WIADOMOŚCI NIE OBESRANE = żadnych GW, TVN i im podobnej sraczki medialnej

OSTRZEŻENIE: NINIEJSZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, A TAKŻE KOMUNISTOM, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACTWU I INNYM DEWIANTOM I ZBOCZEŃCOM SEKSUALNYM.

Dziś na wokandzie: „Przypadki Wacka Kapuśniaczka”

Na dzisiejszej wokandzie zajmiemy się przypadkiem „sędziego” Wacka Kapuśniaczka, na którego miejscu mężczyzna strzeliłby sobie w łeb, nie w kolano. Każdego dnia ujawnia się jakość sądownictwa, poprzez ujawnianie jakości kadr. Nie potrzeba do tego procesu żadnego katalizatora, „sędziowie” sami się prezentują poprzez swoje dokonania. Normalnie powinno to wywołać powszechne zgorszenie, ale od czego są kneble, które nakłada się marudzącej gawiedzi? W formule pisma procesowego na wstępie zważyć należy, że wszelkie brednie odnoszące się do ataków na prywatne życie sędziów, są bredniami oderwanymi nie tylko od realiów, ale i od prawa.

Sprawą prywatną funkcjonariusza publicznego, jakim jest sędzia, może być to, czy jada na śniadanie płatki z mlekiem, czy jajecznicę na kiełbasie.
Jeśli chodzi o to, w jaki sposób sędzia prowadzi się w życiu prywatnym, to nie ma tutaj żadnej prywatności, ale zachowanie sędziego podlega publicznemu i co więcej prawnemu osądowi. Toporne kneblowanie maluczkich, którym się wmawia, że nie jest ich sprawą, gdzie sędzia chodzi na panienki, przepija wypłatę, utrzymuje kochanki albo przepuszcza pieniądze na hazard, jest z jednej strony dyscyplinowaniem, z drugiej patologią w każdym wymiarze: ludzkim, społecznym, prawnym. Zawód sędziego należy do tej grupy zawodów, które się wkłada na półkę „zaufania publicznego”. Sędzia w myśl prawa musi się cieszyć nieposzlakowaną opinią, a jego zachowanie nie może budzić żadnej wątpliwości, ani w kontekście wykonywanego zawodu, ani w kontekście prowadzonego postępowania.

Prosty przykład. Prywatnie sędzia jest bratem pani X, która wniosła pozew przeciw pani Y. Trzeba tłumaczyć, że taki sędzia z mocy prawa powinien się wyłączyć z postępowania? Nie trzeba, bo wyjaśnia to kodeks postępowania cywilnego:

Art. 48. Wyłączenie sędziego z mocy ustawy - iudex inhabilis

§ 1. Sędzia jest wyłączony z mocy samej ustawy:
1) w sprawach, w których jest stroną lub pozostaje z jedną ze stron w takim stosunku prawnym, że wynik sprawy oddziaływa na jego prawa lub obowiązki;
2) w sprawach swego małżonka, krewnych lub powinowatych w linii prostej, krewnych bocznych do czwartego stopnia i powinowatych bocznych do drugiego stopnia;

Przywołany przypadek jest prosty i nawet w polskim wymiarze sprawiedliwości sędzia nie ma wyjścia, musi się sam wyłączyć z postępowania. Jednak prawdziwe ludzkie dramaty zaczynają się tam, gdzie nie działa art. 48 k.p.c., tylko art. 49 k.p.c. Wyobraźmy sobie, że sędzia sądu rodzinnego jest rozwiedziony i nie wypełnia obowiązku alimentacyjnego, jednocześnie jest stroną w postępowaniu cywilnym, a ściślej pozwanym przez swoją żonę. W sprawie uczestniczy też niepełnoletnia córka sędziego, której sędzia „za namową profesjonalnego pełnomocnika” wysłał wezwanie i pod groźbą wniesienia pozwu zażądał zwrotu wypłaconych alimentów. A teraz wyobraźmy sobie drugą stronę procesowego medalu. Do sądu przychodzi powódka, której były mąż zalega z alimentami i szantażuje swoje nieletnie dziecko procesami cywilnymi i to postępowanie trafia do sędziego, który „prywatnie” ma takie same problemy. Czy taki sędzia, nazwijmy go Wacek Kapuśniaczek, powinien orzekać? Odpowiada na to pytanie art. 49 k.p.c.

Art. 49. Wyłączenie sędziego na żądanie lub wniosek - iudex suspectus

Niezależnie od przyczyn wymienionych w art. 48 wyłączenie sędziego z mocy ustawy - iudex inhabilis, sąd wyłącza sędziego na jego żądanie lub na wniosek strony, jeżeli istnieje okoliczność tego rodzaju, że mogłaby wywołać uzasadnioną wątpliwość co do bezstronności sędziego w danej sprawie.

Bardzo prosty przepis, tyle że jego stosowanie to czysta fikcja. Opisana powyżej sytuacja dla każdego myślącego człowieka jest jasna, sędzia nie tylko nie powinien prowadzić tego jednego postępowania, ale w ogóle nie powinien orzekać w sprawach rozwodowych i rodzinnych, przynajmniej do czasu prawomocnych wyroków, które zapadną w jego sprawie. Jak to wygląda w praktyce? O wyłączeniu Wacka Kapuśniaczka, na wniosek strony, decydują koledzy i koleżanki Wacka i to jeszcze nie koniec. Jeśli Wacek jest prezesem sądu albo wydziału, to o jego wyłączeniu decyduje podwładny, Krzysiek, Józek, Halinka. Oczywiście wiadomo jak się kończy rozpoznanie 99 wniosków na 100. Treść tych postanowień znam na pamięć, mógłbym je wystawiać tak, jak pani w mięsnym kroi salceson – z zamkniętymi oczami. Gdy wnioskujący nieborak ma szczęście, to przeczyta kilka wygibasów dlaczego kolega sędzia jest fajny, ale zwykle nikt się nie wysila i orzeczenie brzmi bardzo czytelnie: „wniosek nie zasługuje na uwzględnienie, brak podstaw do zastosowania art. 49 k.p.c.”

Nie istnieje coś takiego, jak „prywatna sprawa” sędziego, to znaczy nie powinna istnieć, de facto istnieje i to na każdym kroku. Pół biedy jeśli Wacek Kapuśniaczek jest sędzią sądu rejonowego, wtedy pojawia się szansa, że ktoś w okręgowym go nie trawi i chętnie pomoże zarówno powódce, jak i żonie Wacka. Gorzej jeśli sędzia Kapuśniaczek siedzi w apelacji, a nie daj Boże w SN albo w KRS. W takim przypadku nie ma siły, może Wacek cuda wyczyniać, nie płacić alimentów, zalegać z alimentami, nie wyrażać zgody na operację dziecka, szantażować własne dziecko pismami procesowymi i wolą wniesienia pozwu. Włos mu ze łba nie spadnie! Koledzy i podwładni załatwią mu wyrok po 500 zł alimentów na dziecko, przy zarobkach 8000 zł. Skargi do KRS może sobie żona pisać, ale z kodem pocztowym Berdyczowa. Kapuśniaczek jako szef KRS będzie „osądzany” przez tych, którzy mu co dzień na korytarzu czapkują i tęsknym wzrokiem wypatrują awansu.

Dzięki temu, że ten „system” oparty jest nie tylko na patologii „wymiaru sprawiedliwości”, ale na polityce, mediach i brudnym biznesie, sędzia Kapuśniaczek może z siebie zrobić totalnego drania i błazna i nic mu się nie stanie. Choćby Wacek opowiadał w gazecie, że profesjonalny pełnomocnik kazał mu szantażować dziecko, mediom nie przyjdzie do głowy, że sędzia, którego podstawowym zadaniem jest weryfikowanie, jaki kit w trakcie procesu wciskają mu zawodowi adwokaci, kompromituje się w sposób niewyobrażalny. Zaprzyjaźnieni politycy wydrą japę na szaraczków, że włażą z buciorami w osobiste życie niezawisłego sędziego, a „biznesmeni” zapłacą rachunki, które sobie odbiją na wokandach i przetargach. Koło fortuny się zamyka i kręci po myśli Wacków Kapuśniaczków i będzie tak się kręciło, dopóki obiecana reforma sądownictwa nie stanie się faktem.


© MatkaKurka
22 marca 2017
źródło publikacji:
www.kontrowersje.net





Ilustracja © brak informacji

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz