WIADOMOŚCI BEZ ZAPRZAŃSTWA: (żadnych antypolskich ścierw GW, TVN, ...)

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Nie zmarnować szansy

„Nasze prognozy dotyczące przyszłości Polski są pozytywne” – powiada Andrzej Gwiazda. Nie jest to bynajmniej przekonanie wywiedzione z analizy najnowszych sondaży czy spotów wyborczych, czym trudni się obecnie większość komentatorów życia politycznego. Ten optymizm opiera się na zgoła odmiennych przesłankach i dlatego wart jest uwagi.

„Oceniamy, że nasz kraj zaczyna iść w dobrym kierunku, w kierunku, który może doprowadzić do odbudowy państwa i narodu” – twierdzą Joanna i Andrzej Gwiazdowie na zakończenie rozmowy rzeki, jaką przeprowadzili z nimi Remigiusz Okraska i Agnieszka Niewińska. Książka wydana przez Frondę nosi tytuł „Historia przyznała nam rację”, który na pierwszy rzut oka wydaje się nieco prowokacyjny, zważywszy że jej bohaterowie po 1989 r. utknęli poza głównym nurtem życia politycznego, gorzej – byli obiektem permanentnej nagonki, szyderstw i lekceważenia.





Klątwa kasandry

Wystarczy jednak chwila zastanowienia, by zdać sobie sprawę, że w istocie jest tak, jak głosi tytuł. Konflikt z Lechem Wałęsą i tą częścią solidarnościowej elity, która poparła porozumienia Okrągłego Stołu, skazał Gwiazdów na marginalizację i szykany, ale postępująca w ciągu ćwierćwiecza degeneracja III RP dowiodła, że ich rozpoznanie sytuacji było trafne. Kontestowali przywództwo Lecha Wałęsy, podejrzewając, że współpracował z SB i to przypuszczenie – jak wiadomo – się potwierdziło. Protestowali przeciwko „odgórnej” rekonstrukcji związku prowadzonej po 1989 r. przez Wałęsę i jego akolitów, z pominięciem legalnie wybranych władz pierwszej Solidarności, i rzeczywiście – tak powołana struktura niebawem sprzeniewierzyła się interesom swoich członków, zdradziła dawne ideały, utraciła autorytet i zmieniła się w mizerną karykaturę niegdysiejszej potęgi. Gwiazdowie sprzeciwiali się też transformacji ustrojowej dokonywanej metodą dzikiej prywatyzacji przez spółki nomenklaturowe. I faktycznie, metoda ta zrujnowała polski przemysł, nieprzebrane rzesze ludzi skazała na bezrobocie i emigrację, a kraj na postkolonialny status uzależnienia od obcych firm, banków i korporacji. Tę listę przestróg, które w III RP uważano za paranoidalne urojenia, a czas niestety potwierdził ich słuszność, można długo ciągnąć.

Trudno się dziwić, że w konsekwencji Andrzej Gwiazda wyznaje: „Stało się przecież dokładnie to, przed czym przestrzegaliśmy, choć wtedy bardzo nie chcieliśmy, żeby nasze przewidywania się sprawdziły. Kiedyś dziennikarze mnie zapytali, jakie jest moje największe marzenie. Odpowiedziałem bez namysłu: »Żeby moje prognozy przestały się sprawdzać«”. W tym miejscu Joanna Duda-Gwiazda dodaje: „Teraz jesteśmy dobrej myśli. Naszym marzeniem jest, by nasza prognoza się sprawdziła”.

Pojmowanie polityki

Może tak się stanie, bo ta korzystna prognoza powstała tak samo jak i poprzednie – za sprawą czujnej obserwacji zbiorowych nastrojów oraz przenikliwej intuicji, pozwalającej przewidzieć społeczne reakcje i zachowania. Skąd bierze się taka umiejętność, nietrudno zrozumieć w trakcie lektury wspomnień obejmujących ponad 70 lat życia, w tym pół wieku aktywnej działalności opozycyjnej.

Droga Gwiazdów biegnie innym szlakiem aniżeli większość dysydenckich życiorysów. Nie byli intelektualistami, w PRL-u należeli do tzw. inteligencji technicznej, pracowali jako inżynierowie przy budowie okrętów. Dzięki temu mieli stały i bezpośredni kontakt z robotnikami, znali ich potrzeby i sposób myślenia, a zarazem postrzegali politykę jako obszar realizacji praktycznych interesów, a nie jako uczoną dysputę o naturze procesów dziejowych ani tym bardziej nie jako rozgrywkę między frakcjami w PZPR, co pochłaniało wiele uwagi w kręgu warszawskiej opozycji demokratycznej.

Gwiazdowie nawiązali kontakt z KOR-em, bo była to pierwsza jawna organizacja antyreżimowa, dostrzegali jednak jej ograniczenia: „Jeśli opozycja miała wyjść poza zamknięte inteligenckie enklawy, trzeba było zaproponować coś więcej niż obronę przed represjami. Ludzie muszą bronić się przed niesprawiedliwością, wyzyskiem, domagać się lepszych warunków pracy i płacy. Muszą to robić tam, gdzie żyją i pracują, czyli najlepiej w miejscu pracy. Pomoc z zewnątrz, dobra rada, a przede wszystkim parasol ochronny w wypadku poważniejszych represji były pożądane, ale nikt z zewnątrz nie mógł »bronić robotników« lepiej od nich samych. Nazwa Komitet Obrony Robotników, przyjęta zapewne w szlachetnej intencji, wyrażała protekcjonalny stosunek do robotników. Żaden z członków KOR-u nie pracował w przemyśle […]. Dość szybko odkryliśmy, że członkowie KOR u deklarujący zainteresowanie losem robotników nie znają robotników i przynajmniej niektórzy mają do nich stosunek nieco lekceważący”. Te obserwacje legły u podstaw idei Wolnych Związków Zawodowych, którą Andrzej Gwiazda jako ich współzałożyciel formułował lapidarnie: „KOR bronił robotników, a w WZZ-etach robotnicy bronili się sami”. I dzięki temu WZZ-ety stały się zaczynem Solidarności.

Tu ujawnia się fundamentalna różnica w pojmowaniu polityki przez bohaterów książki oraz opozycyjnych intelektualistów: pierwsi inspirowali obywateli do działania, drudzy roztaczali nad obywatelami kuratelę. Gwiazdowie, aby podsuwać inicjatywy, które inni zechcą podjąć i realizować, musieli liczyć się z ich opiniami, rozeznawać obiegowe poglądy i emocje, domniemywać ewentualne postawy i reakcje. Rozwijali zatem umiejętność przewidywania, stąd trafne prognozy. Postkorowskie elity natomiast sytuowały się w roli trybunów zniewolonego ludu, postrzegały go jako bezwolne masy powierzone ich opiece, toteż zamiast odgadywać nastroje, wolały je kontrolować. Pielęgnowały zatem sztukę socjotechniki i manipulacji, który to proceder z upływem kolejnych dekad coraz bardziej potęgował ich arogancję, aż wreszcie osiągnęła ona poziom tak nieznośny, że zaczęła budzić sprzeciw.

Ubezwłasnowolnione społeczeństwo

Ów wzbierający bunt właśnie jest źródłem optymizmu Gwiazdów. „Ludzie wreszcie zaczęli myśleć samodzielnie – mówi w książce pani Joanna. – Wielu rwie włosy z głowy. Wreszcie widzą, że od lat żyją w państwie, które nie tylko nie jest przyjazne, ale wręcz wrogie w stosunku do obywatela”.

Spadek poparcia dla obozu władzy wynika z wielu powodów. Stagnacja gospodarcza, dysfunkcjonalność instytucji państwowych, skala finansowych nadużyć walnie się do tego przyczyniły. Jednak niemałe znaczenie zdaje się mieć również poczucie wyobcowania, bezradności i upokorzenia, doświadczane na co dzień w zderzeniu z panującym porządkiem. Niewykluczone, że Polacy nadal tolerowaliby cwaniackie blagierstwo Platformy, gdyby nie objawiła im ona tak ostentacyjnej pogardy, jaką tchnęły nagrania z restauracji Sowa i Przyjaciele. Ten godnościowy aspekt dokonującej się właśnie reorientacji w sympatiach politycznych wydaje się bardzo istotny. Takie przeświadczenie potwierdza również spontaniczna serdeczność ulicy wobec Andrzeja Dudy, który najwidoczniej podbił serca Polaków kurtuazją i szacunkiem wobec każdego, nawet najbardziej niepozornego obywatela.

A to oznacza, że nowy rząd zmarnuje swoją – i naszą wspólną – szansę, jeśli podtrzyma ugruntowaną w minionym ćwierćwieczu praktykę, zgodnie z którą władza występuje w roli szafarza łask, dóbr i przywilejów wobec niedołężnego społeczeństwa, które nie potrafi samodzielnie kierować własnym losem. W dobiegającej końca kampanii słowo „słuchać” zrobiło bezprecedensową karierę – kandydatki różnych partii krążą po kraju i z macierzyńską troską wsłuchują się w skargi rodaków. Świetnie, ale to nie wystarczy, to dopiero wstępny warunek zmian w filozofii rządzenia. Trzeba wreszcie uznać podmiotowość społeczeństwa, zwrócić mu wydarte przemocą i podstępem prawo do nieskrępowanej aktywności, dostrzec w nim partnera władzy, a nie tylko obiekt jej zabiegów i starań. Innymi słowy należy czerpać raczej z doświadczeń Gwiazdów, WZZ-etów i Solidarności aniżeli KOR-u i Okrągłego Stołu. Nie bać się współobywateli, ich inicjatywy i samodzielności. Przekazać im odpowiedzialność za państwo i jego instytucje, bo tylko w ten sposób mogą oni z nimi się utożsamić i rozwinąć wobec nich poczucie lojalności w miejsce dotychczasowej chytrej uległości, która korzysta z każdej okazji, by uszczknąć nieco wspólnego dobra na prywatne bądź środowiskowe potrzeby.

Najwyższy czas rozstać się ze szkodliwym złudzeniem, że da się naprawić Rzeczpospolitą bez czynnego udziału jej mieszkańców.


© Wanda Zwinogrodzka
Październik 2015
Artykuł opublikowano w „Gazeta Polska Codziennie”
gpcodziennie.pl




Notatka: wszystkie ilustracje pochodzą od redakcji.
Fotografia © Szymon Surmacz / wikipedia CC-BY-SA-2.5

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz