WIADOMOŚCI BEZ ZAPRZAŃSTWA: (żadnych antypolskich ścierw GW, TVN, ...)

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

W perspektywie kosmicznej

Felieton wideo Stanisława Michalkiewicza:

Szanowni Państwo!

        Dawno, dawno temu ksiądz Jan Umbrys, proboszcz parafii w Dziewieniszkach – to jedyna gmina powiatu oszmiańskiego, która leży w granicach Litwy, bo reszta jest w granicach Białorusi – udzielił mojemu ojcu ciekawej rady: - Powinieneś tak planować – powiedział – jakbyś miał żyć tysiąc lat, a modlić się tak, jakbyś miał za godzinę umrzeć.



Z telewizyjnych przekazów można się przekonać, że jeśli chodzi o modlitwy, to rząd ich nie zaniedbuje, podobnie, jak planowania. Inna sprawa, czy jest to planowanie inspirowane kategoriami stuleci, czy przeciwnie – dojutrkowe, w perspektywie kolejnych wyborów. Nawiasem mówiąc, rosyjski historyk Lew Gumilow, zastanawiając się nad przyczynami powstania i upadku imperium Czyngis - Chana twierdził, że na społeczności ludzkie oddziałują wpływy kosmiczne i nawet nazwał to „pasjonarnością”. To właśnie ze względu na nią społeczności przez wieki pogrążone w letargu, nagle nabierają niezwykłej dynamiki, wydają z siebie przywódców, którzy wyciskają krew z ziemi, budują ogromne imperia, by potem znowu na całe stulecia popaść w letarg. Coś musi być na rzeczy, bo rok, to przecież okres pełnego obiegu Ziemi wokół Słońca. Wystarczy by Ziemia okrążyła Słońce cztery razy, by ludzie zaczęli dostawać małpiego rozumu, wierzyć w głupstwa, w które żaden normalny człowiek w innych okolicznościach by nie uwierzył i powierzać swoje losy osobnikom o „twarzach oszusta i potępionego”, którym normalnie nikt nie podałby ręki bez uprzedniego policzenia palców. Mam oczywiście na myśli demokratyczne wybory, które zasadniczo odbywają się co cztery lata, więc wpływów kosmicznych na zachowanie ludzi już choćby z tego powodu wykluczyć niepodobna.

        Mniejsza jednak o wpływy kosmiczne, bo chodzi o planowanie. Myślę, że żaden rząd pod tym względem nie dorówna ekipom w PRL-u, które potrafiły plan centralny doprowadzić do każdego stanowiska pracy, ale jeśli nawet niepodobna doścignąć tego ideału, to trzeba się starać przynajmniej do niego przybliżyć. A właśnie pani premier Beata Szydło ogłosiła zamiar przeprowadzenia kolejnej reformy ochrony zdrowia. Kolejnej – bo akurat ten sektor jest nieustannie reformowany. Kiedyś, za barbarzyńskich czasów, jak ktoś był chory, to szedł do doktora, a ten – kasował honorarium i albo pacjenta wyleczył, albo nie, co jeszcze w starożytności pozwoliło na sformułowanie opinii, że lekarze są najszczęśliwszą grupą zawodową na świecie, bo ich sukcesy opromienia słońce, a ich porażki skrywa ziemia. Przez co najmniej 30 stuleci jakoś to funkcjonowało, aż wreszcie nadszedł czas reformowania. Zaczęło się od tego, że pacjentów zaczęło leczyć „państwo”, rabując pod tym pretekstem obywatelom pieniądze. Tak było za pierwszej komuny, ale okresie naszej sławnej transformacji ustrojowej nadszedł czas reformowania. Pierwsza reforma została przeprowadzona w roku 1997, za rządów charyzmatycznego premiera Buzka. Polegała ona na tym, że państwo postanowiło leczyć pacjentów za pośrednictwem 16 terytorialnych Kas Chorych i 17-tej – mundurowej. One dysponowały pieniędzmi uprzednio zrabowanymi podatnikom pod pretekstem, że państwo będzie ich leczyć, no i oczywiście same też się z tych pieniędzy utrzymywały. Rząd charyzmatycznego premiera Buzka zadbał o to, by wynagrodzeni posadami w Kasach Chorych członkowie zaplecza politycznego AW”S” i Unii Wolności, nie mogli być z tych posad usunięci nawet po zmianie rządu. Tej reformie przyświecało hasło, by „pieniądze szły za pacjentem” - no i szły, tylko niestety w takiej odległości, że nie tylko wzrokowy, ale wszelki kontakt między tymi pieniędzmi i pacjentami został zerwany. Ale bo też reforma nie była przeprowadzona w interesie pacjentów, tylko po to, by zaplecze partii politycznych mogło doić Rzeczpospolitą. Identyczna intencja przyświecała kolejnemu rządowi utworzonemu w roku 2001 przez Leszka Millera. Nie mogąc powyrzucać z posad w Kasach Chorych członków zaplecza politycznego wrogich partii, nie miał innego wyjścia, jak dokonać kolejnej reformy. Zlikwidował tedy Kasy Chorych, a na ich miejsce powołał Narodowy Fundusz Zdrowia z 16 oddziałami terenowymi, w których posady dostali odpowiedni ludzie. I tak było aż do dzisiaj, ale dzisiaj służyć pacjentom na dobrych, państwowych posadach najwyraźniej zapragnęli nowi ludzie, toteż tylko patrzeć, jak sektorem ochrony zdrowia wstrząśnie kolejna reforma. Narodowy Fundusz Zdrowia zostanie zlikwidowany, a pieniądze – te same, co to miały „iść za pacjentem” - zostaną „poprzez budżet” przekazane „do określonych placówek zdrowotnych” w województwach, gdzie odpowiednie posady zajmą odpowiedni ludzie, to znaczy tacy, którym dobro pacjenta leży na sercu. Wszystko to ma się dokonać już w przyszłym roku, chyba, że wcześniej przyszłość naszego nieszczęśliwego kraju rozstrzygnie się w całkiem innych kategoriach.

Mówił Stanisław Michalkiewicz

© Stanisław Michalkiewicz
17 listopada 2016
Cotygodniowy felieton radiowy emitowany jest w:
Radio Maryja, Telewizja Trwam
☞ WSPOMÓŻ AUTORA



Ilustracja i wideo © Radio Maryja / Telewizja Trwam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz