UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Klasa średnia czyli ryby i wędki

Klasa średnia to warstwa społeczna żyjąca z własnej pracy lub z własnego kapitału, zatem w dużej mierze niezależna od państwa. Gdyby jedną tysięczną starań i środków jakie wpakowano w Polsce w budowanie tak zwanego społeczeństwa obywatelskiego włożono w tworzenie klasy średniej sytuacja Polski wyglądałaby dzisiaj zupełnie inaczej. Wbrew wszelkim frazesom, które słyszeliśmy na temat świadomego swych praw i obowiązków społeczeństwa obywatelskiego, modelem implantowanym w Polsce w okresie transformacji ustrojowej był paternalizm. Społeczeństwo polskie, ta brzydka panna bez posagu musiało zdaniem prominentów godzić się na wszelkie narzucone jej warunki
i poddawać się bez szemrania terapii którą można było nazwać leczeniem dżumy cholerą. Kiedy społeczeństwo zdobyło się wreszcie na akt odwagi i zrzuciło jarzmo opieki systemu, która wtrąca ludzi w rolę białych niewolników, pracujących za nędzne grosze w obcych firmach i korporacjach, niewolników pełnych kompleksów, przyjmujących bez szemrania na swoje barki cudze historyczne winy, pozbawionych dumy narodowej i tożsamości kulturowej wtedy uważający się za oświeconych zareagowali histerycznym oburzeniem i niebotycznym zdumieniem. Tak jakby przemówiła do nich własnym głosem krowa albo wierzba na łące. Jakim prawem, ten motłoch, to bydło, które jak pisał Szpotański „trzeba strzyc i doić, a kiedy zdechnie zrobić mydło” ośmiela się sprzeciwiać swoim panom i nadzorcom, swojej arystokracji ustanowionej tu na wiek wieków dekretem Stalina. Wydaje mi się, że mniej obawiali się motłochu prawdziwi arystokraci dekapitowani podczas rewolucji francuskiej niż ci „ arystokraci” całkiem nowego chowu z nadania batiuszki Stalina. Paradoksalnie -w skład motłochu, którym gardzili z całej wysokości swoich nomenklaturowych stanowisk, a potem z wysokości zrabowanych społeczeństwu w trakcie transformacji ustrojowej pieniędzy wchodzili nie tylko spauperyzowani przez komunistów prawdziwi arystokraci rodowi, lecz również lud pracujący miast i wsi ten sztandarowy, opiewany w międzynarodówce „lud ziemi”. Ludem komuniści gardzili najbardziej i dopilnowali, żeby po zmianie stosunków jego sytuacja się nie poprawiła. Nomenklatura do której dołączyli zblatowani przy okrągłym stole nieliczni opozycjoniści miała być podstawowym beneficjentem przemian oraz ukonstytuować dziedziczną warstwę uprzywilejowaną. Zamiast demokracji powstały rządy przestępczej oligarchii nomenklaturowego pochodzenia, której udało się zawłaszczyć majątek narodowy.

Ciekawe jest w jaki sposób zdołano rozbroić społeczeństwo ideologicznie. Otóż pozornie rewitalizowano dawne wartości podobnie jak rewitalizuje się w Warszawie zabytkowe obiekty. Kawałek starego muru wbudowany w zupełnie nową, często ohydną strukturę ma ją legitymizować i nobilitować Przypomniano sobie na przykład o dobroczynnej roli własności w regulowaniu stosunków społecznych i gospodarczych i o świętym prawie własności. Święte prawo własności uchylone przez komunistów zostało przywrócone ale wyłącznie jako święte prawo własności ukradzionej i ten model funkcjonuje do dziś. Sprzedawano na przykład komuś aptekę za cenę mniejszą niż wartość zgromadzonych w jej magazynie leków. W ten sposób wybrany według oligarchicznych zasad nowy właściciel nie tylko nic nie płacił za swój nabytek lecz na starcie zyskiwał kilkanaście milionów. Nie muszę chyba dodawać, że przysłowiowy Kowalski nie miał dostępu do podobnych transakcji. Podobnie, ziemię po likwidowanych Pegeerach sprzedawano bezprzetargowo po 10 groszy za metr wybranym według własnego tajnego klucza kontrahentom podczas gdy rolnicy nie mieli do niej dostępu albo mogli ją kupować tylko po cenach rynkowych na specjalnie urządzanych dla nich przetargach. W ten sposób powstały latyfundia, których nie powstydziliby się dawni arystokraci.

Umożliwienie gromadzenia w jednym ręku tysięcy kupowanych dosłownie za grosze hektarów według liberalnej (po liftingu) frazeologii nie było bynajmniej rozdawnictwem. Podobnie kradzież pieniędzy z FOZZ. Była to tylko akumulacja pierwotna. W kraju pozbawionym kapitału trzeba było przecież zgromadzić środki na dalszą działalność. Ten przysłowiowy pierwszy milion- tak nam wmawiano- trzeba było ukraść. Ale jeżeli można ukraść pierwszy milion dlaczego nie kraść następnych? Jeżeli kupiło się ziemię po 10 groszy za metr kwadratowy to dlaczego nie można sprzedawać jej zgodnie ze świętym prawem własności ukradzionej po 100 złotych za metr. Jeżeli dostało się za darmo cudzą kamienicę, albo kupiło ją od staruszki z demencją za 50 złotych dlaczego nie wywalić lokatorów na bruk, albo dlaczego nie podwyższyć im czynszu (dla lokatorów, którzy wykupili swoje mieszkania nazywano ten drastycznie podwyższony czynsz opłatą remontową) do kilku tysięcy miesięcznie. Przecież „trzeba doić, strzyc to bydło”. Sprzedawanie wybranym ziemi po 10 groszy za metr kwadratowy, czy oddawanie kamienicy z lokatorami – powtarzam-według obowiązującej frazeologii nie było rozdawnictwem . To było dawanie wędki zamiast ryby. Natomiast sprzedaż lokatorom, (wśród których byli często prawdziwi przedwojenni właściciele mieszkań ) po preferencyjnych cenach, zajmowanych przez nich od dziesięcioleci lokali zgodnie za tą samą frazeologią było rozdawnictwem i to skandalicznym. Straszono, że lokatorzy sprzedadzą i przepiją swoje mieszkania nie rozumiejąc, że mieszkanie można sprzedać tylko raz. Gorszono się, że będą zarabiać na zabronionym dotąd wynajmie mieszkań nie chcąc zrozumieć, że w ten oto prosty sposób rozwinie się rynek mieszkaniowy i staną się one tańsze.

Dalsza preferencyjna sprzedaż mieszkań kwaterunkowych czy działek rekreacyjnych, którą powinien podjąć rząd dobrej zmiany może stać się pierwszym krokiem w kierunku upowszechnienia własności i zaczątku budowania tej prawdziwej klasy średniej, która weźmie sprawy w swoje ręce i zabierze się do roboty, czego nigdy nie zrobi człowiek, którego modus operandi to kradzież i zawłaszczanie, czyli nomenklaturowy oligarcha.


© Izabela Brodacka Falzmann
3 czerwca 2017
źródło publikacji: blog autorski
www.naszeblogi.pl





Ilustracja © brak informacji

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2