych zaborców - rosyjskiej, austrowęgierskiej i pruskiej, ściśle wiążąc się z radiowywiadem Wojska Polskiego.

        Do historii przeszło już pierwsze w Polsce (a być może w historii) aktywne zagłuszanie wrogiej radiostacji podczas wojny polsko-sowieckiej z czasów Bitwy Warszawskiej, kiedy Polacy wykorzystali własne nadajniki radiowe do zablokowania łączności Armii Czerwonej.
Polska radiostacja rozpoczęła wtedy niekończące się transmitowanie otwartym tekstem fragmentu z Ewangelii św. Jana rozpoczynające się od słów „Na początku było Słowo. A Słowo było u Boga…” nadając na tej samej częstotliwości fali krótkiej, na której w Mińsku pracowała stacja radiowa generała Tuchaczewskiego, głównodowodzącego sił sowieckich w Bitwie Warszawskiej.
Wojna polsko-sowiecka
Jakby dla pewności, zrządzeniem losu lub też dzięki przychylności Boga, radiostacja sztabu polowego IV Armii sowieckiej, podczas jednego z ataków 15 sierpnia  wpadła w polskie ręce, zupełnie pozbawiając kontaktu sztab IV Armii z Tuchaczewskim. Druga radiostacja IV Armii sowieckiej dotarła do Sierpca dopiero 17 sierpnia i - jak przechwycił to polski radiowywiad - w swym pierwszym meldunku doniosła o utracie pierwszej radiostacji. Polacy od razu zorientowali się z tego, że dowództwo IV Armii sowieckiej nic nie wie o wcześniejszym rozkazie Tuchaczewskiego, nakazującym natychmiastowy odwrót spod Warszawy...
W najbardziej decydujących dniach Bitwy Warszawskiej dowództwo IV Armii sowieckiej zostało pozbawione łączności z głównodowodzącym Armią Czerwoną właśnie dzięki polskiej radiostacji, celowo nadającej przez kilka dni bez przerwy fragmenty Biblii na dokładnie tej samej częstotliwości, na której komunikowali się Sowieci. Rozkaz Tuchaczewskiego odwołujący forsowanie Wisły między Toruniem a Płockiem i przecięcia linii kolejowej łączącej Polskę centralną z Wolnym Miastem Gdańsk, tym samym nakazujący odwrót spod Warszawy, został po prostu zagłuszony transmisją Biblii i nigdy nie dotarł do dowództwa IV Armii sowieckiej. Dzięki temu polska V Armia generała Władysława Sikorskiego, mając zupełnie odsłonięte zachodnie skrzydło, mogła pobić sowieckie III i XV Armię. Zanim dowództwo IV Armii sowieckiej zorientowało się z meldunków napływających przez konnych posłańców, że przegrywają Bitwę Warszawską, i tą samą drogą nakazało spóźniony odwrót - drogę na wschód już zagrodziła im polska V Armia i tak nastąpił koniec sowieckich marzeń o podboju Polski i Europy, ale to już osobna historia...
        Z okresem Bitwy Warszawskiej wiąże się także powstanie pierwszej całkowicie polskiej (nie przejętej po zaborcach) radiostacji polskiej w Grudziądzu, która została zakupiona z francuskich zapasów demobilizacyjnych i podarowana Wojsku Polskiemu przez polski Komitet Narodowy z Paryża.

Pierwsze transmisje. PTR i PR

        Po zakończeniu wojny polsko-sowieckiej, 10 sierpnia 1921 r. Wojsko Polskie przekazało na potrzeby Ministerstwa Poczt i Telegrafów stację radiotelegraficzną w Poznaniu. Tym samym w Polsce rozpoczęła działalność cywilna służba radiokomunikacyjna. W następnym roku MPiT otrzymało od wojska kolejne radiostacje: grudziądzką i krakowską. Polacy szybko nadrabiali zaległości spowodowane napadem sowieckim. Wkrótce też rządowe fundusze, ulgi podatkowe i gwarancje pożyczek popłynęły szerokim strumieniem dla firm zajmujących się rozwojem radia w Polsce i dzięki temu zakupiono w USA najnowocześniejsze wtedy nadajniki RCA oraz zbudowano w podwarszawskim Bemowie jedną z najnowocześniejszych i najsilniejszych stacji radiowych w Europie, którą oficjalnie otwarto 3 października 1923 r. Jej antena miała długość prawie 4 kilometry i rozpięta była na 10 stalowych wieżach o wysokości 127 m każda.
W międzyczasie w Niemczech w większych miastach  powstawały już rozgłośnie radiowe i w okupowanym przez nich Wrocławiu 26 maja 1924 r. rozpoczęła nadawanie stacja „Schlesische Funkstunde A.G.” (Śląska Audycja Radiowa S.A.), która z racji swego przygranicznego umiejscowienia obejmowała swym zasięgiem także tereny Rzeczypospolitej.

        W tym samym czasie zawiązało się Polskie Towarzystwo Radiotechniczne i rozpoczęło prace nad radiofonią, a Rząd II RP ogłosił 3 czerwca 1924 roku „Ustawę o poczcie, telegrafie i telefonie”, która dawała państwu polskiemu wyłączność na zakładanie i eksploatację radiowych urządzeń nadawczych na terenie całej Polski. Na podstawie tej ustawy ogłoszono przetarg na koncesje radiową, która miała być przyznana tylko jednej firmie. Zwycięzca przetargu miał być także zobowiązany do zbudowania odpowiedniej liczby rozgłośni radiowych potrzebnych do pokrycia obszaru całego kraju, prowadzenia stałego, codziennego programu radiowego (docelowo całodobowego), a w zamian za co miał otrzymać prawo do zatrzymania dla siebie aż 80% dochodów z abonamentu radiowego (pozostałe 20% miało być odprowadzane do Skarbu Państwa). Oferty od zainteresowanych firm przyjmowano do 31 sierpnia 1924 roku w Ministerstwie Przemysłu i Handlu. Wpłynęło ich równo 10, spośród których ostatecznie dopuszczono tylko 5 oferentów - w tym Polskie Towarzystwo Radiotechniczne, od dłuższego czasu prowadzące wtedy najbardziej rozwinięte w Polsce prace nad radiofonią. Kulminacyjnym momentem PTR było nadanie 1 lutego 1925 roku pierwszej w Polsce transmisji dźwiękowej, emitowanej ze stacji nadawczej PTR w Warszawie. Tego dnia punktualnie o godzinie 18:00 zainaugurowano program radiowy słowami:
„Tu próbna stacja radionadawcza Polskiego Towarzystwa Radiotechnicznego w Warszawie, fala 385 metrów...”
Pan Roman Rudniewski, dyr. Próbnej Stacji Radionadawczej
Polskiego Towarzystwa Radiotechnicznego,  1 lutego 1925 r.
które uroczystym tonem wypowiedział dyrektor PTR, inż. Roman Rudniewski i natychmiast zapowiedział codzienne, godzinne transmisje od godz. 18:00 do 19:00. Był to próbny program i zarazem przełomowy eksperyment techniczny, który poprzedził powstanie spółki Polskie Radio w pół roku później. Emisje radiowe PTR już wkrótce przekraczały jednogodzinny program zapowiedziany przez inż. Rudniewskiego, a w rolę „zapowiadaczki” prowadzącej program wcielała się codziennie pani Halina Wilczyńska. Audycje te były niezmiernie popularne. Według opisu jednej z ówczesnych gazet przy publicznie dostępnych odbiornikach codziennie zbierał się ogromny tłum słuchaczy, a same transmisje wzbudzały ogromną sensację wśród warszawiaków. Do tego stopnia, że już 24 lutego 1925 r. prasa warszawska po raz pierwszy rozpoczęła drukowanie szczegółowych zapowiedzi programów radiowych na najbliższe dni.

Jednak to 18 sierpnia 1925 roku - dzień, w którym „Polskie Radio” Spółka z o.o. otrzymała od Rządu koncesję radiową i oficjalnie rozpoczęła działalność - jest z niezrozumiałych powodów uznawany za początek polskiego radia.
Niezaprzeczalnie jest to dzień powstania Polskiego Radia (firmy), nie jest to jednak dzień powstania polskiego radia (w sensie radia w Polsce). Pierwsza rozgłośnia radiowa na świecie w mieście Pittsburgh w stanie Pensylwania w USA także była stacją próbną przez kilka pierwszych miesięcy działalności, a jej pierwsze transmisje były także transmisjami testowymi/próbnymi, a mimo to historycy (w tym historycy w Polsce) uznają je za „oficjalne” początki transmisji radiowych na świecie. Dlaczego więc takie same transmisje PTR-u, o takim samym charakterze próbno-testowym, nie są uznawane przez tych samych historyków za „oficjalne” początki polskiego radia? Nie wiem. Podejrzewam jedynie, że jak zwykle stoją za tym nieznane mi powody natury politycznej i przypomina się w tym momencie zupełnie podobna sytuacja z określeniem początków telewizji w Polsce, oficjalnie datowanej od powstania TVP w komunistycznej Polsce w latach 1950. i zupełne pomijanie przez historyków wykształconych w komunistycznej Polsce osiągnięć polskich techników sprzed II wojny światowej i dalekosiężnych planów rozwoju telewizji przez Rząd II RP wespół z Polskim Radiem z lat 1938-1939. co jest jakże oczywistym wynikiem jednego z wielu celowych zakłamań polskiej historii przez komunistyczną propagandę (propagowaną do dzisiaj przez wielu historyków!), zgodnie z którą Polskę przedwojenną można było przedstawiać tylko i wyłącznie jako kraj zacofany, a wszelkie osiągnięcia II RP zwykle przemilczano jakby nigdy nie istniały, lub – jeżeli w ogóle o nich wspomniano w najlepszym przypadku,– były ogromnie pomniejszane. Ale to także osobna historia...

        Powstanie spółki „Polskie Radio” i otrzymanie przez nią koncesji radiowej było zaskoczeniem dla społeczeństwa i ówczesnych dziennikarzy i komentatorów, spodziewających się - wydawałoby się, że oczywistego - przyznania koncesji dla mającego doświadczenie, warunki techniczne i nadającego wtedy już od pół roku własne programy radiowe PTR-u. Pewne światło na wybór zupełnie nowej i niedoświadczonej spółki „Polskie Radio” zamiast PTR-u rzuca osoba inż. Tadeusza Sułowskiego, który wraz z doktorem medycyny Zygmuntem Chamcem i koncernem elektryfikacyjnym „Światło i Siła” byli ojcami–założycielami spółki „Polskie Radio”.
„Światło i Siła” była już wówczas praktycznym monopolistą w dostawie prądu, a w skład zarządu i udziałowców spółki wchodził ten sam inż. Sułowski - zamożny przedsiębiorca z koneksjami wśród tzw. wyższych sfer, a także kuzyn hrabiego Aleksandra Skrzyńskiego, jednego z bardzo wpływowych polityków (w 1925 r. został nawet Premierem RP i pełnił tę funkcję aż do przewrotu majowego Marszałka Piłsudskiego).
Rząd II RP, przyznając spółce „Polskie Radio” na okres 20 lat koncesję na nadawanie na terytorium całej Rzeczypospolitej jednocześnie zlikwidował konkurencję w postaci rozgłośni PTR-u i wprowadził w Polsce monopol radiowy na długie lata; monopol, który po II wojnie światowej został podtrzymany przez komunistycznych okupantów Polski i trwał aż do samego końca PRL-u i początków III RP.
W ten trochę podejrzany sposób Polska, jako jedno z ostatnich państw w Europie (później od Polski rozgłośnie radiowe powstały już tylko w Bułgarii, Grecji, Luksemburgu, Portugalii i Rumunii) dołączyła w 1925 roku do i tak nadal przecież nielicznego wówczas grona krajów nadających własne, publicznie dostępne audycje radiowe.

Radio? A cóż to takiego?

        Przyznanie wieloletniego monopolu na transmisje radiowe spółce „Polskie Radio” niekoniecznie było złym posunięciem. Do zalet takiego rozwiązania należy zaliczyć przede wszystkim skomasowanie wszystkich skromnych wówczas zasobów w jednym ośrodku i możliwość długoterminowego planowania przez posiadacza tak długiego, aż 20-letniego monopolu koncesyjnego. Dzięki temu już kilka lat później Polska posiadała najnowocześniejsze na świecie i jedne z najlepiej wyposażonych rozgłośni radiowych, a w 1929 r. „Polskie Radio” pożyczyło w Wielkiej Brytanii ogromną wówczas sumę 10 milionów złotych (gwarantowaną przez Rząd II RP) na zbudowanie w Raszynie największej i najsilniejszej na świecie stacji nadawczej. Z pewnością tak ogromna inwestycja nie byłaby możliwa bez wcześniejszego przyznania wieloletniego monopolu „Polskiemu Radiu” (lub innej spółce z wieloletnią koncesją na monopol). Najlepiej dowodzi tego fakt, że w Stanach Zjednoczonych, gdzie radio istniało już od kilku lat ale nie było zmonopolizowane przez państwo, jeszcze przez wiele lat żadna rozgłośnia o rozmachu i skali choćby zbliżonej do „Polskiego Radia” nigdy nie powstała, a transmisje radiowe przez wiele lat opierały się tam na tysiącach małych, miejscowych rozgłośni o zasięgu miasteczka lub powiatu. Dopiero wraz z upływem czasu zostały one w następnych 50 latach stopniowo wykupywane przez największych „rekinów” radiowego rynku (ABC, CBC, NBC) i tym samym monopol radiowy (aczkolwiek podzielony między te trzy najsilniejsze korporacje) powstał także i w USA. ale to także osobna historia.

Typowy pierwszy odbiornik radiowy
(fot. z 1921 r. Chicago, USA)
Jednak - pomimo posiadania monopolu - pierwsze miesiące, a nawet lata „Polskiego Radia” nie były usłane różami. Ogromna kampania reklamowa Polskiego Radia w ówczesnej prasie początkowo spaliła na panewce, a Polacy wcale nie garnęli się do zakupu szalenie wówczas drogich, wtedy jeszcze importowanych radioodbiorników. Należy w tym miejscu także przypomnieć, że prawny status radia w Polsce był wówczas co najmniej niejasny, gdyż oficjalnie od samego początku wojny polsko-sowieckiej tylko instytucje rządowe (wojsko, policja, poczta, itp.) miały wyłączne prawo używania nadajników i odbiorników radiowych, a „cywilne” posiadanie radia (nadajnika i odbiornika) było praktycznie nielegalne.
Także poza warszawiakami i Ślązakami (odbierającymi niemiecką rozgłośnię z Wrocławia) nikt inny w Polsce nie miał możliwości słuchania transmisji radiowych. Rzadko kto zresztą wiedział, co to takiego „radio” w sensie rozgłośni. Dla większości Polaków (jak i reszty świata w tamtym czasie) słowo „radio” było nadal synonimem dotychczasowego „telegrafu bez drutu” i trudno było zwykłem ludziom zrozumieć, że fale radiowe mogą oprócz telegraficznych pisków alfabetu Morse'a przenosić także głos ludzki, muzykę i inne dźwięki - i to w czasie praktycznie rzeczywistym. Pamiętajmy także, że w połowie lat 1920. większość Polski, a więc cała wschodnia i północno-wschodnia część dawnego zaboru rosyjskiego, nie miała nawet dostępu do „światła”, czyli elektryczności. Dlatego też, gdy 18 kwietnia 1926 o godz. 17:02 rozpoczęła nadawanie oficjalna stacja nadawcza Polskiego Radia w Warszawie, entuzjazm narodu spoza stolicy był dużo mniejszy od spodziewanego i reszta kraju może nie zignorowała, ale w każdym razie – przeglądając ówczesną prasę polską – nie zachwytywała się tym wydarzeniem aż tak bardzo, jak to pisano w Warszawie.

Janina Sztompkówna, 18.04.1926
Oficjalnego, uroczystego otwarcia rozgłośni Polskiego Radia dokonał ówczesny premier i minister spraw zagranicznych dr Aleksander Skrzyński, a obecni byli Władysław Grabski i Władysław Raczkiewicz. Na otwarciu przemawiał także prezes zarządu PR inż. Tadeusz Sułowski oraz dyrektor PR dr Zygmunt Chamiec. Z powodu braku własnej stacji nadawczej, Polskie Radio nadało wtedy swą pierwszą audycje z nadajnika PTR, a pierwsze słowa wypowiedziane przez dziennikarkę Janinę Sztompkównę brzmiały:
„Halo, halo, Polskie Radio Warszawa, fala 480.”
Otwarcie rozgłośni 18 kwietnia 1926 r. przez Spółkę Akcyjną „Polskie Radio” (w jaką „Polskie Radio” Sp. z o.o. została w międzyczasie przekształcona) uznawane jest obecnie za oficjalny początek polskiej radiofonii.

Przemysł i patriotyzm

Z pomocą w rozwoju radia ponownie przyszedł wtedy Rząd II RP. Ale zanim to nastąpiło, na rynku polskim pierwszej połowy lat 1920. nastąpiło wiele zmian, przekształceń i przejęć kapitałowych. Aby przystępnie przedstawić ten niezmiernie rozległy i dość skomplikowany poprzez swe powiązania temat, pominę tu wiele z ważnych wydarzeń, zawężając się do przedstawienia tych najważniejszych.
„Siła i Światło” - akcje z 1919 r.
        Otóż przed odrodzeniem niepodległej Polski na ziemiach polskich istniało raptem kilka niewielkich zakładów rzemieślniczych produkujących urządzenia elektryczne. Cała wówczas istniejąca infrastruktura elektryczna, telefoniczna i telegraficzna, „odziedziczona” po Niemcach i Austrowęgrach, była pochodzenia zagranicznego (głównie niemieckiego i austriackiego), nawet podstawowe produkty jak zwykłe kable elektryczne i przewody telefoniczne musiały być importowane, gdyż żaden z zaborców nigdy nie inwestował w rozwój przemysłu na polskich ziemiach. Do pewnego stopnia robili to jedynie sami Polacy posiadający odpowiednie do tego majątki, jak np. książę Maciej Radziwiłł, który wraz z Antonim Słamirowskim i Dawidem Tempelem założył w 1914 roku spółkę „Siła i Światło”, która stopniowo przejmowała niemieckie i austriackie spółki, aby pod nazwą „Zgrupowanie Elektryfikacyjne, Sp. Akcyjna „Siła i Światło” w Warszawie” stać się 5 grudnia 1918 r. pierwszą spółką akcyjną, jaka oficjalnie została zarejestrowana w II Rzeczpospolitej. Wkrótce spółka ta kontrolowała 75% dostaw prądu w Polsce. Dzięki temu w 1923 roku uzyskała finansowanie ze strony konsorcjum największych banków polskich w wysokości miliona funtów brytyjskich, co z kolei umożliwiło jej działalność inwestycyjną w sektor energetyczny. Powstały elektrownie w Pruszkowie, Zagłębiu Dąbrowskim i Zagłębiu Krakowskim.
Następnie spółka rozpoczęła inwestycje w sektorze kolejowym – głównie budowę sieci tramwajowej w Zagłębiu Dąbrowskim, Elektrycznych Kolei Dojazdowych oraz osiedla Podkowa Leśna.
Kabel Polski w Bydgoszczy
        Mniej więcej w tym samym czasie, 12 października 1920 r. z inicjatywy kapitału polskiego zostało założone w Poznaniu Towarzystwo Akcyjne „Kabel Polski”. Dzięki pomocy osób powołanych w skład jej zarządu - m.in. prezydenta Bydgoszczy Jan Maciaszka i inż. Stanisława Rolbieskiego, byłego wicedyrektora fabryki „Deutsche Kabelwerke” w Berlinie, budowlanego radcy miejskiego Köppena i innych - w krótkim czasie zbudowano od podstaw Bydgoską Fabrykę Kabli (istniejącą zresztą do dzisiaj jako Tele-Fonika Kable S.A.). Maszyny do fabryki zostały zakupione w Niemczech przez „podstawionych” Finów przyjaznych Polsce i przywiezione do Polski okrężną drogą przez Finlandię (była to jedyna możliwa wtedy droga zakupu maszyn w Niemczech przez Polaków, gdyż antypolskie nastroje wywołane przegranymi przez Niemców powstaniami Wielkopolskim i Śląskim i nieoficjalnie wprowadzone przez rządy niemieckie embargo dla Polski na wszelkie wyroby techniczne zostało zakończone dopiero polsko-niemiecką wojną celną lat 1925-1927).

        Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, jak ważnym i wręcz przełomowym momentem w rozwoju przemysłu w Polsce było powstanie polskich fabryk kabli (równolegle z bydgoską „Kabel Polski” rozpoczął także budowę drugiej fabryki w Warszawie). Gdy w 1923 r. „Kabel Polski” rozpoczął pierwszą produkcję kabli ziemnych, Polska dołączyła w tym momencie do garstki krajów posiadających własny przemysł elektrotechniczny i stała się siódmym krajem na świecie, w którym produkowano kable.
Należy też dodać, że w pierwszych latach istnienia fabryki bazowano tylko na własnych rozwiązaniach technologicznych i pomimo, że część surowców musiano sprowadzać z USA, Kanady i Chile, jeśli tylko było to możliwe - zawsze preferowano polskich dostawców i producentów, nawet jeśli ich cena nie była najkorzystniejsza, jak np. początkowo było to w przypadku dostaw miedzi z hut śląskich. Dalekosiężne plany i związana z tym długoterminowa współpraca z polskimi hutami ze Śląska z czasem doprowadziły jednak do zrównania, a tuż przed wybuchem II wojny światowej nawet do obniżenia cen surowców (w porównaniu z dostawcami zagranicznymi) dostarczanych z polskiego Śląska. Jak jednak wspomniałem: do tego potrzebne było długoterminowe planowanie i - przede wszystkim - prawdziwy patriotyzm przedsiębiorców, odznaczający się świadomym zrzeczeniem się części zysków tylko po to, aby zatrudniać polskich kooperantów, a którego dzisiaj nie tylko brak w narodzie polskim, ale często  wydaje się, że rzadko kto dzisiaj rozumie, że mniejszy zysk we współpracy z rodzimymi przedsiębiorstwami jest dużo ważniejszy od choćby dużo większych zysków ze współpracy z przedsiębiorstwami zagranicznymi... ale to także osobny temat, o którym być może napiszę kiedy indziej.
Podobnie patriotycznie nastawiona była spółka „Siła i Światło”, która już w założeniach miała być spółką-matką, pełniącą rolę centrali koncernu, a jej głównymi celami statutowymi był rozwój elektryfikacji kraju, budowa, organizacja i eksploatacja zakładów produkcji energii elektrycznej oraz przedsiębiorstw związanych z elektrotechniką. Nic więc dziwnego, że po krótkich rozmowach handlowych „Kabel Polski” został przejęty przez „Siłę i Światło”, co z kolei doprowadziło do obniżenia kosztów elektryfikacji Polski i dalszego wzrostu inwestycji - m.in. właśnie w spółkę „Polskie Radio”. Według niektórych źródeł, do 1939 roku koncern ten zainwestował w polską gospodarkę co najmniej 30 milionów ówczesnych dolarów USA (co stanowi ekwiwalent od pół do półtora miliarda dzisiejszych dolarów USA, zależnie od sposobu przeliczania).

Abonament

        Podczas elektryfikacji miast i wsi, jako jedno z dobrodziejstw elektryczności - poza oczywistym światłem - przedstawiano także... radio. Jako jeden z głównych udziałowców Polskiego Radia, „Siła i Światło” stało się niejako „naturalnym” promotorem rozpowszechniania radiofonii w Polsce. Co jakiś czas do rachunków za elektryczność dołączane były specjalne oferty sprzedaży radioodbiorników na raty finansowane przez banki współpracujące z koncernem. Promowano oczywiście tylko polskie wyroby, m.in. zaprojektowany przez Polskie Towarzystwo Radiotechniczne w miarę tani (jak na ówczesne ceny) odbiornik za 65 złotych, produkowany masowo przez PZŁ (Polskie Zakłady Łączności).
Plakat z 1931 r.
Wraz z nabierającą tempa radiofonizacją Polski pojawił się problem: w jaki sposób wymusić pobieranie opłat za odbiór programu nadawanego przez Polskie Radio? Koncesja radiowa przyznana spółce „Polskie Radio” wyraźnie stanowiła o publicznym charakterze rozgłośni, ograniczając w ten sposób możliwości zarobkowe nadawcy. Zresztą reklamy w radiu były wtedy rzadkie i jeśli już pojawiały się, to miały raczej formę ogłoszeń powiadamiających o np. wyprzedaży towarów w składzie handlowym Kowalskiego w danym dniu, niż formę znaną nam z dzisiejszych reklam ogólnie promujących markę lub konkretny produkt.
Unikanie opłat abonamentu radiowego przez nieuczciwych odbiorców mogło więc stanowić ogromne zagrożenie dla rozwoju radia, dlatego też w sukurs Polskiemu Radiu przyszedł Rząd II RP, zobowiązując Policję do pytania o rachunek za abonament  jeśli zauważono w mieszkaniach odbiorniki radiowe i nakazując policjantom udzielania mandatów osobom nie posiadającym aktualnego rachunku opłaty abonamentowej. Równocześnie pośrednio udostępniono Polskiemu Radiu rządowe biura Poczty Polskiej i zobowiązano pracowników państwowych - listonoszy - do przyjmowania opłat za abonament radiowy w imię Polskiego Radio, a także... próbowano wymusić na nich swego rodzaju szpiegowanie odwiedzanych obywateli w postaci obowiązku zgłaszania na Policję domostw posiadających radioodbiornik w przypadku podejrzeń, że ich posiadacze unikają opłat abonamentu. Także wszyscy pracownicy koncernu „Siła i Światło” i jej spółek-córek którzy chodzili po domach i pobierali opłaty za prąd zostali zobowiązani do tego samego (a trzeba przypomnieć, że „Siła i Światło” do tego czasu miała już praktyczny monopol na dostawę prądu w całej Polsce dzięki udziałom we wszystkich istniejących kompaniach dostarczających prąd).
Plakat z 1928 r.
        Trudno jest dzisiaj powiedzieć, co doprowadziło do niezwykle sumiennego i prawdopodobnie najwyższego na świecie wskaźnika uiszczania opłat abonamentowych przez obywateli, sięgającej prawie 100%, ale faktem jest, że w 1933 r. aż 99,5 % odbiorców w Polsce płaciło abonament radiowy; dla porównania w Wielkiej Brytanii najwyższy wskaźnik uiszczania opłat abonamentowych w latach 1922-1940 kształtował się w granicach 90-96% i tylko raz oficjalnie osiągnął 98%.
Nie uważam jednak, aby głównym powodem uiszczania abonamentu radiowego przez prawie wszystkich odbiorców w Polsce były surowe mandaty za „piractwo radiowe” czy też „szpiegowanie” przez co gorliwszych listonoszy. Myślę, że najbardziej przyczynił się do tego stosunkowo niski koszt samego abonamentu, wynoszącego jedynie 1,50 zł miesięcznie za korzystanie z odbiorników słuchawkowych - a takich używała prawie połowa abonentów (za duże odbiorniki, za jakie uważano radioodbiorniki wyposażone w głośnik, opłata abonamentowa wynosiła 3 złote miesięcznie). Dla porównania: w Wielkiej Brytanii „licencja radiowa” początkowo wynosiła 10 szylingów, a więc równowartość ok. 4-4,50 zł w 1922 r., a jej cena co jakiś czas była podnoszona, natomiast koszt abonamentu radiowego w Polsce, ustalony w 1925 r., nie tylko że pozostał taki sam do końca istnienia II RP w 1939 r., ale kilkukrotnie nawet wprowadzono specjalne ulgi i obniżono go do złotówki m.in. w 1934 r. dla abonentów wiejskich, a w 1936 r. dla wszystkich użytkowników odbiorników detektorowych, itd.

Cała Polska słucha tylko polskiego radia

        Zgodnie z warunkami przyznanej koncesji, Polskie Radio rozbudowywało sieć regionalnych rozgłośni radiowych. Po zbudowaniu nowego, własnego nadajnika w Warszawie, dotychczas wykorzystywany nadajnik PTR-u został przeniesiony do Krakowa i tamże w lutym 1927 roku uruchomiono drugą rozgłośnię Polskiego Radia.
Marszałek Piłsudski przemawia przez radio.
Warszawa, 11 listopada 1926 r.
W kwietniu rozpoczęła działalność rozgłośnia radiowa w Poznaniu, powstała z funduszy Związku Samorządów Wielkopolski -  organizacji społecznej (odpowiednika dzisiejszej fundacji) nie powiązanej z Polskim Radiem. Ponieważ działalność tej rozgłośni była niezgodna z „Ustawą o poczcie, telegrafie i telefonie” z 1924 r. i jej działalność była praktycznie nielegalna (wbrew koncesji przyznanej w 1925 r. spółce Polskie Radio), a sama spółka Polskie Radio, która zainwestowała właśnie w budowę priorytetowej rozgłośni w Katowicach, nie posiadała więcej pieniędzy na otwarcie kolejnej rozgłośni w Poznaniu lub odkupienie istniejącej już rozgłośni od ZSW. Tę patową sytuację rozwiązano jednak w bardzo prosty sposób: Polskie Radio, za zgodą Rządu II RP, udzieliło subkoncesji radiowej dla ZSW. W ten sposób niezależna rozgłośnia w Poznaniu, przynajmniej do czasu jej wykupienia przez spółkę Polskie Radio, będąc niezależnym nadawcą nie należącym do Polskiego Radia, mimowolnie została jedną z rozgłośni Polskiego Radia.
W tym samym miesiącu tygodnik „Radjo” napisał:
(pisownia oryginalna)
28 marca 1927 roku w Katowicach podpisana została umowa pomiędzy Skarbem Śląskim a Spółką Akcyjną Polskie Radjo, na podstawie której Polskie Radjo zobowiązało się zbudować dużą i silną radiostację w Katowicach, w zamian za co, Skarb Śląski udzielił spółce niemałej pożyczki, w wysokości 600 tysięcy złotych.
Umowę podpisali w imieniu Skarbu Śląskiego wojewoda dr Michał Grażyński, a w imieniu Polskiego Radja Naczelny Dyrektor dr Zygmunt Chamiec i dyrektor techniczny inż. Władysław Heller. [...]
Stacja katowicka będzie co do siły równa stacji warszawskiej, posiadając zasięg detektorowy 75-100 kilometrów.
        Planowane na 30 września otwarcie rozgłośni katowickiej z różnych przyczyn przedłużyło się o kilka tygodni, ale tuż przed świętami Bożego Narodzenia Polskie Radio otworzyło jednak tę najważniejszą ze swych ówczesnych inwestycji - czyli rozgłośnię radiową w Katowicach.
Zbigniew Świętochowski w katowickim studiu PR, 1937
Od czasu zwycięstwa Polaków w III Powstaniu Śląskim tereny Śląska były poddawane szczególnie wrednej, antypolskiej propagandzie niemieckiej. Nadająca wtedy już od 2 lat mocna rozgłośnia niemiecka z Wrocławia pokrywała swym zasięgiem prawie cały Śląsk, a władze niemieckie od samego początku jej istnienia wykorzystywały ją do nadawania antypolskich audycji przeznaczonych dla Ślązaków. Jednocześnie, według danych z grudnia 1927 roku, Śląsk był wtedy jednym z najbardziej „zradiofonizowanych” regionów Polski: oficjalnie zarejestrowanych było tam ponad 9 tysięcy radioodbiorników, a zapewne drugie tyle było w posiadaniu wielu zamieszkałych na Śląsku Niemców, którzy za namowami płynącymi z wrocławskiej rozgłośni niemieckiej bojkotowali wymaganą przez polskie władze rejestrację abonamentową.
Dlatego też priorytetem Polskiego Radia, Rządu II RP i samych Ślązaków było jak najszybsze otwarcie rozgłośni polskiej właśnie w Katowicach.
„Wśród buchających parą i dymem kominów, wśród wrących pracą i życiem wież kopalnianych stanęły w sercu tego kraju na wzgórzu brynowskim dwa smukłe maszty stalowe, pomiędzy któremi rozpięto wiotką przędzę drutów antenowych. I oto z drutów tych płyną już w przestrzeń fale radiowe, których głos rozbrzmiewać będzie wśród łomotu kilofów, huku młotów i syków ognia wielkich pieców, przenikając do pałaców możnych i skromnych mieszkań robotniczych, a niosąc wszystkim polskie słowo i polską pieśń.
Od dziś stacja katowicka staje do wspólnej pracy ze swoimi siostrzycami w Warszawie, Krakowie, Poznaniu i Wilnie tworząc razem z niemi pierścień opasający cały obszar naszej ojczyzny. Zadaniem tej wspólnej pracy będzie dalsze jeszcze scalenie duchowe wszystkich dzielnic naszego kraju. […] Toteż placówki nasze prowadzą i prowadzić będą propagandę polską, lecz niech mi wolno będzie powtórzyć słowa, które przed półtora rokiem wypowiedziałem przy otwarciu naszej stacji w Warszawie: propaganda nasza nie polega na szarpaniu i szkalowaniu innych, na obrażaniu czyichkolwiek uczuć narodowych czy przekonaniowych. Dla propagandy polskiej kultury i myśli państwowej będziemy używali tylko myśli szlachetnych naszych uczonych, natchnionych słów naszych wieszczy i harmonijnych pieśni naszych pieśniarzy
- Dr Zygmunt Chamiec, Dyrektor Naczelny Polskiego Radia,
podczas otwarcia katowickiej rozgłośni PR 4 grudnia 1927 r.
Miesiąc później, w styczniu 1928 r. w Wilnie otwarto kolejną, piątą rozgłośnię Polskiego Radia. Jak to zapowiedział dr Chamiec, od tej chwili Polskie Radio prawie w całości pokrywało obszar Rzeczypospolitej.

Radio dla każdego

        W tym samym czasie od podstaw tworzył się polski przemysł - w tym elektrotechniczny. W całej Polsce powstawały dziesiątki, a z czasem setki i tysiące, mniejszych i większych zakładów rzemieślniczych trudniących się naprawą, a często nawet własną budową telefonów, radioodbiorników i innych urządzeń elektrycznych. Nieznany dotąd zawód „elektryka” stał się drugim po „mechaniku” najbardziej poszukiwanym rzemiosłem.
„Detefon” RDI.s.I. (PZT 1932-1939)
(modele z PZŁ były m.in. kol. wiśniowego)
Rozsądna polityka gospodarcza Rządu II RP przejawiająca się w nakładaniu wysokich ceł na wyroby zagraniczne i jednoczesne wspomaganie rodzimego przemysłu poprzez udziały Skarbu Państwa w najważniejszych zakładach i tworzenie nowych, jak np. niezmiernie rozbudowane Państwowe Zakłady Tele i Radiotechniczne (PZT) i wiele innych, a przede wszystkim patriotyzm samych Polaków wybierających najczęściej wyroby rodzimego przemysłu - doprowadziły w szybkim czasie do ogromnej popularności radia w Polsce.

        Gdy w 1929 roku inż. Wilhelm Rotkiewicz z ówczesnych PZŁ opracował niesamowicie łatwy i tani w produkcji odbiornik radiowy „Detefon”, który pojawił się w sprzedaży w grudniu tego samego roku, prawie natychmiast stał się on przebojem krajowego rynku. Sprzedawany w cenie 39 złotych (ok. 10 dolarów USA) w kompletnym zestawie wraz ze słuchawkami (lub 15 zł za sam odbiornik) i od samego początku dostępny także wysyłkowo i na raty, natychmiast podbił serca i kieszenie kupujących. Podczas gdy ceny „dużych” odbiorników lampowych wynosiły wówczas kilkaset złotych, na polskim rynku po raz pierwszy pojawił się odbiornik radiowy dostępny praktycznie dla każdego, nawet najbiedniejszego - i wszędzie, gdzie tylko docierała Poczta Polska (odbiornik można było zamówić u każdego listonosza).
Szczęśliwym zbiegiem okoliczności jego powstanie nastąpiło w najbardziej ku temu dogodnej chwili.
Aby polskie radio mogło dotrzeć pod naprawdę wszystkie strzechy, w czasach, gdy prawie połowa Polski nadal nie miała dostępu do elektryczności, potrzebny był dokładnie taki odbiornik jak „Detefon”: przystępny cenowo, prosty w obsłudze, niezawodny, a przede wszystkim nie wymagający żadnego źródła zasilania. „Detefon” spełniał wszystkie te warunki, a związana z nim akcja radiofonizacji Polski była pierwszą i jedyną taką na świecie.
Odbiornik umożliwiał odbiór programu na falach długich i „krótkich” (czyli - w/g współczesnej nomenklatury - średnich). Jego jedyną wadą, która jednocześnie była zaletą na obszarach wówczas nie zelektryfikowanych, był brak wbudowanego wzmacniacza, dlatego odbiór był cichy (zwłaszcza w większej odległości od nadajnika), i możliwy tylko za pomocą słuchawki. Można jednak było dokupić wzmacniacze głośnikowe zasilane prądem lub z baterii, które były podłączane zamiast słuchawek. Schematy wzmacniaczy głośnikowych do samodzielnego wykonania drukowała też prasa hobbystyczna; wspomniany wcześniej tygodnik „Radjo”, na ciągle napływające prośby od nowych słuchaczy i czytelników, drukował je w następnych latach wielokrotnie.

        Wraz z rozpoczęciem masowej produkcji „Detefonu” rząd obniżył dla jego posiadaczy koszt abonamentu, przyczyniając się tym samym do jeszcze większego wzrostu jego sprzedaży. Szacuje się, że do 1939 r. PZŁ, a następnie PZT wyprodukowały aż pół miliona „Detefonów”, a jego produkcję przez pewien czas kontynuowano nawet w pierwszych, powojennych latach PRL.
Jego popularność była tak ogromna, że w krótkim czasie każdy odbiornik z detektorem kryształkowym (nie wymagającym żadnego zasilania) nazywano detefonem i słowo to stało się na długie lata synonimem dla tego rodzaju odbiorników, sama zaś produkcja i sprzedaż „Detefonów” byłą ukoronowaniem radiofonizacji Polski: polskie radio trafiło pod wszystkie polskie strzechy. W błyskawicznym okresie raptem jednej dekady polska myśl techniczna i polskie radio, jedno z ostatnich w Europie, znalazły się w ścisłej czołówce światowej innowatorów.
Spółka Akcyjna „Polskie Radio” osiągnęła pełen sukces.


© DeS
(Digitale Scriptor)
18 sierpnia 2016
specjalnie dla: Ilustrowany Tygodnik Polski ☞ tiny.cc/itp2




P.S.
Wbrew pozorom Polskie Radio nie spoczęło wtedy na laurach.
Na początku lat 1930. na horyzoncie pojawił się wtedy kolejny wynalazek techniki, który - podobnie jak radio wcześniej - zaczynał podbijać świat, a którym natychmiast zainteresowały się także Polskie Radio i Rząd II RP: telewizja.
Tym razem jednak, nie musząc już walczyć o swe istnienie, będąc w szczytowym okresie swego (raptem tylko 20-letniego) przedwojennego rozwoju, Polacy zaczynali przygodę z telewizją jako jeden z liderów i jeden z kilku pierwszych krajów na świecie. Ale to już całkiem osobna, fascynująca historia...






Rozgłośnie Polskiego Radia i ich zasięg; stan z sierpnia 1939 r.
zasięg stacji ogólnopolskiej
zasięg stacji lokalnych
zasięg stacji nadających także w językach obcych

„Jak rodziło się Polskie Radio” - audycja Krzysztofa Michalskiego:









Ilustracje: © domena publiczna
Ważniejsze źródła podane przez Autora:
Carey, Charles W. - „American inventors, entrepreneurs & business visionaries”, Infobase Publishing, 1989, ISBN 9780816045594
Eargle, John - „The Microphone Book”, Focal Press, Burlington MA, 2004 , ISBN: 9780240519616
Fagen, M.D. - „A History of Engineering and Science in the Bell System: The Early Years (1875-1925)”, Bell Telephone Laboratories, Nowy Jork, 1975.
Grodzicki, Remigiusz - „Działalność koncernu elektryfikacyjnego „Siła i Światło” w latach 1918-1939”, praca magisterska, 2004
Michalski, Krzysztof - „Jak rodziło się Polskie Radio”, Polskie Radio, 30 stycznia 2010
Paduszek, Konrad - „Radiowywiad w wojnie polsko-sowieckiej”, bez daty, www.ms.ecclesia.org.pl
Tamlynn, K.R. - „British Television, Radio and Wireless Licence. A Brief History”, British Broadcast Corporation, 1998
autor nieznany - „Development of Electrical Recording”, bez daty, www.stokowski.org
autor nieznany - „Marconi”, BAE Systems, Londyn, 2000
autor nieznany - „Polskie Radio”, Wikipedia, bez daty, www.pl.wikipedia.org
autor nieznany - „Schlesischer Sendebezirk 1924-1933”, Deutsches Rundfunkarchiv, www.dra.de
autor nieznany - „Detefon”, Stare Radjo, bez daty, www.oldradio.pl
praca zbiorowa - „Polskie Radio Katowice: 85 lat”, Polskie Radio Katowice S.A., 2012

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz