WIADOMOŚCI BEZ ZAPRZAŃSTWA: (żadnych antypolskich ścierw GW, TVN, ...)

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Przegrana wojna – (1) Diagnoza


“Jesteśmy w stanie wojny,
a przegrywamy ją dlatego,
bo nie chcemy zdać sobie sprawy,
że ją toczymy”

– Ronald Reagan
Żadne gwarancje NATO nie zapewnią nam bezpieczeństwa, jeśli sami nie usuniemy zagrożeń wewnętrznych i nie uwolnimy się od obcych wpływów. Obecność około tysiąca żołnierzy „batalionowej grupy bojowej”, będzie z pewnością ważnym uzupełnieniem architektury naszego bezpieczeństwa, ale w żaden sposób nie chroni nas przed niebezpieczeństwem związanym z wojną informacyjną i hybrydową. Nie oczekujmy również, że pobyt amerykańskich żołnierzy wpłynie na zmniejszenie aktywności obcej agentury lub oddali groźbę antypolskich działań politycznej agentury wpływu.

        „Problem bezpieczeństwa państwa nie sprowadza się do tajemnic wojskowych, do walk wywiadów i kontrwywiadów, ochrony granicy państwa, jego sieci telekomunikacyjnych, gotowości bojowej wojska i innych kwestii tego rodzaju. Powiedziałbym nawet, iż w aktualnej sytuacji sprawy te - choć oczywiście ważne - nie są pierwszoplanowe. Taki charakter mają natomiast liczne kwestie związane ze sprawnością całości mechanizmu państwowego: płynność podejmowania decyzji, stopień podatności służb państwowych na korupcję i rozmaitego rodzaju inspiracje (np. w zakresie tworzenia prawa) ze strony sił obcych, sprawność aparatu ścigania, stopień podatności instytucji finansowych państwa na zakłócenia mogące zdestabilizować np. płynność obiegu pieniądza, warunki wiarygodności instytucji państwa na forum międzynarodowym i sporo innych zagadnień” - pisał przed ponad 20 laty prof. Andrzej Zybertowicz w książce „W uścisku tajnych służb. Upadek komunizmu i układ postnomenklaturowy”.
Z tej trafnej diagnozy wynika, że kwestii bezpieczeństwa państwa nie można sprowadzać wyłącznie do powiększania potencjału militarnego. Trzeba spojrzeć na nie z perspektywy funkcjonalności całego mechanizmu państwowego, a szczególnie tych procesów, które zabezpieczają nas przed skutkami związanymi z zagrożeniem wewnętrznym. W tych sprawach możemy liczyć wyłącznie na własne siły.
Z wypowiedzi przedstawicieli NATO oraz deklaracji polskich polityków wynika, że gwarancja naszego bezpieczeństwa ma być oparta na efekcie odstraszania potencjalnych agresorów. Koncepcja odstraszania powinna zatem obejmować również obszar polityki wewnętrznej państwa, jego zdolności do reagowania na zagrożenia polityczne, informacyjne czy ekonomiczne.
To potrzeba tym ważniejsza, że w chwili obecnej istnieje niewielkie prawdopodobieństwo ataku militarnego na cele znajdujące się na naszym terytorium. Znacznie większym zagrożeniem wydaje się możliwość uderzenia hybrydowego o charakterze niemilitarnym (działania ofensywne w cyberprzestrzeni, presja ekonomiczna, wielokierunkowe działania dyplomatyczne) oraz groźba przeprowadzenia akcji terrorystycznych i operacji dezinformacyjnych. Równie poważne zagrożenie stwarzają próby destabilizacji sytuacji politycznej i ekonomicznej, kombinacje operacyjne wymierzone w strategiczne cele państwa, dywersja polityczna oraz działalność wrogich ośrodków propagandy.
Konflikty hybrydowe na Ukrainie i na Bliskim Wschodzie pokazały, jak ważną rolę odgrywa w nich umiejętnie zorganizowana propaganda. Do operacji służących oddziaływaniu psychologicznemu, dywersji ideologicznej i politycznej, Rosjanie wykorzystali tam tajne i jawne kanały służb specjalnych, dyplomatycznych i medialnych, ze szczególnym uwzględnieniem ośrodków ulokowanych wewnątrz zaatakowanych państw. Dla przykładu – aneksję Krymu poprzedziła zmasowana akcja polityczna i propagandowa, przeprowadzona wśród miejscowych elit i środowisk decyzyjnych. Posłużyła ona nie tylko zaktywizowaniu agentury wpływu i zwolenników rosyjskiej obecności, ale wywołaniu poważnego kryzysu politycznego i ekonomicznego. Z kolei rosyjską „misję stabilizacyjną” w Syrii poprzedzono akcją dyplomatyczną i medialną w USA i na Bliskim Wschodzie oraz wywołaniem sterowanej „fali imigracji” zalewającej Europę.
        Oceniając zachowania władz III RP w ostatnim okresie, można zaryzykować tezę, że są one całkowicie nieprzygotowane na tego typu zagrożenia i niezdolne do obrony przed działaniami hybrydowymi. Zawdzięczamy to dwóm czynnikom – dominacji dogmatyki politycznej (partyjnej) nad sprawami bezpieczeństwa oraz braku procedur i mechanizmów obronnych służących eliminowaniu zagrożeń wewnętrznych.
Pierwszy czynnik ma znaczenie decydujące, bo uniemożliwia prawidłową diagnozę zagrożeń i fałszuje ich obraz nieadekwatną dialektyką „mechanizmów politycznych”. To, co jest w istocie działaniem z zakresu wojny hybrydowej (destabilizacja sytuacji politycznej, próba wywołania kryzysu, budowanie negatywnego wizerunku państwa na arenie międzynarodowej) bywa definiowane w kategoriach „naturalnych procesów demokracji” i nie podlega ocenom instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo. W efekcie - w systemie pojęć III RP nie obowiązuje termin „polityczna agentura wpływu”, na określenie partii prowadzących antypolską działalność, nie używa się nazwy „dywersja polityczna”, w odniesieniu do akcji wymierzonych w polską rację stanu i nie zachowuje świadomości działań „wrogich ośrodków propagandy”, definiowanych przez rządzących jako „media prywatne”.
Dla zobrazowania problemu, można wskazać co najmniej dwa wydarzenia z ostatnich miesięcy – wielowątkową kombinację związaną z unijną „debatą nad stanem polskiej demokracji” oraz precyzyjny atak wymierzony w ministra obrony narodowej, skutkujący próbą odwołania szefa MON w przeddzień szczytu NATO.
        W pierwszym przypadku dopuszczono, by temat „zagrożenia demokracji” został sfingowany, nagłośniony i narzucony opinii publicznej, jako wiodący motyw walki politycznej. Przy udziale politycznej agentury wpływu i antypolskich ośrodków propagandy, doprowadzono następnie do przeniesienia tematu ma forum Komisji Europejskiej i zainicjowania wielorakich akcji politycznych wymierzonych we władze III RP. Wskutek takich działań, nastąpiło nie tylko poddanie poszczególnych ustaw i decyzji rządu PiS pod ocenę organów unijnych oraz konfrontowanie ich z unijnymi „normami demokracji”, ale doszło do destabilizacji wewnętrznej sytuacji politycznej (tzw. konflikt z TK) i wykreowania negatywnego wizerunku Polski na arenie międzynarodowej. Cele tej kombinacji obejmowały zatem: testowanie reakcji grupy rządzącej, przećwiczenie procedur służących obaleniu rządu, związanie uwagi ośrodków decyzyjnych sztucznie wywołanymi problemami, destabilizacje organów państwa oraz pacyfikację (uprzedzenie) ewentualnych działań wymierzonych w wewnętrznych wrogów.
Drugie z wydarzeń stanowi wręcz spektakularny przykład prowadzenia wojny hybrydowej, z zastosowaniem punktowego uderzenia w interesy państwa. Do przeprowadzenia ataku wykorzystano publikacje ośrodków antypolskiej propagandy. Poprzez fałszywe i całkowicie irracjonalne oskarżenia, zaatakowano nie tylko osobę ministra, ale również jego małżonki, generując w ten sposób zainteresowanie opinii publicznej oraz budując atmosferę podejrzeń i pomówień. Kolejny krok polegał na włączeniu do akcji politycznej agentury wpływu i wykorzystaniu publikacji jako pretekstu do sformułowania wniosku o odwołanie szefa MON. Korelacja poszczególnych etapów dowodzi, że mieliśmy do czynienia z działaniem zsynchronizowanym i całkowicie zamierzonym, którego kulminacja miała nastąpić w przededniu warszawskiego szczytu NATO. Łatwo zdefiniować cele tej operacji: podważenie zaufania do osoby ministra (szerzej – do szefostwa MON), przekierunkowanie uwagi opinii publicznej, wywołanie chaosu i zamętu informacyjnego, osłabienie pozycji negocjacyjnej Polski podczas szczytu, tworzenie negatywnego wizerunku grupy rządzącej w oczach natowskich partnerów. Nie ma wątpliwości, że dopuszczenie do sejmowej debaty nad odwołaniem ministra obrony narodowej, w przeddzień historycznego wydarzenia, mającego decydować o statusie bezpieczeństwa Polski, było rzeczą tyleż bezprecedensową w skali cywilizowanych państw, jak szkodliwą i groźną.
        Analiza obu wydarzeń wskazuje, że mamy do czynienia z działaniami z zakresu wojny hybrydowej o charakterze niemilitarnym, w której wykorzystano środowiska ulokowane wewnątrz atakowanego państwa. W obu przypadkach zastosowano podobny schemat – poczynając od akcji propagandowych i dezinformacyjnych (z wykorzystaniem wrogich ośrodków medialnych), poprzez generowanie sztucznych problemów i konfliktów, po działania agenturalne i polityczne, podejmowane przez partie i grupy określane mianem „opozycji”. Wydarzenia te należy oceniać w podwójnym kontekście: sytuacji międzynarodowej, związanej z militarną agresją Rosji i ofensywą rosyjskiej agentury oraz w odniesieniu do okoliczności wewnętrznych, uwarunkowanych intencją odbudowy polskiego potencjału obronnego i wzmocnienia gwarancji bezpieczeństwa. Tylko z takiej perspektywy można dokonać prawidłowej klasyfikacji działań podejmowanych przez wrogie ośrodki. Błędna i z gruntu fałszywa wizja reguł „walki politycznej” oraz mitologia „mechanizmów demokracji” zaciemnia obraz i prowadzi do ignorowania zagrożeń.
Ponieważ obie operacje zakończyły się sukcesem, wolno twierdzić, że układ rządzący jest całkowicie nieprzygotowany do przeciwdziałania takim aspektom wojny hybrydowej i bezsilny wobec dalszych, podobnych akcji. Wprawdzie w wypowiedziach polityków grupy rządzącej pojawiają się wzmianki o „działaniach antypolskich”, „Targowicy” czy „godzeniu w polskie interesy”, to nie mają one żadnego przełożenia na konkretne decyzje władzy, nie prowadzą do analizy zjawiska i próby zdefiniowana przeciwnika.
Wszechobecna atmosfera mitologii demokracji i kreowania fałszywych wizji „opozycji”, sprzyja akcjom wojny hybrydowej i znakomicie ułatwia działalność wrogich ośrodków.
W tworzeniu tej atmosfery ogromne zasługi mają tzw. wolne media, w tym „odzyskana” przez PiS publiczna TV i radio oraz publicyści kojarzeni z grupą rządzącą. To tam następuje rezonowanie wszystkich treści propagandowych i dezinformacyjnych produkowanych we wrogich ośrodkach. Tam powiela się i rozpowszechnia każdą wypowiedź i każdą akcję skierowaną przeciwko interesom Polski. Niezależnie, czy działania te wynikają ze źle pojmowanej zasady pluralizmu informacyjnego, czy mają swoje podłoże w kompleksach i ograniczeniach luminarzy tych mediów, trzeba je nazywać współuczestnictwem w wojnie hybrydowej i traktować jako akty dywersji. Media, które w nich uczestniczą wykonują de facto robotę na rzecz wrogich ośrodków i ułatwiają przeciwnikowi dotarcie z toksycznym przekazem do jak największej liczby odbiorców. Ponieważ ta faza operacji wojny hybrydowej jest zwykle najważniejsza, nie sposób bagatelizować stopnia szkodnictwa, jakiego dopuszczają się „wolne media”.
Obecność takich zjawisk dowodzi, że państwo pod wodzą Prawa i Sprawiedliwości nie wypracowało mechanizmów obronnych na wypadek działań dezinformacyjnych i destabilizacyjnych i nie prowadzi obecnie żadnej polityki informacyjnej. W tych kwestiach nie obowiązują nowe regulacje prawne, nie ma też instytucji (organów) powołanych do bezpośredniej walki.
W reakcjach ośrodków władzy nie ma również miejsca na czynnik odstraszania potencjalnych agresorów ani woli przeciwdziałania dywersji politycznej. Nawet w takim zakresie, jaki dotyczy ”wolnych mediów” i ośrodków medialnych bliskich PiS, nie istnieje spójna i sensowna polityka zarządzania informacją. Próżno więc wypatrywać skutecznych metod defensywnych oraz mechanizmów ofensywnego oddziaływania.
Polskie służby i instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo zdają się w ogóle nie dostrzegać tego obszaru aktywności wrogich ośrodków, a brak woli politycznej ze strony grupy rządzącej paraliżuje jakiekolwiek inicjatywy i projekty.
Jeśli zatem w tak istotnej strefie, państwo polskie nie potrafi zneutralizować i zablokować działań politycznej agentury wpływu i jest bezsilne wobec akcji wrogich ośrodków propagandy, czy możemy mówić o poprawie bezpieczeństwa Polaków? To pytanie warto sobie zadać, gdy po warszawskim szczycie NATO partyjne media będą karmiły wyborców klasyczną „propagandą sukcesu”.
        Na przykładzie Ukrainy widać, że skuteczne zastosowanie działań hybrydowych jest możliwe tylko wtedy, gdy atakowane państwo zostanie zdestabilizowane politycznie i nie będzie zdolne do wykonywania swoich funkcji. To, co robią dziś wrogie Polsce ośrodki, całkowicie wypełnia zakres przygotowań do poważniejszych akcji hybrydowych. Jest tylko kwestią czasu, gdy nastąpią kolejne uderzenia.
Póki takie działania są definiowane według fałszywej nomenklatury „mechanizmów demokracji”, a rządząca Polską grupa nie próbuje nawet dostrzec zagrożenia – nie mamy szans na wygranie tej wojny.

        Ubiegając irracjonalny zarzut, jakoby autor - anonimowy bloger koncentrował się tylko na wytykaniu błędów ekipy rządzącej i nie chciał podać „konstruktywnych” rozwiązań, uprzedzam o drugiej części cyklu „Przegranej wojny”, w której wskażę konkretne działania, jakie należałoby podjąć w związku z zagrożeniem ze strony politycznej agentury wpływu. Absurdalność takiego zarzutu dotyczy faktu, że podobne oczekiwania chętnie formułuje się pod adresem blogera-publicysty, nie zaś wobec licznego grona polityków grupy rządzącej, ekspertów i doradców, sowicie opłacanych z państwowej kasy.


© Aleksander Ścios
bezdekretu@gmail.com
6 lipca 2016
www.bezdekretu.blogspot.com




Ilustracja © brak informacji / www.wolna-polska.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz