WIADOMOŚCI BEZ ZAPRZAŃSTWA: (żadnych antypolskich ścierw GW, TVN, ...)

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Zrobiony w konia

Autor to polski Żyd, który dzięki Polakom przeżył II wojnę światową. Po wojnie był wychowywany przez wuja, który był generałem komunistycznych okupantów w „Ludowym Wojsku Polskim” (i oczywiście także Żydem), nic dziwnego więc, że od dzieciństwa dobrze przesiąkł komunistycznym jadem. Nawet pomimo studiowania na Uniwersytecie Princeton w USA w latach 1962-1963 (a więc w czasach, gdy z polskiego obozu socjalistycznego nikt nie mógł się wydostać - w tamtych latach tylko absolutnie najbardziej zaufani spośród zaufanych komunistycznych ścierw dostępowali zaszczytu wyjazdu na „zgniły zachód”) Passent nadal pozostał wierny komunistom. Tak, jak kiedyś zażarcie popierał pucz Jaruzelskiego z 1981 roku, a po „transformacji” w III RP bronił i popierał wszystkie UBeckie ścierwa, tak samo do dzisiaj zażarcie broni swych kolesiów ze zdychającej Platformy Obywatelskiej.
Dlaczego więc przytaczamy jego felieton? Jest to bardzo proste: wypociny Passenta już od pół wieku pośrednio pokazują najlepiej, kto rzeczywiście jest Polakiem, a kto tylko mówi po polsku. Kogo Passent w swych wypocinach potępiał i ganił - ten prawie zawsze okazywał się prawdziwym polskim patriotą, zaś kogo Passent chwalił - ten zawsze okazywał się być jednym z kolesiów z UBeckiej sitwy lub rodzin czerwonych okupantów. Właśnie dlatego warto od czasu do czasu rzucić okiem na wypociny tego polskojęzycznego żydokomucha.


Już nie wiadomo, czy wszystko jest OK - jak zapewniała pre­mier Szydło w Parlamencie Europejskim, czy nic nie jest OK i trzeba ośmiu lat, żeby Polskę zmie­nić - jak mówi prezes Kaczyński w „Financial Times”.

   Mówienie, że nic nie jest OK, to typowy przykład pe­dagogiki wstydu, czyli „Polska w ruinie”. Lada dzień potwierdzi to wykonany przez rząd PiS audyt, który pokaże otchłań, w jakiej żyjemy. Jako żoliborzanin chętnie bym zaprosił prezesa Kaczyńskiego na mały audyt naszej dzielnicy. Zapraszam na plac Inwalidów – od prezesa rzut beretem. Gdzie moglibyśmy usiąść i pogadać jak Polak z Polakiem?
W latach 70. w tej oko­licy istniał tylko jeden „zakład gastronomiczny” - bar mleczny przy ul. Czarnieckiego, gdzie po 1989 r. wyda­wano „zupę Kuronia”, który mieszkał dwa kroki stąd. Poza tym - pustynia. Dzisiaj wystarczy, że pan prezes wyjdzie z domu, przejdzie się wzdłuż parku Żerom­skiego (pięknie reanimowanego za unijne pieniądze, w czasie kiedy prezydentem miasta był Lech Kaczyń­ski), by trafić na plac Inwalidów, przy którym naliczy­łem co najmniej 12 (dwanaście) restauracji, barów, ka­wiarni i winiarni. Już nie pije się wódeczki na stojąco, kupowanej na kieliszki w oknie pewnego mieszkania na parterze. Pamięta pan?
   A dla bardziej wymagających umysłowo na miejscu dawnego banku (!) otwarto czytelnię naukową biblio­teki publicznej, z komputerami i wszelkimi szykanami, gdzie oprócz książek można poczytać gazety lub cza­sopisma, jeszcze niezakazane przez byle jakiego mini­stra. Dobra zmiana w Polsce trwa od lat, tylko trzeba mieć oczy otwarte. Oczywiście suweren ma rację, uznał te zmiany za niewystarczające, nie dość sprawiedliwe, ale nie dajmy się zwariować. Nie jest już tak, że spotkać się można tylko pod budką z piwem.
Powie ktoś: to jest stolica, zamożna dzielnica, a „Pol­ska B” tylko się oblizuje ze smakiem, ponad połowa Po­laków zarabia nie więcej niż 2500-3000 zł, ich nie stać na kebaba (zawsze pełen ludzi Amrit Kebab, dwie mi­nuty od Prezesa). To prawda, są rejony bogatsze i bied­niejsze, ale to się poprawi dzięki dobrej zmianie! Pod­wyższenie kwoty wolnej od podatku, 500+, wcześniejsza emerytura, niższy podatek dla małych firm, bezpłatne leki dla 75+, kredyty w walutach korzystnie przeliczo­ne według sprawiedliwego kursu a la prezydent Duda
wszystko to spowoduje, że kebab trafi pod strzechy. Już za osiem lat. Dzieci urodzone za 500+ oraz starcy z gotówką oszczędzoną w aptece będą jeść, pić i popusz­czać pasa. Niestety, „dobra zmiana” ma swoją brzydką stronę: Polska znalazła się na kolanach. Na cenzuro­wanym w Parlamencie Europejskim i w Radzie Europy, do Warszawy przyjeżdżają rewizorzy praw człowieka, członkowie Komisji Weneckiej, która już nam pogroziła (wiem, wiem: „to tylko opinia”), minister Waszczykowski podczas spotkania z sekretarzem stanu USA Johnem Kerrym, zamiast wykorzystać swoje 30 minut, musi tłumaczyć się z tego, co dzieje się w Polsce. Czy to nie jest upokarzające, że wszędzie musimy się usprawie­dliwiać? Światowe media nie mogą uwierzyć w to, co się u nas dzieje. Pierwszych kilka artykułów moż­na było wytłumaczyć tym, że Anne Applebaum (znana polakożerczyni) nakablowała koledze z „Washington Post”, a zgorzk­niały „Zdradek” ma kumpla w „The Economist”. Ale kie­dy odezwały się media od Kalifornii do Włoch, to trudno było wszystko zwalić na tych, którzy utracili w Polsce władzę i przywileje.
   Jaki koń jest - każdy widzi. Zagrożony Trybunał Konsty­tucyjny i niezależność sądów (w końcu to minister Ziobro będzie decydował o awansach sędziowskich) oraz proku­ratura - ponownie podporządkowana rządowi. Służba cywilna zlikwidowana, zamiast tego sypią się nominacje prawdziwy festiwal niekompetencji: komendant policji nie ten, szef holdingu zbrojeniowego - nie ten, dyrek­tor Zamku Królewskiego - nie ta, którą rekomendowała rada powiernicza. Wywalili nawet zasłużonych dyrekto­rów sławnych stadnin koni arabskich oraz ambasadora Arabskiego. Tylko patrzeć, jak zabiorą się za stajennych, dorożkarzy i dziennikarzy, nie tylko „publicznych”.

Z szafy Kiszczaka wypadł mój prywatny list za socjali­zmem - przeciwko zbrodniom - który IPN nie wiado­mo jakim prawem opublikował. Cały list i mój komentarz znajdują się na moim blogu en passant (polityka.pl/blogi). List ten składa się z dwóch części. Pierwsza jest pisa­na wazeliną, druga - piołunem. Co robią media prawi­cowe? Cytują tylko wazelinę. „Rzeczpospolita” tak pisze: „Światło dzienne ujrzał także list dziennikarza »Polityki« Daniela Passenta z 29 października 1984 r. Pismo to do­tyczyło zabójstwa ks. Jerzego, do którego doszło 10 dni wcześniej. »Szanowny Panie Generale! W tych trudnych dla kraju i dla pana osobiście dniach ośmielam się na­pisać kilka słów, by dać dowód pamięci i poparcia linii, którą pan reprezentuje« - rozpoczyna list Passent”. I tyle. Koniec. Kropka. Ani słowa o treści mojego listu. A przecież w dalszym ciągu listu pytałem: „Jak to mogło się stać, że w resorcie, w którym jest tak szczegółowy dobór kadr i tak wysokie upartyjnienie - mogło dojść do takiego zwyrod­nienia kilku pracowników? Po drugie, a to uważam za naj­ważniejsze - czy możemy uważać uprowadzenie ks. Po­piełuszki za akt całkowicie izolowany? Niestety, nie”. Opinia publiczna - pisałem - „nie ma zaufania do wersji oficjalnej”, widzi to porwanie „jako dalszy ciąg Bydgosz­czy, Nowej Huty, Bartoszcze, Przemyka itd.”. Ostrzega­łem, że „osobnicy w rodzaju Grzegorza Piotrowskiego znów poczują się niezbędni”, a w sprawie morderstwa Przemyka niesłusznie ochroniono policjantów. I tak da­lej, w tym duchu. Niestety, media prawicowe od „Rzecz­pospolitej” po rozmaite Niezależne czy wPolityce zlizały z mojego listu tylko wazelinę, mówiąc o „hołdowniczym liście Passenta” - resztę starannie przemilczając. Że coś takiego robią prawicowe media, które kłamią codziennie to mnie nie dziwi. Dziwi mnie natomiast, że w szafie Kiszczaka znalazł się tylko mój list do generała przeciwko mordercom z MSW. A gdzie są inne?


© Daniel Passent
1 marca 2016
pierwotnie opublikowano w:
www.polityka.pl



źródło tekstu
ilustracja: brak autora / http://i1.kwejk.pl/k/obrazki/2012/06/e7acda2bdbbcca8b4baa228d04ec015c.jpg

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz