UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Jak nie zwariować?

Powszechnie wiadomo, że lekarz psychiatra tym różni się od swojego pacjenta, że po 16-tej wychodzi ze szpitala do domu. „Z kim przestajesz – takim się stajesz” – i psychiatrom naprawdę grozi „zarażenie się” się przypadłościami chorych psychicznie.

Co więc robią psychiatrzy, by ratować swoje zdrowie? Uodporniają się, traktując wypowiedzi swych podopiecznych, jako coś wypreparowanego z rzeczywistości. Przebywając z małpami w środowisku naturalnym człowiek (zwłaszcza małe dziecko!) może upodobnić się do małpy; gdy jednak małpa jest w klatce, nie odczuwamy jej zachowania jako coś, co należy do „naszego” świata. Jest to wtedy coś obcego.
To samo dotyczy chorych psychicznie. Izoluje się ich nie dla ich dobra, ani w obawie o nasze życie – tylko po to, by ich zachowanie było obce, by się z nim nie oswoić.

To samo dotyczy polityków w d***kracji. Wiadomo, że jest to grono degeneratów – najczęściej oszustów, którzy wygadują bzdury, by zyskać poklask – albo durniów, którzy naprawdę wierzą w to, co mówią. Np. większość komunistów wierzyła (i większość PiS-owców naprawdę wierzy!) że to wszystko dla dobra ludzi – a te posady z wysokimi pensjami to tylko produkcja uboczna... Tak przy okazji świadczenia Dobra.

Otóż poza tym chorym środowiskiem, jakim w d***kracji są politycy – oraz szeroka masa tzw. „elektoratu”, który ani me, ani be, ani kuku-ryku (70% tzw. „obywateli” nie jest w stanie zrozumieć treści rozkładu jazdy autobusów na przystanku!!) – istnieje jeszcze te 25% ludzi normalnych, mimo wysiłków telewizji, szkół i uniwersytetów jeszcze umiejących myśleć. To oni mogą uratować Polskę. Pod warunkiem, że zachowają zdrowe zmysły.

Przede wszystkim muszą (i robią to z ochotą!) izolować się od wyborczego motłochu. Tylko wyszkolony psychiatra może bez szkody przebywać z wariatami – innym może to zaszkodzić. Ja np. potrafię dyskutować z Przedstawicielami L**u – ale przeciętnym ludziom myślącym odradzam dyskusje z bęcwalstwem. Ich nie przekonają – a sami mogą się zarazić. „Z kim przestajesz...”
I ludzie to robią. Wbrew d***kratom starają się swoje dzieci posyłać do „lepszych” szkół – i sami trzymać się w „lepszym” towarzystwie. To jest tendencja zdrowa.
Niestety: politycy z reguły przywłaszczają sobie masę pieniędzy – i niektórzy uważają ich za „wyższą” kastę. Ale, uwaga: mimo to normalni ludzie myślący i od nich starają się izolować!!
To bardzo zdrowy odruch.

Najważniejszym elementem tej izolacji jest: nie rozumieć, co ONI mówią.

Weźmy przykład. P.Piotr Naimski, człowiek wcale nie jakiś głupi albo zdegenerowany (ale jednak polityk-d***krata) powiedział ostatnio, wśród innych (nieraz słusznych!) tez: „należy zbudować elektrownię jądrową, jednak widzimy problem jej finansowania”. (http://biznesalert.pl/naimski-polska-energetyka-musi-isc-wlasna-sciezka-rozmowa/)

Otóż normalny człowiek nie ma prawa tego „zrozumieć”. Nie można „zobaczyć” problemu, którego nie ma!! Jeśli elektrownia jądrowa jest opłacalna, czyli produkuje prąd taniej, niż obecna jego cena w Polsce – to nie ma żadnego „problemu finansowania”. Trzeba ogłosić, że pozwala się w Polsce budować takie elektrownie – i potem tylko cieszyć się, że cena spada (a więc polscy producenci uzyskają przewagę nad zagranicznymi).
A jeśli prąd z elektrowni atomowej jest droższy – to po prostu nie należy jej budować.
Nie trzeba tu NIC myśleć, nie trzeba o niczym decydować – nawet przekupywaniem przyszłych sąsiadów tej elektrowni zajmie się przecież przedsiębiorca! Trzeba tylko wysyłać do obozów pracy wycieczki protestujących no-nuków i Niedojrzałych Czerwonych czyli Zielonych. Co jest obowiązkiem państwa.

Jeżeli tylko zaczniemy „widzieć problem”, jaki ma Piotr Naimski, jeśli wdamy się w Jego chore, maniackie rozważania – to grozi nam los psychiatry, który zacznie „rozumieć”, że jego pacjent „ma problem” z Marią-Antoniną; zacznie „widzieć” istniejących w jego wyobraźni kosmitów.

Pacjent w gabinecie: „Panie doktorze – łażą po mnie takie małe zielone z Marsa – o!” – i zaczyna strzepywać je z garnituru...
Lekarz: „Tylko nie na moje biurko! Nie na moje biurko!!!!”
No właśnie.


© Janusz Korwin–Mikke
9 sierpnia 2016
źródło publikacji:
www.korwin-mikke.pl





Ilustracja © brak informacji

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2