WIADOMOŚCI BEZ ZAPRZAŃSTWA: (żadnych antypolskich ścierw GW, TVN, ...)

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Kończy się epoka manipulacji. Smarzowski zwali z postumentów pomnik Bandery!

Blady strach padł na banderowski Kijów. Ledwie wielki film Smarzowskiego, arcydzieło sztuki, „Wołyń”, wszedł na ekrany polskich kin, już Ukraina zadrżała. Władze w Kijowie zabroniły wyświetlania obrazu. Ministrowie rządu ukraińskiego błagają polski rząd, by nie wypowiadał się na temat filmu, bo taka wypowiedź może zagrozić przyjaźni polsko-ukraińskiej.
Nawiasem mówiąc, co to za przyjaźń, która się rozsypie po jednym filmie? W wielkim pośpiechu powstaje „deklaracja pamięci i solidarności”, która ma przykryć coraz szerszy i poważniejszy oddźwięk dzieła artystycznego.
Słowem, czuje się u naszego sąsiada niespotykany do tej pory popłoch. Na dodatek telewizja kijowska uruchomiła specjalny program edukacyjny, wyraźnie przygotowujący opinię publiczną do przyjęcia „Wołynia”, który wcześniej czy później przedrze się przez wszelkie cenzorskie kordony i powie prawdę o masowym ukraińskim ludobójstwie na Kresach. Bo tak już świat jest urządzony, że zakazany owoc lepiej smakuje. A wielka sztuka nie zna granic. Tak więc wejście Smarzowskiego do ukraińskich kin jest tylko kwestią czasu. Przez chwilę zatrzymam się jeszcze przy nowym programie tamtejszej telewizji. Oglądałem go i ze zdumieniem patrzyłem na zmieniające się twarze debatujących historyków. Było ich czterech, prof. Jurij Szapował, Iwan Partiliak i – jakże by inaczej – szef ukraińskiego IPN, osławiony Wołodymyr Wiatrowycz, czołowy apologeta najokrutniejszych band wywodzących się z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii, oraz, dla okrasy, jeden Polak, dr Łukasz Adamski, który nie wypadł najlepiej. Nie bronił ostro prawdy, jąkał się i krążył wokół tematu, by nie nazwać zbrodni po imieniu. Zresztą pozostali interlokutorzy także nie popisali się rzetelną wiedzą. Nieustannie padały takie sformułowania jak „czystki etniczne”, „wydarzenia”, „walki bratobójcze” i tym podobne fałszywe i kłamliwe stwierdzenia, używane tylko po to, by nie wybrzmiało jedno jedyne ważne i prawdziwe słowo: ludobójstwo.

Ale i tak to postęp, ponieważ do tej pory telewizja ukraińska totalnie indoktrynowała własne społeczeństwo, podawała do wierzenia, że OUN i UPA to zdrowy rdzeń ukraińskiego narodu, bohaterowie historycznych zwycięstw, wręcz mężowie opatrznościowi najnowszych dziejów. W tym programie już tak zdecydowane kłamstwo nie padło z ust dyskutantów. Owszem, Wiatrowycz bronił jak niepodległości zbrodniczych formacji, ale i w jego głosie wyczuwało się zmiany tonu, których do tej pory nie było. Wiatrowycz zrozumiał, że osuwa mu się grunt pod nogami. Kiedy Ukraińcy obejrzą film, zaczną zadawać pytania, dlaczego on, największy sprawca indoktrynacji, tak straszliwie fałszował rzeczywistość. I on będzie musiał na te pytania odpowiedzieć. Stanie się także niewygodny dla władzy. Bo i na władzę polityczną padnie cień kłamstwa. Dlatego widać było, jak się Wiatrowycz wije jak piskorz, by bronić jeszcze chwiejącej się pozycji, ale na niewiele mu się to zda. Już docierają do mnie głosy z Ukrainy, że coraz więcej speców od propagandy zastanawia się, jak się go pozbyć. Tak więc wiatry historii mocniej zawiały i po obejrzeniu filmu Smarzowskiego prawdy już się zamazać, zaćmić, ukryć lub zafałszować w Kijowie nie da. Prawda bowiem z filmu „Wołyń” bije ze wszystkich stron. Dlatego na twarzach ukraińskich historyków malował się lęk.

Kończy się epoka manipulacji na wielką skalę. Już sporo Ukraińców w Polsce ten obraz widziało. Już między sobą dyskutują, patrzą w stronę swojego kraju i nie są to dobre spojrzenia. Minie jeszcze kilka, może kilkanaście lat i trzeba będzie coś z pomnikami Bandery zrobić. Trzeba będzie po prostu je z historycznych polskich miast usunąć. Niewątpliwą zasługę w tej operacji będzie miał film Smarzowskiego „Wołyń”. Powiecie, że to naiwne marzenia. Ja jednak głęboko wierzę, że Ukrainę stać na prawdę. I ona się dokona. Jeśli nie za dwa czy za pięć lat, to na pewno nie później niż za lat dziesięć. Przekonacie się. Bo kłamstwo zawsze upada. A pomniki Bandery to znaki kłamstwa. I na koniec dwie sprawy. Jak wynika z dokumentów, Rada Najwyższa Ukrainy ograła, by nie powiedzieć, oszukała polski Sejm. Przyjęta bowiem „deklaracja pamięci i solidarności” ma dwie wersje, polską i ukraińską. Ale i w jednej, i w drugiej wersji groźnie brzmi zapis o konieczności powstrzymywania sił, które prowadzą do sporów w naszych państwach. Słychać w tym zapisie echa komunistycznych gróźb i przyszłych ataków na ludzi nauki i publicystów, którzy mają odmienne zdania niż panujące władze.

No i strasznie brzmi porównanie polskiego państwa podziemnego do banderowskich kanalii. I ostatnia sprawa. Otrzymuję dziesiątki listów w sprawie nabycia mojej książki Nienawiść, na podstawie której powstał film Smarzowskiego. Wydawca poinformował mnie, że zainteresowanie Nienawiścią jest tak duże, iż książkę trzeba było dodrukować. Dlatego obecnie nie ma jej w hurtowniach. Ale niebawem będzie. I będzie można ją porównać z filmem.


© Stanisław Srokowski
12 listopada 2016
źródło publikacji: „Kończy się epoka manipulacji na wielką skalę. Smarzowski zwali z postumentów pomnik Bandery!”
www.polskaniepodlegla.pl





Ilustracja © brak informacji

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz