WIADOMOŚCI BEZ ZAPRZAŃSTWA: (żadnych antypolskich ścierw GW, TVN, ...)

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

„Czerwona trucizna”

Wstęp i zarazem rekomendacja książki „Czerwona trucizna” Leszka Żebrowskiego napisany przez Stanisława Michalkiewicza.

      Na początku lat 90-tych, kiedy tylko w naszym nieszczęśliwym kraju rozpoczęła się transformacja ustrojowa, to znaczy - PRL-owska soldateska i bezpieczniacy poprzebierali się za demokratów, a dawni stalinowcy z „lewicy laickiej” w zamian za dopuszczenie do konfitur władzy, powystawiali im nie tylko certyfikaty autentyczności, ale nawet dyplomy „człowieków honoru”, środowiska żydowskie w Stanach Zjednoczonych nie stąd, ni zowąd podniosły wobec „narodu polskiego” – nie wobec jakichś Polaków, czy jakichś polskich środowisk, tyko właśnie wobec narodu polskiego jako całości zarzut, że w obliczu holokaustu zachował się „biernie”. Zarzut dziwaczny tym bardziej, że oskarżyciele nie precyzowali, co mianowicie „naród polski” miałby zrobić, żeby nie zasłużyć na taką recenzję, no i przede wszystkim – że naród polski podczas II wojny światowej, kiedy to Niemcy zorganizowały masakrę Żydów europejskich, tak całkiem biernie się nie zachował.
Przypomnijmy: Polska wdała się w wojnę z Niemcami – państwem, którego wtedy wszyscy słusznie się obawiali. Armia polska została w tej konfrontacji rozgromiona, a naród polski – wydany na łaskę i niełaskę dwóch okrutnych wrogów. Dwóch – bo do wojny przeciwko Polsce włączył się miłujący pokój Związek Radziecki w taki sposób, że o ile Niemcy na Polskę „napadły”, to Armia Czerwona jedynie do Polski „wkroczyła”. Ciekawe, że to rozróżnienie obowiązuje w oficjalnej historiografii do dnia dzisiejszego, chociaż Stalin już dawno umarł, a Polska jest członkiem NATO. Widocznie jednak, mimo tych wszystkich zaszłości, nie mówiąc już o sławnej transformacji ustrojowej, kontynuacja jest większa, niż nam się wydaje, a czym skorupka za młodu nasiąkła, tym trąci nie tylko na starość, ale nawet – w drugim i trzecim pokoleniu. Więc naród polski został wydany na pastwę dwóch okrutnych wrogów, którzy w dodatku, po obydwu stronach kordonu, od początku koordynowali eksterminację tego narodu, poczynając od jego warstw przywódczych. Mimo to jednak naród polski wytworzył ośrodki oporu, również zbrojnego – ale nie dokonało się to symetrycznie, po obydwu stronach kordonu rozdzielającego polskie terytorium państwowe. O ile na terenie okupacji niemieckiej te ośrodki oporu powstały stosunkowo szybko i objęły znaczną część terytorium, to na terenie okupacji sowieckiej – nie. Warto wyjaśnić ten brak symetrii, żeby nie powstało wrażenie, że na Kresach Wschodnich mieszkali jacyś gorsi Polacy. Chciałbym wskazać na dwie przyczyny. Pierwsza związana jest z Winstonem Churchillem, który w maju 1940 roku objął stanowisko premiera rządu Wielkiej Brytanii i w tym charakterze rozkazał szefowi SOE, brytyjskiej ofensywnej razwiedki, „podpalić Europę”. Jednak nie całą, a tylko tę jej część, która została poddana wpływom niemieckim. Stalinowi Churchill żadnymi pożarami nie chciał świecić w oczy – no i stąd na terenie okupacji sowieckiej wyglądało to inaczej tym bardziej, że już w lutym 1940 roku rozpoczęły się systematyczne wywózki Polaków z Kresów Wschodnich w głąb Rosji. Druga przyczyna leżała raczej po stronie niemieckiej. O ile na terenie swojej okupacji Niemcy stosunkowo szybko izolowali ludność żydowską od ludności polskiej, czy w ogóle „aryjskiej”, wskutek czego Żydzi nie mogli być na skalę masową wykorzystywani do wywiadowczej penetracji środowisk polskich, to na terenie okupacji sowieckiej było odwrotnie. Ludność żydowska nie tylko nie została izolowana od ludności polskiej, ale w dodatku znaczna część Żydów przeszła na stronę wroga i skwapliwie dawała się wykorzystywać do wywiadowczej penetracji środowisk polskich, które z racji wielowiekowego sąsiedztwa, były wobec Żydów całkowicie transparentne. Nie sprzyjało to oczywiście jakiejkolwiek konspiracji – ale kiedy w czerwcu 1941 roku rozpoczęła się wojna niemiecko-sowiecka, kiedy front niemiecki przesunął się na wschód, a ludność żydowska została przez Niemców izolowana od ludności polskiej i poddana eksterminacji, na tyłach niemieckiego frontu bardzo szybko powstały potężne ośrodki polskiego oporu. Jak z tego wynika, naród polski wcale nie zachował się „biernie”, zwłaszcza gdy uwzględni się warunki, w jakich przyszło mu działać. Zatem oskarżenia wysuwane przez środowiska żydowskie w USA nie miały na celu odkrycie i przedstawienie światu jakiejś historycznej prawdy, tylko spreparowanej wersji historii.

      Wkrótce się wyjaśniło, w jakim celu ta wersja została spreparowana. W roku 1994 ośmiu polityków amerykańskich napisało list do ówczesnego sekretarza stanu Warrena Christophera z sugestią, by Departament Stanu USA ostrzegł rządu krajów Europy Środkowej, że jeśli nie zadośćuczynią żydowskim roszczeniom majątkowym, to stosunki Stanów Zjednoczonych z tymi krajami się pogorszą. Ponieważ w tym czasie wszystkie kraje Europy Środkowej na czele listy swoich priorytetów politycznych umieściły intencję przyłączenia się do NATO, którego USA były i są politycznym kierownikiem, groźba pogorszenia stosunków z Ameryką mogła oznaczać szlaban na wejście do NATO. Wprawdzie takie ostrzeżenie nie zostało wystosowane, ale nastąpił kierowany przeciek owego listu do amerykańskiej prasy. Rząd polski aluzję zrozumiał i skierował do Sejmu projekt ustawy o stosunku państwa do gmin wyznaniowych żydowskich, zwierający przepisy o transferze majątkowym w nieruchomościach nie tylko dla 9 istniejących gmin żydowskich w Polsce, ale i dla nowojorskiej Organizacji Restytucji Mienia Żydowskiego. Wartość nieruchomości, które miały być przekazane w tym trybie nie została dokładnie określona i w uzasadnieniu rządowego projektu wspomniano, ze niepodobna określić finansowych konsekwencji tej ustawy, ale szacunki wskazują, że mogło chodzić o transfer wartości co najmniej 7 miliardów dolarów.

      Jeszcze ustawa nie zdążyła wejść w życie, a już okazało się, że nie opłaca się ulegać szantażystom. W kwietniu 1996 roku na mitingu w Buenos Aires ówczesny sekretarz Światowego Kongresu Żydów Israel Singer, odnotowując spełnienie przez polski rząd żądań gmin żydowskich zwrócił uwagę, że są jeszcze roszczenia dotyczące tzw. „bezspadkowego” mienia osób prywatnych i zagroził, że jeśli Polska nie zadośćuczyni również tym roszczeniom, to będzie „upokarzana” na arenie międzynarodowej. Może te pogróżki Israela Singera, który później został zdemaskowany przez samych Żydów jako krętacz i złodziej, nie byłyby takie poważne, gdyby nie zmiana na stanowisku kanclerza Republiki Federalnej Niemiec. W 1998 roku nowym kanclerzem został socjaldemokratyczny polityk Gerhard Schroeder, który w jednym z pierwszych swoich przemówień oświadczył, że „okres niemieckiej pokuty dobiegł końca”. Ta deklaracja oznaczała, że Niemcy nie będą już przyjmowały żadnych odszkodowawczych suplik, a to z kolei stwarzało zupełnie nową sytuację zarówno dla żydowskich organizacji przemysłu holokaustu, jak i dla rządu Izraela, który również uczestniczył w przejmowaniu niemieckich odszkodowań, obejmujących około 100 miliardów marek, nie licząc dostaw okrętów podwodnych i innego sprzętu wojskowego. W rezultacie doszło do koordynacji niemieckiej i żydowskiej polityki historycznej. Polityka historyczna niemiecka nakierowana jest na stopniowe zdejmowanie z Niemiec i narodu niemieckiego odpowiedzialności za II wojnę światową, zaś polityka historyczna żydowska – na materialne eksploatowanie holokaustu. Ale środowiska żydowskie i Izrael mogą materialnie eksploatować holokaust tylko pod warunkiem, że jest jakiś winowajca, do którego można kierować roszczenia. Skoro Niemcy ustami swego kanclerza oświadczyły, iż dłużej pokutować już nie będą, środowiska żydowskie musiały znaleźć winowajcę zastępczego, co było tym bardziej naglące, że w międzyczasie została wypracowana nowa formuła, umożliwiająca materialne eksploatowanie holokaustu aż do końca świata. Według tej formuły Żydzi zamordowani podczas wojny to jedna sprawa, ale przecież iluż Żydów wskutek tego się nie urodziło! Jest rzeczą oczywistą, że przy takim podejściu liczba ofiar holokaustu z dziesięciolecia na dziesięciolecie będzie rosła w postępie geometrycznym, ale ma to sens jedynie pod warunkiem znalezienia odpowiednio ustępliwego winowajcy zastępczego, do którego można by kierować żądania. I w rezultacie koordynacji niemieckiej i żydowskiej polityki historycznej, na winowajcę zastępczego została wyznaczona Polska.

      W rezultacie doszło do eskalacji oskarżeń wobec narodu polskiego. Już nie zachowywał się „biernie”. Przeciwnie – przejawił zbrodniczą formę aktywności w postaci współdziałania z Niemcami, którzy w międzyczasie jednym susem wskoczyli do pierwszego szeregu ofiar złych „nazistów” - więc naród polski został oskarżony o współdziałanie z „nazistami”, których nawet niekiedy wyprzedzał w wykazywaniu inicjatywy. Dla potrzeb obydwu skoordynowanych polityk historycznych uruchomiona została machina propagandowa, w której na czołowe miejsce wysunął się socjolog, dr Jan Tomasz Gross, awansowany z tej okazji na „historyka” i to od razu „światowej sławy”. W tym charakterze sprokurował książkę „Sąsiedzi”, która stała się głównym dowodem w sprawie incydentu w Jedwabnem. „Światowej sławy historykowi” żydowskie organizacje przemysłu holokaustu urządzały serie festiwali popularności również przy kolejnych jego delatorskich produkcjach, zaś naprzeciw tej propagandzie wychodziła i wychodzi piąta kolumna w kraju, której trzon stanowi środowisko skupione wokół „Gazety Wyborczej”. To środowisko, niezależnie od uczestnictwa we wszystkich propagandowych kampaniach inicjowanych przez koordynatorów obydwu polityk historycznych, w których wykorzystuje doświadczenia zdobyte przez stalinowskich przodków na etapie „walki z reakcją” i „utrwalania władzy ludowej” na etapie poprzednim, przede wszystkim aktywizuje się na odcinku „pedagogiki wstydu”, którą można sprowadzić do lakonicznego, kategorycznego rozkazu: „przyznaj się!” Warto przypomnieć, że w ten sam sposób na etapie poprzednim próbowano preparować czarną legendę „żołnierzy wyklętych” - jakoby kolaborujących z „hitlerowskimi Niemcami” (bo „nazistów” jeszcze wtedy nie wynaleziono) – więc i w tej dziedzinie kontynuacja jest większa, niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać.

      Celem jest oczywiście doprowadzenie narodu polskiego do stanu bezbronności, by poddać go bezlitosnej, ekonomicznej eksploatacji w charakterze „nawozu historii”. Tej potężnej machinie, wspomaganej przez całkowicie bezkarną piątą kolumnę w kraju, przeciwstawiają się, jak dotąd, pojedyncze osoby, w rodzaju autora niniejszej książki, Leszka Żebrowskiego. Wykonuje on benedyktyńską pracę demaskowania preparowanych kłamstw i fałszerstw, przeciwstawiając im udokumentowaną prawdę o faktach. Bo w tej walce stawką jest również reputacja naszego narodu. Albo świat, zatruty kłamstwami uzna nas za naród morderców, a i my sami, oduraczeni „pedagogiką wstydu” z taką opinią potulnie się zgodzimy, albo przygwoździmy kłamstwa naszych oskarżycieli. Jak dotąd jedynym orężem, jakiego możemy użyć w obronie naszego narodu i jedyną odtrutką na „pedagogikę wstydu”, są książki takie, jak ta. Warto, a nawet trzeba zatem po nią sięgnąć.


© Stanisław Michalkiewicz
9 lutego 2016
Źródło publikacji: „Odtrutka na truciznę”
www.michalkiewicz.pl
☞ WSPOMÓŻ AUTORA






Leszek Żebrowski
„Czerwona trucizna”
Wydawnictwo Capital 2015
978-8364037603

☞ KUP OD WYDAWCY
☞ KUP W AMAZON.COM


„Czerwona trucizna” to zbiór esejów historyczno-politycznych z ostatnich kilkunastu lat, traktujących o naszej sytuacji po 1989 roku, przypominających również o tym, co było wcześniej. Jest on kontynuacją pierwszego tomu pt. „Mity przeciwko Polsce. Żydzi, Polacy, komunizm 1939–2012” (Capital, Warszawa 2012). Teksty ukazywały się systematycznie w bezkompromisowym tygodniku „Nasza Polska”. Wszystkie pozostają nadal bardzo aktualne – czyli pod wieloma względami cały czas drepczemy w tym samym miejscu. Nie udało się nam wyjść z pajęczyny zależności instytucjonalnych i personalnych z tzw. minionego okresu. Okazało się, że „właściciele Polski Ludowej” znakomicie odnaleźli się w nowej (?) rzeczywistości, bezkarni i uwłaszczeni na tym, co rabowali przez kilkadziesiąt lat.

Nie potrafiliśmy wypracować sensownej i sprawiedliwej polityki historycznej, opartej o wyniki konkretnych badań – pozostajemy zatem w sferze mitów i pomówień, idących tak daleko, że stajemy się już nie ofiarami wojny i planowego ludobójstwa obu ideologicznych imperializmów (III Rzeszy Niemieckiej i Związku Sowieckiego), ale jej sprawcami i... ludobójcami. To wydaje się jeszcze niedorzeczne na gruncie krajowym, ale jest coraz bardziej akceptowane na gruncie międzynarodowym, w tym także w obecnych Niemczech, Rosji oraz w Izraelu, który powinien być szczególnie wrażliwy na wszelkie kłamstwa dotyczące ludobójstwa, popełnianego również na ludności żydowskiej.

Trwa zatem w dalszym ciągu walka o prawdę historyczną prezentowaną w tym zbiorze i o rzetelną politykę historyczną państwa, albowiem porządki należy rozpocząć na własnym podwórku.
[opis wydawcy]




Ilustracje:.
okładka książki © Capital

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz