WIADOMOŚCI BEZ ZAPRZAŃSTWA: (żadnych antypolskich ścierw GW, TVN, ...)

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Armia Unii Europejskiej już wkrótce

W chwili obecnej Unia Europejska prowadzi już 6 większych operacji wojskowych i 11 cywilnych w Afryce, na Bliskim Wschodzie i Bałkanach.
Pomimo całkowitego zarządzania nimi z Brukseli wszystkie jednostki biorące w nich udział występują w swoich własnych mundurach, pod swoimi flagami narodowymi, a także - co wcale nie jest oczywiste - wszystkie rozkazy wydawane im z Brukseli nadal są „konsultowane” z dowództwem sił zbrojnych każdego uczestniczącego w nich kraju. Nie jest więc dziwne, że eurokraci z Brukseli już od dłuższego czasu opracowują powołanie ponadnarodowych Sił Zbrojnych Unii Europejskiej. Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker przygotowywał grunt pod ogłoszenie tej decyzji już od dłuższego czasu, m.in. wspominając o tym ponad rok temu podczas obrad dotyczących tzw. „kryzysu ukraińskiego”:

Unia Europejska bez własnych sił zbrojnych nie będzie brana poważnie inne państwa.
Powstanie Armii Europejskiej nie nastąpi od razu, ale powołanie takiej Armii jednoznacznie pokazałoby Rosji, że UE jak najbardziej poważnie przykłada wagę do obrony wartości europejskich.
Pomimo, że rząd Wielkiej Brytanii sprzeciwił się tej wypowiedzi i natychmiast oficjalnie wykluczył możliwość powołania Armii Europejskiej jako czynnika destabilizującego NATO, wielu europejskich polityków związanych z Berlinem nie odłożyło tych planów. Wręcz przeciwnie, Federica Mogherini - minister spraw zagranicznych UE (oficjalnie: wysoki przedstawiciel UE do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa) - i jej urząd już od co najmniej półtora roku opracowują plany powołania Armii Europy. Z doświadczenia wiemy więc, że jeśli plany takie są opracowywane przez tak długi okres, to jest właściwie przesądzone, iż zostaną one sfinalizowane prędzej czy później (jeśli już nie zostały ukończone) i ich ogłoszenie jest tylko kwestią czasu i właściwej chwili do ich ogłoszenia.
Jak dotąd wszystkie rządy brytyjskie sprzeciwiały się i natychmiast blokowały wszelkie rozmowy n.t. powoływania takich sił zbrojnych, włącznie z nawołującym do pozostania w UE rządem Davida Camerona. Podobnie czynili to wszyscy jego poprzednicy - Tony Blair i Gordon Brown. Jak oficjalnie oświadczył rzecznik rządu brytyjskiego:
Nasze stanowisko [w tej sprawie] jest niezmienne i krystalicznie przejrzyste: obrona jest sprawą narodową i odpowiadają za nią rządy poszczególnych krajów, a nie rządu UE. Nie ma absolutnie żadnych perspektyw na powołanie czy powstania Armii Europejskiej.
Fakty:

  • Nikt inny w UE nie jest większym przeciwnikiem powoływania Armii UE od rządu Wielkiej Brytanii.
  • Nikt inny w UE nie jest większym orędownikiem utworzenia Armii UE od rządu Niemiec.


W związku z coraz liczniejszymi „przeciekami” oficjalnie „nieistniejących” planów powołania ponadnarodowej Armii Europejskiej wydaje się, że zbliżający się „Brexit” (skrót od British Exit - Wyjście Wlk. Brytanii z UE) będzie właśnie tym odpowiednim momentem. Pomimo zmasowanej propagandy o nastąpieniu praktycznie końca świata jeśli brytyjscy wyborcy wybiorą wystąpienie Wielkiej Brytanii z UE, wszystkie bardziej niezależne ośrodki badania opinii publicznej (gdyż zupełnie niezależnych nie ma już nigdzie na świecie) wskazują, że przytłaczająca większość Brytyjczyków chce odłączenia się ich kraju od UE i podczas zbliżającego się referendum zagłosują za „Brexitem”.
Ponieważ polityka Berlina już od dłuższego czasu wskazuje na to, że Niemcy nie sprzeciwią się wyjściu Wielkiej Brytanii z UE, wydaje się, że wynik referendum zostanie uczciwie policzony i honorowany przez UE. Dla Niemiec pozbycie się „nie kontrolowanej” Wielkiej Brytanii ze struktur UE jest ogromnie ważne. Bez przeciwwagi w postaci Wielkiej Brytanii dominacja Niemiec w UE stanie się niezaprzeczalnym faktem i od tej chwili będzie praktycznym jedynowładztwem Niemiec nad całą UE. Dlatego nie tylko uważam, że rząd w Berlinie jest przeciwny wyjściu Wielkiej Brytanii z UE, ale wręcz przeciwnie. Niemcy chcą wyjścia Brytyjczyków z UE i zdają sobie sprawę z tego, że większość brytyjskiego społeczeństwa także jest za tym samym.

Jedynym przeciwnikiem „Brexitu” jest tylko... obecny rząd Wielkiej Brytanii, któremu ogromnie zależy na pozostaniu w UE.
Dlatego po referendum może jednak okazać się, że „ludzie wybrali” pozostanie w Unii Europejskiej. Metody fałszowania wszelkich wyborów w UE są dobrze znane, wystarczy przeanalizować każde z nich - od bardzo dawnej już przegranej Jean Marie Le Pena we Francji (pomimo ogromnego poparcia ze strony społeczeństwa), po choćby ostatnie wyniki wyborcze w Austrii sprzed tygodnia, gdzie natychmiast po wyborze „niewłaściwego” kandydata okazało się, że i tam wiele głosów zostało sfałszowanych i „niewłaściwy” kandydat-zwycięzca natychmiast przepadł... Rząd brytyjski może uciec się do jednej z tych sztuczek i wtedy pozostanie otwartą kwestią co zrobi Bruksela (a właściwie Berlin). Oficjalnie Bruksela jest przecież za pozostaniem Wielkiej Brytanii w UE, ale Brukselą rządzi Berlin, Niemcom zaś - jak już wyjaśniłem - bardziej odpowiada pozbycie się największego konkurenta w strukturach UE i jedynego przeciwnika powołania Armii UE (jedynego zdolnego zablokować ich utworzenie).
Zakładając, że rząd brytyjski uzna wynik referendum i Wielka Brytania rzeczywiście wystąpi z UE, w Brukseli natychmiast zapali się zielone światło dla powołania Armii UE i taka Armia powstanie w krótkim czasie, bez żadnych większych sprzeciwów (prawdopodobnie Polska i Węgry będą jedynymi przeciwnikami powołania takich sił zbrojnych, ale bez głosu Wielkiej Brytanii zostaną oczywiście ogromną większością przegłosowane).
Oczywiste jest więc, że dla Niemiec jest niezmiernie ważne, aby Brytyjczycy dobrowolnie odeszli z UE, gdyż tylko oni są jedyną przeszkodą w utworzeniu IV Rzeszy, jaką w rzeczywistości stanie się UE posiadająca własne siły zbrojne kontrolowane praktycznie tylko i wyłącznie przez Berlin.

Nie muszę chyba dodawać, że powołanie Armii Europejskiej będzie miało ogromne znaczenie dla mniej posłusznych krajów UE, takich jak Polska. Siły Zbrojne UE nie będą przecież w stanie lepiej bronić granic UE od istniejącego już NATO, ani też nie w tym celu zostaną powołane (chociaż taki właśnie cel będzie oficjalnie podawanym w medialnej propagandzie powodem ich powoływania). Ich głównym zadaniem będzie pełnienie roli policjanta europejskiego i przywoływanie do porządku krajów wyłamujących się z nowo-powstałej IV Rzeszy, to znaczy UE po „Brexicie”.
I dlatego wynik głosowania w brytyjskim referendum będzie ogromnie ważny dla Polski, gdyż np. w przypadku otwartego buntu Trybunału Konstytucyjnego przeciw demokratycznie wybranemu rządowi, jaki ostatnio obserwowaliśmy w Polsce, UE dotychczas nie miała żadnej innej formy nacisku na rząd Polski poza dyplomatycznymi „pogróżkami”. Wraz z powołaniem Armii Europejskiej rząd w Brukseli (a więc w Berlinie) będzie mógł już całkiem legalnie i oficjalnie zaprowadzać ład i porządek w państwach unii, w których do władzy doszły partie lub osobnicy nie posiadający błogosławieństwa Berlina.
O to właśnie chodzi w tworzeniu Armii UE i o to toczy się stawka w brytyjskim referendum, o czym przekonamy się już wkrótce.


© Paul Ityk
29 maja 2016
specjalnie dla Ilustrowanego Tygodnika Polskiego:
www.tiny.cc/itp2




Ilustracja © domena publiczna - Sztab Wojskowy Unii Europejskiej / www.eeas.europa.eu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz