UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

O walce diabła z szatanem

Józef Mackiewicz w „Zwycięstwie prowokacji” przypominał - „Polityka Zachodu podczas wojny kierowała się względami narzuconymi jej przez sojusz z Sowietami; polityka Zachodu po wojnie kieruje się względami narzuconymi jej przez chęć pokojowej koegzystencji z Sowietami.
Do tej trafnej konkluzji autora „Drogi donikąd”, moglibyśmy dziś dopisać – „Polityka Zachodu po upadku Sowietów kieruje się względami narzuconymi jej przez chęć kooperacji ekonomicznej i agenturalnej oraz wolę zachowania spokoju – za każdą cenę”.
Dla nas - Polaków oznacza to, że doświadczenia lat 1939, 1945 i 1989, muszą być postrzegane jako historyczna przestroga. Kolejna data w polskiej historii nie przyniesie przełomu w łańcuchu dyplomatycznych łajdactw, zdrady i zawiedzionych nadziej. Żadna z „zachodnich demokracji” nie będzie umierać za Polskę, tak jak dziś nikt nie chce nadstawiać głowy za wolną Ukrainę.
Zachód nigdy nie dokonał korekty polityki wobec ZSRR-Rosji, nie wyciągnął wniosków z najbardziej rażących błędów i nie zdobył się na rewizję ładu jałtańskiego.
Za rozpętanie II wojny światowej i ludobójstwo katyńskie, za bandyckie wysiedlenie ponad dwóch milionów Polaków i zbrodnie dokonywane pod okupacją sowiecką – „wolny świat” przyznał Sowietom miano sojusznika w walce z Hitlerem i namaścił Stalina na sprzymierzeńca. Pozwolił również, by sowieccy zbrodniarze zalegalizowali okupację blisko połowy państw europejskich i na długie półwiecze ustanowili „ruski ład” na obszarze „wyzwolonym” przez Armię Czerwoną.
Postawę Zachodu wobec Sowietów wyznaczyły wówczas słowa Churchilla - o gotowości „sprzymierzenia się z diabłem, żeby tylko wypędzić szatana”. Zaledwie „diabłem” miał być Stalin, odpowiedzialny za śmierć blisko 200 milionów istnień. W opinii przywódców „wolnego świata” stanowił on mniejsze zagrożenie od „szatana” – Hitlera, winnego zagładzie prawie 60 milionów ludzi.
Gdy „diabeł” wykrwawił „szatana” na ziemiach oddalonych od europejskich stolic, przyjęto dogmat, iż każdy, kto występuje przeciwko „diabłu”, będzie odtąd wrogiem koalicji antyfaszystowskiej i przeciwnikiem „normalizacji”. Zaakceptowano również okupację sowiecką nad połową Europy, nadając jej pozory „demokracji socjalistycznej” i konwalidując okupacyjne twory w relacjach międzynarodowych.
Ówczesne „autorytety emigracyjne” zgrzytały zębami, gdy Józef Mackiewicz przywoływał słowa Goebbelsa, który w przededniu klęski hitlerowskich Niemiec pisał - „Polskę czeka marny los na wypadek zwycięstwa aliantów, Anglia okaże się w rezultacie słaba i Polskę sprzeda, bolszewicy Polskę zabiorą i zrobią z niej 17 republikę.”
Rok 1989 i propagandowe ogłoszenie „upadku komunizmu” był efektem kontynuacji tej mitologicznej postawy wobec „diabła”. Jego przejście na „stronę światłości” powitano jako ostateczne zwycięstwo nad „szatanem totalitaryzmu” i konsekwencję wspólnej walki z demonem – Hitlerem. Przyczyną tej zbiorowej mistyfikacji była m.in. konieczność usprawiedliwienia sojuszu z międzynarodowym komunizmem. Bez tego usprawiedliwienia, ideowa wykładnia wojny z Hitlerem oraz zgoda Zachodu na półwiecze okupacji sowieckiej, nie byłaby możliwa.
Dzięki fikcyjnej „śmierci komunizmu” dokonano rozgrzeszenia hańby ładu jałtańskiego, zaaprobowano farsę procesu w Norymberdze i zapomniano komunistom zbrodnie ludobójstwa, przy których bledną wyczyny Hitlera.
            Współczesna geopolityka stanowi prostą kontynuację tej mitologii i wspiera na szalbierskich dogmatach ustanowionych w czasach powojennych. Nie ma w niej miejsca na racjonalną metodologię, która uwzględniałaby rzeczywistą pozycję Federacji Rosyjskiej ani na prawidłową ocenę głównej broni Kremla - strategii podstępu i dezinformacji.
Niewielu też rozumie, że bez uwzględnienia tej historycznej skazy, niemożliwe jest prawidłowe odczytanie intencji Zachodu ani zrozumienie planów Rosji.
Błąd podstawowy dotyczy interpretacji wydarzeń w świecie rosyjskim - jako incydentów służących celom krótkoterminowym, doraźnym. Nie ma analityków zdolnych widzieć te wydarzenia w kontekście długoterminowej strategii komunistycznej, zmierzającej do podboju Europy i zniszczenia porządku światowego. Literalne odczytywanie decyzji Kremla, jako „służących pokojowi” bądź „zmierzających do konfliktu” oraz dawanie wiary werbalnym deklaracjom Rosjan, jest najczęstszym błędem, uwarunkowanym wadliwą metodologią i pojałtańską skazą historyczną.
Prezydent – kagebista, wpatrzony w batiuszkę Stalina, mógłby dziś powtórzyć za swoim mistrzem - „Słowa nie mogą mieć żadnego związku z działaniem. Słowa to jedno, a działania, to co innego. Dobre słowa to maska kryjąca złe czyny.”
Ostatnia dekada obfitowała w kardynalne błędy, popełniane przez polityków Zachodu. Amerykański „reset”, podpisanie układu START, ucieczka z Afganistanu, rezygnacja z budowy tarczy antyrakietowej, przyjęcie Rosji do Światowej Organizacji Handlu – były tragicznymi w skutkach decyzjami, które m.in. umożliwiły Rosji smoleńską rozprawę z „czynnikiem polskim” i przyczyniły się do agresji na Ukrainę.
Ponieważ to my – Polacy płacimy coraz wyższą cenę za głupotę i słabość przywódców „wolnego świata”, nie mamy prawa udawać, że obecna sytuacja nie stwarza ogromnego zagrożenia.  Tym większego, że coraz łatwiej dostrzec analogie z okresem jałtańskim, gdy mocarstwa światowe sankcjonowały sowiecką okupację i oddawały Stalinowi kolejne strefy wpływów.
Kraje „wolnego świata” uznały już, że należy zalegalizować okupację części Ukrainy i na mocy groteskowego „porozumienia mińskiego” zmusić niepodległe państwo do tolerowania rosyjskiego agresora. Identyczny zamysł towarzyszy porozumieniu Rosja – USA, w którym Amerykanie zaakceptowali bandycką napaść na Syrię i uznali armię okupanta za „sprzymierzeńca w walce z terroryzmem”. Nie mam wątpliwości, że gdyby nie agresja rosyjska na Ukrainę i potrzeba mistyfikacji „nowego rozdania” w III RP, my również znaleźlibyśmy się w kleszczach moskiewskich wpływów, a „wolny świat” zaakceptowałby każdą formę polskiego zniewolenia. 
Rosja, która od lat 20. ubiegłego wieku organizuje i wspiera wszelkie działania terrorystyczne i jest dziś stolicą światowego terroryzmu, posiadła zdolność mistrzowskiego rozgrywania tej karty. Historycy i politolodzy będą się kiedyś głowili – jak to możliwe, że państwo, które zorganizowało zamach smoleński, wysłało terrorystów na Ukrainę, zamordowało 300 pasażerów Boeinga, kierowało kadyrowskie komanda do USA i urządziło krwawy najazd „imigrantów” na Europę, mogło być traktowane jako „gwarant procesów pokojowych” i uznawane za „sojusznika w wojnie z islamskim terroryzmem”?    
Wyłaniająca się z tego pytania konkluzja powinna porażać ogromem nonsensu i niedorzeczności. Taka też jest skala błędnych decyzji przywódców Zachodu i miara szaleństwa obecnej strategii.
Pora uznać, że nie ma takiego draństwa i takiej zbrodni rosyjskiej, której „wolny świat” nie będzie w stanie usprawiedliwić i zaakceptować. Uderzenie na Gruzję, aneksja Abchazji, Smoleńsk, wojna na Ukrainie oraz setki aktów rosyjskiego terroru na całym świecie, nie byłby możliwe, gdyby nie bezmierna słabość i ignorancja przywódców „wolnego świata”. Interpretowana dwojako, – jako dowód aberracji umysłowych, wynikających z przyjęcia fałszywych norm intelektualnych lub jako wyznacznik patologicznych relacji finansowych czy agenturalnych. Tylko te czynniki – słabość Zachodu i agenturalna sieć intryg, są rzeczywistym kapitałem współczesnej Rosji i tylko na nich bazuje ofensywna polityka Putina.
W ramach takiej metodologii musi pojawić się pytanie, – po co władca Kremla miałby dążyć do totalnej konfrontacji militarnej, której efekt jest aż nadto przewidywalny, skoro już dziś zdołał osiągnąć strategiczne cele? Dlaczego miałby ryzykować puczem kagiebowskich kamratów, jeśli już teraz dostarcza im ogromnych dochodów i zapewnia potężne wpływy? 
Pytanie tym bardziej zasadne, że po ostatnich roszadach personalnych i nazbyt wojowniczej retoryce Kremla, pojawiają się objawy niezadowolenia ze strony tychże kamratów. „Drogowe incydenty”, w których stracił życie zaufany szofer Putina, a najbliższy doradca został solidnie wystraszony, nazbyt przypominają klasyczne operacje KGB, by mogły zostać zignorowane.
Mając dziś w ręku dwa instrumenty polityczne – wojnę w Syrii i na Ukrainie oraz dysponując ekspansywną siecią agentury w każdym zakątku świata, Putin może dowolnie rozgrywać kremlowskiego pokera.
Porozumienia z Irakiem, Turcją, Arabią Saudyjską, Izraelem, a dziś z USA, pozwoliły zbudować ogromną ( i niewspółmierną do potencjału) pozycję Rosji, a w niedalekiej przyszłości zaowocują „rekonstrukcją Związku Sowieckiego na Bliskim Wschodzie” (Michael Reagan).
Przed rokiem, w zakończeniu wrześniowego tekstu „O PUTINIE, RABINIE I KOZACH” napisałem – „Biorąc pod uwagę przerażającą słabość Zachodu oraz niemoc i głupotę obecnej administracji USA, jest więcej niż pewne, że rosyjski watażka wprowadzi nam wkrótce kolejne „kozy” i zagra o jeszcze większą stawkę.”
Klasyczną „zagrywką z kozą” był tzw. pucz przeciwko Erdoganowi. Sprowokowano go, przekazując wywiadowi tureckiemu ostrzeżenia o planach obalenia prezydenta. Gdy tureckie siły bezpieczeństwa szykowały obławę na puczystów, zdecydowali oni o przyspieszeniu działań. Efekt był łatwy do przewidzenia. Źródła arabskie wyraźnie wskazują, że ostrzeżenie o puczu przekazał wywiad rosyjski. Prowokując próbę obalenia Erdogana i przyjmując pozę jego sojusznika, Putin zapewnił sobie wdzięczność tureckiego satrapy i ugruntował swoją pozycję w konflikcie syryjskim. Ta prosta kombinacja posłużyła również do rozszczelnienia struktury NATO i ułatwiła przejęcie inicjatywy na flance południowej.        
Uzyskując „stabilizację” na Bliskim Wschodzie i zapewniając wpływ na USA (Trump) i Turcję, Putin będzie mógł przystąpić do kolejnej rekonstrukcji - odbudowy Bloku Wschodniego.
Można przypuszczać, że za rolę „niezastąpionego partnera” USA w wojnie z terroryzmem, Waszyngton zapłaci Rosji cenę mierzoną niepodległością Ukrainy. Ponieważ eurołajdacy zapłacili ją już dawnodroga na Zachód zostanie otwarta.  Zadbają o to rzesze „konserwatystów z moskiewskiego nadania” oraz przyjaciele Putina z Niemiec, Węgier czy Słowacji.
W interesie Rosji leży dziś pogłębianie dotychczasowych konfliktów i wywoływanie nowych ognisk. Potrzebny jest chaos, zamachy i pucze.  Im dłużej Putin będzie eskalował napięcie na Bliskim Wschodzie i (wespół z Merkel) terroryzował Europę najazdem „imigrantów”, tym większe jest prawdopodobieństwo ustępstw w sprawie Ukrainy i zmuszenia „wolnego świata” do akceptacji okupacji rosyjskiej.
Kolejne kroki w odbudowie Bloku Wschodniego, nie muszą prowadzić do inwazji militarnej. Mając perspektywę prezydentury „amerykańskiego Leppera” i działań agentury ulokowanej w jego otoczeniu, władca Kremla nie musi sięgać po samobójcze narzędzia.  Wygrana Trumpa i tak przyczyni się do dezintegracji NATO i wycofania Ameryki ze spraw europejskich. Nieoceniona będzie tu pomoc Niemiec i Francji, które od lat zabiegają o wyparcie USA ze Starego Kontynentu. Projekt „armii europejskiej”, żywo wspierany przez Merkel i Orbana, jest jednym z elementów tej strategii. Sterowane przez Moskwę ruchy „konserwatywne” i „narodowe” dają z kolei pewność, że głównym zagrożeniem dla pokoju światowego staną się muzułmanie, Amerykanie, masoni i Żydzi. 
Gwarancją takich rozstrzygnięć będzie jednak szalbiercza metodyka walki „szatana” z „diabłem”, którą Zachód praktykuje od czasu II wojny światowej. Dziś znajduje ona nową odsłonę w konfrontacji z zagrożeniem islamskim – w ogromnej mierze wywołanym i utrzymywanym przez światową stolicę terroryzmu.
Po raz kolejny Zachód jest gotów „sprzymierzyć się z diabłem, żeby tylko wypędzić szatana”
Po raz kolejny Polacy mogą zapłacić najwyższą cenę. 


© Aleksander Ścios
bezdekretu@gmail.com
12 września 2016
www.bezdekretu.blogspot.com





Ilustracja © Getty Images

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2