UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Polska ma potencjał, ale nie ma mocy

Robiący medialną furorę „Indeks Mocy Państw” w swej najistotniejszej warstwie zaciemnia rzeczywistość. A szkoda, bo zawiera wiele cennych informacji i solidną dawkę porządnej, eksperckiej roboty

„Polska jest krajem silnym, znalazła się wśród 20 proc. najsilniejszych państw na świecie (27. miejsce na 168 krajów)” – głoszą autorzy publikacji eksperckiej nowego think tanku (czy też „do tanku”, jak chce jego założycielka Anna Radwan) Instytut Europa. Dodając, że w ciągu ćwierćwiecza (1991-2016) awansowaliśmy z 35. na 27. pozycję w „Indeksie mocy państw”, jak zatytułowali swój ranking i raport Piotr Arak i Grzegorz Lewicki. Krzepiące serca to wieści, chętnie podchwytywane przez media. Problem w tym, że pozorne.

Jest zasadnicza różnica między polityczną potęgą czy mocą (power) a potencjałem czy też zasobami (capacity, resources, potential).
Rosja może mieć największe w świecie złoża gazu łupkowego, ale nijak nie zwiększy to jej międzynarodowej siły, dopóki nie posiądzie technologii umożliwiających ich wykorzystanie. Tak zwane państwa upadłe dysponują nieraz sporymi zasobami, ale wobec rozkładu władzy centralnej nie są w stanie ich używać. Istotę rzeczy pomaga też pojąć znane politologom pojęcie „spenetrowanych systemów politycznych”, które, ze względu na silną obecność podporządkowanych zewnętrznym ośrodkom interesów, mogą realizować swoje dobro wspólne tylko w wielce ograniczonym stopniu. Mówiąc krótko: moc to w polityce nie potencjał, lecz zdolność mobilizacji dla własnych celów zasobów wszelkiego rodzaju. Nawet nauki przyrodnicze definiują to słowo jako pracę wykonaną w czasie przez układ fizyczny. Pracę, a nie – rozmiar czy gęstość.

Niestety, cenieni przeze mnie autorzy „Indeksu” pomieszali elementarne pojęcia, chcąc nie chcąc mistyfikując rzeczywistość. Ich pomiar rzekomej potęgi dokonuje się na drodze zsumowania zasobów różnego typu: gospodarczych, wojskowych, terytorialnych, ludnościowych itd. Zatem ranking, który otrzymujemy, jest Indeksem Potencjałów Krajów, nie zaś „mocy państw”. Aby otrzymać prawdziwy obraz rzeczywistości, należałoby jeszcze – bagatela! – przemnożyć uzyskane wartości liczbowe przez wskaźnik jakości rządzenia czy przynajmniej sterowności państw. Stworzyć taką miarę byłoby niezwykle trudno. Jest ona jednak niezbędna dla pomiaru realnej potęgi.

W sposób szczególny ów brak falsyfikuje sytuację Polski (i innych krajów z podobnymi problemami), nie tylko borykającej się od 1989 r. z brakiem silnego centrum władzy wykonawczej, grzęznącej przez to w resortowości i anarchii grup interesów, ale też – i to zdaniem autorów tak różnych jak Rokita, Hausner czy Zubek – z obniżaniem się jakości rządzenia w ostatnich kilkunastu latach. To oznacza, że nasza potęga jest znacznie mniejsza od naszych możliwości. A więc teza Araka i Lewickiego o Polsce wśród 20 proc. największych potęg świata ma wartość głównie sentymentalną. Podobnie jak jasno wynikające z zestawienia twierdzenie, że jesteśmy silniejsi niż Izrael czy Norwegia.

Szkoda tego podstawowego błędu, bo Indeks Potencjałów Krajów (by pozostać przy urealnionej nazwie) przynosi wiele ciekawych wiadomości, na przykład trzecie miejsce (po USA i Chinach) rankingowe Rosji. Demonizowana przez wielu specjalistów od wojska czy energetyki, umniejszana z kolei przez ekonomistów, okazuje się dysponować potencjałem bliskim jednej trzeciej amerykańskiego. Znów jednak, na tym kazusie łatwo o pomieszanie pojęć: kleptokratyczny kapitalizm państwowy, potworny centralizm i opresyjność sprawiają, że Kreml wykorzystuje swoje możliwości w stopniu daleko mniejszym niż Stany Zjednoczone czy Chiny. W jakim: byłoby skarbem się dowiedzieć. Próżno jednak szukać tej informacji w publikacji Instytutu Europa.

Nie miejsce tu na szczegółowe polemiki, choć chciałoby się dla przykładu pozastanawiać nad zasadnością tezy o polskiej dyplomacji jako 17. najlepszej na świecie (sic!), zbudowanej na nader wątłej przesłance członkostwa i piastowania wysokich stanowisk w ważnych organizacjach międzynarodowych (autorzy sami zauważają, że nasz wynik zawyża choćby „prezydentura europejska” Donalda Tuska). Dość stwierdzić, że opublikowany 25 maja Indeks Potencjałów Krajów to lektura wartościowa, jeśli czytać ją bardzo krytycznie. Rzeczywisty Indeks Mocy Państw wciąż czeka napisanie.


© Bartłomiej Radziejewski
31 maja 2017
źródło publikacji: „Nowa Konfederacja” nr.5(83)/2017
www.nowakonfederacja.pl





Ilustracja © brak informacji

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2