UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Powstanie Styczniowe – załgana legenda

Załgana legenda Powstania Styczniowego wymaga gruntownej rewizji – jeśli naród polski ma kiedykolwiek stać się w pełni świadomym podmiotem politycznym, nie zaś pogrążającym się groźnych urojeniach przedmiotem cudzej rozgrywki.

Chwała Bohaterom – hańba prowokatorom!


Współcześni świadkowie tej tragedii dziejowej nie mylili się w ocenach – bezmiar ofiary, ale i perfidii ostro oceniał m.in. Jerzy Moszyński (1847–1924), wybitny polemista i krytyk polskiej irredenty: „Młodzież ta, która wpośród zimy, w dzień słotny i śnieżny wyszła bez broni, bez obuwia, bez odzieży w kampinoską puszczę, godna wiecznej chwały. Nie uwierzą kiedyś ludzie jej bohaterstwu ani zbrodni komitetu, który nie przygotowawszy broni, dowódców, sprzymierzeńców, ludu, wyzyskał cnotę kłamstwem i wielkością celu”.


Im lepiej orientujemy się w realiach i personaliach Królestwa Polskiego i emigracji przełomu lat 50. i 60. XIX w., im bliżej poznajemy ówczesne „fakty, przyrodę i ludzi” [za J. Mackiewiczem], tym mocniej utwierdzamy się w przekonaniu, że zamiast o „Powstaniu” winniśmy mówić raczej o „Prowokacji Styczniowej”. Policyjna inspiracja jest wszak obecna od początku do końca nie tylko okazjonalnie i niemarginalnie bynajmniej – od tzw. prowokacji Barensprunga, komisarza pruskiej policji w Poznaniu (1859–60), aż po tzw. wielką prowokację oberpolicmajstra Trepowa, czyli ostatni Rząd Narodowy w Warszawie (1865). Czyż więc można dłużej przyjmować bezkrytycznie to, co uporczywie reprodukują kolejne pokolenia Michników czy, z całym szacunkiem, kolejne pokolenia Łysiaków – w innych sprawach plasując się pozornie na antypodach światopoglądowych, zachowując przy tym fascynującą zgodność w jednoznacznie aprobatywnym podejściu do polskiej tradycji insurekcyjnej?

Prowokacja w prowokacji


A jednak do dziś nie sposób wyświęcić z panteonu narodowego typy spod tak ciemnej gwiazdy, jak np. Jan Kurzyna, upiór międzynarodowej rewolucji, niczym z „Biesów” Dostojewskiego, aranżujący dyktaturę Mierosławskiego niczym niespełna sto lat później Wędrowski z Sieńką V Zarząd WiN pod auspicjami UB – ? Albo Karol Majewski, który jak ulał pasowałby do leninowskiej operacji „Trust” – na przemian to zasiadający w kolejnych „Rządach Narodowych”, to piszący na ich temat sążniste sprawozdania w bezpiecznych dlań murach warszawskiej Cytadeli – ? Albo „generał” Marian Langiewicz, który odegrawszy jedną z czołowych ról w rozpętaniu akcji insurekcyjnej, ląduje bynajmniej nie na jakimś Sybirze, ale na dostatniej emeryturze, jako posiadacz stadniny arabów (sic), po tym, jak z ramienia Berlina nadzorował inwestycje w kolej turecką – z czego notabene jasno wynika, że pruski sztab generalny traktował go zawsze jako lojalnego pruskiego oficera – ? Czegóż jeszcze potrzeba, żeby zacząć przeglądać na oczy? Mamy wszak tak bijące w oczy fakty, jak wspomnienie Austriaka, który nadzorując składanie broni przez korpus Langiewicza ze zdumieniem skonstatował obecność w rękach Polaków nowoczesnych karabinków systemu Dreysego – choć przecież historii nie jest znany przypadek rozbicia przez powstańców jakichkolwiek pruskich magazynów wojskowych. Takich wzmianek pamiętnikarskich są krocie – jednak w ramach utrwalonej konwencji nasza historiografia wzdraga się sięgać po nie, a już tym bardziej wyciągać samonarzucające się wnioski.

Jednym z nielicznych, którzy nie wahali się zaglądać głębiej pod podszewkę tej historii, okazał się Jędrzej Giertych senior – ale strącony do piekła antysemitów i wykluczony tym samym poza margines „poważnej” historiografii, nie doczekał się bodaj rzeczowej polemiki, nie mówiąc o próbie uczciwej weryfikacji jego jakże spójnej wizji żydowskiego zaangażowania w Prowokację Styczniową. W tej sprawie zamiast rzetelnej pracy badawczej usypano w ostatnich latach nowe hałdy sentymentalnej bredni o rzekomym festiwalu „zbratania” Polaków i Żydów – nie do utrzymania w świetle faktów, które zaświadczają na nasz użytek po prostu dostępne od lat archiwa, a także pierwszorzędni świadkowie, jak choćby Józef Ignacy Kraszewski. Jego quasi-dokumentarna powieść „Żyd” jest jednak ignorowana przez kolejną generację profesorów i publicystów, którzy uparli się na siłę utrzymywać w panteonie narodowym tak ewidentnych super-prowokatorów, jak finansista Leopold Kronenberg (którego zamiast zsyłki i konfiskaty majątku spotkały carskie fawory), czy rabin Dow Ber Meisels (protegowany wiedeńskiego Rothschilda – patrz: list tegoż).

Że tak oczywiste i powtarzalne „stałe warianty gry” nie mogły doczekać się rzeczowej analizy ani za Piłsudskiego, ani za Gomułki – to jeszcze jakoś można tłumaczyć względami cenzuralnymi. Ale że za III/IV RP te same „rezultaty badawcze” gwarantuje działanie autocenzorskiej ślepoty na własne życzenie u historyków i redaktorów skądinąd zacnych i zasłużonych dla odkłamywania przeszłości – to może jeszcze łatwiej zrozumiałe, ale zupełnie już niemożliwe do usprawiedliwienia. Kolejne okrągłe rocznice Prowokacji Styczniowej są nadal rutynowo czczone publikacjami, w których delegatów węglarstwa (rewolucyjnej masonerii) traktuje się jako zasłużonych altruistów-internacjonalistów. Parę lat temu jeden ze sztandarowych periodyków „obozu patriotycznego” (pod red. prof. Jana Żaryna) poświęcił monograficzny artykuł jednemu ze sztandarowych garybaldczyków (zawodowych kondotierów rewolucji światowej), niejakiemu Francesco Nullo, jako „poległemu za Polskę”. A jednocześnie pomnikowe wydawnictwo albumowe (pod red. prof. Andrzeja Nowaka) włączało tego samego obwiesia do panteonu polskich patriotów. Kiedyż wreszcie prawo obywatelstwa zyska w polskiej świadomości narodowej ta oczywistość: ów Nullo „poległ za Polskę” w takim samym sensie jak Che Guevara za Boliwię.

Wątek prowokacji okazuje się więc nie tylko niezmiernie istotny, ale wręcz konstytutywny i w sposób oczywisty pierwszoplanowy w całym ciągu tragicznych wydarzeń, które skutkując bezprecedensowym uszczerbkiem substancji materialnej i biologicznej narodu, sprawę polską pogrzebały na następne półwiecze. A na jeszcze dłuższą metę, już w XX w. przesądziły o społeczno-ekonomiczno-politycznej „transformacji” masy spadkowej po dawnej Rzeczypospolitej w rewolucyjną, etatystyczną i biurokratyczną republikę demokratyczną. Ten ostatni, najbardziej dalekosiężny z niszczących skutków cenią oczywiście spadkobiercy i kontynuatorzy tzw. „postępowych tradycji inteligencji polskiej” – dlatego też Prowokacja Styczniowa zawsze otaczana była przez nich szczególnym kultem – bez zasadniczych różnic interpretacyjnych, czy to za Piłsudskiego, czy to za Bieruta, za Jaruzelskiego czy za Kaczyńskiego. To z kolei powinno budzić zdrową nieufność każdego Polaka aspirującego do jakiejkolwiek racjonalności w myśleniu – bo czy może być całą i wystarczającą prawdą to, co podawano nam do wierzenia bez większych zmian za cara, za komuny, i za postkomuny? Czy możemy dziś bezkrytycznie przyjmować oficjalną wersję, jednako niekontrowersyjną w świetle historiografii II, III i IV RP, jeszcze z PRL po drodze?


© Grzegorz Braun
bez daty / styczeń 2017
źródło publikacji: „Chwała Bohaterom – Hańba Prowokatorom!”
www.bezc.pl





Ilustracje © domena publiczna

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2