UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Aż do upadłego

Felieton radiowy Stanisława Michalkiewicza:

Szanowni Państwo!

Ponieważ wygląda na to, że w naszym nieszczęśliwym kraju walki uliczne „w obronie demokracji” na razie zostały odwołane, a RAZWIEDUPR dopiero obmyśla nową taktykę i zadania dla konfidentów, możemy skorzystać z okazji i rozejrzeć się trochę po świecie, a zwłaszcza po krajach w których demokracja zwycięża - albo nawet już zwyciężyła.



Oto we Francji ostatnio Front Narodowy pod względem popularności wysunął się na pierwsze miejsce, jednak wybory regionalne przegrał, bo jak zwykle utworzyła się koalicja: „wszyscy przeciwko Frontowi Narodowemu”. W demokracji bowiem nie tyle chodzi o to, by obywatele wybierali, tylko o to, by wybierali słusznie, to znaczy – zgodnie ze wskazaniami odpowiednich służb. Demokracją bowiem musi ktoś kierować, a któż pokieruje nią lepiej, a przede wszystkim – dyskretniej, niż tajne służby, zwłaszcza wojskowe, które w naszym nieszczęśliwym kraju aranżują scenę polityczną co najmniej od grudnia 1981 roku, a może nawet od lipca roku 1944?

Skoro tedy naród upodoba sobie niewłaściwie, jak na przykład we Francji, to zdrowe siły, przy pomocy starszych i mądrzejszych, te niewłaściwe upodobania skorygują, żeby było dobrze. A kiedy jest dobrze? Ano wtedy, kiedy naród wybiera prawidłowo, to znaczy – zgodnie ze wskazówkami oficerów prowadzących, no i oczywiście konfidentów uplasowanych w niezależnych mediach głównego nurtu i w środowisku autorytetów moralnych. Dlatego właśnie na Ukrainie demokracja zwycięża i zwyciężyła, podczas gdy u nas dopiero trzeba jej bronić przy pomocy Komitetu Obrony Demokracji, w którym znalazł się Zakon Synów Przymierza, chyba in corpore, że już o redakcji „Gazety Wyborczej” nawet nie wspomnę. Jakie korzyści z demokracji mogą mieć Synowie Przymierza i środowisko „Gazety Wyborczej”, skoro tak się przy jej bronieniu uwijają – tajemnica to wielka, ale pewnie jakieś mają – wystarczy popatrzeć na Ukrainę, gdzie najwybitniejsze postacie tamtejszej demokracji są zarazem najbogatszymi tamtejszymi obywatelami, dla swojej zamożności nazywani nawet „oligarchami”. I słusznie – bo kogóż demokracja powinna wynagradzać, jeśli nie swoich największych miłośników i obrońców?

Z kolei w Niemczech najbardziej zaangażowanym obrońcą demokracji okazał się przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz. Właśnie zapowiedział on debatę w Europejskim Parlamencie o zagrożeniu demokracji w Polsce, chociaż nasi obrońcy demokracji, którzy początkowo też do tego dążyli, zostali przez Mocną Rękę powstrzymani. Widać, że Mocna Ręka nie była ręką niemiecką. Niemcy, jako państwo mimo wszystko poważne, tak łatwo nie zrezygnują z okazji, jakie stworzyłaby dla nich interwencja w obronie demokracji z Polsce. Tedy między Naszymi Sojusznikami pojawiła się różnica zdań; Nasz Największy Sojusznik nie życzy sobie na terenie naszego bantustanu żadnych rozruchów, nawet w obronie demokracji, żeby nie ucierpiał od tego wizerunek PAX AMERICANA, podczas gdy Nasz Sojusznik Trochę Mniejszy – odwrotnie – gotów jest nawet przygasające zarzewie konfliktu na tle zagrożonej demokracji rozdmuchiwać, aktywizując przy okazji zepchnięte ostatnio do defensywy Stronnictwo Pruskie.

W kwestii ukraińskiej Nasi Sojusznicy wykazują więcej zgodności poglądów, w związku z czym z oficjalną wizytą do tamtejszego szczęśliwego kraju udał się pan prezydent Andrzej Duda, by zacieśnić wzajemne stosunki, przede wszystkim w sferze politycznej, bo od kogóż mamy uczyć się demokracji i ciągnięcia z niej korzyści, jeśli nie od tamtejszych oligarchów? Dotychczasowego postępowania władz naszego nieszczęśliwego kraju wobec Ukrainy nie można było nawet nazwać polityką – bo polegało ono na żyrowaniu w ciemno wszystkiego, co zrobią władze w Kijowie. Tymczasem władze te bardzo udoskonaliły mechanizmy ciągnięcia korzyści z faktu prezentowania Ukrainy jako państwa specjalnej troski, któremu lepiej się nie sprzeciwiać. W rezultacie, gdy prezydent Bronisław Komorowski podlizywał się w Kijowie tamtejszym oligarchom, tamtejsza Rada Najwyższa uchwaliła ustawę nie tylko uznającą członków UPA za „bojowników o wolność”, ale również przewidującą kary, także dla cudzoziemców, za krytykę ich postępowania. Pewnie dlatego i pan prezydent Andrzej Duda uczcił jedynie „ofiary totalitaryzmu”, a redaktor Mirosław Czech, zasiadający we władzach Związku Ukraińców w Polsce, na łamach „Gazety Wyborczej” informuje, że „Kaczyńskiemu nie może się udać” - oczywiście nie może się udać obalenie demokracji. Ciekawe, czy sam to sobie wykoncypował, czy też zawiadomili go o tym jacyś oligarchowie?

Ale to nieważne, bo ważniejsza jest odpowiedź na pytanie, na czym polega polski interes na Ukrainie. Zacznę od tego, że to państwo jest silne, które ma sąsiadów słabszych od siebie. Wynika z tego, że o ile w interesie Polski leży istnienie Ukrainy, w dodatku skonfliktowanej z Rosją, to jednak nie mocarstwowej. W interesie Polski leży, by istnienie Ukrainy zależało od polskiej przychylności, o którą Ukraina musiałaby nieustannie zabiegać. Problem wszelako w tym, że Polska na Ukrainie realizuje nie interes własny, tylko interesy Naszego Największego Sojusznika, na czym korzysta też Nasz Sojusznik Mniejszy. My możemy tylko i tam i tu walczyć o demokrację - aż do upadłego.

Mówił Stanisław Michalkiewicz


© Stanisław Michalkiewicz
?? ??????? ????
Felieton emitowano w „Radio Maryja”
www.michalkiewicz.pl ☞ WSPOMÓŻ AUTORA


Ilustracja i wideo © Radio Maryja / youtube

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2