WIADOMOŚCI BEZ ZAPRZAŃSTWA: (żadnych antypolskich ścierw GW, TVN, ...)

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Ślepa uliczka

Co jeszcze musi się wydarzyć, żeby polscy patrioci spróbowali wydostać się z pułapki bezalternatywności, w jaką samych siebie po raz kolejny wpychają? Jakich jeszcze afrontów w Waszyngtonie musi się doczekać pan prezydent, jak jeszcze przeczołgana przez Brukselę ma zostać pani premier – aby przestali powtarzać nic nieznaczące frazesy o jedności europejskiej i lojalności sojuszniczej?

Pułapka bezalternatywności polega właśnie na przyjmowaniu za niezmienną, aksjomatyczną zasadę urojonych zobowiązań, owszem, może sami się poczuwamy do nich – ale w najmniejszym stopniu nie podzielają naszych afektów partnerzy, z którymi mamy do czynienia. Ileż to razy, nawet dostrzegając niestałość, nieszczerość i nieuczciwość naszych „aliantów”, polscy patrioci na przekór faktom potrafią bez końca wmawiać sobie, że nie można inaczej – że wiszenie u cudzej klamki w Paryżu, Londynie czy Waszyngtonie jest jedyną opcją licującą z honorem?
Choćby tylko od Tylży (1807) do Teheranu (1943) – czas wreszcie odrobić te podstawowe lekcje z historii.
Przecież ledwie rok przed Gibraltarem gen. Sikorski wysłuchiwał w Białym Domu zapewnień o tym, że Polska jest natchnieniem narodów. Nie przeszkodziło to Rooseveltowi dokonać „resetu” pieczętującego nasz los w Jałcie. (À propos – czy przypadkiem jedna z głównych ulic w Poznaniu nie nosi wciąż imienia tego zbrodniarza wojennego?)

Po ujawnieniu się w pełnej krasie paktu Kerry–Ławrow na konferencji monachijskiej z natychmiastowymi tego efektami w „stabilizacji” Bliskiego Wschodu (ISIS zrobił swoje i już może odejść); po publicznym uznaniu Rosji za gwaranta ładu światowego, który „nie powinien być uznawany za zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych” (Kissinger), i nominowaniu prezydenta Władimira Putina na gwaranta bezpieczeństwa i protektora Żydów na całym kontynencie europejskim (Mosze Kantor, prezes Europejskiego Kongresu Żydów) jakich jeszcze oczekiwać znaków na niebie i ziemi? Bliski Wschód i Europa Środkowa to wszak naczynia połączone, ze względu, ma się rozumieć, na interesy państwa i diaspory żydowskiej. Respektujący te interesy, zasadniczy kurs polityki Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej wobec nas nie budzi już najmniejszej wątpliwości – Amerykanie nie stawiają szczerze na niepodległą Polskę.

Tymczasem dzierżący dziś zewnętrzne znamiona władzy obóz jedynie słusznych patriotów nadal opiera swoją koncepcję rządzenia na konsekwentnym ignorowaniu wymownych faktów. Jeśli ktoś wcześniej nie zauważył, to proszę odświeżyć świeżą pamięć lutowego spotkania ministrów obrony państw NATO w Brukseli, gdzie amerykański sekretarz Ashton (vel Ash) Carter tryumfalnie zalicytował słynne 3,4 mld dolarów od prezydenta Obamy na „wzmacnianie wschodniej flanki”. Tam to właśnie na grzeczne pytanie naszego ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza, na jaką część tego budżetu możemy liczyć, padła podobno odpowiedź: „To rzecz do dyskusji, o której będziemy jeszcze rozmawiali” (sic!). Otóż na ile rozumiem język dyplomacji, zdanie to w tłumaczeniu na nasze oznaczało: „Bujaj się, frajerze”. Jeśli po takiej odzywce nasz minister obrony narodowej nie żegna się grzecznie i z uśmiechem nie prosi o ewentualny telefon, kiedy znane będą wyniki tej „dyskusji”, jeśli dalej robi dobrą minę do pięknej katastrofy i jak gdyby nigdy nic na użytek mediów pryncypialnie potępia „zachowania antynatowskie” (sic) – to jest to właśnie brnięcie w pułapkę bezalternatywności.

Objawem tej samej dysfunkcji „błędnika” politycznego jest opinia, którą podzielił się z publicznością jeden z prezydenckich doradców, prof. Andrzej Zybertowicz, który działania obozu zdrady narodowej pod szyldem KOD uznał za „kolejne posunięcie Rosji w wojnie hybrydowej”. Czyż nie odnotował, że bawiąca niewiele wcześniej w Warszawie pani Victoria Nuland spotkała się m.in. z Ryszardem Petru, jednym z liderów obozu zdrady narodowej, który przez ostatnie miesiące zajmuje się przyzywaniem zewnętrznej interwencji? A wszakże to właśnie pani Nuland uchyliła parę lat temu rąbka tajemnicy, informując, że Amerykanie wydatkowali „na wspieranie demokracji” na Ukrainie 5 mld. Racjonalne postrzeganie tych faktów prowadzić musi do wniosku, że Waszyngton niniejszym publicznie nominował pana Petru na przyszłego polskiego „Jaceniuka”, który po ewentualnym warszawskim „majdanie” zabezpieczy interesy lichwiarzy na naszym terytorium, bo przecież na tym zbudował swoją karierę życiową. I nie ma tu najmniejszego znaczenia, czy ze strony Waszyngtonu to jest scenariusz traktowany priorytetowo i już skierowany do realizacji czy tylko „ewentualnościowy”, tymczasem służący do dyscyplinowania Warszawy, która może nie dość entuzjastycznie podchodzi do kwestii żydowskich roszczeń. Skoro po takich zagrywkach pani Nuland nie jest przez nasz MSZ uznana za persona non grata, a prezydencki doradca upiera się nie dostrzegać zagrożenia ze strony innej niż rosyjska (czego realności notabene autor niniejszego bynajmniej nie neguje), to jest to również syndrom bezalternatywności.

Czas najwyższy na ewakuację z tej ślepej uliczki. Scenariusz ostatecznego rozwiązania kwestii polskiej poprzez pozbawienie Polaków możliwości suwerennego decydowania o swym losie jest już bardzo rozwinięty. Kalendarz miesięcy wiosennych i letnich naszpikowany jest wydarzeniami mogącymi doskonale posłużyć do wewnętrznej prowokacji, która zalegitymizuje interwencję zewnętrzną. Jako pretekst posłuży „obrona demokracji”, „wojna z terroryzmem”, eskalacja wojny ukraińskiej, „kryzys finansowy” – albo wszystko naraz. Ze zmianą kursu – teraz prowadzącego nas prostą ścieżką do kondominium rosyjsko-niemieckiego pod żydowskim zarządem powierniczym, które Amerykanie uznali za najsensowniejszą formułę zabezpieczenia ich arbitrażu w Europie – nie wolno więc zwlekać ani chwili dłużej.

W najbliższych dniach nastąpić mają dwa wydarzenia, które wykorzystać można i należy do nowego otwarcia: wizyta ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego na Białorusi i wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w Waszyngtonie. Jeśli minister Waszczykowski po powrocie z Mińska będzie dalej z wyższością bredził o „sprawdzaniu postępów” Białorusi na ścieżce demokratycznej, a prezydent Duda nie przywiezie nam z Waszyngtonu przynajmniej głowy zdrajcy stanu Ryszarda Schnepfa, który wszak nadal urzęduje jako ambasador RP – wówczas, drodzy Rodacy, porzućcie przedostatnie nadzieje.

Tekst ukazał się na łamach tygodnika Polska Niepodległa! Chcesz wspierać redakcję? Kiosk on-line Wogoole.pl – kupuj i czytaj wolne media!!


© Grzegorz Braun
22 marca 2016
źródło publikacji: „Czas najwyższy na ewakuację z tej ślepej uliczki!”
www.polskaniepodlegla.pl




Ilustracje:
fot.1 © Pablo Martinez Monsivais / AFP
fot.2 © Polska Niepodległa!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz