WIADOMOŚCI BEZ ZAPRZAŃSTWA: (żadnych antypolskich ścierw GW, TVN, ...)

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Ostra gra dopiero się zaczyna

A co jeśli Jarosław Kaczyński postanowił, że Polska w najbliższej przyszłości opuści UE i nowa narracja ma na celu w perspektywie 2-3 lat zmienienie proeuropejskich Polaków w przeciwników Unii?

Wynik głosowania na przewodniczącego Rady Europejskiej odbił się szerokim echem na całym kontynencie. Ogólnie przeważa opinia: była to wyjątkowa katastrofa dyplomatyczna! Złe rozpoznanie przez polski rząd pola walki, nieprzygotowanie żadnych sojuszy, po czym odniesienie spektakularnej klęski przy błysku fleszy bez odniesienia żadnych korzyści.

Z pewnością możemy odrzucić twierdzenie jakoby to był wypadek przy pracy.
Obserwując kolejne kroki wykonywane przez polski rząd: bardzo późne zgłoszenie Jacka Saryusza-Wolskiego, stworzenie całej narracji godnościowej o tym, że Polska, w przeciwieństwie do reszty państw członkowskich, reprezentuje w Unii zasady, wskazywanie na szkodliwą hegemonię Niemiec oraz na Tuska jako na niepolskiego kandydata, wchodzenie w ostrą wymianę zdań z Hollandem, poprzez całe teatrum powitania Beaty Szydło w Brukseli, na obecności Jarosława Kaczyńskiego na Okęciu kończąc, doskonale widać, że była to przygotowana wcześniej akcja, którą do końca przeprowadzono sprawnie. Na obliczu Prezesa malowało się niezmącone zadowolenie. Wręcz na pewno całe to wydarzenie miało na celu uderzenie w Tuska, by pokazać go jako osobę działającą przeciw polskiej racji stanu, a martwiącą się jedynie o swoją karierę i interes Niemiec – pisał o tym więcej Bartłomiej Radziejewski.

Wydaje mi się jednak, że tak duża akcja, która przy okazji jakoby pogorszyła polski wizerunek w UE, nie służyła tylko deprecjonowaniu kandydata na fotel przewodniczącego RE. Za tym przypuszczeniem przemawia również postać kandydata polskiego rządu: Jacka Saryusza-Wolskiego, który od 1991 r. praktycznie nieprzerwanie zajmuje się tematyką europejską, od 2004 r. pełniąc mandat europosła. Ten człowiek, budując pieczołowicie swoją karierę w instytucjach UE, rzuca nagle wszystko i kandyduje na stanowisko, którego nie mógł objąć (nawet mało interesujące się polityką UE osoby wiedziały, że to prawie niemożliwe), tylko dlatego, że Kaczyński postanowił uderzyć w Tuska? Stanowisko ministra MSZ nie jest tego warte, szczególnie takie, które będzie zależne od woli Kaczyńskiego. Wydaje się, że polski rząd może w tle prowadzić o wiele większą grę.

W Rzymie 25 marca odbędzie się spotkanie, które nakreśli przyszłość Unii na następnych 10 lat. Można pokusić się o takie ćwiczenie i zastanowić, co w tym kontekście chciał osiągnąć Jarosław Kaczyński. Czy paręnaście dni przed tak ważnym szczytem osłabiałby pozycję Polski tylko z powodu Tuska? Jeszcze niedawno wskazywano na nowe otwarcie polsko-niemieckie, Kaczyński mówił o dobrej atmosferze w czasie rozmowy z Angelą Merkel. Władze Niemiec zaprosiły wiceministra Morawieckiego na spotkanie G20. A teraz nagle padają słowa o niemieckiej hegemonii w Europie? Jest to co najmniej nielogiczne.

Istnieje inne wytłumaczenie tego sprzecznego zachowania: a jeśli w toku kolejnych spotkań z Merkel Kaczyński posiadł wiedzę, że Polska na pewno nie będzie dołączona do państw “twardego rdzenia”w “nowej Unii”, a polityka klimatyczna względem Polski nie zostanie poluzowana? Spójrzmy tam, gdzie są realne pieniądze: na energetykę. 28 lutego 2017 r. Rada Europejska przyjęła stanowisko zaostrzające politykę klimatyczną UE. Dotyczy ono handlu emisjami CO2 oraz wpływu na przekazywanie środków z Funduszu Modernizacyjnego, który ma wspierać biedne kraje UE (głównie Polskę) w dostosowywaniu się do ostrego kurs polityki klimatycznej. Mówiąc krótko: energia elektryczna w Polsce będzie po 2021 r. coraz droższa, a polski przemysł niekonkurencyjny. Utrzymanie rozwoju na obecnym poziomie, nie mówiąc o wdrażaniu planu Morawieckiego, będzie niemożliwe. Również uzyskanie funduszy na dostosowanie się do polityki klimatycznej UE będzie trudniejsze. A to dopiero początek: 26 września Piotr Maciążek przedstawił na portalu Energetyka24.com opinię, która przeszła praktycznie bez echa – w jego ocenie rządowa Strategia Energetyczna Polski do 2030 de facto zakłada, że Unia nie będzie istnieć. Albo, jak ja to odczytuję, że polityka klimatyczna UE ostatecznie bardzo się zmieni na korzyść Polski, albo że Polska z Unii wyjdzie.

Czy Kaczyński widząc powyższe, będąc zdeterminowany do pozostania w Unii na jak najlepszych warunkach, które nam teraz nie są oferowane, wystąpieniem na czwartkowym szczycie rozpoczął dopiero serię kolejnych ruchów, które ostatecznie będą symulowały chęć wyjścia Polski z Unii? Tak wysokie podbicie stawki miałoby na celu zmuszenie państw starej Unii, szczególnie Niemiec (mających duży interes w tym, by Polska była we wspólnocie) do zmienienia swej postawy, włączenia polski do “twardego jądra” i poluzowania regulacji, szkodzących Polsce. Wyjście Polski i Wielkiej Brytanii naraz, to może być za dużo dla UE.

Należy też zadać sobie drugie teoretyczne pytanie: czy Jarosław Kaczyński widząc powyższe, biorąc pod uwagę bilans zysków i strat, zmniejszenie się ilości środków unijnych po 2020, to że Polska stała się płatnikiem netto i wiele innych, nie postanowił, by w najbliższej przyszłości Polska opuściła Unię? A cała rozpoczęta niedawno narracja, która będzie konsekwentnie kontynuowana, ma na celu w perspektywie 2-3 lat zmienienie jednego z bardziej proeuropejskich narodów, jakimi są Polacy, w przeciwników Unii? Oczywiście, działania takie niosą zagrożenia, takie jak odebranie obecnych środków unijnych, ale czy niemieccy przedsiębiorcy na to się zgodzą? Skoro, jak powiedział niedawno niemiecki komisarz Günther Oettinger: “Znaczna część każdego euro, które trafia z UE do Polski… wraca do Niemiec”? Zyski do 2020 r. na pewno mają już wpisane w swoje plany. Kluczowe będzie raczej pozostanie, po wyjściu z UE, w strefie wolnego handlu, na czym prawdopodobnie będzie zależeć Niemcom, skoro eksport Polski do Niemiec (większość to podzespoły do niemieckich maszyn) miał w 2016 roku wartość 50,2 mld euro, zaś importuje 41,8 mld euro? Polska jest na 8. miejscu, jeśli chodzi o niemiecki eksport (6. wśród państw UE) i na 6. miejscu, jeśli chodzi o import (4. w UE).

Niemożliwe? Zapewne… Tak jak Brexit, wojna na Ukrainie i prezydent USA Donald Trump.


© Adam Michalak
13 marca 2017
źródło publikacji: „Nowa Konfederacja”
www.nowakonfederacja.pl





Ilustracja © brak informacji

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz