UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Polin, czyli Ghost Ground

Pisane na kilka godzin przed wystąpieniem Trumpa na placu Krasińskich
Kiedy nadeszło wezwanie, Polska nie zwlekała; nie ociągała się i zaryzykowała tym wszystkim, co osiągnęła, nie chcąc narażać na szwank swojego honoru, więc jej córy oraz synowie odpowiedzieli spontanicznie, ukazując siłę ducha jedności narodowej i samopoświęcenia, dzięki którym Polska – poprzez wiele wysiłków i zgryzot – jest członkiem grupy wielkich narodów Europy. (...) Koniec tego wszystkiego, koniec znoju, zawodu i cierpień zostanie nagrodzony tym, którzy wiernie służyli na rzecz wolności Europy i świata; bowiem wstanie świt, szybciej niż nam się obecnie zdaje. Wstanie świt wtedy, gdy obłąkańcza próba ufundowania pruskiej dominacji opartej na nienawiści rasowej, opartej na czołgach, tajnej policji, wszechobecnym nadzorze i wielu podłych współpracownikach-Quislingach
zniknie jak koszmarny sen. I z chwilą, kiedy ujrzymy jutrzenkę wolności i nadziei, nie tylko silne, wreszcie świetnie uzbrojone demokracje, ale również wszystko to, co szlachetne i nieustraszone, w Nowym Świecie, jak i Starym, odda hołd Polsce wstającej z kolan, odda hołd Polakom będącym ponownie wielkim narodem – sir Winston Churchill – bandyta, zbrodniarz wojenny i łotr – w przemówieniu radiowym wygłoszonym w maju 1941 r. do durnych i naiwnych, lubiących takie łatwe, toksyczne brednie Polaczków z okazji ich masońskiego święta Konstytucji 3 Maja.

        Wizyta Trumpa w Polin oraz jego wystąpienie na placu Krasińskich zapewne w niczym nas nie zaskoczy. Po pierwsze, wszystkie oczekiwania imperatora są już wypełniane przez władzę warszawską (oni myślą, że to doskonały sposób na uwiarygodnienie swojej pozycji i zdobycie legitymizacji w oczach suzerena amerykańskiego): większe zakupy jankeskiej broni (m.in. patrioty), zwiększanie polskich nakładów na zabezpieczanie interesów polityczno-wojskowych w regionie, przygotowania do głębszego zaangażowania Polski w konflikt na Bliskim Wschodzie (bo przecież nasze wojska są już tam obecne, a niedawna wizyta Dudy w jednostce Grom jest chyba zapowiedzią pełnego wejścia tej jednostki do działań a to w Syrii, a to np. w Mosulu, a to na odcinku katarskim, jeśli zajdzie taka potrzeba, tzn. kiedy Waszyngton wyrazi takie życzenie).

        Tak, tutejsi władcy nie pojmują, że nasz kraj będzie używany taktycznie przez Waszyngton na odcinku antyniemieckim, mamieni nasi władcy będą złudną obietnicą, że Polin stać się może mniej więcej tak samo ważnym partnerem jak Niemcy, dzięki instrumentalnemu wykorzystaniu naszego państwa i narodu do chwilowej, nie wiemy, jak długotrwałej, amerykańskiej zagrywki przeciwko Berlinowi, mającej na celu osłabienie pozycji Berlina w Europie i na świecie.
To bardzo niedobra dla nas wiadomość, ponieważ Trump popycha nas jeszcze głębiej w politykę bezalternatywności. Na odcinku wschodnim jesteśmy już od pewnego czasu dokładnie zamknięci. Immunizowani na niepodległe zagrania. Amerykanie rozpoczęli tę rzecz bardzo sprawnie w kwietniu 2010 r., pogłębili zasadniczo w 2014 r., więc teraz – z powodów bardzo ważnej układanki o charakterze strategicznym – po raz kolejny używają swojego polskiego wasala do zamknięcia nam odcinka zachodniego, czyniąc nasz kraj jeszcze bardziej bezwolnym, zdanym tylko na wolę amerykańską, bez możliwości geopolitycznego balansowania.

        Osobiście mnie to nie dziwi, warto może tylko o tym wspomnieć, choćby dla kronikarskiej ścisłości. Oczywiście całe przemówienie Trumpa będzie nas bardzo pompować w naszej biednej dumie i wspierać w naszej potrzebie dowartościowania, ale można zakładać, że nie będzie to tylko mowa-pic. Mowa-siano. Nie. Posunięcia amerykańskie będą miały poważne konsekwencje dla losów naszego narodu i państwa. Bardzo niedobre konsekwencje. Oczywiście poza rzuceniem Polski na amerykański odcinek antyniemiecki cała jakaś zabawna idea Międzymorza pod protektoratem jankeskim nie przyjmie ani form trwałych, ani istotnych z punktu widzenia naszych interesów. To tylko jedno z narzędzi negocjacyjnych Waszyngtonu w przepychankach z Berlinem i Moskwą – oraz ze względu na Nowy Jedwabny Szlak – naturalnie z Chinami. Waszyngton właśnie do Pekinu mówi tym gestem, że obejmuje patrymonium nad końcówką Jednego Szlaku i Jednej Drogi… Na żadnym z poziomów nikt nie pyta i nie będzie pytał Warszawy o zdanie, ma ona tylko odpowiednio szybko akomodować względem oczekiwań Waszyngtonu, to wszystko…

        Warto mocno podkreślić, że Warszawa może zakładać, że te wszystkie jej posunięcia i gesty wobec USA, odsuną od niej poważne zagrożenie wiszące nad naszymi głowami, a mianowicie roszczeniami żydowskimi. Jednak, jak już wiadomo, dotychczasowe działania Polski nie tylko nie oddaliły tego zagrożenia, ale w głęboko niepokojący sposób potwierdziły ich realność i powagę oraz to, że tu żadnej litości nie będzie i Kaczyński zapewne to pojmuje, że nadejdzie D-day, dzień, kiedy Żydzi za pomoc naszych drogich sojuszników – Waszyngtonu i Londynu – z ujmującym uśmiechem, może przypominającym ten Macierewicza Antoniego, spokojnie do nas rzekną pewnego dnia: „Sprawdzam”.

        Bardzom w związku z tym ciekaw, z jakim przekazem przyleciał do nas ze swoim teściem Jared Kushner. W Warszawie oczywiście nie będą miały miejsca żadne backroom deals. Litości. Takie dile zawierane są tylko między partnerami. Dziś Polaczkom zakomunikowane zaledwie będą pewne kierunki oraz wyartykułowane oczekiwania przykryte łatwymi pochwałami…

Ghost Ground


        Termin Ghost Ground oznacza dzikie nieużytki, tereny niczyje, zaniedbane, czekające na rekultywację i odnowę. Przemianę. Transformację. Nowych właścicieli. Tak zapewne określane jest w nomenklaturze wielkich nie tyle terytorium Polin, Rzeczpospolitej Przyjaciół, ile cała Europa Środkowowschodnia, cały pas borderline region, choć osobiście preferuję perfekcyjnie trafne określenie na państwa naszego obszaru – LIMITROFY…

        Wydarzeniem o wiele ważniejszym, niż żenująca komedia warszawska czy jakiś teatr, tj. szczyt G-20 w Hamburgu, była silna odpowiedź na nie ze Wschodu. Odpowiedź poważna i naprawdę znacząca. Była to mianowicie dwudniowa wizyta Xi w Moskwie 3-4 lipca. Jasne, poza ważnymi decyzjami dotyczącymi infrastruktury o charakterze strategicznym, był to zrytualizowany poniekąd przekaz obu mocarstw skierowany do Waszyngtonu, że potrafią balansować sprawnie wobec posunięć USA i że partnerstwo chińsko-rosyjskie trwa, choć po prawdzie każdy z tych partnerów łypie okiem na Stany Zjednoczone, oczekując z tęsknotą dobrej oferty skierowanej do niego…

        Ceremonia odznaczania Xi ważnym orderem rosyjskim (http://www.kremlin.ru/events/president/news/54973) pokazała, kto tak naprawdę jest prawdziwym panem na Kremlu. Jest nim chiński cesarz. To bardzo sprytna zagrywka rosyjska, nic nieumniejszająca ani Rosji, ani Putinowi wbrew pozorom. Szokujące dla mnie słowa Putina zamykające tę uroczystość, słowa skierowane osobiście do Xi, podkreślające jego znaczenie, wkład w relacje rosyjsko-chińskie, mają w istocie charakter trybutarny, bezprecedensowy, Putin bowiem nie tyle wychwala osobę Xi, ile bardzo umacnia i wspiera – i tak już bardzo mocną – jego pozycję w systemie chińskiej władzy. Zatrzymajmy się na chwilę przy tym. Otóż Putin nie kieruje tego przekazu do Chin ani do Xi. On skierował tę wiadomość do Trumpa. Uzmysławia to nam, jak bardzo Rosja nadal nie jest pewna, jaką ofertę strategiczną otrzyma z USA. Po prawdzie tego samego oczekuje Pekin. Obie strony czekają na poważne oferty. Putin, tak wstrząsająco mówiąc w kremlowskiej sali tronowej do Xi, uzmysłowić chce Ameryce, że to za długo trwa, że jej ociąganie się z rozwinięciem relacji jankesko-rosyjskich skutkuje dalszym balansem ruskim w stronę Środka. Rosjanie pojmują, naturalnie, że nad Potomakiem trwa ferment, walka w elitach, co do obrania kierunków strategicznych, ale Rosjanie równie dobrze mogą to postrzegać jako celowe działanie dezinformujące, celową robotę USA, dzięki której – za pomocą niby chaotycznego, amatorskiego, nieskoordynowanego, niespójnego działania – Amerykanie trzymają i Chiny, i Rosję w stanie gorączkowego zawieszenia, w stanie gorączkowej niepewności i protagoniści Stanów Zjednoczonych zdają się postrzegać już tę sytuację w taki sposób, że ten stan, to nie stan przejściowy, o charakterze taktycznym, ale pełnowymiarowa strategia postępowania, która od adwersarzy USA wymaga zużywania szybciej swoich zasobów, sił, energii, zdecydowanie większego wkładu militarnego, wywiadowczego i analitycznego. TO TAKA STRATEGICZNA ASYMETRYCZNA GRA. Zgrabne. I muszę przyznać, że po raz kolejny Amerykanie udowadniają, podobnie jak zrobili to w Krainie U w 2014, że to oni narzucają tempo i tworzą strategiczne środowisko geopolityczne, do którego warunków nadal muszą dostosowywać się inni gracze, z wysiłkiem próbujący dotrzymać kroku imperium zza stawu.

        My tu w Bolanda, w Polin, w Rzeczpospolitej przyjaciół musimy pamiętać, że dzisiejsze panoptikum z Boratem w roli głównej na placu Krasińskich to część tej strategicznej asymetrycznej gry amerykańskiej stosowanej wobec wszystkich innych – Berlina, Moskwy, Pekinu…

        Tuż przed wizytą amerykańskiego Borata, przybył do Warszawy gość, który przyjechał z naprawdę ważnymi rzeczami. On nie opowiadał nam farmazonów, nie opowiadał głupot, nie bawił bon motami, nie czarował, nie sprzedawał żadnych kocobałów. On przyjechał z konkretami. A mianowicie 3 lipca odwiedził Polin przewodniczący Knesetu Yuli Yoel Edelstein.

        Spotkał się Dudą (http://www.prezydent.pl/aktualnosci/wydarzenia/art,658,prezydent-andrzej-duda-przyjal-przewodniczacego-knesetu.html), jak również z marszałkami Sejmu i Senatu (pośrednicy do przekazania posłania Kaczyńskiemu, choć nie wiemy, czy potajemnie Edelstein nie spotkał się z samym Kaczyńskim, wg mnie – tak).
Postrzegam tę wizytę – o wiele ważniejszą w wymiarze politycznym niż wizyta Trumpa – jako: żydowską kontrolę perymetru, nad którym, w wyniku ewentualnej zgody Waszyngtonu i Moskwy – Żydzi sprawowaliby patrymonialny nadzór polityczno-ekonomiczny, to taka kontrola przed wizytą Borata. Taki rewizorski checking, czy wszystko gra, czy wszystko jest na najlepszej drodze, aby Warszawa poważniej zaczęła publicznie deklarować to, co zostało już prawdopodobnie ustalone i co MUSI się wydarzyć, a mianowicie zwrot mienia żydowskiego w Polin. Nie podniecajmy się za bardzo ani nie załamujmy rąk, to stały wariant gry wobec Polski i ta kwestia nie była mimo wszystko wiodącym tematem rozmów z polskimi politykami w mojej ocenie… Co nim zatem mogło być?

        Pan Edelstein to rosyjski Żyd, opresjonowany w więzieniach sowieckich, jeden z tych, co dali nogę z Sowietów przez Warszawę dzięki operacji „Most” w końcu lat 80. (historia jednak ma poczucie humoru: wg mnie, ponownie taki rewers „Mostu” opcjonalnie jest szykowany z Izraela i Europy Zachodniej w naszym kierunku przez Waszyngton i Moskwę…). Reprezentuje państwo posiadające doskonałe stosunki z Rosją, uważające ją za partnera strategicznego, istotnego dla swoich interesów oraz bezpieczeństwa. Nasi żydowscy przyjaciele potrafią balansować i dbać świetnie o swój interes narodowy, szkoda zatem, że nie potrafią tego ich warszawscy podwykonawcy, którzy czujnie odmawiają sobie prawa prowadzenia suwerennej polityki na wielu kierunkach… Otóż pan Edelstein – to taki „Francuski Łącznik” – on biega tu za posłańca. A od kogóż to przewodniczący Knesetu przywiózł posłanie do Kaczyńskiego Jarosława? A mianowicie sądzę, że przekazał nam message od prezydenta Putina, przekazał nam informacje od Rosji, która jest zapewne i zaniepokojona destabilizacją architektury bezpieczeństwa w regionie w wyniku posunięć amerykańskich, i jednocześnie może wyrażać wolę deeskalacji, w związku z tym jest to po części tylko message do nas (ostrzeżenie? innego rodzaju propozycje do rozważenia? inne opcje?), ale przede wszystkim jest to przekaz do Trumpa, który otrzyma za pośrednictwem polskim przed szczytem G-20. Posłaniec żydowski jest tu niezmiernie ważny. Wskazuje to na chęć dogadania się w regionie i na poziomie globalnym tak przez Moskwę, jak i przez Waszyngton, a używana jest tu (tradycyjnie) żydowska przyzwoitka, diler najlepszy, pośrednik żydowski, który jest żywotnie zainteresowany dobrą kooperacją jankesko-ruską. Przepyszne! I Polacy, jak zwykle, nie pojmują, że są tylko ponownie statystami w dużej grze.

        Ażeby nie być gołosłownym i podeprzeć swoje hipotezy pewnymi faktami, to tylko przypomnę, że pan Edelstein wrócił właśnie z trzydniowej bardzo ważnej wizyty w Moskwie, gdzie przebywał w dniach 27-29 czerwca br. i gdzie bardzo ciepło i kordialnie został przyjęty przez Rosjan, a spotkał się (z partnerami rozmawiał po rosyjsku) z Ławrowem, Matwijenko – przewodniczącą izby wyższej, tj. Rady Federacji, oraz Wiaczesławem Wołodinem – przewodniczącym Dumy, w której zresztą 28 czerwca wygłosił ważne przemówienie transmitowane na żywo do Izraela!

        Żydzi pragną dogadania się Ameryki i Rosji przede wszystkim ze względu na Persję, oni chcą ją utopić rękoma obu imperiów, stąd pan Edelstein wszem wobec mówił, że dobre relacje pomiędzy Moskwą i Waszyngtonem są kluczowe dla pokoju światowego i oczywiście dla państwa Izrael. Sama zaś Rosja, wg niego, gra istotną rolę w regionie i Izrael musi współpracować z Moskwą, aby rozwiązywać wspólne problem. To dlatego podczas przemówienia w Dumie, Edelstein w chytry sposób posuwał się nawet do cytowania Starego Testamentu: At the conclusion of his speech, Speaker Edelstein asked to convey a blessing in Hebrew from Jerusalem, „the eternal capital of the Jewish People, from which the message of justice and the war against evil has been coming out for nearly 3,000 years.” He then recited the following verse from Psalms: ”Peace be within thy walls, and prosperity within thy palaces. For my brethren and companions` sakes, I will now say: `Peace be within thee.` For the sake of the house of the LORD our God I will seek thy good”.

Godne polecenia – relacje z wizyty Edelsteina w Moskwie:
Speaker Edelstein greeted warmly in Moscow as he begins official visit; tells Russian Federation Council Chairwoman Matviyenko `we must continue to develop our relations and discuss our differences of opinion in a serious and honest manner”
https://www.knesset.gov.il/spokesman/eng/PR_eng.asp?PRID=13488
Speaker Edelstein delivers historic address to Russian Federation Council; says „in the same language which I was imprisoned for teaching, I bless you with the ancient Jewish blessing: Shalom Aleichem!”
https://www.knesset.gov.il/spokesman/eng/PR_eng.asp?PRID=13489
29.06 spotkanie z Ławrowem: Knesset Speaker Edelstein to Russian FM Lavrov: ”Good relations between Moscow and Washington crucial for world peace”
https://www.knesset.gov.il/spokesman/eng/PR_eng.asp?PRID=13493
29.06 spotkanie z Wiaczesławem Wołodinem – przewodniczącym Dumy.
https://www.knesset.gov.il/spokesman/eng/PR_eng.asp?PRID=13494
Speaker Edelstein told his host that the purpose of his visit is to „strengthen the relations between our nations, and I am also glad for the opportunity to meet you. The relations between our countries are on the right track, and even when we don`t see eye to eye, the dialogue, particularly if it is conducted in Russian, will help us understand each other and advance processes”.
Trump ze względu na stosunki wewnątrzamerykańskie oraz ze względu na legitymizację swojej władzy – która poniekąd trwa in statu nascendi – nie chce zbliżenia bezpośredniego z Moskwą, ale potrzebuje pasa transmisyjnego, kryszy żydowskiej, a Żydzi ochoczo mu ją dają. Niech każdy, kto ma choć trochę oleju w głowie, sam sobie to wszystko ułoży, wszystkie puzzle, i odpowie sobie samemu na pytanie, dokąd to wszystko zmierza…

        A to, jak działa Waszyngton wobec graczy zbyt wolnych od jego wpływu, widać choćby po niedawnym ostrzelaniu tureckiego statku przez grecki okręt (jankeski podwykonawca, zwracam). Tam w grę wchodzi naturalnie rozgrywka wokół Kataru. Jego losy omawiane będą w Kairze dziś. Tam w regionie widać także płynność relacji i sojuszy, kiedy Katar jest wspierany i przez Turcję, i przez Persję, a grozi mu wywrócenie w wyniku działania agentury jankeskiej – Izraela, Saudów, Egiptu (ci mocno zblatowani z Moskwą), ZEA i Kuwejtu – czyli akcja-pokłosie po wizycie Trumpa w maju w Rijadzie. Rozwałka Kataru to taka część zamiast całości, bo prawdziwym celem jest Persja...

A poza tym uważam, że Jeruzalem musi by wyzwolona.


© Pan Nikt
Grodno, 6 lipca 2017
źródło publikacji: „Goniec” (Kanaada)
www.goniec.net





Ilustracja © DeS

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2