WIADOMOŚCI BEZ ZAPRZAŃSTWA: (żadnych antypolskich ścierw GW, TVN, ...)

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Afera marszałkowa, Aneks – nierówna gra

„Gdyby afera marszałkowa została rzetelnie wyjaśniona, a jej mechanizmy ujawnione społeczeństwu, zablokowałoby to karierę Bronisława Komorowskiego, udaremniało jego udział w wyborach prezydenckich i oszczędziło Polakom wielu bolesnych doświadczeń i upokorzeń.
Odsłonięcie patologicznych relacji już w roku 2008 uchroniłoby nas od niebezpieczeństw wywołanych wpływem Rosji na polskie życie polityczne, zapobiegło obcym knowaniom w ramach konfliktu rząd-prezydent, a w rezultacie – o czym jestem przeświadczony, udaremniło pułapkę smoleńską i zamach z 10 kwietnia.
Nie trzeba tworzyć alternatywnej historii, by zrozumieć, że do dziś płacimy cenę za zignorowanie tego największego zagrożenia.”
Cytowany fragment pochodzi z jednego z moich tekstów z roku 2013. Przyznaję, że w tamtym czasie do głowy mi nie przyszło, że po wygranych wyborach parlamentarnych partia pana Kaczyńskiego nie powróci do wyjaśnienia okoliczności afery marszałkowej i nie pokaże Polakom, kim był człowiek sprawujący najwyższy urząd w III RP.
Choć osiem lat rządów reżimu PO-PSL obfitowało w setki najpoważniejszych występków, nie było w tym czasie sprawy równie ważnej, a zarazem symbolicznej niż afera marszałkowa – „matka” wszystkich afer. Powstały wówczas układ, oparty na patologicznych relacjach służby-politycy-media stworzył fundament dla kolejnych szalbierstw i gier operacyjnych i do dnia dzisiejszego decyduje o kondycji tego państwa i logice wielu procesów publicznych.
Nie ma potrzeby wracać do szczegółowego opisu sprawy. Na moim blogu, pod hasłami „Komorowski” i „afera marszałkowa” widnieje kilkadziesiąt tekstów poświęconych tematowi.
Przypomnę jedynie, że afera marszałkowa była wielowątkową kombinacją operacyjną z udziałem ludzi WSW/WSI, Bronisława Komorowskiego, ABW, prokuratury i ośrodków propagandy, zmierzającą do uzyskania dostępu do tajnego uzupełnienia (Aneksu) z Raportu z Weryfikacji WSI. Gdy okazało się to niemożliwe, podjęto działania służące skompromitowaniu członków Komisji Weryfikacyjnej i sparaliżowaniu prac Komisji oraz akcję odwetową wobec dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego. Działania te mogły mieć również na celu uprzedzenie ewentualnych zarzutów dotyczących powiązań polityków PO ze środowiskiem byłych WSI i były rodzajem „uderzenia wyprzedzającego”. Chodziło o zdezawuowanie treści zawartych w Aneksie i wytworzenie wokół Komisji Weryfikacyjnej atmosfery podejrzeń o nielegalne działania. Priorytetem kombinacji pozostawała ochrona politycznego „patrona” wojskowych służb - Bronisława Komorowskiego.
Są w tej sprawie skandaliczne akcje prokuratury i ludzi ABW, jest wątek funkcjonariuszy ośrodków propagandy, są próby stosowania aresztów wydobywczych, rewizje, zastraszanie i nękanie świadków, są niewyjaśnione zgony.
Logikę kombinacji wytyczają słowa B. Komorowskiego ze stycznia 2008 roku – „Muszę zobaczyć aneks przed publikacją”. Padły one w reakcji na wiadomość, że prezydent Lech Kaczyński rozważa publikację Aneksu i ma wątpliwości, czy przed ujawnieniem dokumentu powinien skierować go do marszałków Sejmu i Senatu.
Komorowski, o czym w grudniu 2014 roku przypomniał Antonii Macierewicz – „robił wszystko, działał legalnie i nielegalnie, by zapoznać się z tym dokumentem i uniemożliwić jego opublikowanie, bądź go za wszelką cenę zdyskredytować.
Można przyjąć za pewnik, że wobec tak silnego imperatywu i wewnętrznego przymusu, lektura Aneksu była pierwszą czynnością, jakiej oddał się B. Komorowski po przeprowadzeniu operacji zajęcia Kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego, zaś oświadczenie lokatora Belwederu, złożone podczas sądowych zeznań w sprawie afery marszałkowej – „aneks jest wymierzony we mnie”, opiera się na bezpośredniej wiedzy Komorowskiego i znajduje potwierdzenie w treści dokumentu.
Wszystko, co wiemy na temat tej ponurej postaci oraz niezwykle dramatyczne okoliczności towarzyszące aferze marszałkowej, muszą prowadzić do konkluzji, że sam zainteresowany, jak i bliskie mu środowisko b. WSI, uważało publikację Aneksu za rzecz wyjątkowo niepożądaną i wręcz groźną dla swoich interesów. W tzw. stanowisku stowarzyszenia „Sowa” do projektu nowelizacji ustawy o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego, z 28 listopada 2012 roku, można znaleźć opinię ludzi b. WSI na temat „rozwiązania problemu Aneksu”. „Sowa” doradzała dwa scenariusze :
„Niejawny dokument Aneks o klauzuli „ściśle tajne” otrzymuje kategorię archiwalną „A” i zostaje przekazany do archiwum centralnego, np. Archiwum Akt Nowych z zastrzeżeniem, że może być udostępniony po 50 latach, tj. po 2056 roku. Drugie: Niejawny dokument Aneks o klauzuli „ściśle tajne” otrzymuje kategorię archiwalną „Bc”, co oznacza, że dokumentacja ma krótkotrwałe znaczenie praktyczne i po pełnym jej wykorzystaniu (co już nastąpiło), jest przekazywana na makulaturę – Aneks zostaje zniszczony”.

        Na podstawie wiedzy o aferze marszałkowej i wydarzeniach prowadzących do 10 kwietnia 2010 roku, warto postawić pytanie: jeśli po to, by nie doszło do ujawnienia Aneksu, w latach 2007-2008 prowadzono brutalną i bezprawną grę wymierzoną w ustawowy organ państwa – Komisję Weryfikacyjną, podczas której dopuszczono się szeregu poważnych przestępstw, jeśli B. Komorowski nie cofnął się przed atakami na prezydenta Lecha Kaczyńskiego i usilnie zabiegał o dostęp do tajnego dokumentu, zaś środowisko b. WSI tak wielką wagę przywiązywało do jego zablokowania, a nawet doradzało całkowite zniszczenie, jak należy interpretować stanowisko prezydenta Andrzeja Dudy wyrażone w słowach – „to nie jest najważniejsza sprawa dla Polaków, mam znacznie poważniejsze sprawy do załatwienia” oraz znamienne słowa prezydenckiego ministra K. Szczerskiego z 2015 roku – „to temat, którego nie ma”?
Jest w tym objaw nonszalancji, niewiedzy i niezrozumienia wagi tematu, czy wyraz koniunkturalizmu i zakulisowych ustaleń ze środowiskiem Komorowskiego? Nie wiemy nawet, czy opinia pana Dudy powstała po uważnej lekturze Aneksu, czy też pan prezydent, nie czytając tego dokumentu wie lepiej, co jest lub nie jest ważne dla Polaków?
A skoro pan Duda uważa sprawę Aneksu za mało ważną – dlaczego jego Kancelaria odmawia nawet odpowiedzi na pytanie: czy dokument nadal istnieje i znajduje się w prezydenckim sejfie? Skąd wyborcy pana prezydenta mają wiedzieć, czy jego poprzednik nie „rozwiązał problemu”, w sposób, jaki doradzali mu ludzie b. WSI?
Zdaję sobie sprawę, że nie ma dziś tak szokujących ani doniosłych informacji, które mogłyby wstrząsnąć opinią publiczną lub postawić polityków PO przed poważnymi zarzutami.
Już publikacja Raportu z Weryfikacji WSI dowiodła, że sprawność aparatu propagandy znacząco przewyższa dążenie do prawdy i potrzebę wiedzy na temat otaczającej nas rzeczywistości. Następnego dnia po opublikowaniu 374 stronicowego Raportu, opatrzonego obszernymi aneksami, podano opinii publicznej wyniki tzw. „sondażu”, z którego miało wynikać, że 44,9 proc. Polaków ocenia dokument jako niewiarygodny, 31,2 proc. - za wiarygodny, zaś 18,7 proc.-nie ma zdania na temat dokumentu.
Jeśli Bronisław Komorowski, którego nazwisko pojawia się blisko 60 razy na kartach Raportu, nadal był uważany za solidnego polityka, a nawet został wybrany prezydentem III RP, jest w tym dowód skrajnej ignorancji Polaków, ale też prymatu propagandy nad faktami.
Niewykluczone, że również publikacja Aneksu do Raportu z Weryfikacji WSI nie wywołałaby większego zainteresowania, niż różne „newsy’ i „sensacje dnia”, jakimi karmi się naszych rodaków. Ujawnienie Aneksu, mogłoby zatem spowodować chwilowe „wzmożenie” uwagi elektoratu i podwyższenie emocji społecznych, ale nie wiązałbym z tym wydarzeniem szczególnych nadziei. Brak woli politycznej wyklucza możliwość wykorzystania takiej okazji do likwidacji wpływów Onych i rozprawy z patologiami magdalenkowego tworu, zaś deficyt wolnych mediów i fatalna kondycja intelektualna środowiska dziennikarskiego, skutecznie blokowałyby próby przekazania Polakom tej wiedzy.
Z drugiej strony, działania ludzi WSI i ewidentny lęk B. Komorowskiego przed publikacją tajnego dokumentu, pozwalają przypuszczać, że znajdują się w nim treści, które poważnie mogłyby naruszyć interesy triumwiratu III RP lub wywołać polityczne „trzęsienie ziemi”. W taki kontekście interpretowałbym również zachowania obecnego prezydenta oraz wyjątkowo gorliwe unikanie tematu przez ludzi „dobrej zmiany” i ich media.
W tej sytuacji, nie należy brać pod uwagę potencjalnych reakcji społecznych, a tym bardziej, wrzasku propagandystów, lecz skoncentrować się na rzeczywistym znaczeniu Aneksu w kontekście bezpieczeństwa wewnętrznego. Zakładam, że każdy, kto rozumie znaczenie wpływów „peryskopu, za pomocą którego Rosjanie pozyskiwali wiedzę o mechanizmach funkcjonowania naszego państwa”(jak onegdaj prof. Zybertowicz określił rolę WSI), będzie też zainteresowany publikacją uzupełnienia do Raportu z Weryfikacji WSI.

        Gdy w latach 2008-2009 opisywałem na blogu aferę marszałkową (ówczesne „niezależne media” używały szalbierczego terminu „afera aneksowa”) i przez kolejne miesiące zadawałem B. Komorowskiemu szereg pytań, publikacje te były objęte cenzurą ze strony dysponentów „niezależnego forum blogerskiego” pod nazwą Salon24. Doświadczałem też szczególnych form zainteresowania służb III RP, o których – z oczywistych powodów, nie mogę otwarcie dywagować.
W całej przestrzeni publicznej nie było wówczas przyzwolenia na niepokojenie polityka PO, ani większego zainteresowania wyjaśnieniem roli Komorowskiego w aferze marszałkowej. Wygrana „necandusa” w tzw. wyborach prezydenckich 2010 roku sprawiła, że nad Komorowskim roztoczono szczelny parasol medialny, temat wyciszono i skazano na zapomnienie. O tej sprawie, podobnie jak o Aneksie i działaniach p.o. prezydenta, nie wolno było głośno mówić ani o nie pytać.
Choć B. Komorowski jest dziś (niesłusznie) traktowany niczym niegroźny „emeryt polityczny”, a od dwóch lat doznajemy dobrodziejstw i swobód „dobrej zmiany”, mam nieodparte wrażenie, że nad bohaterem afery marszałkowej i jego sprawkami nadal roztacza się polityczny parasol ochronny, zaś temat Aneksu należy do ścisłego tabu. Jeśli wtedy i dziś nie można pytać o tę aferę ani domagać się publikacji Aneksu, jeśli Pałac Prezydencki nadal ignoruje kwestie niewygodne dla Andrzeja Dudy – gdzie przebiega granica owej „dobrej zmiany” i na czym w istocie polega?
Nie tylko nie dopuszcza się do publicznej dyskusji nad kluczowym dla naszego bezpieczeństwa dokumentem, ale nikt nie odważy się pytać pana prezydenta o powody ukrywania Aneksu, bądź nalegać na polityków partii rządzącej w sprawie wyjaśnienia afery marszałkowej i prześwietlenia działań Komorowskiego w latach 2008 -2015.
Partyjni cmokierzy i pospolici głupcy, mogą wzruszać ramionami na wagę takiej tematyki, ale już próba postawienia rzeczowych pytań obnaża absurdalność tak nierozumnej postawy.
Można bowiem zapytać: kto i jakimi metodami zbadał, czy afera marszałkowa i zawiązany wówczas sojusz rosyjskiej agentury ze służbami III RP, miał, czy też nie miał związku z późniejszymi działaniami zmierzającymi do zastawienia pułapki smoleńskiej i doprowadzeniem do śmierci 96 Polaków, w tym prezydenta Lecha Kaczyńskiego?
Czy w latach poprzedzających Smoleńsk, mogło dojść do równie spektakluranej aktywności ludzi b.WSI (w tym powołania jawnej reprezentacji ) oraz reaktywacji ich wpływów, gdyby B. Komorowski poniósł odpowiedzialność za udział w aferze marszałkowej i nie mógł kandydować na stanowisko prezydenta?
Czy bez przeprowadzenia śledztwa w sprawie układu ludzi WSI z politykami PO-PSL oraz ustalenia, jakie konsekwencje wynikały z patologicznych relacji, możliwa jest rozprawa z ową „obcą agenturą”, o której Jarosław Kaczyński informował Polaków podczas ostatniej miesięcznicy smoleńskiej?
Jak to możliwe, że ten arcyważny temat, w którym ogniskują się interesy rosyjskiej agentury i ponure tajemnice następcy Lecha Kaczyńskiego, nie jest dziś przedmiotem zainteresowania polityków Prawa i Sprawiedliwości, nie znajduje miejsca w publikacjach „wolnych mediów” i został skazany na kolejną kadencję milczenia?
Dlaczego właśnie B. Komorowski i środowisko b. WSI wyjęci są z jakichkolwiek działań organów tego państwa, nie toczą się w ich sprawach żadne postępowania, zaś inicjatywy ustawowe związane z tym środowiskiem zostały wycofane przez prezesa PiS?

Powstała dziś sytuacja, należy do wyjątkowo groźnych.
Można zakładać, że życzenie Komorowskiego – „muszę zobaczyć aneks przed publikacją”, zostało spełnione. Wbrew woli prezydenta Lecha Kaczyńskiego i na przekór intencjom, z jakimi został sporządzony Aneks.
Uważam za wielce prawdopodobne, że były lokator Belwederu oraz ludzie z bliskiego mu środowiska WSI posiadają nie tylko informacje na temat zawartości tajnego dokumentu, ale wiedzą, co naprawdę wydarzyło się w dniu 10 kwietnia 2010 roku.
Tej wiedzy nie mają Polacy, a dzięki postawie prezydenta Dudy, nie mają też szans poznania treści Aneksu do Raportu WSI ani zrozumienia – czego tak bardzo bał się Komorowski i jego przyjaciele?
Tworzy to niebezpieczną dysproporcję, w której tylko jedna strona dysponuje cenną wiedzą, ale też, dostatecznym materiałem, dla prowadzenia dowolnych gier i kombinacji operacyjnych. W kontekście obecnej sytuacji geopolitycznej oraz aktywności wewnętrznej agentury, nie mamy żadnej pewności, czy właśnie ta wiedza nie buduje uprzywilejowanej pozycji naszych największych wrogów.
Kolejna odsłona gry „taśmami Sowy”, za którą najprawdopodobniej stoi środowisko byłej wojskówki, jest wyraźnym sygnałem, że nie zakończono jeszcze procesu „formatowania” układu rządzącego, ale też dowodzi dużej swobody działania środowiska b. WSI.
Utrzymywanie stanu tak poważnej dysproporcji, zawsze będzie korzystne dla tych, którzy więcej wiedzą i mogą. Dlatego na ukrywaniu Aneksu i milczeniu wokół afery marszałkowej, wygrywa tylko Komorowski i ludzie w brązowych butach.
Jeśli wyborcy PiS godzą się na grę o tak nierównych szansach i nie mają odwagi upomnieć o swoje bezpieczeństwo, wynik tej rozgrywki został już rozstrzygnięty.


© Aleksander Ścios
bezdekretu@gmail.com
13 czerwca 2017
www.bezdekretu.blogspot.com





Ilustracja © brak informacji

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz