UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

„Akcja Wisła” była koniecznością

„Chcieli powtórzyć Wołyń”

„W sierpniu 1943 r. UPA sądziła, że szybko uda jej się dokończyć rzeź Polaków na Wołyniu i wzywała do mobilizacji szeregów swych ziomków po drugiej stronie Bugu, by byli gotowi do powtórki tej operacji na swoim terytorium. Dowództwo OUN-UPA zdawało sobie sprawę, że Armia Czerwona prze do przodu i front wschodni szybko przybliży się do Bugu, że zmusi to jej oddziały do przegrupowania na tereny województwa rzeszowskiego oraz południowej Lubelszczyzny, gdzie znajdą oparcie o tamtejsze stanice i kuszcze OUN. Oznaczało to przerzucenie zarzewia walk polsko-ukraińskich na teren Zamojszczyzny, już dostatecznie umęczonej przez politykę okupanta. Niemcy chcieli wdrożyć tu program pilotażowy wieloletniego Generalplanu Ost, przewidującego stopniową germanizację całego terenu Generalnego Gubernatorstwa. W jego ramach Polaków z powiatu zamojskiego wysiedlono i na ich miejsce sprowadzono Niemców ze wschodniej i środkowej Europy.

Jednym z elementów tego planu była tzw. Ukraineaktion, polegająca na wysiedleniu części mieszkańców z powiatów hrubieszowskiego i biłgorajskiego, a także sprowadzeniu na ich miejsce Ukraińców z powiatu zamojskiego. Celem tego przedsięwzięcia było stworzenie wokół powiatu zamojskiego ukraińskiej strefy, która miała bronić niemieckich osadników. Ukraińskie wsie miały tworzyć coś w rodzaju pierścienia ochronnego. Polskie podziemie − Bataliony Chłopskie i Armia Krajowa − zdecydowanie stanęło w obronie wysiedlanej ludności polskiej. Dzięki temu, mimo masowego użycia siły przez Niemców, akcja się nie powiodła. Jej autorem był dowódca SS i policji w lubelskim, Odilo Globocnik, zaś jego doradcą przywódca Lubelskiego Ukraińskiego Centralnego Komitetu, Łonhin Hołejko, który domagał się od Globocnika, by ten ściągnął do dystryktu dywizję SS „Galizien”. Niemcy całej dywizji nie przysłali, ale skierowali tu 2 tys. żołnierzy z tej formacji, złożonej z ukraińskich ochotników. Przewodniczący Ukraińskiego Komitetu Centralnego w Generalnym Gubernatorstwi, Wołodymyr Kubijowicz, opowiadał się za utworzeniem na Zamojszczyźnie odrębnych rejonów polskich i ukraińskich. Nie muszę nadmieniać, że akcja przesiedleńcza na tym terenie zaostrzyła antagonizm polsko-ukraiński. Dla Polaków stało się oczywiste, że Ukraińcy są niemieckimi sojusznikami. Nie były to, rzecz jasna, pierwsze sygnały, mogące sugerować, że Ukraińcy widzieli w Niemcach głównych sojuszników w walce przeciwko Polsce i Polakom, która miała doprowadzić do powstania niepodległego państwa ukraińskiego. Już w październiku 1939 r. urządzali symboliczne pochówki Polski na przycerkiewnych cmentarzach. Imprezy takie odbyły się m.in. w Moniatyczach, Sahryniu, Kryłowie, Dołhobyczowie i Dubience. W Jarosławcu (w gminie Uchanie) usypali kopiec, mający być symboliczną mogiłą Polski.

Jak wynika z relacji wielu Polaków będących świadkami tamtych wydarzeń, Ukraińcy chcieli rozprawić się z naszymi rodakami przy pomocy Niemców, więc ochoczo współpracowali z gestapo oraz niemiecką żandarmerią. 18 grudnia 1939 r. w historii tego regionu szczególnie krwawo zapisała się ukraińska policja. Bardzo mocno dała się ona we znaki Polakom podczas wysiedleń. Według licznych świadectw policja ukraińska traktowała Polaków bardziej brutalnie niż hitlerowcy.

Kurenie UPA, które na przełomie 1943 i 1944 r. przeszły na tereny województw rzeszowskiego i lubelskiego, za wszelką cenę dążyły do opanowania południowej Lubelszczyzny i znajdującej się tu Puszczy Solskiej oraz Lasów Janowskich. Chciano w ten sposób stworzyć na nich teren oparcia dla wycofujących się z Wołynia oddziałów UPA i odskocznię na zachód od Sanu. Zrealizowanie tych planów przez UPA stwarzało dla ludności polskiej tego obszaru groźbę całkowitego unicestwienia. Dlatego polski ruch oporu podjął dramatyczną decyzję o rozpoczęciu walki z UPA.

W styczniu 1944 r. OUN zintensyfikowała organizację stanic i kuszczów. Mobilizowano członków, powoływano nowe oddziały USN, intensyfikowano szkolenie bojowe, przygotowywano zapasy broni i amunicji. Szereg wsi na południowo-wschodnich krańcach Zamojszczyzny, między Bugiem a linią Uchanie − Bereść − Hostynne − Werbkowice − Wronowice− Miętkie − Telatyn − Chodywańce, przekształcono w swoiste twierdze, otoczone siecią różnorakich umocnień, bunkrów, ziemianek, okopów, palisad itp. Na południowych krańcach Zamojszczyzny silne kuszcze dochodziły do linii Lubycza Królewska−Gorajec−Lubliniec−Obsza−Różaniec−Cieplice aż do rzeki San. Sytuacja ta była na bieżąco analizowana przez dowództwo AK.

Polskie podziemie znajdowało się w bardzo trudnym położeniu. Oprócz ukraińskich nacjonalistów miało ono drugiego przeciwnika, również zainteresowanego jego likwidacją, czyli Niemców, którym antypolska ofensywa UPA była jak najbardziej na rękę. Taktyka walki, przyjęta przez AK i BCh, różniła się nieco od tej przyjętej na Wołyniu. Zakładała ona tworzenie nie tylko ośrodków samoobrony, ale przeprowadzenie także działań zaczepnych. Jeżeli wywiad ustalił, że dany kuszcz szykuje się do mordowania polskich wsi, dokonywano na niego wyprzedzającego ataku, koncentrując wcześniej odpowiednie do tego siły. Taktyka UPA dążyła do „oczyszczania terenu” z ludności polskiej i utworzenia dużych silnych baz. Początkowo UPA mordowała ją we wsiach narodowościowo mieszanych, m.in. we Wronowicach, Turkowicach, Sahryniu, Mirczu, Miętkiem, Malicach, Szychowicach, Miernianach, Kosmawie i Bereściu − w powiecie hrubieszowskim oraz w Wasylowie Dużym i Małym Radostowie, Kościaszynie, Suszowie i Listkach − w powiecie tomaszowskim. Na terenie gmin: Krystynopol, Chorobrów, Bełz i Waręż oddziały USN i UPA metodycznie mordowały i paliły wsie zamieszkałe wyłącznie przez Polaków. Oddziały AK i BCh starały się przychodzić im z pomocą. Część ludności trzeba było ewakuować z zagrożonych terenów. W hrubieszowskim szczególnie dały się we znaki dwa kurenie UPA, liczące po osiem sotni. Jednym dowodził Mirosław Onyszkiewicz „Biłyj”, a drugim Iwan Sycz-Sajenko „Jahoda”, w opinii żołnierzy AK pospolity zwyrodnialec. Operacyjny kureń „Jahody” podlegał Onyszkiewiczowi.

Wywiad Komendy Obwodu Hrubieszowskiego AK ustalił, że oddziały UPA i UNS 16 marca 1944 r. mają rozpocząć totalne uderzenie dążące do całkowitej likwidacji ludności polskiej. Jak wspomina kolega Benedykt Józefko, gdy 6 marca 1944 r. zameldował się u komendanta obwodu hrubieszowskiego AK, został przez niego poinformowany, że kilka dni wcześniej zatrzymano trzech emisariuszy − popów, którzy ze wschodnich terenów przeszli na ten teren z rozkazami i ulotkami nawołującymi do tego, by 16 marca 1944 r. w południowej części powiatu hrubieszowskiego i tomaszowskiego rozpocząć generalną rzeź Polaków. Dano mu do przeczytania kilka z nich. Benedykt Józefko był wstrząśnięty. W ulotkach nawoływano do bezwzględnego zabijania Lachów, nie wyłączając kobiet, dzieci i starców. Instruowano w nich, że nieuzbrojonych należy zabijać wszystkimi dostępnymi narzędziami, a kule zostawić na rozprawienie się z polskimi uzbrojonymi bandytami. W tej sytuacji, by ocalić ludność polską przed mordami, dowództwo AK podjęło decyzję o zniszczeniu kuszczów będących główną bazą wypadową. Miejscowe siły AK i BCh były dla wykonania tego zadania za słabe, więc ściągnięto posiłki z powiatu tomaszowskiego. W sumie AK zamierzało uderzyć na kuszcze: sahryński, werbkowicki oraz uhrynowski i szychowicki, mobilizując do tego 2 tys. ludzi.
[fragment książki]

© Marek A. Koprowski
Wrzesień 2016
źródło publikacji: „Muzwum Niepodległości”
www.muzeum-niepodleglosci.pl






        Ta książka jest oparta na relacjach polskich uczestników Operacji „Wisła”. Żołnierze WP w niej uczestniczący pochodzili z Wołynia, byli w 27. Dywizji Piechoty AK, potem wstąpili do 1. Armii WP, a po wojnie zostali w wojsku. Nie mają wątpliwości, że decyzja o przesiedleniu Ukraińców była słuszna. Władysław Filar powiedział:
„Jako oficer i profesor, który przez wiele lat był zastępcą szefa Instytutu Badań Strategiczno-Obronnych, a następnie szef Instytutu Dowodzenia Akademii Sztabu Generalnego i członek rad naukowych m.in. w Wojskowym Instytucie Techniki Pancerno-Samochodowej, Instytucie Wojsk Lądowych ASG WP, Instytucie Techniki Wojsk Lotniczych i Instytucie Łączności, mający też za sobą roczną praktykę w 11 Dywizji Piechoty w Żaganiu na stanowisku kwatermistrz – zastępca dowódcy dywizji, za niepoważny uznaję też zarzut, że wojsko zmarnowało szansę rozprawy z wrogą partyzantką zimą z 1946 na 1947 r.
Historycy, którzy lansują takie teorie, piszą, że wystarczyłoby obsadzić wszystkie wsie ukraińskie garnizonami, by odciąć oddziały UPA od zaopatrzenia żywnościowego, a następnie rozpocząć operację oczyszczającą z wykorzystaniem lotnictwa, co miało zapewnić stronie polskiej bezwzględną przewagę. Do operacji takiej trzeba by użyć sił o wiele większych niż przy Akcji „Wisła". Autorzy tej teorii twierdzą, że w każdej wsi wystarczyłoby umieścić po 80 żołnierzy. To bzdura! Jeżeli UPA skoncentrowałaby kilka oddziałów, by w danej wsi zdobyć żywność, to tych 80 żołnierzy długo by nie wytrzymało. W warunkach zimowych, gdy drogi w tamtejszym regionie są praktycznie nieprzejezdne, pomoc z sąsiedniego garnizonu, jeżeli w ogóle by dotarła, to już wiele godzin po walce.
Zwolennicy przekształcenia wsi ukraińskich w garnizony nie odpowiadają, jak rozwiązać problem zakwaterowania żołnierzy i ich wyżywienie, nie wspominając o zaopatrzeniu w amunicję i inne akcesoria wojskowe. Dla jednostek stacjonujących w Bieszczadach zaopatrzenie zimą często nie docierało, więc żołnierze głodowali. Kwaterowali najzwyczajniej w chłopskich chatach. Po jednej stronie spali oni, po drugiej gospodarze. Z wojskowego punktu widzenia było to rozwiązanie fatalne. Nie tylko dlatego, że żołnierzy w biednych ukraińskich chałupach zżerały wszy i świerzb, ale utrzymanie tajemnicy wojskowej w takich warunkach było praktycznie niemożliwe.
OUN-UPA wiedziały nie tylko wszystko o konkretnych oddziałach z nazwiskami żołnierzy i oficerów włącznie. Gdy oddział szykował się do przeprowadzenia jakiejś operacji, to operująca na danym terenie sotnia już była do tego przygotowana i uderzenie trafiało w próżnię. Wszyscy sotenni w swoich wspomnieniach podkreślają, że najważniejszą rzeczą, którą otrzymywano od ludności cywilnej, były informacje. Bez nich UPA nie byłaby w stanie utrzymać się w terenie.
Wracając do zasadniczego wątku naszego rozumowania, chciałbym podkreślić, że sama blokada wsi, która praktycznie i tak była z wojskowego punktu widzenia niemożliwa, nic by nie dała”.


© Władysław Filar
Wrzesień 2016
źródło publikacji: „Akcja "Wisła" była koniecznością”
www.mysl-polska.pl





Marek A. Koprowski
„Akcja »Wisła«. Krwawa wojna z OUN-UPA”

Premiera: 13 września 2016
Wydawca: Replika
ISBN: 9788376745442

KUP OD WYDAWCY (książka)
KUP OD WYDAWCY (e-book)
KUP W AMAZON


Opis wydawcy:

Kres krwawych walk z OUN-UPA

Operacja „Wisła” stanowiła ostatni akt dramatu zmagań, które ukraińscy nacjonaliści rozpoczęli w 1943 r., dokonując ludobójstwa Polaków na Wołyniu. Dążyli oni do opanowania części ziem Polski. To samo stanowisko zajmowali ukraińscy komuniści.
OUN-UPA w walce z państwem polskim odniosły szereg sukcesów. Uciekając się do różnych metod, udało się im ograniczyć przesiedlenia ludności ukraińskiej na Ukrainę. Pozostali nadal jednak wspierali działania UPA, która czuła się bezkarna. Dla wszystkich stało się oczywiste, że bez całkowitego przesiedlenia Ukraińców i pozbawienia OUN-UPA zaplecza nie da się ustanowić trwałego pokoju w południowo-wschodniej Polsce. I właśnie ta operacja przeszła do historii jako powszechnie znana Akcja „Wisła”.
Trzon książki stanowi zbiór analiz prof. dra hab. Władysława Filara, uznanego eksperta ds. stosunków polsko-ukraińskich i autora wielu publikacji z tego zakresu. Część druga zawiera relacje żołnierzy Wojska Polskiego, biorących udział w tamtych wydarzeniach. W części trzeciej czytelnik znajdzie sylwetki niektórych dowódców UPA i działaczy OUN, splamionych polską krwią i walczących o oderwanie od Polski tzw. Zakerzonia. Dla Ukraińców są to bohaterowie, dla Polaków ? niekoniecznie.
Książka zawiera też bogaty zestaw zdjęć archiwalnych, obrazujących działalność OUN-UPA, udostępnionych przez Muzeum Historyczne w Sanoku oraz pochodzących z prywatnych zbiorów prof. Władysława Filara.

Marek Koprowski jest jednym z najciekawszych polskich popularyzatorów historii.
„Do Rzeczy”







Ilustracje © Wydawnictwo Replika

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2