UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Odczepcie się od „Wyklętych”

Po żenującym spektaklu z Gdańska mam prośbę. „Patrioci” i „demokraci” – odczepcie się od Polski. Przestańcie wycierać sobie nią gęby i do waszej wojenki nie wykorzystujcie krwi bohaterów.

Polacy nie są wspólnotą polityczną. To zlepek prymitywnych plemion nawzajem okładających się maczugami i cieszących się z pohańbienia wrogiego totemu. Mniejszość, która nie chce brać udziału w tej idiotycznej bójce, stoi z boku, zniesmaczona, i odzywa się z rzadka, by nie oberwać od jednych i drugich. Przykładem może być pogrzeb „Inki” i „Zagończyka”, którego opis to prawdziwa kronika szaleństwa.

Na Mszę św. za dusze antykomunistycznych męczenników przychodzi pierwszy niekomunistyczny prezydent III RP Lech Wałęsa. W trakcie uroczystości uznaje, że ważniejsze od dalszego udziału w Eucharystii jest okazanie niechęci do prezydenta Andrzeja Dudy, wstaje z ławki i wychodzi ze świątyni – po to, by nie słuchać mowy urzędującej głowy państwa.
Przemówienie można było, a nawet należało wysłuchać; z zaciśniętymi ustami i kamienną twarzą, bo zamiast skupić się na cnotach poległych, Prezydent wykorzystał okazję, by bezceremonialnie przyłożyć politycznym przeciwnikom i swoim poprzednikom, budując przy okazji mit IV RP, która dopiero dziś zrywa z komunistyczną przeszłością.

Bezceremonialnie i nieuczciwie krytykując poprzednie władze za to, że nie interesowały się losem zbezczeszczonych zwłok polskich bohaterów i nie upamiętniały powojennego podziemia niepodległościowego, choć przecież wyrok wydany na „Inkę” unieważniono już 25 lat temu, Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” uchwalono za rządów Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego, a ciała Danuty Siedzikówny i Feliksa Selmanowicza znaleziono (pod chodnikiem na cmentarzu w Gdańsku) dopiero w 2014 roku, więc trudno było pochować ich wcześniej.

To działo się w gdańskiej bazylice. A pod świątynią Mateusz Kijowski, od którego parę lat temu „Kościół odszedł”, rzekomo modlił się za pomordowanych, choć do tej pory nigdy go nie interesowali. Grupa ludzi zaatakowała działaczy Komitetu Obrony Demokracji za to, że „prowokowali”, powiewając swoją flagą, czego robić nie wolno, no chyba, że jest się z ONR. Łysy jegomość w koszulce z nadrukiem „Jestem Polakiem, więc mam obowiązki polskie” poczuł się w obowiązku zwyzywać Kijowskiego od „kurew”, a liczny zastęp narodowych katolików częściowo w krótkich spodenkach podczas uroczystości odśpiewał słynną pieśń kościelną „Raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę”.

A jak „zajścia gdańskie” relacjonowały media? Z „Wiadomości” dowiedzieliśmy się, że „prezydent przemówił jak trzeba”, że tylko KOD przyniósł swoją flagę i że „nie od dziś wiadomo, że uroczystości związane z patriotyczną historią Polski są dla KOD okazją do agresywnych zachowań”, choć w przebitkach widać także sztandary narodowców, a Kijowski agresywnie co najwyżej się przechadza. Po audycji Michał Karnowski z tygodnika „wSieci” podkreślając większe prawo do czczenia Wyklętych przez PiS i narodowców niż przez PO czy KOD mówił, że „wszyscy doskonale czujemy, gdzie jest duch taki, a gdzie jest duch inny”, a jeden z jego zarzutów stawianych uprzedniej władzy brzmiał, że… pomnik ŻW na Powązkach jest za mały (gratuluję Andrzejowi Stankiewiczowi, że zachował zimną krew).

Druga strona nie jest lepsza – od Dominiki Wielowieyskiej z „Gazety Wyborczej” dowiedzieliśmy się, że „gdy osiłek mówi, że masz wypier…”, to „realizuje się myśl Prezesa”. Z kolei Cezary Michalski z „Newsweeka” obarczył winą za zajścia Kaczyńskiego, Błaszczaka i Ziobrę. I znów mieliśmy do czynienia z wpychaniem Prawu i Sprawiedliwości w buty wszelkich obrzydliwości tego świata, choć te tituszki działały zupełnie bezinteresownie. Jakże to przewidywalne, jakże to słabe.

A gdzie w tym wszystkim „Inka” i „Zagończyk”? Na ustach ich imiona i na sztandarach ich twarze, co najwyżej, wykorzystane do cna jako narzędzia w kolejnej odsłonie żenującej polsko-polskiej wojenki. Ich pogrzeb posłużył do politycznej manifestacji opozycji i do wyładowania agresji przez narodowców. Z takimi demokratami i patriotami żaden zewnętrzny wróg nie potrzebuje armii, sami się pozabijają. Tylko Polski szkoda.


© Stefan Sękowski
31 sierpnia 2016
źródło publikacji :„Nowa Konfederacja”
nr 8 (74)/2016





Ilustracja © brak informacji

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2