WIADOMOŚCI BEZ ZAPRZAŃSTWA: (żadnych antypolskich ścierw GW, TVN, ...)

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Konwicki, Tadeusz

Na początku 2015 roku odszedł od nas w wieku 88 lat pan Tadeusz Konwicki.
Był jedną z ciekawszych postaci naszych czasów, choć z pewnością oburzyłby się za te „nasze” czasy, bo XXI wiek to już nie są „jego” czasy.
„Jego” były, kiedy dorastał w okolicach Wilna (od 1945 roku przyłączonego do Związku Sowieckiego, obecnie stolica Litwy), gdzie się urodził i przeżył swą młodość - która potem powracała echem przez całą twórczość artysty...

Konwicki był prozaikiem i filmowcem. Jako pisarz pozostał w naszej pamięci głównie ze swymi powieściami, oraz jako reżyser z nagrodzonym w Wenecji „Ostatnim dniem lata", „Zaduszkami", „Saltem", „Jak daleko stąd jak blisko", „Lawą” na podstawie „Dziadów” Mickiewicza, czy też pięknym filmem „Dolina Issy” na podstawie powieści naszego noblisty, Czesława Miłosza.
Najbardziej jednak znany jest zapewne ze swej powieści „Mała apokalipsa", która, choć wcale nie najlepsza w jego dorobku, jest jednak lekturą obowiązkową w szkołach.

Artysta urodził się 22 czerwca 1926 roku w czysto polskiej podwileńskiej miejscowości Nowa Wilejka (od 1939 pod okupacją Związku Sowieckiego, a od rozpadu ZSRS w granicach Litwy; obecnie na mapach litewskich jako Naujoji Vilnia). Był synem Michała Konwickiego i Jadwigi z domu Kieżun.
W młodości mieszkał w Kolonii Wileńskiej, tuż przed wojną rozpoczął naukę w gimnazjum im. Króla Zygmunta Augusta w Wilnie, którą podczas okupacji sowieckiej, a następnie niemieckiej, dokończył w tajnym gimnazjum polskim w Wilnie. W tym czasie pracował też jako robotnik i pomocnik elektryka w szpitalu w Nowej Wilejce.
Po zdaniu „konspiracyjnej” matury w 1944 roku natychmiast dołączył do polskiego podziemia niepodległościowego i jako żołnierz VIII Oszmiańskiej Brygady Armii Krajowej brał udział m.in. w akcji „Burza” i walczył w partyzantce antysowieckiej w podwileńskich lasach, które znał bardzo dobrze.
Po rozwiązaniu jego oddział już po zakończeniu II wojny światowej wstąpił najpierw na Uniwersytet Jagielloński, a następnie na Uniwersytet Warszawski na wydział polonistyczny. Mimo że zdał już egzaminy z dziedziny językoznawstwa, na ostatnim roku zrezygnował z egzaminów magisterskich z zakresu literatury i studiów nie ukończył - nad czym zresztą nigdy specjalnie nie ubolewał.

Zamiast tego zadebiutował pierwszym własnym tekstem „Szkice z Wybrzeża” w dodatku literackim do „Dziennika Polskiego” opublikowanym w sierpniu 1946 roku. Następnie trafił do krakowskiego tygodnika „Odrodzenie”, gdzie pracował jako korektor, a później jako redaktor techniczny. Ponieważ cała redakcja tygodnika składała się raptem z 4 osób, Konwicki równocześnie publikował w nim swoje liczne recenzje literackie i filmowe, a także rysunki.
Rok później redakcja przeniósł się do Warszawy, a wraz z nią - pan Konwicki. Tam też napisał swą pierwszą powieść „Rojsty”, w której zawarł swoje własne przeżycia z okresu wileńskiej partyzantki. Niestety, komunistyczna cenzura wstrzymała jej druk i dopiero po śmierci Stalina, w krótkotrwałym okresie tzw. „odwilży” w gorącym 1956 roku jego powieść została opublikowana.
Nie zniechęcony jednak swym falstartem Konwicki trafia do Łodzi, gdzie w nowo powstającej wówczas Wyższej Szkole Filmowej kończy kurs pisania scenariuszy filmowych, zorganizowany dla młodych pisarzy przez Bolesława Lewickiego. Po czym... na 5 miesięcy trafia do brygady kopaczy, robotników budujących Nową Hutę.
Po powrocie do Warszawy w 1949 roku publikuje socrealistyczne opowiadanie „Przy budowie” (1950), opisujące jego doświadczenia jako kopacza, które staje się jego pierwszym opublikowanym dziełem i oficjalnym debiutem literackim. Zaraz po nim tworzy kolejnego socrealistycznego gniota propagandowego p.t. „Władza" o trudnościach z wdrażaniem nowego ustroju na prowincji.

Danuta Konwicka
W tym czasie poznaje Danusię Lenicówną, znaną graficzkę, wówczas początkującą jako ilustratorka m.in. pisma dla najmłodszych „Świerszczyk”. Znajomość ta szybko przeradza się w miłość i w 1949 roku biorą ślub. Wtedy też twórczość i prawdopodobnie poglądy Konwickiego zmieniają kierunek.
Pomimo, że zostaje członkiem PZPR, jako redaktor „Nowej Kultury” osobiście przyczynia się do publikacji głośnego wówczas „Pamiętnika uczennicy” czy demaskatorskiego artykułu W. Arciszewskiego „Coś niecoś o Trylobitach”. Także samemu wielokrotnie podejmuje problematykę wolności słowa w cyklu swych teoretycznie sportowych felietonów „Z miejsc stojących”. O swoim ówczesnym zaślepieniu i flircie z komunizmem Konwicki powie po latach w wywiadzie przeprowadzanym przez Stanisława Beresia:
– Nie tylko nic nie zyskałem, ale i straciłem. Mogę na to przytoczyć dowód: pięć moich nieudanych, wadliwych, ułomnych i chorych książek to właśnie straty spowodowane moim lekkomyślnym przyłączeniem się do marksizmu.
Wkrótce jest już w otwartym konflikcie z komunizmem. W 1963 roku ukazuje się jego „Sennik współczesny”, jedna z najważniejszych książek polskiej literatury powojennej o przeżyciach pokolenia dojrzewającego w czasie wojny i próbującego się znaleźć w czasach powojennych. Rok później ukazało się „Wniebowstąpienie” - rozchwytywana przez czytelników powieść, uznana przez władze za „wypadek przy pracy” cenzorów.
Nic dziwnego, że w 1966 roku zostaje wyrzucony z PZPR.

Wcześniej jednak, za przyzwoleniem komunistycznych władz, Konwicki próbuje swych w filmie. W 1954 roku, wraz z Kazimierzem Sumerskim tworzy scenariusz filmu „Kariera”. Dwa lata później, na podstawie jego scenariusza powstaje bardzo dobrze przyjęty „Zimowy zmierzch” (1956) w reżyserii Stanisława Lenartowicza, a Konwicki zostaje kierownikiem literackim Zespołu Filmowego „Kadr”. Jako scenarzysta wielokrotnie i z sukcesem adaptował dla innych reżyserów utwory literackie. Tak było m.in. z „Faraonem”, „Matką Joanną od Aniołów” i „Austerią”.
Miał też wpływ na powstanie filmów, które przeszły do kanonu kinematografii. Opowiadanie Jerzego Stefana Stawińskiego, które stało się podstawą filmu Wajdy „Kanał”, podsunął reżyserowi Konwicki, zanim jeszcze ukazało się drukiem.

Sukcesy w świecie filmowym nie spowodowały oczywiście porzucenia czy zaniedbywania twórczości literackiej, jednak od tego czasu coraz częściej zaczął skłaniać się ku zagadnieniom egzystencjalnym.
Jak powiedziała w wywiadzie Maria Konwicka, córka autora, mieszkali wtedy w niewielkiej klitce warszawskiej.
– Ściana między kuchnią a salonem ma przeszło pół metra, a między nami i sąsiadami tylko parę centymetrów. Okno sąsiada wychodzi na nasz balkon. To są dwa małe pokoje i salon z niszą. Ojciec zajmował najmniejszy pokój, póki ja się tam nie wprowadziłam. Wtedy spał w niszy w salonie. Gdy mijał nam kolejny dzień, łącznie ze wspólnym oglądaniem telewizji, wszyscy kładli się spać, a ojciec podobno wtedy pisał. Nigdy go nie podglądałam. Pisał w łóżku, bo nie miał własnego biurka.

W twórczości Konwickiego zaczęło pojawiać się wtedy kilka stałych wątków, które przewijają się przez niemal wszystkie powieści w coraz to nowych konfiguracjach. Jednym z nich jest kraj lat dziecinnych, czyli wspomniana Wileńszczyzna. Kresy wschodnie z ich niepowtarzalnym urokiem lat przedwojennych. Wątek ten zostaje później ukoronowany w „Bohiń" (Bogini), powieści opublikowanej w 1987 roku, w której autor na oczach czytelnika wręcz tworzy historię swojej babki, Heleny Konwickiej. Bardzo ciekawy zabieg narracyjny był wówczas nowością w dziedzinie powieści.
Oniryczny świat swoich dojrzałych utworów (zarówno książek jak i filmów) budował Konwicki na wspomnieniach oraz na fundamentach współczesnej polskiej rzeczywistości. Większość jego dzieł rozgrywa się w Warszawie, w której mieszkał Konwicki, w scenerii autentycznych miejsc, często np. przywoływany jest, czy to jako omen, nemesis czy jak wyrzut sumienia, symbol sowiecko-komunistycznej okupacji powojennej Polski − Pałac Kultury. Nie może więc dziwić zły humor artysty podczas jego pobytu w Moskwie:
A jak mam się czuć? W Warszawie widzę z balkonu jeden Pałac Kultury. Tutaj z każdego miejsca co najmniej siedemnaście – powiedział.

W 1957 roku Konwicki postanawia wyreżyserować własny scenariusz.
„Ostatni dzień lata”, który w 1958 był tym właśnie debiutem reżyserskim Konwickiego, jak pisało „Kino”, „wprowadzał naszą kinematografię od razu w samo centrum europejskich poszukiwań”, zdobywa w tym samym roku Grand Prix na prestiżowym Festiwalu Filmowym w Wenecji.
Jego znany do dzisiaj film jest porównywany z arcydziełami francuskiej tzw. „nowej fali”. Ale tak naprawdę „Ostatni dzień lata” wyprzedził przecież o lata przyszłe filmy Jean-Luca Godarda czy Françoisa Truffauta, bo wszedł na ekrany, kiedy francuscy reżyserzy dopiero formułowali zasady nowofalowego przełomu.

Wśród adaptacji dokonanych przez Konwickiego na szczególną uwagę zasługuje „Kronika wypadków miłosnych” w reżyserii Andrzeja Wajdy, bowiem ten jedyny raz Konwicki zaadaptował na potrzeby filmu własną powieść. Zaś za scenariusz filmu „Jak daleko stąd, jak blisko” otrzymał nagrodę specjalną na festiwalu w San Remo.
Pomimo kłopotów z komunistycznymi władzami, prawdopodobnie dzięki uznaniu i sukcesom na arenie międzynarodowej, po ZF „Kadr” pan Konwicki pełni funkcje kierownika literackiego kolejnych zespołów filmowych: „Kraju” (1970–1972), „Pryzmatu” (1972–1977) i „Perspektyw” (1989–1991).
Przez wiele lat pisarza można było niemal codziennie zastać w kawiarni "Czytelnika", przy legendarnym już stoliku, gdzie obowiązywał swoisty kodeks zachowania:
Osoba raz zaproszona nie ma prawa uważać, że może tu sobie siadać, kiedy zechce, prawo stałego przychodzenia mają tylko ci, którzy usłyszeli 'Przychodź' (nie – 'Przyjdź'!); [...]
Przy stoliku należy baczyć na znaki oraz sygnały ostrzegawcze i z pokorą przyjmować kary, zwykle wymierzane przez Konwickiego. Kara najmniejsza to prztyczek. Po nim następuje – mina, grymas. Potem milczenie. Te może przejść w zaleganie plackiem na blacie. Konwicki coraz mocniej podpiera się łokciami, opuszcza głowę, rozsuwa ramiona, aż wreszcie kompletnie zalega i tylko pisze palcem po szkle. To już koniec. Wyrok zapadł. Jeśli występny nie zamilknie natychmiast, za chwilę trafi go zatruty morderczy sztych"
Gdy w 1999 roku umiera pani Danuta Konwicka, zdruzgotany mąż oddaje się wierze.
Żona jest cały czas obecna. Znajomy ksiądz mi kiedyś powiedział, że przecież jest ze mną, bo jest we mnie – powiedział w wywiadzie w 2002 roku. Niecałe 20 lat później Tadeusz Konwicki połączył się ze swą ukochaną żona.
Zmarł wieczorem 7 stycznia w swoim warszawskim mieszkaniu.

Ja w ogóle nigdy nie czytałem po wydaniu swojej książki i nigdy nie widziałem na ekranie kinowym swojego filmu. [...] Tak, przychodziłem na premiery, grzecznie się kłaniałem i jak tylko gasło światło, uciekałem. To wynika z pewnych moich cech charakteru, z wychowania wileńskiego, w którym asceza, powściągliwość i rodzaj honoru były obowiązujące.
Tadeusz Konwicki, 2005




IMDb (angielski)
Wikipedia (polski)
Filmografia (polski)
Przechodzień (1984) - film dokumentalny o Tadeuszu Konwickim / reż. Andrzej Titkow


Tadeusz Konwicki o przyjaźni z Czesławem Miłoszem:







Żródła:
Wikipedia, Onet.pl, Culture.pl, FilmyPolskie888, materiały archiwalne, i inne

Fragmenty i cytaty z wywiadów:
Elżbieta Podolska, „Samotność Mistrza” / naszemiasto.pl
Jacek Szczerba, „Porterty kobiet: Maria Konwicka...” / wysokieobcasy.pl
Andrzej Werner, „Arcydramat Pana Tadeusza. Laudacja...” / wyborcza.pl
Jacek Żakowski, „Przy stoliku w Czytelniku”, Gazeta Wyborcza 1993/43 dodatek „Magazyn”

Ilustracje:
fot.1 © Zadora / East News
fot.2 © Maria Konwicka
fot.3 © Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
fot.4 © Chris Niedenthal
fot.5 © Michał Józefaciuk / Senat RP
fot.6 © Eustachy Kossakowski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz