UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

W tym szaleństwie jest metoda. Powraca sprawiedliwość społeczna

W tym szaleństwie jest metoda


        Dlaczego redakcja żydowskiej gazety dla Polaków, znanej jako „Gazeta Wyborcza” tak bardzo sprzeciwia się przeciwko wszelkim próbom ograniczenia legalności zabijania dzieci jeszcze nie urodzonych? Jakieś powody muszą być, bo przypuszczenie, że żydowska gazeta dla Polaków angażuje się w takie sprawy bez powodu, byłoby niegrzeczne, bo sugerowałoby, iż redakcyjny Judenrat postępuje bezmyślnie. W takim razie na postępowanie redakcyjnego Judenratu musi składać się cały szereg zagadkowych przyczyn.
W takim szeregu musi być pewnie jakaś hierarchia; na pierwszym miejscu mogłyby być przyczyny natury zasadniczej, pryncypia ideologiczne, a na ostatnim – jakieś pobudki natury materialnej. Czy jednak aby na pewno? Warto zwrócić uwagę, że Gazeta Wyborcza” jest gazetą żydowską, teraz nawet bardziej niż przedtem, bo przedtem udziałowcem wydającej tę gazetę spółki „Agora” nie był żydowski finansowy grandziarz Jerzy Soros, a teraz jest. Nie zmienia tego w żadnym stopniu okoliczność, że „GW” zatrudnia aryjczyków, np. w osobie pana red. Jarosława Kurskiego i aryjki np. w osobie pani red. Agnieszki Kublik, bo jeśli w żydowskim domu do palenia w piecu w szabat angażuje się szabesgoja, to przecież dom wskutek tego nie przestaje być żydowski, zarówno pod względem własności, jak i charakteru. A z faktu, iż „GW” jest żydowska gazetą dla Polaków płyną ważne konsekwencje. Cóż to bowiem znaczy: żydowska gazeta dla Polaków? Wyjaśnił to jeszcze podczas okupacji niemieckiej Władysław Studnicki, któremu Niemcy czynili wyrzuty, że nie pisuje do niemieckich gazet. - Jakże „nie pisuję”, skoro pisuję, np. do „Das Reich” - odparł Studnicki. - No tak – powiedział na to Niemiec – ale nie pisuje pan do „Nowego Kuriera Warszawskiego”. - Oczywiście – Studnicki na to. - Ja mogę pisywać do niemieckich gazet dla Niemców, ale nie będę pisał do niemieckich gazet dla Polaków! Na czym polega różnica między jednymi a drugimi? Niemieckie gazety dla Niemców przedstawiały niemiecki punkt widzenia jako niemiecki – i to było w porządku – podczas gdy niemieckie gazety dla Polaków przedstawiały niemiecki punkt widzenia jako obiektywny, a to nieprawda. Otóż „GW” jest żydowską gazetą dla Polaków i z tego właśnie powodu nie może być mowy o żadnych pryncypiach ideologicznych na czele hierarchii przyczyn, dla których angażuje się ona w zwalczanie każdej próby ograniczania legalności zabijania w Polsce dzieci przed ich urodzeniem. Dodatkową poszlaką podważającą możliwość kierowania się przez redakcyjny Judenrat pryncypiami ideologicznymi, jest postępowanie zgodne z tzw. „mądrością etapu”. Znakomitą ilustracją takiego postępowania jest reakcja pana red. Michnika na politykę wschodnią prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Kiedy wraz z innymi prezydentami krajów Europy Środkowej poleciał on do Tbilisi, pan red. Michnik nie mógł się go nachwalić. Pisał o nim per „mój prezydent”, żałował, że mu nie towarzyszył i tak dalej. Ale gdy Kondoliza Rice zatrąbiła do odwrotu oświadczając, że USA nie będą już forsowały przyjęcia Gruzji i Ukrainy do NATO, a tylko dbały o utrzymywanie tam „demokracji”, czyli amerykańskich agentów przy władzy, to Główny Cadyk III Rzeczypospolitej, pan Aleksander Smolar pryncypialnie schlastał politykę wschodnią prezydenta Kaczyńskiego jako „postjagiellońskie mrzonki”. A przecież ta polityka się nie zmieniła; i przedtem i później polegała na podjęciu się przez Polskę roli amerykańskiego dywersanta na Europę Wschodnią. Zmienił się natomiast „etap”, a wraz z nim – również wyznawane „mądrości”. W takiej sytuacji posądzanie Judenratu „Gazety Wyborczej” o kierowanie się ideowymi pryncypiami wydaje się całkowicie bezpodstawne. Żadnych „pryncypiów” nie ma; jest tylko kalkulacja sytuacyjna. Zatem na czele hierarchii przyczyn musi stać co innego – mianowicie kalkulacje natury materialnej, albo materialno-politycznej.

        Nie jest żadną tajemnicą, że środowiska żydowskie, nie tylko zresztą skupione wokół organizacji przemysłu holokaustu, ale również w Izraelu, który w roku 2011 do spółki z Agencją Żydowską utworzył zespół HEART do „odzyskiwania mienia żydowskiego w Europie Środkowej”, próbują obrabować Polskę na co najmniej 65 mld dolarów pod pretekstem „restytucji mienia”. Realizacja takiego przedsięwzięcia wymaga skomplikowanych i wielotorowych przygotowań, wśród nich – przedsięwzięć zmierzających do doprowadzenia Polaków do stanu bezbronności. Służy temu zarówno destrukcja społecznego morale poprzez promowanie patologicznych stylów życia za pośrednictwem mediów i przemysłu rozrywkowego, ale również działania zmierzające do podkopania biologicznej siły narodu przeznaczonego do niewolniczej eksploatacji. W takiej sytuacji zaangażowanie redakcyjnego Judenratu w działania blokujące każdą próbę ograniczenia legalności zabijania dzieci przed ich urodzeniem jest całkowicie zrozumiałe i logiczne. Warto bowiem zwrócić uwagę, że 65 mld dolarów to równowartość rocznego budżetu Polski. Polska nie może w związku z tym wygenerować takiej gotówki bez natychmiastowej katastrofy ekonomicznej, społecznej i politycznej. Zatem jeśli te roszczenia miałyby być zrealizowane, to tylko w naturze, tzn. - w nieruchomościach. To zaś oznacza, że środowisko obdarowane takim majątkiem, dysponowałoby nim na terenie Polski. Z tego tytułu natychmiast uzyskałoby dominującą pozycję ekonomiczną, która niezwłocznie przełożyłaby się na dominującą pozycję społeczną i polityczną. Takie środowisko stałoby się szlachtą dominującą nad mniej wartościowym narodem tubylczym, ale żeby ta dominacja miała charakter trwały, trzeba zawczasu mniej wartościowy naród tubylczy osłabić nie tylko pod względem moralnym, ale również, a może nawet przede wszystkim - pod względem biologicznym. Mamy zatem do czynienia ze starannie zaplanowanym, wielowątkowym procesem, w którym redakcja „GW” spełnia ważną rolę.

        Również w ten sposób, że gwoli odwrócenia uwagi od rzeczywistego celu tej kampanii, posługuje się weteranami komunistycznej politgramoty, którzy gwoli lepszego kamuflażu, chętnie drapowali się w naukowe kostiumy. Doktoryzowali się i habilitowali z „centralizmu demokratycznego”, a więc czegoś, czego nigdy nie było, nie ma i nie będzie i z temu podobnych mądrości. Łatwo można takich filutów rozpoznać, między innymi po tym, że ich życiorysy zaczynają się od 1990 roku, jakby przedtem w ogóle nie było życia. Tymczasem było i to plugawe, o czym świadczą tytuły publikacji: „Zarys moralności socjalistycznej”, czy „Problemy etyki marksistowskiej – wybór tekstów” . Autorem obydwu dzieł jest pan prof. Zbigniew Szawarski, stręczący się w charakterze „etyka”. Niech mu tam będzie na zdrowie, chociaż z drugiej strony niepodobna nie zauważyć, że spod togi wystają mu jakieś takie bolszewickie cholewy.

Powraca sprawiedliwość społeczna

        „Wielkie święto dziś u Gucia” to znaczy nie u żadnego „Gucia”, tylko w rządzie, który obchodzi rocznicę – tym razem nie kolejna rocznicę smoleńską, tylko własną pierwszą rocznicę istnienia. Z tej okazji rząd zrobił obywatelom prezent w postaci ustawy przywracającej poprzedni wiek emerytalny, to znaczy 65 lat dla mężczyzn i 60 lat dla kobiet. Ściśle – nie tyle rząd, co pan prezydent Andrzej Duda – bo projekt był prezydencką inicjatywą ustawodawczą, no ale w Sejmie uchwaliła go większość rządowa. W ten sposób program rozdawnictwa, a ściślej – jego koszty – zostały powiększone o dodatkowe 40 miliardów – bo tyle ma kosztować przywrócenie poprzedniego wieku emerytalnego. „Nie mam głowy, jak ty to uzbierasz” - śpiewała jeszcze za pierwszej komuny Izabela Trojanowska, to tylko tak się mówi, bo wiadomo, że te 40 miliardów, podobnie jak 60 miliardów już zaplanowanego na przyszły rok deficytu, zostanie pokryte z „uszczelniania” poboru podatków, ale to są grosze, więc resztę się pożyczy na koszt dzieci, które dzisiaj dostają po 500 złotych, albo nawet takich, które jeszcze się nie urodziły, ale się urodzą – o ile oczywiście nie zostaną wyabortowane przez „wściekłe” strażniczki „wagin” i „macic”. Pani premier Beata Szydło ogłosiła w związku z tym, że rząd przywrócił w naszym nieszczęśliwym kraju „sprawiedliwość społeczną”, nad czym z jakichś zagadkowych przyczyn najbardziej lamentuje żydowska gazeta dla Polaków pod redakcją naszego Farysa, czyli pana red. Adama Michnika. Przyczyny muszą być zagadkowe, bo żydowska gazeta zasadniczo i nieprzejednanie stoi na nieubłaganym gruncie społecznej sprawiedliwości – ale najwyraźniej tylko wtedy, gdy tę sprawiedliwość wprowadza formacja polityczna zatwierdzona przynajmniej przez redakcyjny Judenrat, a najlepiej – przez jakiś wyższy sanhedryn. Tymczasem reżym Jarosława Kaczyńskiego najwyraźniej zatwierdzony nie został, podobnie jak wcześniej reżym premiera Wiktora Orbana na Węgrzech, Teresy May w Wielkiej Brytanii, no a ostatnio – reżym Donalda Trumpa w Stanach Zjednoczonych. Co gorsza – tylko patrzeć, jak zaraza może rozlać się również na słodką Francję, gdzie zdradziecki zamach na niemieckie dzieło odbu... - to znaczy pardon, oczywiście nie na żadne „niemieckie dzieło odbudowy”, bo penalizacja „zdradzieckich zamachów na niemieckie dzieło odbudowy” praktykowana była w Generalnym Gubernatorstwie w czasie okupacji niemie... to znaczy pardon – jakiej tam znowu „niemieckiej”; nie żadnej „niemieckiej”, tylko oczywiście nazistowskiej. Ci nazistowcy to nawet posługiwali się specjalnym, nazistowskim językiem, którym dzisiaj nikt już nie mówi, podobnie jak po łacinie. Mniejsza zresztą z tym, bo ważniejsze, że oto w słodkiej Francji zdradziecki zamach na... no czy naprawdę musimy tak wszystko uściślać? - więc zdradziecki zamach szykuje Maryna Le Pen. W tej sytuacji niemieckie dzieło odbudowy zaczyna być zagrożone, chyba, że Nasza Złota Pani przedsięweźmie jakieś ekstraordynaryjności. Najwyraźniej na to liczy również żydowska gazeta w Warszawie, która reżymowi Jarosława Kaczyńskiego nie szczędzi gorzkich słów krytyki. Oto – powiada natchniony autor - „na całym świecie” podwyższają wiek emerytalny, a Kaczyński obniża. Trudno spierać się z takimi przytłaczającymi argumentami; podobnie na całym świecie ludzie kradną, więc teraz lepiej rozumiemy, dlaczego Platforma Obywatelska, podobnie jak jej wcześniejsze wcielenie w postaci Kongresu Liberalno-Demokratycznego twierdziło, że „pierwszy milion trzeba ukraść”. Jasne – ale dlaczego tylko „pierwszy”? Dwa miliony to przecież lepiej, niż jeden, a trzy – lepiej niż dwa, toteż finansowy grandziarz, który ostatnio zasilił swoimi srebrnikami spółkę „Agora” nie poprzestał na pierwszym, ani nawet na setnym, tylko zarabia niczym tornado – od jednego oceanu do drugiego i podobno nawet sypnął złotem na zorganizowanie „majdanu” w Nowym Jorku. To, mówiąc nawiasem, rzuca pewne światło na zaangażowanie żydowskiej gazety w sprawie sprawiedliwości społecznej, podobnie jak fragment słynnej perswazji Towarzysza Szmaciaka do robotnika Deptały: „gdy kradniesz gwóźdź lub drutu szpulę, uszczuplasz przez to całą pulę. A pula nie jest do kradzieży! Pula się cała nam należy!” Skoro reżym Jarosława Kaczyńskiego realizując program rozdawnictwa wyszlamuje państwową kasę, to z czegóż w tej sytuacji pożywią się Żydzi, jeśli nawet nowy reżym, w zamian za poparcie operacji zrobienia reżymowi pokazowego „no pasaran”, zrealizuje słynne żydowskie „roszczenia”? Nic zatem dziwnego, że żydowska gazeta dla Polaków w Warszawie nie może spokojnie patrzeć na urzeczywistnianie sprawiedliwości społecznej przez znienawidzony reżym, podobnie jak żydowskie gazety w Ameryce pienią się na myśl, że oto tamtejszy lud może nie słuchać starszych i mądrzejszych. Nie po to przecież grandziarz inwestuje w spółkę „Agora” w Warszawie, czy w majdan w Nowym Jorku, żeby utopić srebrniki w błocie, tylko żeby na tym interesie zarobić, a jak on potrzebuje zarobić, to ktoś inny musi stracić, nieprawdaż? I o to właśnie chodzi, żeby zarabiały i traciły odpowiednie osoby, a nie tak, na chybił-trafił. „Na tym się świata ład opiera, że jeden sieje, drugi zbiera” - tłumaczył zasady sprawiedliwości społecznej Towarzysz Szmaciak robotnikowi Deptale.

        Drugą przyczyną irytacji nie tylko żydowskiej gazety dla Polaków, ale i całej demokratycznej opozycji, jest okoliczność, że realizacja programu rozdawnictwa może reżymowi Jarosława Kaczyńskiego zapewnić sukces również w następnych wyborach – o ile losy naszego nieszczęśliwego kraju nie rozstrzygną się wcześniej w całkiem innych kategoriach, albo o ile wcześniej nie nastąpi godzina prawdy w postaci załamania finansów publicznych. A wszystko dlatego, że Jarosław Kaczyński pierwszy wyciągnął wnioski z nostalgii, jaką znaczna część Polaków odczuwa za Edwardem Gierkiem, który pozwolił również prostemu człowiekowi pożywić się okruszkami ze stołu pańskiego. Tymczasem Zasrancen z Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego chcieli wszystko zeżreć sami, w czym okazali się gorsi nawet od psa ogrodnika, co to sam nie zje i nikomu nie da. Toteż Wojskowe Służby Informacyjne, co to uwijają się wokół odpowiedniego przetasowania politycznej sceny na wypadek, gdyby jednak Nasza Złota Pani postanowiła zrobić z Polską porządek metodami demokratycznymi, właśnie wykreowały nową partię. Ponieważ jednak wszystkie panienki płci obojga zostały odkomenderowane do Nowoczesnej pana Ryszarda Petru, to do tej nowej partii, pod nazwą Unia Demokratycznych Europejsów, czy może Unia Europejskich Demokratów, trzeba było odkomenderować tak zwanych „byłych ludzi”, do których doszlusowali obydwaj „Bolkowie” - zarówno ten dawny w osobie naszego Kukuńka, jak i „Bolek” naszych czasów w osobie pana Mateusza Kijowskiego. Najwyraźniej u konfidentów też krótka ławka i nie wiadomo, czy ich wystarczy na obsadzenie wszystkich stanowisk.


© Stanisław Michalkiewicz
19-20 listopada 2016
www.michalkiewicz.pl
☞ WSPOMÓŻ AUTORA





Ilustracja © Z.N.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2