WIADOMOŚCI BEZ ZAPRZAŃSTWA: (żadnych antypolskich ścierw GW, TVN, ...)

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Prezydent o Trybunale Konstytucyjnym i wolności zgromadzeń. Wywiad Prezydenta RP dla TVN

Zdaniem prezydenta Andrzeja Dudy, rząd w ostatnim roku dokonywał bardzo istotnych zmian naprawczych w Polsce. 

Rozmowa została wyemitowana w programie "Kawa na ławę" w TVN24 w niedzielę, 4 grudnia 2016 r.




O Trybunale Konstytucyjnym


Sędziowie TK obradujący w środę na ZO wskazali prezydentowi Andrzejowi Dudzie trzech kandydatów na następcę prezesa TK Andrzeja Rzeplińskiego. Są to: Marek Zubik, Stanisław Rymar i Piotr Tuleja. W Zgromadzeniu Ogólnym wzięło udział 9 Sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Ustawowym warunkiem ważności uchwał ZO jest obecność minimum 10 sędziów.

Prezydent pytany w TVN24 o sytuację po odejściu z funkcji prezesa TK, Andrzeja Rzeplińskiego, powiedział:
- Czekam aż Trybunał Konstytucyjny przyśle do mnie uchwałę Zgromadzenia Ogólnego sędziów TK, podjętą zgodnie z obowiązującymi przepisami konstytucji i ustawy, w której będą wskazani kandydaci, spośród których ja mam wybrać prezesa Trybunału. I tego wyboru dokonam, jak taką uchwałę Zgromadzenia Ogólnego otrzymam. Powtarzam jeszcze raz, zgodną z obowiązującymi przepisami konstytucji i ustawy.

Zaznaczył, że przepisy konstytucji i ustawy o TK są w kwestii przedstawienia kandydatów na prezesa TK bardzo klarowne i stanowcze: Zgromadzenie Ogólne sędziów TK to wszyscy sędziowie TK; do podjęcia uchwały przez ZO potrzebne jest minimum 10 sędziów; konstytucja mówi, że prezydent wybiera prezesa TK spośród kandydatów przedstawionych mu przez ZO.
- Mnie nadesłano do Kancelarii Prezydenta z Trybunału Konstytucyjnego, pan prezes Rzepliński przesłał, protokół Zgromadzenia Ogólnego. Z tym, że problem polega na tym, że w ZO brało udział tylko dziewięciu sędziów. Tutaj problemów jest cały szereg - podkreślił.

Prezydent powiedział, że sędziowie wcześniej już odmawiali udziału w ZO ponieważ - jak zaznaczył - art. 13 ust. 2 ustawy o TK jasno stanowi, że ZO stanowią wszyscy sędziowie Trybunału.
"Sędziów TK jest 15. Jeżeli prezes TK nie zaprasza na Zgromadzenie Ogólne, nie powiadamia i nie dopuszcza do ZO trzech sędziów spośród 15, to trzeba sobie jasno powiedzieć: prezes Trybunału Konstytucyjnego działa sprzecznie z konstytucją, krótko mówiąc, łamie konstytucję i przeciwko temu do tej pory protestowali sędziowie".

Na uwagę, że prezes TK uważa, że to prezydent łamie konstytucję nie przyjmując przysięgi od trzech sędziów, Andrzej Duda odparł:
"Pan prezes Rzepliński rażąco mija się z prawdą w swoich twierdzeniach. Ja cały czas działam w granicach prawa, a w szczególności w granicach konstytucji".
Andrzej Duda podkreślił, że prezydent przyjmuje ślubowanie od sędziów, którzy zostali wybrani przez Sejm i nie ma możliwości jakiejkolwiek weryfikacji tych uchwał.
- Nie ma zresztą żadnego organu w Polsce, który weryfikowałby uchwały Sejmu w przedmiocie wyboru kandydatów na sędziów do TK - dodał. - Oczywiście podjąłem decyzję o przyjęciu ślubowania, ale nie podjąłem decyzji o tym, kto jest wybrany przez Sejm do TK - zaznaczył.

Przypomniał, że PO "na oczach prezesa TK" tuż przed wyborami parlamentarnymi dokonywała zmiany ustawy o TK, aby wybrać sędziów na zapas. Zaznaczył, że gdy odbierał zaświadczenie o wyborze na prezydenta, zwrócił się z apelem, aby w okresie przed objęciem urzędu i wyborami parlamentarnymi nie dokonywano zmian prawnych, które będą miały charakter ustrojowy.
- Chodziło mi dokładnie m.in. o sytuację związaną z wyborem sędziów TK - zaznaczył.
Dodał, że wstrzymał się z przyjęciem ślubowania od sędziów wybranych przez Sejm poprzedniej kadencji: "Czekałem, aż roztoczy się dyskusja. Po czym parlament dokonał stwierdzenia bezskuteczności tamtych uchwał i podjął nowe uchwały" - powiedział prezydent Andrzej Duda.

Pytany, czy nie boi się, że po zakończeniu kadencji stanie przed Trybunałem Stanu, odparł:
"Jak ktoś się czegokolwiek boi, to lepiej, żeby nie zostawał prezydentem, bo jest to funkcja odpowiedzialna, która wymaga podejmowania decyzji. Ja podjąłem takie decyzje, które były po pierwsze zgodne z prawem, po drugie mieściły się w granicach konstytucji, na podstawie której działam jako Prezydent RP".
Podkreślił, że obecnie w TK jest 15 sędziów zaprzysiężonych przez Bronisława Komorowskiego i przez niego.
- Ci, którzy żądają, żebym ja odebrał w tej chwili ślubowanie od jakichś innych osób jeszcze, to próbują wymusić na mnie naruszenie konstytucji. Nigdy tego nie zrobię - dodał.

Prezydent Andrzej Duda mówił, że nie przypomina sobie, aby Rzepliński zwrócił się do niego z prośbą o spotkanie w co najmniej ostatnich sześciu miesiącach.
- Wiem, że były różne próby mediacji, także w relacji z Trybunałem podejmowane, ale one były całkowicie bezskuteczne, dlatego, że jest oczywiste, po której stronie sporu politycznego stoi pan prezes Rzepliński. Z przykrością to bardzo stwierdzam, bo w moim przekonaniu - nie tylko moim - prezes Trybunału nigdy nie powinien się wdać w takim stopniu w spór polityczny. Tymczasem prezes Rzepliński w sposób ewidentny nie zachowuje się jak prezes Trybunału, tylko jak polityk. To jest zdumiewające - powiedział prezydent.

Rozmowa prezydenta Andrzeja Dudy z red. Bogdanem Rymanowskim odbyła się na żywo z Belwederu.

"Prawo wolności zgromadzeń jest przede wszystkim prawem obywatelskim"


- Jestem zwolennikiem wolności zgromadzeń - zapewnił prezydent Andrzej Duda, komentując procedowaną obecnie w parlamencie nowelizację ustawy Prawo o zgromadzeniach. - Jeżeli ktoś chce manifestować, ma do tego prawo - podkreślił prezydent.

- Uważam, że jeżeli ktoś chce manifestować, ma do tego prawo - powiedział prezydent w TVN24. Podkreślił, że bronił wolności zgromadzeń również w okresie, kiedy prezydentem był Bronisław Komorowski i składał swoje projekty.

Pytany o zapowiadaną przez m.in. Komitet Obrony Demokracji demonstrację 13 grudnia, prezydent Andrzej Duda odparł, że "nie ma nic przeciwko temu". - W Polsce jest demokracja, każdy ma prawo wyrażania swoich poglądów, także na ulicy - mówił.

Zapewnił, że Pałac Prezydencki jest otwarty, również dla liderów opozycji. - Jeżeli będą chcieli przyjść do mnie, to oczywiście, że ich zaproszę i wysłucham, proszę bardzo, nie ma żadnego problemu - powiedział prezydent.

Dodał też, że prawo wolności zgromadzeń jest przede wszystkim prawem obywatelskim. - Natomiast ja będę oceniał ustawę w momencie, w którym zostanie ona uchwalona przez Senat i przekazana do mnie jako prezydenta - mówił prezydent.

"Każdy jest niewinny, dopóki nie zostanie skazany"


Prezydent był pytany również o śledztwo ws. Józefa Piniora, byłego senatora PO. - Nie jestem prokuratorem i nie znam akt prokuratorskich, nie ingeruję absolutnie w pracę prokuratury w żadnym stopniu, natomiast z tego co wiem, postępowanie, które było prowadzone przez CBA, bo to ono rozpoczęło badanie tej sprawy, toczyło się jeszcze w czasach, kiedy rządziła Platforma Obywatelska, dokumenty i dowody zostały w tej sprawie zgromadzone przez CBA w okresie, kiedy szefem CBA był człowiek wyznaczony przez premiera Donalda Tuska, to było w czasach rządów PO - powiedział Andrzej Duda.

Jak dodał, jeżeli CBA przekazało akta postępowania do prokuratury, a prokurator podjął decyzję o tym, żeby wystąpić do sądu o tymczasowe aresztowanie, to taka była decyzja prokuratury. - Sąd wydał swoją decyzję, ja w tę sprawę nie ingeruję - podkreślił prezydent.

Prezydent dodał, że minister Ziobro chce - m.in. na zasadzie umacniania praworządności i realizowania interesu publicznego - pokazać, jakie są obiektywne fakty i co prokuratura zgromadziła. - Spokojnie to obserwuję, jako prezydent, nie widzę tutaj, jak do tej pory absolutnie żadnego naruszenia - podkreślił prezydent Duda.

Pytany, czy wierzy w niewinność Piniora, prezydent powiedział: "Każdy jest niewinny dopóki nie zostanie skazany".

O relacjach polsko-ukraińskich


Przyznanie prawdy o Zbrodni Wołyńskiej jest warunkiem dobrosąsiedzkich relacji z Ukrainą - podkreślił w niedzielę prezydent Andrzej Duda. Jednocześnie zaznaczył, że obecnie Ukraina z powodu wojny na wschodzie kraju jest w bardzo trudnej sytuacji.

- Warunkiem tego, żeby nasze relacje na przyszłość układały się jako dobrosąsiedzkie, nie tylko na poziomie władz, ale przede wszystkim na poziomie społeczeństw jest to, abyśmy wzajemnie żyli w prawdzie. Ta prawda jest bardzo trudna, zwłaszcza dla strony ukraińskiej, bo ona oznacza, niestety, przyznanie prawdy o tym, co działo się na Wołyniu - mówił prezydent w programie "Kawa na ławę" w TVN24.

Przypomniał, że w tej sprawie od dłuższego czasu zwraca się do prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki, by ukraińskie władze podjęły konkretne działania. Jak mówił, odnoszą się one m.in. do ukraińskich ustaw, które gloryfikują niektórych dowódców Ukraińskiej Powstańczej Armii, będących - jak podkreślił prezydent Duda - zbrodniarzami.

Prezydent zaznaczył jednak przy tym, że Ukraina obecnie znajduje się w bardzo trudnej sytuacji. - Pamiętajmy o tym, że to jest dzisiaj państwo, które na swojej granicy de facto toczy wojnę. To jest państwo, które znalazło się w bardzo trudnej sytuacji na skutek działań mocarstwa, które znajduje się poza jego wschodnią granicą (...). W dodatku bez wątpienia ma na swoim terytorium ludzi, którzy do dzisiaj mają swoje wątpliwości, czy oni chcą mieszkać na Ukrainie czy oni chcą mieszkać w Rosji - mówił Andrzej Duda. Dodał, że problemem są przesyłani przez granicę Ukrainy "rosyjscy żołnierze z regularnych oddziałów, którzy tam wykonywali zadania tzw. zielonych ludzików".

Odnosząc się do pytania o obywateli Ukrainy, którzy w ostatnich latach przyjeżdżają do Polski do pracy, prezydent powiedział: "To sprzyja bliższemu zrozumieniu, sprzyja zaprzyjaźnieniu się (...). Apeluję do wszystkich moich rodaków, żeby rzeczywiście naszych sąsiadów z Ukrainy, kiedy tutaj do nas przyjeżdżają, przyjmować jak najlepiej, bo to także buduje ten dobry klimat".

Prezydent dodał, że zaproponował prezydentowi Ukrainy utworzenie wspólnego centrum dobrego sąsiedztwa, m.in. jako formuły dialogu historycznego, który pozwoli obu narodom uhonorować tych Polaków i Ukraińców, którzy w okresie wojny ratowali siebie nawzajem.

"Będę czynił wszystko, aby kwota wolna wzrosła do 8 tys. zł"


Prezydent Andrzej Duda zapowiedział w niedzielę, że będzie czynił wszystko, co w jego mocy, aby kwota wolna wzrosła do 8 tys. zł. Jego zdaniem poniesienie kwoty wolnej do 6,6 tys. zł, to pierwszy krok do pełnej realizacji obietnicy złożonej w wyborach.

- Musiałem podjąć rzeczywiście w tej sprawie bardzo szybką decyzję. Termin się kończył z dwóch przyczyn: po pierwsze dlatego, że wszelkie zmiany podatkowe muszą zostać przyjęte, ale jeszcze w dodatku zostać opublikowane przed 1 grudnia, a dwa - był też wcześniej wyrok Trybunału Konstytucyjnego wydany za czasów rządu PO, który de facto nakazywał podniesienie kwoty wolnej, a przede wszystkim wygaszał przepisy, które do tej pory mówiły o kwocie wolnej. One musiały zostać zastąpione jakimiś innymi przepisami - wyjaśnił prezydent.

Prezydent został zapytany, czy nie był zdegustowany tym, że w ostatniej chwili otrzymał ustawę na biurko. - Byłem zdegustowany - przyznał. Zaznaczył, że sam walczył o to, żeby kwota wolna została podniesiona i złożył projekt realizujący jego zobowiązanie podjęte w kampanii wyborczej.

Na uwagę, że zgodnie z tymi obietnicami kwota wolna miała zostać podniesiona w zasadzie od razu i dla wszystkich, a nie tylko wybranej grupy, prezydent odparł: "Nie zaprzeczam, absolutnie". Podkreślił jednak, że rząd i parlament dokonał w ciągu ostatniego roku bardzo istotnych "zmian naprawczych" w Polsce, które są bardzo kosztowne dla budżetu, np. program 500+, którego prezydent jest zwolennikiem.

- To istotna pomoc dla rodzin wychowujących dzieci. Jest to zatem program, który jest propaństwowy, bo chodzi po pierwsze o podniesienie poziomu życia rodzin wychowujących dzieci - i ten program to realizuje - a po drugie chodzi o to, żeby dać taki impuls prodemograficzny, co ma w ogóle bardzo szeroko charakter państwowy, bo wszyscy wiemy, jaka jest sytuacja demograficzna - mówił prezydent.

Dodał, ze ten program jest kosztowny dla budżetu, ale patrząc długofalowo jest nie tylko opłacalny, ale konieczny dla dobra Polski i społeczeństwa.

Prezydent pytany był o ewentualną zmianę, aby 500 zł nie otrzymywali najbogatsi, a kwotę wolną dostali wszyscy. - Czynnik prodemograficzny ma mieć charakter powszechny i tutaj zgadzam się z tą decyzją, którą podjęła pani premier i podjął parlament (...), że 500+ ma być dla wszystkich. Podzielam tę decyzję. Jeżeli ktoś jest zamożny, uważa się za zamożnego i uważa, że nie musi brać 500+, niech to będzie jego decyzja (...)" - ocenił.

Dodał, że zgodnie z jego zobowiązaniem wyborczym i zobowiązaniem PiS, obniżono wiek emerytalny - co także jest kosztowne, podniesiono (od 1 stycznia 2017 r.) do 2 tys. zł miesięcznie minimalne wynagrodzenie, wprowadzono też minimalną stawkę godzinową.

- Wszystkie te dobre zmiany, które były wprowadzane, one mają swój koszt. W związku z czym, pani premier rozmawiała ze mną i powiedziała tak: - nie damy rady podwyższyć jednolicie kwoty wolnej od podatku, tak jak złożyłeś to w swoim projekcie ustawy. Więc ja powiedziałem: - ale zależy mi na tym, żeby przynajmniej ten proces się rozpoczął, żebyśmy dochodzili, oczywiście w trakcie kadencji, w kolejnych latach do tego progu, tych 8 tys. zł (...) stopniowo, ale idźmy w tym kierunku. Czyli rozpocznijmy te kroki, bo to jest konieczne – mówił prezydent. Podkreślił, że te kroki zostały właśnie rozpoczęte.

Andrzej Duda pytany był także, czy może zadeklarować, iż w 2020 r., kiedy dojdzie do kolejnej kampanii prezydenckiej, z kwoty wolnej od podatku w wysokości 8 tys. zł będą mogli korzystać wszyscy podatnicy. - Będę czynił wszystko, co w mojej mocy, żeby ona była. Natomiast "w mojej mocy" w tym momencie ogranicza się wyłącznie do apeli - powiedział. Wyjaśnił, że trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że prezydent ma prawo inicjatywy ustawodawczej, ale jest pozbawiony wpływu na to, co potem robi Sejm.

"Zależy mi na tym, żeby pomóc frankowiczom i działam w tym kierunku"


W rozmowie dla TVN24 poruszono także temat obietnicy wyborczej dotyczącej frankowiczów. - Oczywiście zgadzam się, że osoby, które wzięły kredyty przeliczane na franki szwajcarskie są w trudnej sytuacji w wielu przypadkach - powiedział. Dodał, że nie wszyscy, bowiem są tacy, którzy mają po osiem mieszkań.

- Mnie zależy na tym, żeby im pomóc i działam w tym kierunku mimo tego, że rzeczywiście są zgłaszane wobec mnie pretensje, często językiem bardzo nieprzyjemnym, ale trudno - taka jest też rola prezydenta, żeby takie rzeczy przyjąć ze spokojem - mówił.

Pytany o to, czy jest nadzieja, żeby sprawę frankowiczów rozwiązać podobnie, jak w przypadku kwoty wolnej, prezydent odparł: "Uważam, że absolutnie jest. Prowadziłem szerokie konsultacje, także z udziałem środowiska tych właśnie osób, które wzięły kredyty przeliczone na franki szwajcarskie. Szukałem różnych rozwiązań. Tutaj jest konieczność, aby Prezydent RP prowadził odpowiedzialną politykę, także bezpieczną dla sektora finansowego, dla systemu finansów w państwie, także systemu bankowego" - zaznaczył.

Przyznał, że z tego co wie od ekspertów, gdyby dziś doszło do przewalutowania kredytów frankowych (po kursie historycznym), to mogłoby dojść do krachu. - Jeżeli ja mam taką informację, że mogłoby dojść do krachu, to muszę zachować ostrożność. Prezydent musi być odpowiedzialny. Ja jestem odpowiedzialny, w związku z czym (...) zrobiłem coś, co ja zakładam, że jest pierwszym krokiem. A więc kwestia mojego projektu ustawy dotyczącej rozliczenia tzw. spreadów. To jest pierwszy krok - mówił.

- Zgadzam się, że to jest drobny krok. Jeśli ktoś się czuje tym urażony, jest mi przykro z tego powodu. Przepraszam, że na razie jest taka ustawa, ale chcę, żeby było jasne - ja czynię dalsze kroki. Dalsze kroki to także m.in. to, co może zostać zrobione przez Komisję Nadzoru Finansowego, przez Narodowy Bank Polski - mówił.

Podkreślił, że rozmawia systematycznie z prezesem NBP Adamem Glapińskim, który zapewnia, że w każdej chwili jest gotów wyjaśnić, w jaki sposób podejmowane są działania zmierzające do rozwiązania sytuacji osób, które wzięły kredyty przeliczane na franki.

Prezydent był też pytany, czy podoba mu się, kiedy osoby związane za politykami PiS otrzymują "synekury" w spółkach skarbu państwa.

- Mnie się podoba to, że jeżeli pojawia się informacja o jakiejś nieprawidłowości, to premier Beata Szydło bardzo zdecydowanie reaguje. To mi się podoba, bo tego wcześniej nie było. Jeżeli są nieprawidłowości - to człowiek traci stanowisko i pani premier tutaj jest absolutnie zdeterminowana - powiedział prezydent.

Prezydent o reformie edukacji


Prezydent odniósł się także do planowanej przez rząd reformy edukacji. - Rozmawiamy na ten temat dużo z żoną. Docierają różne głosy, zaczekajmy, reforma nie leży jeszcze na biurku prezydenta. Jeszcze nie jest to uchwalona ustawa - powiedział.

- Rozmawiałem na ten temat z panią premier, poprosiłem, by zwróciła na pewne kwestie uwagę. Niepokoją mnie dwie rzeczy: kwestia szkół artystycznych i sportowych, które mają specjalny status - nie podlegają MEN. One muszą być wplecione w system, by uczniowie nie zostali poszkodowani – podkreślił prezydent. Dodał, że wraz z żoną odbył na ten temat rozmowę z wicepremierem Glińskim i dostał od niego zapewnienie, że szef MKiDN tej sprawy pilnuje.
- Druga kwestia to szkoły dwujęzyczne, przede wszystkim gimnazja dwujęzyczne. Chodzi o to, żeby tutaj zapewnić tę możliwość dwujęzyczności również w przyszłości. Zwłaszcza tym uczniom, którzy taką naukę już do tej pory mieli - powiedział prezydent.

Prezydent pytany był, czy myślał o tym, by opóźnić reformę edukacji, gdyż samorządy mówią, że mogą być problemy z jej wprowadzeniem, a nauczyciele gimnazjów boją się, że stracą pracę. - Zawsze będzie problem i zawsze będą protestowali ci, którzy tracą funkcje. A fakty są takie, że ten problem na pewno dotyczy dyrektorów gimnazjów; jeżeli gimnazja zostaną zlikwidowane, to przestaną być dyrektorami tych gimnazjów - odpowiedział.

- Bardzo spokojnie do sprawy podchodzę. Staram się patrzeć szeroko - zapewnił prezydent. Według niego wokół zapowiedzianej reformy jest trochę "fermentu". Jak mówił, jeśli w dyskusji pojawia się argument, by nie likwidować gimnazjów - a jak zaznaczył - likwidacja gimnazjów jest zasadniczym założeniem tej reformy, "to proszę wybaczyć, ale to w takim razie w ogóle nie róbmy reformy". - To jest postulat, który sprowadza się do "nic nie ruszajcie, zostawcie tak jak jest" – ocenił.

Relacje z prezesem PiS


Prezydent był pytany w programie "Kawa na ławę" w TVN24 m.in. o swoje relacje z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim. Zapewnił, że ich relacje są takie, jakie powinny być relacje prezydenta z szefem partii, która ma samodzielną większość w parlamencie. - Nie widzę żadnego problemu - zadeklarował.

- Dzisiaj jestem prezydentem, mam tę niezwykle specyficzną funkcję, która jest funkcją samodzielną, jednoosobową, która wymaga jednoosobowych decyzji, natomiast mam ogromny szacunek do prezesa Kaczyńskiego, bo to jest człowiek, który ma po pierwsze wielki dorobek polityczny, jest w polityce od wielu, wielu lat, po drugie - to jest człowiek, który pełnił urząd premiera w rządzie, w którym ja byłem kiedyś wiceministrem (sprawiedliwości) - powiedział prezydent.

Jak ocenił, "Kaczyński to osoba, która ma bardzo jasną wizję tego, jak powinny być prowadzone sprawy państwowe i jaki powinien być obraz polskiego państwa". - Ja się generalnie z tą wizją zgadzam, bo to jest wizja, którą miał prezydent Lech Kaczyński, to jest (wizja) państwa sprawiedliwego, w którym nie ma ludzi, którzy stoją ponad prawem, a wszyscy są równi wobec prawa – podkreślił prezydent Duda.

Dopytywany o postawę swoich przeciwników politycznych, prezydent powiedział: "Krzyczą różne rzeczy, jedni krzyczą - Andrzej Duda nasz prezydent, drudzy krzyczą inaczej, oczywistą sprawą jest, że mam i tych, którzy mnie zdecydowanie popierają, czyli zwolenników i takich, którzy się ze mną nie zgadzają, ale to nie jest nic nowego, bo tak było od samego początku, ja nie zostałem wybrany większością 99 procent głosów".

Jak ocenił, okrzyki "marionetka, marionetka", to są prowokacje. - Oponenci polityczni próbują sprowokować, próbują wywołać różne zachowania, które później mogłyby być komentowane w mediach, ale to jest kwestia pewnej odporności, żeby się nie dać. Ja się tym generalnie nie przejmuję, po prostu robię swoje. Marionetką to bym był, gdybym ulegał tego typu okrzykom - podkreślił prezydent.

"W ciągu tego roku zrobiono bardzo dużo"


Andrzej Duda powiedział też, że jest zadowolony z pracy premier Beaty Szydło i z pracy rządu. - Uważam, że w ciągu tego roku zrobiono bardzo dużo - podkreślił.

Zdaniem prezydenta, rząd w ostatnim roku dokonywał bardzo istotnych zmian naprawczych w Polsce. Jak wyjaśnił, chodzi mu przede wszystkim o zmiany, takie jak program 500 plus. - To było też moje zobowiązanie wyborcze, że ten program zostanie wprowadzony. To istotna pomoc dla rodzin wychowujących dzieci, to program, który jest propaństwowy - podkreślił.

- Ten program, co oczywiste, jest kosztowny dla budżetu, ale w moim przekonaniu, patrząc długofalowo, a tak należy patrzeć, jest programem nie tylko opłacalnym, ale (też) koniecznym dla dobra Rzeczypospolitej i polskiego społeczeństwa - ocenił prezydent. Prezydent Duda zauważył też, że rząd obniżył wiek emerytalny oraz podniósł najniższe wynagrodzenie.

Pytany o milczenie Pierwsze Damy w wielu ważnych sprawach społecznych, prezydent powiedział, że to był jej wybór. - Od samego początku, w momencie, w którym obejmowała swoją funkcję, powiedziała, że nie będzie się wdawała w czysto pojętą politykę i nie będzie udzielała żadnych wywiadów i robi to konsekwentnie - zaznaczył.

Prezydent pytany o ocenę pierwszego roku swojej prezydentury powiedział, że wiedział, iż będzie podejmował wiele trudnych decyzji. - Prezydent ma doradców, swoich ministrów, słucha różnych głosów, które płyną z różnych stron, ale na końcu siada w gabinecie, przed nim są dokumenty i musi tę decyzję podjąć sam. Nikt mu w tym nie pomoże i nikt mu w tym nie przeszkodzi - zaznaczył. Jak ocenił, bycie prezydentem, to służba dla Polski i dla polskiego społeczeństwa. - Od samego początku tak to traktuję - zapewnił.

- Nie uważam, żebym gdziekolwiek popełnił błąd, uważam, że nie tylko nie popełniłem błędu, ale jeszcze byłem bardzo ostrożny w swoich działaniach, zawsze działałem tak, żeby zmieścić się w granicach prawa, nie mam tutaj żadnych wątpliwości – podkreślił Andrzej Duda. Zapewnił, że - jako prezydent - realizuje to, do czego zobowiązał się w kampanii wyborczej.

Prezydent z okazji Barbórki, złożył górnikom życzenia. - Najserdeczniejsze życzenia dla wszystkich Barbar i dla wszystkich górników, bo dzisiaj Barbórka, (życzę wam) żebyście zawsze wracali do domów cali i zdrowi po szychcie i żeby święta Barbara miała was w swojej opiece – mówił Andrzej Duda.

(PAP, inf. własna)


Biuro Prasowe
Prezydenta RP

4 grudnia 2016





Ilustracja i wideo: © Rząd RP

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz