UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Niemiecki atak na polski rząd

Od początku zmiany władzy niemieckie media w wulgarny sposób szydzą i drwią z polskiego rządu, prezydenta i prezesa PiS-u Jarosława Kaczyńskiego. To nie wyraz spontanicznej niechęci dziennikarzy, ale przemyślana polityka niemieckich władz, kontrolujących media i ich przekaz w stopniu znacznie silniejszym niż w Polsce.

Przykład cenzurowania i przemilczania negatywnych informacji o przestępstwach imigrantów (uchodźców) pokazał dobitnie, że niemieccy politycy kontrolują media, nie tylko państwowe. Pełen furii atak na rząd PiS-u i prezydenta to nowa odmiana „Drang Nach Osten” (marszu na wschód). Niemcy bronią w ten sposób swoich wpływów politycznych i gospodarczych w Polsce. Utrata tych ostatnich oznacza po prostu mniej pieniędzy w kasie niemieckiego rządu. Tamtejsi politycy zrobią wszystko, aby do tego nie dopuścić.
Kilka miesięcy temu Wolfgang Herles, emerytowany szef bońskiej redakcji państwowej telewizji ZDF, otwarcie przyznał, że jego stacja działa według politycznych wytycznych. A właśnie ta stacja wyróżnia się na polu atakowania Polski i Polaków.

Propaganda bez taryfy ulgowej


Opiniotwórczy niemiecki „Der Spiegel” po raz kolejny w niewybredny sposób zaatakował Jarosława Kaczyńskiego. Okładkowy artykuł zatytułowany Świat znalazł się na krawędzi zilustrowany został fotografią przedstawiającą szefa PiS-u w towarzystwie amerykańskiego prezydenta elekta Donalda Trumpa, premiera Węgier Victora Orbàna, brytyjskiego posła do PE Nigela Farage’a oraz przywódczyni francuskiego Frontu Narodowego Marine Le Pen. Na okładce niemieckiego magazynu wszyscy zostali ubrani w nazistowskie mundury i przyozdobieni nazistowskimi swastykami. Dodatkowo na piersi Jarosława Kaczyńskiego umieszczony został krzyż ze złamanymi ramionami. W okładkowym artykule „Spiegla” niemieccy dziennikarze wskazują ich jako najbardziej dzisiaj niebezpiecznych polityków. Sugerują również, że rok 2017 będzie kluczowy dla przyszłości zachodniej cywilizacji. Ich zdaniem przejęcie władzy na Węgrzech przez Orbàna oraz w Polsce przez Jarosława Kaczyńskiego zapoczątkowało wyjątkowo groźny dla Europy trend. Jak sugerują, jeśli do tego dojdzie jeszcze zwycięstwo Marine Le Pen w przyszłorocznych wyborach we Francji, a także wygrają populiści w Austrii i we Włoszech, nastąpi koniec Unii Europejskiej w jej dotychczasowym kształcie. Można odnieść wrażenie, że dla niemieckiego „Spiegla” będzie to równoznaczne z końcem świata.
Nazistowski mundur i swastyka połączona z krzyżem ze złamanymi na jej podobieństwo ramionami to nie pierwszy przypadek, gdy niemieckie media zarzucają Jarosławowi Kaczyńskiemu narodowy socjalizm, „podlany” według Niemców równie szkodliwym katolicyzmem. Niemieckie media szydzą i obrażają PiS i Jarosława Kaczyńskiego od wielu już lat.

Wcielenie wszelkiego zła


Po raz pierwszy z ich oszczerczą kampanią mogliśmy się spotkać, gdy prezydentem Polski został Lech Kaczyński, a PiS wspólnie z Samoobroną i LPR-em sformułował nowy polski rząd. Najbardziej opiniotwórcze media w Niemczech skierowały wówczas frontalny atak na braci Kaczyńskich, usiłując ich za wszelką cenę zdyskredytować na arenie międzynarodowej. Symbolem tego ataku stała się wtedy publikacja w niemieckim „Tageszeitung”, w której obu braci określono mianem „polskich kartofli” i „złodziejaszków, co chcą zawładnąć światem” i uznano, że w żaden sposób nie mogą być oni partnerami dla niemieckiej kanclerz Angeli Merkel. Ataki niemieckiej prasy na Kaczyńskich nie ustały nawet po tym, jak jesienią 2007 r. PiS stracił władzę. Niewybredne szyderstwa i drwiny z partii Jarosława Kaczyńskiego mogliśmy zaobserwować nawet wtedy, gdy w katastrofie smoleńskiej zginął brat prezesa PiS-u – prezydent Lech Kaczyński.
Po zwycięstwie w wyborach prezydenckich Andrzeja Dudy i wygranej PiS-u w wyborach parlamentarnych zaczęła się nowa ofensywa niemieckich mediów przeciwko rządom partii Jarosława Kaczyńskiego. Zanim jeszcze został zaprzysiężony rząd Beaty Szydło, niemiecka prasa nazwała go „gabinetem grozy”, obwieszczając, że w Polsce dokonała się zmiana opcji politycznej z proeuropejskiej na „bogoojczyźnianą”, „autorytarną” i „antyeuropejską”. W kampanię tę włączyła się nawet niemiecka telewizja publiczna, która w styczniu br. wyemitowała wyjątkowo obrzydliwy program satyryczny. Nasz kraj z racji swojej religijności został określony przez występującego w nim niemieckiego satyryka Larsa Reichowa jako „popo-Polska” (popo po niemiecku znaczy pupa), a samego Jarosława Kaczyńskiego nazwano „gnomem”. Koniec rządów PiS-u przedstawiono jako wypadek jadącego jednym rowerem Kaczyńskiego i Szydło, którzy wpadli w kupę gnoju. Równie brutalnie atakowana była przez niemieckie media premier Beata Szydło, którą niemieckie „Tageszeitung” określało jako „marionetkę posłuszną Kościołowi” i zadawało retoryczne pytanie, jak długo będzie premierem. Szczególnie brutalne ataki na polskie władzy miały miejsce w związku z kryzysem migracyjnym, jaki wówczas dotknął kraje UE. W czasie tych ataków wskazywano m.in., że według Kaczyńskiego imigranci przyniosą do Polski „pasożyty i szariat”. Praktycznie każda polska inicjatywa na polu międzynarodowym spotykała się z niezwykle szyderczą akcją niemieckich mediów. Nawet takie wydarzenie jak szczyt NATO w Warszawie służyło niemieckim mediom jako kolejna okazja do nagonki na polskie władze. Warszawski korespondent dziennika „Süddeutsche Zeitung” Florian Hassel skonstatował, że szczyt NATO w żaden sposób nie przysłużył się Europie, a jego głównym celem było jedynie uzyskanie pochlebstw ze strony prezydenta USA Baracka Obamy, dla którego, jak podkreślił, przygotowano nawet „kopię Gabinetu Owalnego”. Każdy, kto czytał artykuł Hassela, mógł odnieść wrażenie, że Polska to taka zamorska kolonia amerykańskiego imperium, która zabiega tylko o „pochlebstwo” jego władcy.
Niemieckie media sporo uwagi poświęciły również wewnętrznej sytuacji w Polsce. Szczególnie szydercze były publikacje dotyczące istniejącego w Polsce sporu wokół Trybunału Konstytucyjnego. Wspomniany „Süddeutsche Zeitung” jedną z czerwcowych relacji na ten temat opatrzył zdjęciem manifestantów z KOD-u, niosących wielkoformatowy portret Jarosława Kaczyńskiego, którego ustylizowano na podobieństwo wodza komunistycznej Korei Kim Jong Ila i opatrzono napisem „Precz z kaczorem – dyktatorem”. Z kolei antyaborcyjne czarne marsze w Warszawie i innych polskich miastach zostały przez wiele niemieckich gazet przedstawione niemal jako zapowiedź zbliżającego się holocaustu polskich kobiet. Bardzo często było również tak, że niemieckie gazety posługiwały się kłamliwymi wypowiedziami polskich polityków, usiłując w ten sposób wygenerować wewnętrzny konflikt w PiS-ie. Ale polskie władze i cały obóz PiS-u z Jarosławem Kaczyńskim na czele były wyszydzane i wyśmiewane nie tylko przez niemiecką prasę. Robiła to również nasza, chodzi oczywiście o te tytuły prasowe, których właścicielami są potężne niemieckie koncerny medialne, mające dzisiaj ponad 70 proc. polskiego rynku mediów drukowanych. Szczególnie aktywne w tym zakresie były dziennik „Fakt” oraz tygodnik „Newsweek”, należące do niemieckiego potentata medialnego – koncernu Ringier Axel Sprienger. One również przodowały w brutalnych atakach na Jarosława Kaczyńskiego. Redaktor naczelny „Newsweeka” Tomasz Lis porównywał już ekipę PiS-u z talibami, a ostatnio (przy okazji rocznicy stanu wojennego) nie zawahał się nazwać Jarosława Kaczyńskiego „prawdziwym komuchem”. Zresztą równie brutalnie Lis traktował prezydenta Andrzeja Dudę, nazywając go na łamach swojego tygodnika „tymczasowym prezydentem”, co od razu było cytowane przez niemieckie dzienniki.

Bierność rozzuchwala


Aż dziw bierze, że polskie władze, a w szczególności polski MSZ, nigdy nie podniosły tej sprawy w oficjalnych relacjach ze stroną niemiecką. Brutalne ataki niemieckich mediów, pełne szyderstw i drwin, nie mają nic wspólnego z normalną dziennikarską krytyką, jaka jest zjawiskiem codziennym. Liczy się tylko dyskredytacja, poniżenie i wywołanie politycznego skandalu, w którym polski rząd, PiS i jego lider byłyby obsadzone w negatywnej roli. Turcja nie raz zmusiła władze w Berlinie do podjęcia reakcji w tego typu sprawach. Gdy w marcu br. niemiecki satyryk Jan Boehmermann w wyemitowanym w niemieckiej telewizji publicznej programie rozrywkowym zrobił niewybredne aluzje do życia seksualnego tureckiego prezydenta Recypa Erdogana, tureckie MSZ złożyło zawiadomienie do prokuratury w Moguncji o popełnieniu przez Boehmermanna przestępstwa. Może warto byłoby, aby Polska zastosowała podobne działania w wypadku satyryka Larsa Reichowa? W kwietniu br. tureckie władze posunęły się nawet do aresztowania holenderskiej dziennikarki, która miała być autorką nieprzyzwoitych tweetów na temat Erdogana. Oczywiście nie chodzi o kopiowanie zachowań autorytarnego reżimu, tylko o uświadomienie niemieckiej stronie, że polski rząd doskonale orientuje się, kto naprawdę stoi za atakami. Polski rząd ma podobne narzędzia do niemieckiego, aby odpowiedzieć na agresję medialną. Wystarczy tylko chcieć.


© Leszek Pietrzak
11 stycznia 2017
źródło publikacji: „Atak na polski rząd! Niemieckie media wyszydzają i poniżają polskie władze [...]”
www.warszawskagazeta.pl





Ilustracja © brak informacji / Twitter

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2