WIADOMOŚCI BEZ ZAPRZAŃSTWA: (żadnych antypolskich ścierw GW, TVN, ...)

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Krach globalizacji

Pewnego dnia wybije godzina prawdy. Żonglowanie pozycjami bilansu okaże się nędznym trikiem.
Hans Vontobel, szwajcarski bankier


Termin „globalizacja”, który mocno zakorzenił się w świadomości ludzi, jest podobny do błędu ortograficznego. Jest terminem nieprawidłowym, który od błędów ortograficznych to różni, że nie wykoślawia pisowni, lecz czyni rzecz nieporównywalnie ważniejszą: utrudnia rozpoznanie rzeczywistości.



Dlatego zastrzegając już na wstępie, iż fenomenu globalizacji nie można bynajmniej bagatelizować, wypada poświęcić kilka zdań błędnym zabiegom konstrukcyjnym, dzięki którym udało się wprowadzić i szeroko rozpowszechnić termin globalizacja, nadając mu pozornie naukowe znaczenie. Najczęściej przyczyną powstania i popularności błędnych doktryn społeczno-ekonomicznych jest dążenie do podporządkowania złożoności i różnorodności świata jakimś prostym kryteriom lub terminom. Tak też redukcjonizm miał miejsce wówczas, gdy rodziła się omawiana „globalizacja”.
Termin ten początkowo stanowił zapowiedź nowej doktryny społeczno-ekonomicznej, ale niewiele osób zdawało sobie sprawę z faktu, że byłaby ona jaskrawym zaprzeczeniem doktryny liberalizmu ekonomicznego. Dopiero po kilku latach miało się okazać, że sympatia, z jaką ekonomiści liberalni odnosili się do tego niemowlęcia myśli społeczno-ekonomicznej jest nieuzasadniona. Nic dziwnego, że w końcu wyszli na idiotów. Doktryna globalizacji zaczęła pożerać doktrynę liberalizmu ekonomicznego, okazując się jej przeciwieństwem. Niestety, tylko nieliczni zorientowali się odpowiednio wcześnie, co się naprawdę dzieje. „Globalizacja” okazała się nową postacią współczesnego imperializmu.

W kilku punktach podsumujemy, zasadniczo sprzeczne z dotychczasowymi kanonami liberalizmu, „walory” globalizacji:

Zakwestionowanie prawa międzynarodowego

W drugiej połowie lat ubiegłego wieku nastąpił niespotykany dotychczas rozwój prawa międzynarodowego. Odrzucono tradycyjny sceptycyzm wobec międzynarodowych regulacji prawnych. Warto choćby przypomnieć mądre stanowisko Romana Rybarskiego, że „… w stosunkach międzynarodowych panuje siła, mimo prób, szczerych i pozornych, by siłę zastąpić prawem. Siła panuje dlatego, że nie ma wspólnych zasad, wspólnego poczucia prawnego, które by regulowało te stosunki, oznaczało, co moje, a co twoje. Nie ma społeczeństwa międzynarodowego w tym znaczeniu, by świadomość wspólnego, wyższego dobra górowała nad interesami jego członków, czyli narodów, które w skład jego wchodzą”. Ten punkt widzenia został zdeprecjonowany w pochodzie ku globalizacji. Jego miejsce zajęły poglądy rzekomo uzasadniające potrzebę ograniczenia praw narodowych. Rybarski dodaje, iż „ Narody żyją w świadomości niebezpieczeństwa zewnętrznego, nie ufają prawu międzynarodowemu. A właśnie świadomość tego niebezpieczeństwa jest jednym z podstawowych pierwiastków świadomości narodowej. Ta świadomość wyrosła w walce z sąsiadem, który chciał cudzy kraj zagarnąć, który usiłował go podbić. Uczucie, że istnieje wróg zewnętrzny, jest źródłem wewnętrznej dyscypliny narodu”. Te naturalne zapatrywania opatrzono mianem ksenofobii, która została podniesiona do rangi karalnej zbrodni.

Dzisiaj widzimy żniwo „prawa międzynarodowego”: świadomość niebezpieczeństwa została stłumiona, zaś kraje europejskie w obliczu najazdu „uciekinierów” muzułmańskich okazały się bezbronne. Prawo międzynarodowe, (w tym zwłaszcza „prawa człowieka”) stało się przedmiotem manipulacji.

Prawo międzynarodowe okazuje się bezradne wobec eksplozji konfliktów polityczno-militarnych. Innymi słowy, zatraciło swój pierwotny sens: neutralizowania i ograniczania konfliktów międzynarodowych (krzewienia pokoju). Jest natomiast cynicznie wykorzystywane do tłumienia aspiracji niepodległościowych.

Kompromitacja idei „wolnego rynku i demokracji”

Dopiero niedawno przypomniano sobie, że idee „wolnego rynku” i „demokracji” są wewnętrznie sprzeczne. Instytucje wolnorynkowe ograniczają instytucje państwa narodowego; te ostatnie są podstawą systemów demokratycznych. Z wolnego rynku korzystają przede wszystkim wielkie korporacje i sieci finansowe, które nie zadowalają się „kryterium zysku”, lecz sięgają po władzę polityczną. Władza polityczna umożliwia zwiększenie bogactwa. Fenomenalny wzrost bogactwa potęguje nierówności dochodowe i majątkowe. Korporacje i sieci są instytucjami sensu stricte niedemokratycznymi. Dziś mają większą władzę niż rządy. Wzrost ich znaczenia oznacza, że dokonuje się proces przechodzenia od systemu demokratycznego do systemu oligarchicznego. Na to wskazują również badania systemu politycznego Stanów Zjednoczonych (patrz np.: M. Gilens, B.I. Page: Testing Theories of American Politics: Elites, Interest Groups, and Average Citizens).

Przejawia się to w „dyskretnym” działaniu globalnych sieci finansowych, które opanowały struktury polityczne i administracyjne, media oraz organizacje pozarządowe. Lekceważenie tego faktu jest najbardziej znamiennym rysem świadomości społecznej. Z dużym zaskoczeniem przyjąłem niechęć (a nawet wrogość) niektórych środowisk opiniotwórczych w Polsce do ukazania roli sieci globalnych we współczesnym świecie i w naszym kraju (mówię o książce: Artur Śliwiński: Ekonomia sieci. Jak globalne sieci opętały świat, wyd. Iota Unum, Warszawa 2015). To właśnie w wyniku ekspansji politycznej sieci globalnych instytucje demokratyczne stały się służebne wobec ich interesów, a nie wobec interesów narodowych.

Upadek wiary

Prawdą jest, że do tej pory żyliśmy w błogim przeświadczeniu o nieuchronnym nadejściu powszechnego dobrobytu, z którego trudno się wyzwolić. Ekonomia stała się teologią sukcesu.

Najtrudniej przyjąć do wiadomości, że znajdujemy się w centrum największego w czasach nowożytnych kryzysu globalnego, który wchodzi w fazę głębokiego kryzysu duchowego. Rozpoznanie duchowej strony kryzysu jest trudne głównie dlatego, że dotyczy destrukcji świadomości społecznej. Ludzie wskutek tego tracą zdolność zdiagnozowania tej szczególnej fali kryzysu globalnego, chociaż jego symptomy są dobrze widoczne i powszechnie znane. Także trudne jest powiązanie kryzysu duchowego z kryzysem globalnym, który jest często sprowadzany do wymiaru gospodarczego lub tylko finansowego.

W tym świetle przeprowadzone przed kilkoma miesiącami badania opinii społecznej w Stanach Zjednoczonych stają się bardzo pouczające. Większość ankietowanych Amerykanów stwierdziła podwójną utratę wiary: w kapitalizm i w Boga. Tylko 14 % Amerykanów wierzy, że następna generacja będzie prawdopodobnie bogatsza, bezpieczniejsza i zdrowsza niż poprzednia (Patrz:
http://www.csmonitor.com/Business/new-economy/2015/1210/America-s-fading-faith-in-Christianity-and-capitalism). Wiara w kapitalizm nadaje tej formacji społeczno-ekonomicznej charakter religijny. Jeden z rosyjskich wybitnych ekonomistów współczesnych Walentin Katasonow w książce „Kapitalizm. Historia i ideologia „cywilizacji pieniężnej” (wyd. Instytutu Cywilizacji Rosyjskiej, Moskwa 2013) wręcz dowodzi, że kapitalizm ma wszelkie nieodzowne cechy religii. Punktuje występujące w nim sprzeczności z religią chrześcijańską.

Im głębszy jest kryzys duchowy, tym bardziej jest bagatelizowany kryzys globalny; dostrzegany jedynie przez znikomą część społeczeństwa. Tolerancja wobec kryzysu globalnego jest przejawem nie tylko braku wrażliwości społecznej, lecz również utraty kontaktu z rzeczywistością, co jest źródłem zaburzeń psychicznych.

Załamania psychiczne nie są obecnie jednostkowymi, osobistymi problemami, lecz dotyczą całej populacji Polaków. Tysiące Polaków popełnia samobójstwa. Setki tysięcy Polaków traci zdrowie psychiczne i fizyczne z powodu zawału serca, niebezpiecznych warunków pracy, bezdomności, niedożywienia lub złej opieki zdrowotnej. Setki tysięcy Polaków niszczy alkoholizm, narkotyki i leki psychotropowe.

Miliony Polaków dręczą koszmary niespłaconych długów.

Ludzi niszczy afazja intelektualna i religijna. To nagminna rezygnacja z trzeźwego osądu otaczającej rzeczywistości. Kryzys dostarcza wielu powodów ucieczki od trzeźwego osądu, wśród których oportunizm i zagubienie nie są najważniejsze. Źródłem afazji intelektualnej jest przede wszystkim presja polityki i mediów, będących publiczną demonstracją zaniku trzeźwego osądu. Mówimy o afazji religijnej w tym sensie, iżby nie należało niczego i nikogo oceniać. Jest to częsta nadinterpretacja słów Jezusa: „nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni” (według Ewangelii św. Łukasza). Wnikliwe i krytyczne ocenianie rzeczywistości jest warunkiem koniecznym jej zrozumienia i oderwania się od zniewalającej „teologii sukcesu”.


© Prof. dr hab. Artur Śliwiński
23 marca 2016
źródło publikacji: „Europejski Monitor Ekonomiczny”
www.monitor-ekonomiczny.pl




Ilustracja © iStockPhoto

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz