WIADOMOŚCI BEZ ZAPRZAŃSTWA: (żadnych antypolskich ścierw GW, TVN, ...)

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Na końcu języka

Wedle różnych źródeł język polski składa się z ok. 200 tys. słów. Nie wiem, czy to dużo, czy mało. Słownik ortograficzny PWN li­czy 140 tys. haseł, ale nie zawiera wszystkiego. Nie za­wiera rodzących się żargonów, niektóre słowa znikają bezszelestnie, inne się rodzą, przeciekają do potoczne­go języka ich nowe znaczenia (np. polewka z kogoś jako wyśmianie). Osobiście przestałem się tym przejmować, kiedy dotarło do mnie, że język to po prostu system ko­dów do porozumiewania się, a nie sztuka sama w sobie. Od lat nie poprawiam nikogo, kto pisze z błędami orto­graficznymi czy literówkami. Dla mnie pojęcie błędu nie istnieje, póki rozumiem, o co temu drugiemu chodzi. Przecież będąc za granicą, każdy z nas popełnia jakieś błędy, pytając w obcym języku o drogę do sklepu - nikt nam wówczas nie mówi: „Niepoprawnie, nie odpowiem ci, dwója!”. Nigdy jednak nie pomyślałem, że pewnego dnia język się skończy, Że zabraknie słów. Że dojdziemy do ściany i nie będziemy już mieli określenia dla jakie­goś zdarzenia, nie znajdziemy stosownego porównania ani adekwatnych środków do wyrażenia emocji.

     Kilka lat temu pisałem o tym w innym tonie. Wówczas zrobiło na mnie wrażenie używanie słowa „porażający” w banalnych sytuacjach. Dla mojego pokolenia poraża­jący był widok komór gazowych w Auschwitz, zbrod­nia w My Lai, bestialskie poczynania chicagowskiego mordercy Johna Wayne’a Gacy’ego, który kroił żywcem małych chłopców, gwałcił i mordował, a ich ciała zamurowywał w ścianach swojego domu. A tu nagle usłysza­łem, że w Sejmie padło porażające pytanie o podatki. Że porażające są kary za kierowanie autem z komórką w ręku. Ze co druga wypowiedź polityków jest poraża­jąca. Skoro bełkot pana Brudzińskiego jest porażają­cy, to czym była zbrodnia Gacy’ego? Słowo „porażający” przestało mieć znaczenie, trzeba poszukać innego.
     Znaleźliśmy się na końcu języka. Eskalacja brutalnych, krańcowych określeń ogarnęła mowę codzienną i nie ma już słów zastrzeżonych na specjalne okazje. Młodzi lu­dzie mówią do siebie: „Siemasz, cwelu” - za mojej mło­dości słowo „cwel” było najgorszą obelgą, której zwykli ludzie nie używali. W więziennej grypserze (żargonie najtwardszych skazańców) oznaczało podczłowieka, mężczyznę gwałconego przez współwięźniów, niewol­nika bez żadnych praw, który na rozkaz git-człowieka wchodził pod stół i szczekał. Nigdy nie było dla mnie żar­tem, przezwiskiem, określeniem rzuconym w nerwach.
Wśród żulerki na warszawskiej Woli nazwany w ten spo­sób osobnik mógł zmyć hańbę tylko nożem. A tu redak­tor Gmyz pisze na Twitterze do kogoś, kto z nim zadarł: „Spadaj, cwelu” - i już. Jakby napisał: „Spadaj, głupku”.
     Wykładowczyni prawa (podobno) pani Pawłowicz rzuca pod adresem opozycji: „Targowica” - i nikt nie re­aguje. Nazwała ludzi najpodlejszymi zdrajcami - i po in­nych posłach, dziennikarzach czy telewidzach spłynęło to jak woda po kaczce. „Zdrajca” fruwa w Sejmie niczym komar latem nad jeziorem, jest słowem tak powszech­nym jak „kanapka”. Zastanawiam się, co będzie, jeśli ktoś naprawdę Polskę zdradzi, przekaże nasze najtajniejsze materiały obronne Putinowi, skutkiem czego Putin Pol­skę najedzie i wymorduje ludzi - to kim ten człowiek będzie? „Zdrajcą” jak pani Tadla? „Kolaborant” daw­niej oznaczało człowieka, który w czasie wojny szedł na gestapo i wydawał podziemną organizację. Jej członków łapano i wywożono do Palmir na rozstrzelanie. Dziś dla Joanny Lichockiej to co drugi przeciwnik jej ukochanej partii. Więc kim będzie prawdziwy kolaborant, gdy ja­kimś nieszczęściem znajdziemy się pod okupacją? Trzeba będzie wymyślić nowe słowo, taka jest alternatywa.
     Określenie „lewak” - którym dziś opisuje się po­słów PO, hipsterów, Barbarę Nowacką - dawniej mro­ziło krew w żyłach. Lewak to skrajny lewicowiec, dalej w tym kierunku nie ma nic. Mao był lewakiem. Lewa­ckie były zbrodnicze organizacje terrorystyczne Baader-Meinhof w Niemczech, Świetlisty Szlak w Ameryce Południowej, Czerwone Brygady, które zamordowa­ły premiera Włoch Aldo Moro i podrzuciły jego zwłoki w bagażniku samochodu. Dziś lewakiem jest Jacek Ża­kowski. Jeśli więc jakiś skrajnie lewicowy fanatyk zabi­je w zamachu stu ludzi, to też będzie lewakiem? Trzeba będzie znaleźć nowe słowo.
     Gdy brakuje słów, czasem wymyśla się nowe. Ży­dzi wymyślili „Holokaust” na opisanie zbrodni, jakiej ludzkość wcześniej nie znała. Ale można się też cofnąć sięgnąć do języka hitlerowskiego jak Marcin Wolski - on znalazł w naszym narodzie glisty ludzkie.

Zbigniew Hołdys




ŹRÓDŁO
Ilustracja: autor nieznany / wrzuta.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz