UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Kukliński, Ryszard Jerzy

Wielu twierdzi, że był postacią "kontrowersyjną", a przecież fakty są tak oczywiste, że tylko osoba poddana wieloletniemu praniu mózgu przez polskojęzyczne media komunistycznego PRL-u lub obecnej "demokratycznej" III RP może mieć jakiekolwiek wątpliwości: jako prawdziwy Polak, patriota i bohater, pułkownik Kukliński oczywiście był uważany za "zdrajcę" przez wszystkich rzeczywistych zdrajców narodu polskiego (oraz przez ich potomków).
Jeśli ktokolwiek ma co do tego wątpliwości, niech po prostu przyjrzy się życiorysom i rodowodom osób, które nazywają pułkownika Kuklińskiego "zdrajcą", a stanie się po prostu oczywiste, że to właśnie oni wszyscy - dosłownie każdy i każda z nich - albo samemu byli komunistycznymi zdrajcami lub działaczami pracującymi dla nich jako agenci w czasach PRL, albo wywodzą się z rodzin takich właśnie zdrajców. [...]

popiersie Pułkownika w Krakowie, 2013
Całe sedno traktowania postaci pułkownika Kuklińskiego w III RP zawarł Jaruzelski w swym retorycznym pytaniu: "Jeśli on jest patriotą, to kim ja jestem?"
Dokładnie! Jeśli media kontrolowane przez dzieci niedawnych czerwonych okupantów miałyby pokazywać pułkownika Kuklińskiego jako patriotę i bohatera narodowego (którymi był), to automatycznie musiałyby też nazywać takiego Jaruzelskiego zdrajcą (którym zresztą jest już od równo 70 lat! gdyż już w 1944 stał się rosyjskim agentem). Tym samym taka Monika Olejnik musiałaby uznać np. swego kochanego tatusia także za zdrajcę, gdyż był on majorem SB... Oczywiste jest więc, że dopóki prawie wszystkie media są w posiadaniu lub zdominowane przez dzieci czerwonych bydlaków jak taka Monika Olejnik, to tak długo też pułkownik Kukliński będzie uważany za "zdrajcę" - lub przynajmniej jego rola i sylwetka będą celowo pomniejszane i nadal obsmarowywane różnymi kłamstwami, zgodnie z jednym z najstarszych sowieckich sposobów propagandy: "rzucania gównem o ścianę" (nazwanej tak bodajże przez Jeżowa jeszcze w 1920 roku).
zbezczeszczone popiersie;
sprawcy nieznani
Polega ona na oskarżaniu osoby przeciwnika o wszelkie możliwe draństwa w celu wywołania - jeśli nie świadomego, to przynajmniej podświadomego - odruchu niechęci do danej osoby. [...]  Logiczne jest więc, że zdrajcy nazywają patriotów "zdrajcami", bo przecież nie mogą przyznać, że sami nimi są.

Ryszard Jerzy Kukliński urodził się 13 czerwca 1930 roku w Warszawie. Wychowywany był w patriotycznej, robotniczej rodzinie. Jego ojciec był socjalistą (prawdopodobnie należał do PPS - Polskiej Partii Socjalistycznej). Podczas II wojny światowej był członkiem podziemnej organizacji "Miecz i Pług". Niemcy dowiedzieli się o tym, a gdy nic nie znaleźli podczas rewizji - podłożyli 3 naboje pod poduszkę i zabrali go ze sobą. Trafił do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen i tam został przez Niemców zamordowany.
Nastoletni żołnierz AK
Po Powstaniu Warszawskim z ich domu nie pozostał ślad, a rodzina Kuklińskich trafiła do Wrocławia. Tam też, mając 15 lat, młody Ryszard zaczął pracować jako strażnik w fabryce mydła w 1945 roku. Idąc w ślady ojca w 1946 roku wstąpił do PPR (Polskiej Partii Robotniczej). Rok później, za namową jednego z działaczy partyjnych, zgłosił się na egzaminy do nowo powstałej Oficerskiej Szkoły Piechoty wrocławskiej i pomimo braku jakiejkolwiek szkoły średniej został przyjęty. Nie ma w tym nic dziwnego, gdyż w tamtych latach obowiązywało hasło "nie matura lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera" i najważniejsze było "właściwe" pochodzenie (robotnicze lub chłopskie) a nie wykształcenie.
Kukliński ukończył ją jako chorąży Ludowego Wojska Polskiego w 1950 roku, po czym podjął naukę w Wyższej Szkole Piechoty w podwarszawskim Rembertowie i w 1952 roku został dowódcą kompanii w 9 Pułku Zmechanizowanym LWP.
W tym samym roku ożenił się.
Od tego czasu piął się po szczeblach kariery wojskowej coraz szybciej, aż przystopował go... brak matury. Będąc wtedy zakwaterowany w Kołobrzegu tam też rozpoczął zaoczną naukę w Liceum, które ukończył w 1960 roku. W Kołobrzegu też wstąpił do klubu jachtowego, gdzie zaczynał swe pierwsze kroki żeglarskie i ciężko pracując w wolnym czasie sam wyremontował i doprowadził do użytku stary, poniemiecki jacht. [...]
Był błyskotliwym oficerem z logicznym, ściśle analitycznym umysłem, więc mając już maturę w kieszeni w 1961 roku bez przeszkód rozpoczął studia w Akademii Sztabu Generalnego LWP. Wtedy też trafił do wywiadu wojskowego i pływając wielokrotnie swym własnym jachtem z innymi oficerami rozpracowywali topografię wybrzeży i portów szwedzkich i niemieckich.
Po studiach był często awansowany, aż został szefem Oddziału I i zastępcą szefa Zarządu I Operacyjnego Sztabu Generalnego LWP. Wtedy też, w 1967 roku, po raz pierwszy wyraził swe wątpliwości w sprawie zagrożeń dla Polski wynikających ze strategii wojennej ze strony ZSRR w stosunku do NATO.
W tym samym roku przeszedł przeszkolenie wywiadowcze i na 2 lata trafił do Wietnamu jako jeden z polskich oficerów Międzynarodowej Komisji Nadzoru i Kontroli w Indochinach (International Commission for Supervision and Control of Indochina, ICSC), gdzie m.in. brał udział w śledztwie dotyczącym zbrodni na ludności cywilnej dokonanych przez komunistyczne jednostki Armii Wietnamu Północnego (Wietkong) podczas "Ofensywy Tet". Tam też [...]
Po powrocie z Wietnamu został skierowany do sztabu planowania marszałka Iwana Jakubowskiego w okupowanej przez sowietów Legnicy, gdzie od razu zorientował się, że ćwiczenia "Wiosna-69", które pomagał planować, były w rzeczywistości przygotowaniami inwazji na Czechosłowację. Jak sam powiedział w jednym z wywiadów, właśnie wtedy stracił resztki złudzeń co do natury Układu Warszawskiego i prawdopodobnie wtedy też zaczął uważać Związek Sowiecki za największe zagrożenie dla Polski. [...]
Trudno powiedzieć, kiedy dokładnie wydał swą prywatną wojnę sowietom i zdecydował się działać na szkodę ZSRS. Wiadome jest, że podczas jednego z kolejnych "szpiegowskich" rejsów swoich jachtem do niemieckich brzegów w 1972 roku zamknął się w kabinie i napisał list do ambasady USA w Niemczech z prośbą o spotkanie z przedstawicielami Armii USA. Po spotkaniu z agentami CIA udającymi przedstawicieli US Army rozpoczął współpracę z wywiadem USA dostarczając ogromne ilości materiałów i dokumentów dotyczących Układu Warszawskiego i wojsk sowieckich, z czasem stając sie najważniejszym "szpiegiem" jakie NATO kiedykolwiek miało w całym Układzie Warszawskim.
Jego wpływ na przebieg historii świata trudno jest dzisiaj przecenić. Nie ma pewności, czy rzeczywiście uratował świat przed zagładą, skoro potencjalny atak sowietów na Europę zachodnią został ucięty w samym zarodku (dzięki Jego informacjom), jednak z samych tylko szczątkowych, odtajnionych dotąd informacji na temat zakresu jego współpracy z wywiadem USA ujawnia się nam niesamowity obraz tego, jak wielki wpływ miała Jego działalność na politykę zagraniczną i całą doktrynę militarną USA na przełomie lat 1970-ch i 1980-ch. Już teraz można śmiało stwierdzić, że żaden Polak od czasów Kościuszki i Pułaskiego nie miał większego wpływu na wojsko USA niż ten samotnie działający na terytorium wrogiego Stanom Zjednoczonym Układu Warszawskiego polski pułkownik.

Zapłacił za to ogromną cenę.
Nie dość, że sam musiał do końca życia ukrywać się i nawet w USA cały czas przebywał pod nadzorem i ochroną agentów służb specjalnych rządu amerykańskiego, to za swój patriotyzm został ukarany w sposób najbardziej okrutny: zabito mu wszystkie dzieci.
Rzadka chwila uśmiechu pułkownika
Pomimo, że po kilku farsach sądowych w Polsce został ostatecznie uniewinniony z zarzutu zdrady i komunistyczny wyrok śmierci został mu uchylony, nawet u osób postronnych pozostawiło to niesmak, gdyż stało się tak tylko i wyłącznie dzięki jednoznacznej postawie prezydenta Clintona, który po kolejnej farsie sądowej w Polsce (gdy zamieniono Kuklińskiemu karę dożywocia na 20 lat więzienia za "zdradę") postawił sprawę bezwarunkowego uniewinnienia Kuklińskiego jako jeden z warunków przystąpienia Polski do NATO. Dopiero ten i wyłącznie ten warunek doprowadził do wydania wyroku uniewinniającego płk. Kuklińskiego przez polskie sądownictwo, a nie stało się to dzięki jakiejkolwiek "niezawisłości" polskiego sądownictwa czy też polskich rządów.
Związek Sowiecki jednak nigdy nie zapomniał mu szkód, jakich im wyrządził. Pierwszego syna Kuklińskiego zabiła nieoznakowana ciężarówka, w której po odnalezieniu nie natrafiono nawet na jeden odcisk palca bądź inny ślad. Nastąpiło to równo 10 lat po wydaniu przez komunistów wyroku skazującego płk. Kuklińskiego na karę śmierci. Drugi syn pułkownika po prostu zniknął wraz z kolegą ze swego jachtu kilka miesięcy później w noworoczny dzień; oficjalnie stało się to przez kapotaż łodzi (wywrócenie się do góry dnem). Podczas bezwietrznej pogody! Ciał także nigdy nie odnaleziono.
Przy okazji: bzdurą jest rozpowszechniana dopiero po śmierci płk. Kuklińskiego pogłoska, jakoby to FBI zaaranżowało "fikcyjne zaginięcie" drugiego syna po to, aby dać mu nową osobowość i przenieść go w bezpieczne miejsce, bazująca na przypadkowej zbieżności nazwiska zaginionego razem z Bogdanem Kuklińskim kolegi, z nazwiskiem mężczyzny który zmarł prawie 10 lat wcześniej. Macki dawnych towarzyszy z KGB i GRU sięgają daleko, a "zemsta za zdradę" zawsze była ich najwyższym priorytetem, dla którego gotowi byli poświęcić wiele, co jest zupełnie logiczne. Bez utrzymywania swych ludzi w strachu przed zemstą na nich samych i ich rodzinach, Związek Sowiecki prawdopodobnie nie przetrwałby dłużej niż kilka lat. Ta niechlubna tradycja sowiecka jest oczywiście nadal kontynuowana w "nowej", "demokratycznej" Rosji; wystarczy tylko przypomnieć sobie śmierć Aleksandra Litwinienki w 2006 roku. [...]

Grób na Powązkach.
Pułkownik Kukliński zmarł 11 lutego 2004 roku we własnym domu na Florydzie w USA.

Dożył końca Układu Warszawskiego i Związku Sowieckiego, przeżył też 15 lat istnienia niby-wolnej Polski, jednak nigdy nie doczekał się sprawiedliwości.

Prochy pułkownika zostały sprowadzone do Polski przez profesora Szaniawskiego i pochowane na cmentarzu na Powązkach, na Kwaterze nr. 1, przy samym wejściu. Jak powiedział profesor Szaniawski, spośród kilku miejsc danych mu do wyboru, wybrał właśnie to „aby każdy komunista, wchodzący do tego panteonu wielkich Polaków, potykał się o grób Kuklińskiego, jak o wyrzut własnego sumienia".
Profesor Szaniawski zginął w 2012 roku w dotąd niewyjaśnionych, także bardzo tajemniczych okolicznościach - ale to już kolejna, osobna historia...


DeS
Luty 2014
© Digitales Scriptor


[cały tekst oryginalnie opublikowany w lutym 2014; skróceń i niewielkich przeróbek dokonał 888 dla witryny FilmyPolskie888]


Wikipedia (polski)
IPN: Izba Pamięci płk. Kuklińskiego (polski)


2003




POWYŻSZY ARTYKUŁ ZOSTAŁ PRZYWRÓCONY Z KOPII ZAPASOWYCH, Z TEGO POWODU FORMATOWANIE ARTYKUŁU LUB ILUSTRACJI MOŻE NIE PASOWAĆ DO FORMATU TEGO BLOGU. NIEKTÓRE ILUSTRACJE MOGĄ BYĆ OBECNIE NIEDOSTĘPNE.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2