WIADOMOŚCI BEZ ZAPRZAŃSTWA: (żadnych antypolskich ścierw GW, TVN, ...)

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Pytanie - co dalej musi być zadane

Tezy „Białej księgi” zespołu parlamentarnego PiS, obalenie przez prof. Biniendę teorii „pancernej brzozy”, ujawnienie roli gen. Benediktowa i zadań moskiewskiego sztabu nadzorującego lot Tu-154, wnioski z opinii fonograficznej krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych, informacje po ekshumacjach zwłok Zbigniewa Wassermanna i Anny Walentynowicz.
Każde z tych wydarzeń, mających miejsce w latach 2010-2012, było kamieniem milowym w procesie burzenia smoleńskich fałszerstw. Każde przybliżało nas do prawdy o zamachu smoleńskim i pogłębiało wiedzę o matactwach i zaprzaństwie reżimu PO-PSL.
Każde też - gdyby III RP, choć przez chwilę była państwem prawa, a jej mieszkańcy świadomymi obywatelami, miało moc obalenia rządu-wspólników Putina.
Wówczas, przed pięcioma laty, zadałem na blogu pytania.  Zawisły w próżni, bo, podobnie jak dziś nie było woli, by zmierzyć się z takim wyzwaniem:
Co jeszcze musimy wiedzieć i jak koszmarne poznać tajemnice, by uświadomić sobie ogrom zbydlęcenia osób mieniących się politykami, funkcjonariuszami czy dziennikarzami tego państwa?
Po której odsłonie tych tajemnic pojawi się świadomość, że rządzą nami ludzie odpowiedzialni za śmierć polskiej elity, za bezczeszczenie zwłok polskich obywateli, tysiące kłamstw i niegodziwości?
Co dalej - politycy partii opozycyjnej, brylujący w rządowych mediach i salonach „warszawki”? Czy nadal wierzycie w mechanizmy demokracji i cudowną moc karty do głosowania? Czy pokładacie nadzieję w ponadpartyjnym „rządzie fachowców” i podziałach na złych i dobrych polityków grupy rządzącej? Czy zdobędziecie się na odwagę  powiedzenia Polakom, w jak zniewolonym kraju żyją i z kim naprawdę mają do czynienia?
Co dalej – księża biskupi, ślący podziękowania za „życzliwość i wrażliwość rosyjskiego ludu”, składający homagium lokatorowi Belwederu i  jednający się z agentem zbrodniczego reżimu? Czy Polacy broniący krzyża smoleńskiego nadal będą „fanatyczną sektą” i „ludźmi zadymionymi PiS-em”?
Czy usłyszymy wasz głos potępienia dla nieludzkich praktyk obecnej władzy? Czy staniecie w obronie rodzin ofiar Smoleńska, haniebnie oszukanych i wydanych na pastwę prokuratorskich hien?
Co dalej – zacni panowie publicyści i „nasi” eksperci,  pouczający „lud pisowski” o potrzebie głębokich reform i demokratycznych przemian, dywagujący o zagrożeniach demokracji i wolnych mediach? Czy nadal będziecie podążać za każdą brednią rzuconą przez medialnych terrorystów i drżeć przed ich ocenami?
Kiedy zrezygnujecie z mitologii „wspólnoty narodowej” i zdobędziecie na rzetelne opisanie polskiej rzeczywistości, bez koniunkturalnych światłocieni i środowiskowych uzależnień?
Pytanie - co dalej, musi być zadane. Nim ogrom upodlenia uczyni z nas bezmyślnych niewolników.

Dziś, gdy ekshumacje ofiar Smoleńska ujawniają kolejne dowody barbarzyństwa reżimu Tuska i Komorowskiego i nikt przy zdrowych zmysłach nie może przejść obojętnie wobec zbydlęcenia „elit” III RP,  mogę – tylko wobec siebie, udzielić odpowiedzi na pytania zadane przed pięcioma laty.
Nie ma takiej wiedzy ani takiej świadomości społecznej, które w realiach tego państwa spowodowałyby narodowy wstrząs i doprowadziły do wytyczenia „ostrej granicy” My-Oni.  
Choćby nasi rodacy uzyskali pewność, że rządzili nami zdrajcy i wspólnicy w dziele zabójstwa 96 Polaków, będą wierzyli w mit demokracji i kłamstwo „wojny polsko-polskiej”, zaś Obcym nadadzą szlachetne miano „oppositio”.
Nie będzie żadnego „dalej”, bo politycy PiS, hierarchowie Kościoła i ludzie rządowych „wolnych mediów”, nigdy nie rozstaną się z mitem o demokratycznej III RP i nie powiedzą  Polakom – kim są Obcy. Żaden z nich nie znajdzie dość odwagi, by uwolnić się od przekleństwa politycznej poprawności i postawić Obcych poza narodową wspólnotą.
Owszem - dalej będą epatować emocjonalnym pseudo-patriotyzmem, „mobilizować” wyborców ogromem smoleńskiego bezprawia i dbać, by nastroje elektoratu nie wykraczały poza normę „walki o demokrację III RP”.
Gdy słyszę dziś zapewnienia polityków PiS: „Nie spoczniemy i nie zatrzyma nas żaden krzyk, żadne opętańcze wycie, żadne rzucanie się pod samochody. Dołożymy wszelkich starań, by wszystkie okoliczności tragedii smoleńskiej zostały wyjaśnione, aby stanąć w prawdzie”, gdy czytam ich deklaracje: „to była prowokacja, niebywały skandal i barbarzyństwo. Odpowiedzialni za to ludzie z PO powinni zniknąć ze sceny politycznej” i publiczne zapowiedzi „trybunału stanu” i „politycznego końca tej formacji” – mam jeszcze i tę pewność, że Komorowskiemu, Tuskowi, Kopacz, Sikorskiemu, Pawlakowi i pozostałym „opozycjonistom” z PO-PSL nie spadnie włos z głowy i nie poniosą żadnej odpowiedzialności politycznej bądź karnej.
Pewność czerpię nie tylko z doświadczeń dwóch lat rządów PiS, podczas których nie wyjaśniono żadnej zbrodni III RP i nie podjęto żadnego śledztwa w sprawach najważniejszych dla Polaków, ale z prawdy stokroć bardziej oczywistej – z niezdolności  do wykluczenia Onych i traktowaniu ich, jako integralnej części polskiej wspólnoty.
Zaledwie jeden z prezydenckich ministrów popisał się populistyczną retoryką i zagrzmiał w pewnej telewizji:
„Partia, która w tak ordynarny sposób kłamie powinna na stałe zniknąć ze sceny politycznej. Nie tylko Ewa Kopacz. Ta formacja nie ma prawa, z punktu widzenia politycznego na jakikolwiek byt. Społeczeństwo, które zostało i jest okłamywane - i co więcej – będzie okłamywane dalej nie może pozwolić na trwanie partii, jaką jest Platforma Obywatelska.”, by dwa dni później, inny prezydencki minister oznajmił: „Jeśli tylko będzie zainteresowanie PO, Nowoczesnej, PSL i pozostałych ugrupowań, to pan prezydent jest gotowy na debatę konstytucyjną z tymi partiami. Pan prezydent zaprasza wszystkich do debat konstytucyjnych”.
Nikt z tych, którzy słyszeli te skandaliczne słowa, nie odważył się zapytać – jak można pogodzić te dwie, skrajnie różne deklaracje? Jak nisko musi pan prezydent cenić swoich rodaków, jeśli mówiąc, że tylko oni „mają prawo wypowiedzieć się w sprawie konstytucji”, do grona uprawnionych  zalicza ludzi, którzy dopuścili do profanacji zwłok ofiar Smoleńska i przez lata okazywali nam nienawiść? Jaką wartość mają publiczne deklaracje prezydenckiego ministra o „zniknięciu ze sceny politycznej”, skoro nie podążą za nimi żadne refleksje, czyny i decyzje?
Odpowiedzi na takie pytania nikt nie udzieli, bo większość naszych rodaków jest przekonana, że polityka polega na robieniu z gęby cholewy, zaś Oni to tacy sami Polacy, tylko mający „inne poglądy polityczne”. Za „pogląd polityczny” uznaje się zatem łgarstwo o „winie pilotów”, oddawanie moczu na znicze na Krakowskim Przedmieściu lub śmiech nad trumnami ofiar i bełkot godny enkawudzisty- „najlepiej byłoby pochować wszystkich razem i nie analizować, jaka część ciała należała do kogo”. Świadomość, że czyny popełnione przez reżimowców PO-PSL wykluczają z polskiej wspólnoty i były wymierzone w naszą tradycję, kulturę i interes narodowy – jest obca zdecydowanej większości Polaków.
Obca dlatego, że ci, od których winniśmy spodziewać się prawdy o realiach III RP i spełnienia obowiązku ukarania zdrajców, okłamują nas pustą retoryką i wiodą do kolejnego etapu „zgody narodowej”.
Uznawanie ludzi PO-PSL za jakąś „opozycję”, nadawanie im praw honorowych, celebrowanie ich słów i traktowanie z polityczną atencją – jest więcej niż głupotą. Jest zbrodnią fałszu, dokonywaną na otumanionych i niezdolnych do obrony Polakach. Uczestniczące w tym procederze rządowe „wolne media”, w których każde plugastwo owej „opozycji”, może liczyć na uwagę i poczesne miejsce,  wykonują doskonałą robotę na rzecz Obcych i stanowią jedno z największych zagrożeń dla naszej wolności.
Ci ludzie nie tylko uciekają przed definicją państwa-sukcesji PRL, ale wbrew narodowym powinnościom odrzucają podział na My-Oni i za szczyt patriotyzmu przyjmują dezyderat „zgody narodowej”. Tej „zgody”, w której zło miesza się z dobrem, postępuje amnezja historyczna i wzrasta komuna Obcych z Polakami.
Ordynarne kłamstwo o „podziałach między Polakami” – szerzone dziś przez ludzi partii rządzącej, fałszuje genezę historycznego konfliktu i obarcza nas niepopełnioną winą. Ci politycy, gotowi są stawiać znak równości między II Rzeczpospolitą i sukcesją PRL-u i przekonywać, że naród winien „wznieść się ponad niepotrzebne podziały i spory”.
Nie usłyszymy od nich, że nie Polacy są dziś podzieleni i nie poglądy polityczne nas różnią. Nie dowiemy się, że nie naszą winą jest stan „wojny”, bo wrogami polskości są tutejsi Obcy. Nikt z nich nie przyzna, że jedynym „dialogiem” z  antypolską zbieraniną, winna być infamia, banicja i długoletnie więzienia.
Ewa Kochanowska, wdowa po śp. Januszu Kochanowskim, w jednym z wywiadów powiedziała ważne słowa: „ dla wielu rodzin, mimo że się je oskarża o najgorsze rzeczy, właśnie ten moment wyjęcia ich bliskich z tych worków, o których wiedzieliśmy od pierwszej ekshumacji i zapewnienie godziwego wiecznego spoczywania jest dziś najważniejszy. To taki moment emocjonalnego zamknięcia tej sprawy, która wisi nad nami od tylu już lat.
Czas, w którym dowiedzieliśmy się, jak poprzedni reżim potraktował zwłoki najlepszych Polaków, mógłby - dla nas wszystkich, stać się „momentem emocjonalnego zamknięcia tej sprawy”. Czasem oczyszczenia i narodowego przełomu.
Prawda o Smoleńsku zawiera również prawdę o nienazwanej i niedostrzeganej dychotomii My-Oni. O podziałach, które nie dotyczą „różnic politycznych”, lecz sięgają tragicznych doświadczeń okupacji sowieckiej, biegną w głąb ludzkich sumień i systemów wartości i ujawniają się w braku lub w poczuciu tożsamości narodowej.
Tej wiedzy najbardziej nam trzeba.
Już dziś moglibyśmy otworzyć drogę do prawdy o Smoleńsku, gdyby ludzie, w których pokładaliśmy nadzieję odważyli się nazwać ten podział po imieniu i odrzucili zabójczą dla narodu wspólnotę z Obcymi. Gdyby prawdę, jaka wyłania się z zachowań antypolskiej hałastry, potrafili pokazać - jako dowód obcości i zaprzaństwa.   
Emocjonalne „wzmożenie” i epatowanie „skandalicznym” zachowaniem Onych – a tylko tak obecna władza zamierza wykorzystać wstrząsające informacje, nie prowadzi do wyjścia ze smoleńskich mgieł. Nic nie wniesie wiedza o wynikach ekshumacji, jeśli będzie tylko pożywką dla politycznych tyrad i materiałem dziennikarskich wyrobników. Nie stanie się zarzewiem narodowego wstrząsu, bo nie ma takich wiadomości, które mogłyby obudzić Polaków. Ponieważ ta władza nie chce rozliczyć winnych zamachu i nigdy nie udźwignie ciężaru odpowiedzialności, kolejne odsłony smoleńskiego memento, będą służyły wyłącznie doraźnym celom politycznym.
Drogą jest prawda o podziale My-Oni, bo tylko ona otwiera oczy na grozę naszego położenia i może wyzwolić społeczny bunt.

Odpowiedź na pytanie – co dalej, byłaby niepełna, gdyby zabrakło w niej konkluzji.
Ta, sprowadzona tylko do moich planów i zamierzeń, zawiera się w jasnej deklaracji: partia pana Kaczyńskiego już nigdy nie uzyska mojego poparcia ani głosu w tzw. wyborach powszechnych. Tym bardziej, nie dostanie go fałszywy „projekt pijarowski” - prezydent Andrzej Duda.
Ubiegając idiotyczne pytania w rodzaju: czy lepiej by rządzili Tusk i Komorowski, odpowiem: lepiej, by zło było jawne i nazywane po imieniu, niż kryło się za fasadą „dobrej zmiany” i czyniło spustoszenie w umysłach moich rodaków.
Lepiej, żeby Polacy zostali siłą doprowadzeni pod mur upodlenia i hańby i musieli spojrzeć w prawdziwe ślepia Obcych, niż stojąc pod tym murem, nie dostrzegali zagrożenia i sławili tych, którzy wiodą ich do zagłady.


© Aleksander Ścios
bezdekretu@gmail.com
7 czerwca 2017
www.bezdekretu.blogspot.com





Ilustracja © brak informacji

UAKTUALNIENIE 2017-06-09-11:47
Autor zmienił tytuł artykułu na swym blogu na „Pytanie – co dalej? - musi być zadane”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz