WIADOMOŚCI BEZ ZAPRZAŃSTWA: (żadnych antypolskich ścierw GW, TVN, ...)

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Na gruncie teorii spiskowej

        Zawsze mówiłem, że pan prezes Jarosław Kaczyński jest wirtuozem intrygi, co prawda takim, który bardzo często potyka się na koniec o własne nogi – niemniej jednak. A czym się charakteryzuje wirtuoz intrygi? Tym między innymi, że nie tylko potrafi przewidywać skutki swoich własnych inicjatyw, ale również – że potrafi z góry przypisać odpowiedzialność za ich wystąpienie komu innemu. Toteż, skoro po roku dobrej zmiany nie zostały podjęte żadne przedsięwzięcia skierowane na odblokowanie narodowego potencjału gospodarczego, który jest od lat skutecznie zablokowany przez wadliwy ekonomiczny model państwa, ustanowiony przez generała Kiszczaka w gronie osób zaufanych, przez postępującą biurokratyzacje państwa i przez niemiecki projekt „Mitteleuropa”, wyznaczający gospodarce polskiej rolę gospodarki peryferyjnej i uzupełniającej gospodarkę niemiecką, na horyzoncie pojawiły się problemy.
Tym większe i groźniejsze, że jednocześnie rząd uruchomił program rozdawnictwa pieniędzy i innych przedsięwzięć obliczonych na zbudowanie sukcesu wyborczego, podobnego do tego z ubiegłego roku, a także podjął próbę przekształcania Polski według przedwojennego modelu sanacyjnego, w którym „państwo”, to znaczy – biurokracja państwowa, została głównym, jeśli nie jedynym organizatorem nie tylko życia gospodarczego, ale w ogóle – życia społecznego, zgodnie z zapisem konstytucji kwietniowej, że „w ramach państwa i w oparciu o nie kształtuje się życie społeczeństwa”. Wszystkie te przedsięwzięcia nie tylko są kosztowne, ale w dodatku, ponieważ narodowy potencjał nie został odblokowany, to jedynym trwałym źródłem ich finansowania jest pożyczanie pieniędzy – co już w latach 70-tych praktykował Edward Gierek. Zapowiadane z takim przytupem „uszczelnienie systemu podatkowego”, które miało dostarczyć pieniędzy na te wszystkie eksperymenty, jest bowiem przedsięwzięciem jednorazowym – niezależnie od jego skuteczności. Toteż zimny prysznic, w postaci wzrostu PKB w III kwartale o 2,5 proc. ( w stosunku do 3,1 proc. w poprzednim kwartale), skłonił pana wicepremiera Morawieckiego nie tylko do wyjaśnień, ale i słów otuchy, że w przyszłym roku wszystko się „odbije”. A musi – bo deficyt budżetowy, zaplanowany w przyszłym roku na 60 mld złotych może być utrzymany w tych granicach jedynie pod warunkiem utrzymania wzrostu PKB co najmniej na poziomie 3,6 proc. - no a to właśnie nagle stanęło pod znakiem zapytania.

        W tej sytuacji prezes Jarosław Kaczyński zaczął się rozglądać, na kogo by tu zwalić winę za ewentualne niepowodzenia rządu i jego argusowe oko spoczęło na grupie społecznej, która od śmierci Stalina, a już na pewno – od odejścia Władysława Gomułki, w zasadzie pozostawała poza wszelkim podejrzeniem, czyli na „krwiopijcach” i „kułakach”. Prezes Kaczyński wysunął przypuszczenie, że spadek dynamiki wzrostu PKB i możliwość pojawienia się paroksyzmów finansowych w przyszłym roku jest następstwem... sabotażu, podjętego przez jeśli nie wszystkich, to w każdym razie – przez część przedsiębiorców, związanych ze starym układem i dążących do przyspieszenie w ten sposób upadku obecnego rządu i powrotu ancien regime-u pod dyrekcja obozu zdrady i zaprzaństwa. Ogłoszenie tych rewelacji wzbudziło ostentacyjne zdumienie w mediach związanych z obozem zdrady i zaprzaństwa, ale również konsternację w mediach tak zwanych niezależnych, które – niczym cesarz Napoleon III podczas wojny francusko-pruskiej – uświadomiły sobie nagle, że „dookoła mnie upiory!” Niedługo trzeba było czekać na odpór ze strony przedsiębiorców, w imieniu których przemówił m.in. prof. Robert Gwiazdowski, zwracając uwagę, że przedsiębiorcy nie kierują się motywami partyjnymi czy politycznymi, tylko ekonomicznymi – a sytuacja ekonomiczna determinowana jest w znacznym stopniu postępowaniem biurokracji, która narastała nieprzerwanie bez względu na to, czy rządzili zdrajcy i zaprzańcy, czy płomienni patrioci. Interes biurokracji jest na ogół sprzeczny i potrzebami gospodarki i interesem obywateli, toteż biurokratyczna aktywność skutkuje narastającą rezerwą przedsiębiorców, którzy w tej sytuacji z rozmaitymi decyzjami się wstrzymują.

        Ale niezależnie od tego słusznego wyjaśnienia, chciałbym zwrócić uwagę, że prezes Kaczyński w tym przypadku może mieć rację, a jego spostrzeżenie potwierdza moją ulubioną teorię spiskową, według której nasz nieszczęśliwy kraj jest okupowany przez bezpieczniackie watahy, podczas gdy rządy są tylko fasadą pozwalającą stworzyć pozory normalności na użytek obywateli. Zgodnie z tą teorią, część przedsiębiorców to po prostu dzierżawcy, albo wręcz tak zwane „słupy”, zarządzające majątkiem powierzonym im przez przedstawicieli najważniejszych ubeckich dynastii i zobowiązane do rozliczania się przed nimi z każdego grosza. Obracając tymi powierzonym majątkiem mogli na boku dorobić się trochę swojego, ale to ich pozycji zasadniczo nie zmienia. Zatem w sytuacji politycznej wojny, która w naszym nieszczęśliwym kraju toczy się na skutek wciągnięcia starych kiejkutów na listę „naszych sukinsynów” przez Naszego Najważniejszego Sojusznika, prawdziwi dysponenci majątku przynajmniej części przedsiębiorstw mogą jednak kierować się w swoich decyzjach również, a niekiedy nawet wyłącznie motywami politycznymi w nadziei, że doprowadzając do pożądanych politycznych zmian będą mogli pokryć spowodowane takim postępowaniem straty z funduszy publicznych. To jest właśnie kapitalizm kompradorski, ustanowiony przez generała Kiszczaka w gronie osób zaufanych, z którymi spotykał się na poufnych konwentyklach w Magdalence. Warto tylko dodać, że w gronie osób zaufanych znajdował się również Lech Kaczyński, a w tej sytuacji prezes Kaczyński nie tylko nie powinien czuć się zaskoczony postawą kompradorskich przedsiębiorców, ale również nie powinien się na nich gniewać, skoro otaczany przez niego takim kultem Lech Kaczyński nie miał nic przeciwko kapitalizmowi kompradorskiemu, a w każdym razie ja nie przypominam sobie, by kiedykolwiek przeciwko niemu protestował.


© Stanisław Michalkiewicz
22 listopada 2016
www.michalkiewicz.pl
☞ WSPOMÓŻ AUTORA





Ilustracja © brak informacji

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz