UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Upadek imperium zła. Koniec Sowietów

Rzadki w historii gwiazdkowy upominek dla całej ludzkości został sprezentowany światu prawie ćwierć wieku temu: pięknego grudniowego dnia podczas Świąt Bożego Narodzenia 1991 roku rozpadło się komunistyczne imperium sowieckie, niepoprawnie zwane do dzisiaj ZSRR (gdyż rzeczywista nazwa tego pokracznego państwa-zlepka siłą przyłączonych "republik" w języku polskim brzmi "Związek Socjalistycznych Republik Sowieckich" = ZSRS). Naprawdę wielu nie wierzyło, że ten dzień kiedykolwiek nadejdzie, a jeszcze mniej ludzi miało nadzieję dożyć tak wspaniałej chwili. Komunistyczna mniejszość natomiast aż do samego końca wierzyła, że "sawjetskij sojuz jest wieczny" i dla nich był to cios tak wielki, jak wielka była radość ludności na wszystkich dotąd okupowanych przez ZSRS terytoriach i poza jego granicami...

ZSRS przetrwał aż 70 lat.


        Prawdopodobnie upadłby już pod koniec lat 1940-ch, ale paradoksalnie II wojna światowa przyczyniła się nie tylko do podtrzymania sowieckiej gospodarki, ale nawet spowodowała osiągnięcie przez ten zacofany i zagłodzony kraj statusu "drugiej potęgi świata". Jednak niezależnie od jego statusu, był to największy i najbardziej zbrodniczy kraj w historii Europy (liczba ludzi zamordowanych przez sowieckich komunistów przewyższa wszystkie ofiary Niemców podczas II wojny światowej) i zarazem drugi najbardziej totalitarny i krwiożerczy kraj na świecie (po Chińskiej Republice Ludowej, gdzie komuniści w ciągu dwudziestu tylko lat wymordowali więcej ludności własnego kraju niż liczba żołnierzy poległych na wszystkich frontach I i II wojny światowej razem wziętych).
Te dwa wątpliwe "osiągnięcia" wpisały już na zawsze pamięć o Imperium Sowieckim do kronik ludzkości i nigdy nie będą zapomniane, pomimo usilnych starań dzisiejszych zarządców Rosji w wybielaniu własnej historii (czemu zresztą tylko naiwniacy mogą się dziwić: przecież ci sami komunistyczni аппаратчики z czasów ZSRS są dzisiaj czołowymi "demokratami" Federacji Rosyjskiej).
Natomiast pozytywne dokonanie tego barbarzyńskiego imperium było tylko jedno, ale bardzo ważne.
        Otóż dzięki ograbieniu połowy Europy podczas i po II wojnie światowej, gospodarka sowiecka dostała tak wielki zastrzyk materiałowy i technologiczny, iż prawie wszyscy Rosjanie nagle po raz pierwszy z kraju składającego się w ogromnej większości z zacofanych i aż w 1/3 niepiśmiennych matołów, oraz prawdopodobnie w 99% z rozpijaczonych chamów, w ciągu jednego pokolenia między 1939 a 1960 stali się po raz pierwszy w całej swej historii syci, odziani, a niektórzy - nawet wykształceni! Moim zdaniem właśnie ten fakt - ten niewielki krok cywilizacyjny według miar europejskich, ale gigantyczny skok cywilizacyjny na miarę rosyjską - ten właśnie często przeoczony na zachodzie fakt zaważył na samopowstrzymywaniu się kolejnych sowieckich przywódców (od czasu śmierci Stalina) przed kontynuowaniem komunistycznej ogólnoświatowej krucjaty zwanej "wojna o pokój". Po prostu większość sowieckich komunistów w krótkim okresie powojennym z nieposiadających nawet jednej pary porządnych butów i zaślepionych ideowo "rewolucjonistów", w przeciągu jednego tylko pokolenia, nagle stała się praktycznie tym, kogo ich ojcowie mordowali i zwalczali: posiadaczami (butów, rowerów, mieszkań, a nawet dacz za miastem, telewizorów itd). Ich życie nagle stało się dużo przyjemniejsze niż to było za czasów ich ojców i nikt nie chciał już umierać za komunizm. Jestem przekonany, że tylko dzięki tej "małej stabilizacji" i polepszeniu się stopy życiowej przeciętnego człowieka sowieckiego nigdy nie doszło do atomowej wojny światowej. Dlatego dzisiaj być może powinniśmy być zadowoleni z tego, że Rosja sowiecka tak doszczętnie złupiła po wojnie połowę Europy - gdyż bez tego (jakże smutnego dla nas i innych okupowanych krajów okresu) być może świat wcale nie istniałby dzisiaj...


Wszystko jednak musi się kiedyś skończyć.


        Towarzysz Michaił Gorbaczow, ostatni władca imperium sowieckiego, nadal uważany jest niesłusznie za bohatera (poza Rosją, oczywiście) za wprowadzenie "perestrojki", "głasnosti", a nawet za sam koniec ZSRS. A przecież on nigdy nie miał zamiaru doprowadzenia do upadku sowieckiego imperium i gdyby udały mu się zmiany jakie chciał przeprowadzić, to ZSRS istniałby do dzisiaj, a Polska nadal nazywałaby się PRL i nasi zdrajcy komunistyczni z PZPR nadal rządziliby oficjalnie.

        ZSRS upadł, gdyż ta pozorna "stabilizacja" jaką Gorbaczow odziedziczył po Breżniewie, była w rzeczywistości długo skrywaną, pogłębiającą się z dnia na dzień zapaścią ekonomiczną i sowiecka gospodarka nie mogła dalej podtrzymywać tej fikcji.
Stało się to, co nastąpiłoby prawdopodobnie najpóźniej między 1940 a 1950 rokiem, gdyby nie II wojna światowa i w jej wyniku ogromny dopływ gospodarczo-ekonomiczny, jakiego ZSRS zaznał po zajęciu połowy Europy, a który z biegiem lat malał coraz bardziej i coraz szybciej. Po 1950 roku nie wypadało już Rosjanom po prostu zabierać co tylko chcieli lub potrzebowali z okupowanych "bratnich" krajów, a wraz z upływem czasu i rozprzestrzeniania się "socjalistycznej gospodarki" w każdym z władanych przez komunistów krajów następowały coraz większe problemy gospodarcze...
Doszło do tego, że od końca lat 1970-ch nawet "wzorcowa" ekonomia komunistycznych Niemiec Wschodnich zaczęła dostawać tak wielkiej zadyszki, iż np. okres oczekiwania na przydział samochodu-śmiecia "Trabant" wydłużył się z 2 lat w latach 1960-ch do 10 lat i więcej  w latach 1980-ch, było więc oczywiste, że nawet tam gospodarka zbliżała się już do krawędzi wytrzymałości. Ekonomia wszystkich krajów "obozu socjalistycznego" musiała raczej prędzej niż później runąć.

        W tym samym czasie, dzięki stanowczej polityce zagranicznej prezydenta Reagana, podboje nowych krajów w celu napływu świeżej krwi i zasobów dla upadającej sowieckiej gospodarki oraz zwyczajowego w każdej Rosji odwrócenia uwagi ludności od pogarszającej się stopy życiowej i zajęcia jej wojną z "wrogami" było już niemożliwe. Przy okazji: to stary schemat rozwiązywania wewnętrznych problemów rosyjskich, stosowany jeszcze przez przez jej carów, a także przez Lenina, Stalina, i ostatnio Putina - dlatego też napisałem, że to zwyczaj "każdej Rosji",  niezależnie od jej aktualnego ustroju politycznego; Rosja bez "wroga" po prostu nie może istnieć i zaczyna się sypać, dlatego w historii Rosji trudno znaleźć okresy dłuższe niż dekada lub dwie bez wojny z jakimś "wrogiem".
Bezsensowny atak na Afganistan był z pewnością taką właśnie krótkowzroczną próbą zajęcia ludności "obroną ojczyzny" i odwrócenia ich uwagi od pojawiających się już kłopotów z zaopatrzeniem w żywność czy odzież. Jednak dzięki amerykańskiej pomocy dla mudżahedinów (z pewnością odwdzięczających się Rosjanom za sowiecką pomoc w Wietnamie) wojna w Afganistanie przekształciła się w długą wojnę partyzancką i ostatecznie sromotną klęskę "niepokonanej" Armii Czerwonej. Była pierwszą przegraną przez ZSRS wojną od czasów wielkiego lania sprawionego im przez Finów podczas II wojny światowej (a wcześniej przez nas w 1920).
        Po śmierci Breżniewa i jednego niewartego nawet wzmianki "chwilowego" twardogłowego aparatczyka, który chwilowo rządził po Breżniewie, towarzysze sowieccy wybrali Gorbaczowa -  człowieka, który chciał (i miał) zreformować gospodarkę zamiast podboju obcych krajów. Inna sprawa, że Rosja sowiecka nie miała już kogo podbijać, gdyż jedyny sąsiedni kraj, którego podbój mógł zaoferować więcej korzyści niż strat - Iran - sam był w totalnym rozgardiaszu, gdyż akurat wtedy ogarnięty był rewolucją muzułmańską.
Niestety - a właściwie "stety" dla nas i z naszego punktu widzenia - próba "reformy ustroju" podjęta przez Gorbaczowa przyszła przede wszystkim za późno, a także początkowo w zbyt ograniczonym zasięgu, aby móc powstrzymać całkowitą zapaść gospodarczą (którego to wynikiem był rozpad imperium, a nie odwrotnie - jak to dzisiaj próbują wmawiać Rosjanom ich współcześni pożal-się-Boże-"historycy" czyli putinowscy propagandziści, zwalający winę za rozpad ZSRS na Gorbaczowa).
Gdyby towarzysz Gorbaczow "przytrafił się" Rosji 20 lat wcześniej byłoby całkiem możliwe, jeśli nawet nie pewne, że Polska do dzisiaj byłaby członkiem Układu Warszawskiego, RWPG, i nadal nazywałaby się PRL. Jednak szczęśliwie dla nas (i kilku innych narodów) jego poprzednik, towarzysz Leonid Breżniew, żył długo i prawdopodobnie szczęśliwie, blokując tym samym za swego długiego panowania wszelkie potrzebne zmiany gospodarki komunistycznej, które - gdyby były podjęte o te 20 lat wcześniej - mogły na wiele lat rzeczywiście powstrzymać rozpad "imperium zła", jak trafnie nazwał Związek Sowiecki prezydent Stanów Zjednoczonych Ronald Reagan w jednym ze swych przemówień.
        Prawdopodobnie za czasów panowania "Lońki" wielu Polaków przeklinało go i życzyło mu szybkiej śmierci, ale Pan Bóg, natura, los (czy w co kto wierzy) dały mu jakby specjalnie długi żywot i władzę przez wiele lat chyba właśnie po to, aby jakakolwiek naprawa ZSRS po jego odejściu była już niemożliwa...

Koniec Sowietów


nastąpił w Święta Bożego Narodzenia 1991 roku i był jednym z największych i najcenniejszych prezentów świątecznych, jakie Polacy otrzymali w ostatnim stuleciu.
        Od tego momentu dwoje największych wrogów Polski - Rosja i Niemcy - były w tym samym dokładnie czasie zajęte własnymi, ogromnymi problemami (Rosja swym rozpadem, a Niemcy swym zjednoczeniem) i z tych powodów żadne z nich nie było przez prawie dekadę nawet w najmniejszym stopniu zainteresowane Polską. Nieczęsto w naszej historii trafiała się nam aż tak sprzyjająca koniunktura geopolityczna jak wtedy. Aż "strach" pomyśleć, jak wyglądałaby dzisiaj III Rzeczpospolita, gdyby marszałek Piłsudski żył w Polsce lat 1990-ch i wykorzystał tę jakże sprzyjającą nam koniunkturę...

Niestety, nie pierwszy zresztą raz w naszej historii, "prezent" ten został doszczętnie zmarnowany, ale to już osobna historia...


© DeS
(Digitale Scriptor)
Grudzień 2014
specjalnie dla: Ilustrowany Tygodnik Polski ☞ tiny.cc/itp2




Ostatnia wieczerza (1987)
od lewej: Gustáv Husák, Todor Żiwkow, Erich Honecker, Michaił Gorbaczow,
Nicolae Ceaușescu, Wojciech Jaruzelski, János Kádár

Nagłówek w New York Times: (1991)
"Po ogłoszeniu śmierci Związku Sowieckiego
Rosja i 2 republiki tworzą nową Wspólnotę Państw"





POWYŻSZY ARTYKUŁ ZOSTAŁ PRZYWRÓCONY Z KOPII ZAPASOWYCH, Z TEGO POWODU FORMATOWANIE ARTYKUŁU LUB ILUSTRACJI MOŻE NIE PASOWAĆ DO FORMATU TEGO BLOGU. NIEKTÓRE ILUSTRACJE MOGĄ BYĆ OBECNIE NIEDOSTĘPNE.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2