UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Wróg moich wrogów

Turecka interwencja tylko przedłuży syryjską wojnę i jeszcze bardziej uzależni Ankarę od Moskwy.

Turecka interwencja zbrojna w Syrii, nosząca kryptonim „Tarcza Eufratu” nie tylko nie jest wymierzona w Państwo Islamskie, ale wręcz przeciwnie, je wzmacnia. Prawdziwym celem Turków i wspieranych przez nich dżihadystów jest koalicja Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF), których trzon stanowią kurdyjskie oddziały YPG. Ankara chce uniemożliwić Kurdom połączenie swoich terytoriów.

Interwencja zaczęła się 24 sierpnia od zajęcia okupowanego przez Państwo Islamskie (PI) Dżarabulus. Problem w tym, że terroryści się z niego wcześniej wycofali. Tzw. „umiarkowani rebelianci”, którzy z tureckim wsparciem wkroczyli do Dżarabulus to kilkanaście ugrupowań dzihadystycznych, w tym m.in. islamiści powiązani z Al Kaidą.
Związki tych ugrupowań z tzw. opozycyjnym syryjskim rządem rezydującym w Gaziantep są najwyżej wątłe, a na zajmowanych przez siebie terytoriach ustanawiają oni władzę szariacką, a nie cywilną.

Turcja przez wiele miesięcy mamiła USA planem stworzenia tzw. „strefy wolnej od PI” w pasie między miastami Azaz, Marea, Al Ra’i oraz Dżarabulus na północy od Aleppo, nie podejmując jednak żadnych działań w tym kierunku. Dlatego USA postanowiły w końcu maja br. poprzeć ofensywę SDF na Manbidż. Po ponad 2 miesiącach walk SDF opanowało całe miasto – największe po Aleppo w tej prowincji i trzecie pod względem wielkości (po Mosulu i Rakce) – będące pod kontrolą Państwa Islamskiego. To właśnie, a nie aktywność PI, spowodowało, iż Turcja podjęła decyzję o interwencji. Dalszy marsz na Al-Bab otworzyłby bowiem Kurdom drogę do tzw. „połączenia kantonów” na północy Syrii, czemu Ankara chce za wszelką cenę zapobiec. Turcy obawiają się, że syryjskim Kurdom uda się zrealizować projekt autonomii, czyli połączenie Efrin z resztą Rożawy.

SDF to nie tylko Kurdowie. Na wyzwolonych przez nią terenach zachodniego brzegu Eufratu władzę przejęły powołane przez Kurdów i zdominowane przez miejscowe plemiona arabskie Rady Wojskowe. Siły te przed inwazją turecką nie wystrzeliły ani jednego naboju w kierunku Turcji, mimo wielokrotnych prowokacji, włącznie z ostrzałem artyleryjskim. Mimo tego Turcja zażądała od Kurdów przekazania wspieranym przez nią dżihadystom kontroli nad Manbidż. Obecny w Ankarze w pierwszym dniu inwazji tureckiej wiceprezydent USA Joe Biden poparł to żądanie, grożąc SDF wycofaniem wsparcia Stanów Zjednoczonych, jeśli nie wycofa się na wschodni brzeg Eufratu. SDF, który w walkach o Manbidż stracił setki bojowników, miałby oddać teraz miasto bez walki i ruszyć na Rakkę.

Mimo oświadczenia rosyjskiego MSZ o „zaniepokojeniu” inwazją turecką, jest ona tak naprawdę na rękę Kremlowi. Przede wszystkim dlatego, że zmusiła USA do wybierania między Kurdami a Turcją i związanymi z nią dzihadystami. Rosja wie doskonale, że Ankara ma jeden priorytet w Syrii – zniszczenie kurdyjskiego projektu autonomicznej Rożawy. Jeżeli Turcja nie będzie kontynuować polityki zacieśniania stosunków z Rosją oraz Iranem, to Moskwa obejmie patronat na Kurdami w Syrii. Gdyby wojska tureckie ruszyły w głąb Syrii, lotnictwo rosyjskie może zacząć wspierać SDF i ich operacje w kierunku Efrin i Al-Bab. Erdogan o tym doskonale wie, bo Kreml, inaczej niż Amerykanie, rozmawia z nim metodą kija. Jeśli Erdogan się podporządkuje Rosjanie będą usiłowali zmusić Kurdów do zawarcia porozumienia z reżimem w Damaszku.

Kurdowie zaś uważają, że Amerykanie ich zdradzili, zresztą nie po raz pierwszy, i nie ruszą z ofensywą na Rakkę, póki Waszyngton nie poprze ich ofensywy na Al-Bab i Efrin. To zaś oznacza, że Państwu Islamskiemu uda się zachować miasto i swoje wpływy w regionie. Co więcej wątpliwe jest również by ktokolwiek w najbliższym czasie ruszył na kolejny bastion dżihadystów – Al-Bab. Turcy nie mają zgody Rosjan na zapuszczenie się aż tak daleko w głąb Syrii, a kilka kilometrów od miasta stoi armia syryjska. Turecka interwencja więc tylko przedłuży i skomplikuje syryjską wojnę. Turcja zacieśniała stosunki z Rosją od 2009 roku. Za sprawą kurdyjską stała się jeszcze bardziej zależna od Moskwy.


© Witold Repetowicz
29 sierpnia 2016
źródło publikacji: „Nowa Konfederacja”
nr.8(74)/2016





Ilustracja © AP / Halit Onur Sandal

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2