WIADOMOŚCI NIE OBESRANE = żadnych GW, TVN i im podobnej sraczki medialnej

OSTRZEŻENIE: NINIEJSZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, A TAKŻE KOMUNISTOM, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACTWU I INNYM DEWIANTOM I ZBOCZEŃCOM SEKSUALNYM.

Sully, czyli pochwała indywidualizmu

Jestem skrajną indywidualistką. Wybierałam sobie zawsze takie dziedziny sportu jak jeździectwo czy turystyka kwalifikowana ( zostałam kiedyś pouczona, że tak się powinno nazywać swobodne poruszanie się w różnych górach świata z użyciem sprzętu i tego się trzymam ) gdzie liczy się wysiłek indywidualny, a nie zespołowy. W dodatku sport uprawiałam zawsze wyłącznie dla przyjemności a nie dla wygranej czy dla rywalizacji z kimkolwiek. Kolektyw, kolektywne decyzje, wszelkie procedury związane z działaniem zbiorowym wywołują u mnie reakcje wręcz alergiczne. Łatwo to wytłumaczyć faktem, że dorastałam we wczesnym PRL gdzie karmieni byliśmy do mdłości sowieckimi hasłami i ideałami. Do znudzenia wpajano nam hasła Majakowskiego z poematu o Leninie : единица –вздор, единица – ноль ( jednostka to bzdura, jednostka to zero) i zmuszano do praktyk rodem z Makarenki takich jak ocenianie ucznia przez klasę, samokrytyka składana przed klasą, czy wyznaczanie
uczniowi kary za przewinienia przez klasowy kolektyw. Kto tego nie zna z autopsji nigdy nie zrozumie dlaczego podobne praktyki budzą w ofiarach PRL aż taką nienawiść. Najlepszym tego dowodem jest obecnie dopuszczanie oceniania uczniów przez kolegów z klasy( ocena koleżeńska i samoocena). Duch Makarenki unosi się nad polską szkołą.
Indywidualne decyzje i indywidualną odpowiedzialność zastąpiły w życiu społecznym procedury. Ordynator szpitala w którym zmarło dziecko nie objęte właściwą opieką oświadczył publicznie, że zachowane zostały procedury. „ Zatem jeżeli dziecko zmarło zgodnie z procedurą to wszystko jest w porządku?”- dopytywała się dociekliwa dziennikarka, a lekarz spokojnie potwierdził.
Procedury zdominowały wszelkie dziedziny życia społecznego związane z ryzykiem gdyż zgodność postępowania z procedurą chroni przed odpowiedzialnością prawną. Współcześnie nie ma miejsca na dylematy moralne lorda Jima, na indywidualną odpowiedzialność za swoje czyny. „Jeżeli mam do wyboru utratę pacjenta w zgodzie z procedurami albo uratowanie go w sposób sprzeczny z procedurą wybieram utratę pacjenta. A właściwie inaczej, robię to do czego zmuszają mnie przepisy i niech się dzieje wola Nieba”- powiedział mi zaprzyjaźniony lekarz. Dziedziną szczególnie zdominowaną przez procedury jest lotnictwo. Każdy pilot przed startem odczytuje tak zwaną check-listę ( listę sprawdzającą) czyli zestaw koniecznych czynności. Każdy przed lądowaniem porozumiewa się z wieżą i wykonuje jej polecenia nawet jeżeli wieża jest jak w Smoleńsku obskurnym baraczkiem, lampy sygnalizacyjne wiszą na sznurkach, a przekazywane przez wieżę informacje i polecenia ( jesteście na kursie i na ścieżce) mają wątpliwą wartość. Sytuację pogłębia skomputeryzowanie samolotów i zautomatyzowanie wielu czynności. Nie znam się na samolotach, ale najbezpieczniej czuję się w samochodzie, w którym okna otwierają się korbką i który można korbą odpalić Zdarzyło mi się w zimie przy 25 stopniowym mrozie jechać przez wiele godzin z oknem samochodu przesłoniętym tylko kurtką gdyż z przyczyny awarii komputera nie dało się tego okna zamknąć i od tego czasu ufam tylko rozwiązaniom technicznie najprostszym. Dlatego tak ogromne wrażenie zrobił na mnie wyczyn kapitana Chesley Sullenberga, który zwodował airbusa na rzece Hudson ratując w ten sposób życie załodze i wszystkim bez wyjątku pasażerom. Tuż po starcie w wyniku zderzenia ze stadem ptaków przestały działać oba silniki samolotu. Wieża poleciła pilotom lądowanie na lotnisku Teterboro jednak Sully wiedząc, że nie jest w stanie tam dotrzeć zdecydował się na własną odpowiedzialność lądować lotem szybowcowym na szerokiej części rzeki Hudson. Podobno dość brutalnie zakończył rozmowę z wieżą polecając, aby nie przeszkadzano mu w skomplikowanym manewrze.
Uświadommy sobie ile razy znaleźliśmy się w sytuacji gdy mogliśmy rozwiązać jednym cięciem jakiś problem, tak jak Aleksander Macedoński węzeł gordyjski, ale odstąpiliśmy od tego pod presją otoczenia przyzwyczajonego do biurokratycznych procedur, biurokratycznej hierarchii i zbiurokratyzowanych struktur. Jeden z moich znajomych z Gdańska, alpinista przemysłowy i żeglarz jadąc kiedyś do Tczewa wąską szosą trafił na karambol. Energicznie zajął się ewakuacją poszkodowanych z pojazdów i udzielaniem im pierwszej pomocy. Przybyłe na miejsce zdarzenia straż pożarna i pogotowie oddały się bez słowa pod jego komendę. Kiedy jednak policjanci zaczęli pytać go o rozkazy tytułując w dodatku panem inspektorem, zrozumiał, że został wzięty za jakąś ważną figurę w cywilu i się przestraszył, że ktoś się do niego przyczepi. Dyskretnie starał się wycofać z miejsca zdarzenia, ale nie pozwolili na to dziennikarze ujęci sprawnym przeprowadzeniem akcji ratunkowej. Do końca musiał grać rolę ważnej figury incognito, gdyż rozumiał, że gdyby bez jego komendy zmarło wiele osób byłoby to z punktu widzenia prawa zupełnie w porządku natomiast osoby te zostały uratowane w pewnym sensie nielegalnie.
Znam podobne sprawy z autopsji. Kiedy za głębokiego PRL zgłosiłam się do szpitala przy ulicy Żelaznej w Warszawie do porodu nie zostałam przyjęta gdyż zapomniałam zabrać z domu skierowania od prowadzącego ciążę lekarza. „Czy bez tego idiotycznego papierka dziecko się nie urodzi?”- zapytałam zniecierpliwiona. „Urodzi się, urodzi, ale będzie nielegalne”- odpowiedział zachwycony swoim dowcipem dyżurny lekarz.
Kapitana Sullenberga zamiast podziękowań spotkały zarzuty. Sceny rozprawy przed Narodową Radą Bezpieczeństwa Transportu, wypowiedzi dyspozycyjnych ekspertów, usiłujących udowodnić, że jeden silnik maszyny pozostawał sprawny, a lotnisko Teterboro było w zasięgu samolotu, to po doświadczeniach ze śledztwem w sprawie katastrofy smoleńskiej najbardziej dla mnie dramatyczne sekwencje filmu „Sully”, który właśnie schodzi z naszych ekranów. Widać było jak na dłoni, choć nikt tego nie sformułował explicite, że eksperci nie potrafili pogodzić się z sukcesem wielkiego indywidualisty i znakomitego fachowca, kapitana Sully.


© Izabela Brodacka Falzmann
29 stycznia 2017
źródło publikacji: blog autorski
www.naszeblogi.pl





Ilustracja © ITP

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz