WIADOMOŚCI BEZ ZAPRZAŃSTWA: (żadnych antypolskich ścierw GW, TVN, ...)

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Prawdziwi ludzie „Solidarności”: Stanisław Huskowski, Jadwiga Szymonik, Jan Waszkiewicz, Tomasz Wójcik

Ludzie Politechniki po prostu się sprawdzili – mówi profesor Jan Waszkiewicz, pierwszy marszałek województwa dolnośląskiego, od początku lat 70. związany z uczelnią.

Początki działalności związkowej, a potem „Solidarność” na Politechnice Wrocławskiej to oczywiście koniec sierpnia 1980 r. We Wrocławiu wybuchają strajki. Najpierw w MPK, potem do akcji protestacyjnej dołączają załogi m.in. Hutmenu, Elwro, FAT-u, Fadromy, Hydralu, Pafawagu. Politechnika była jeszcze na wakacjach, ale i tu zaczęto organizować nieformalne zebrania i przekazywano sobie informacje o sytuacji w mieście.

Kiedy 31 sierpnia w stoczni podpisywano Porozumienie Gdańskie, zezwalające m.in. na tworzenie wolnych związków zawodowych, w małej sali BHP Politechniki Wrocławskiej zaczynało się pierwsze posiedzenie Komitetu Założycielskiego Niezależnego Związku Zawodowego PWr.
– Pamiętam, jak wywiesiłem kartkę, że kto jest zainteresowany przystąpieniem do związku, niech się pojawi w laboratorium [Wydział Chemiczny – red.] – opowiada Tomasz Wójcik, pierwszy szef politechnicznej „Solidarności”.
– Byłem pełen obaw, ile osób przyjdzie, kto przyjdzie. I kiedy w drzwiach jako pierwszy ukazał się tak zacny człowiek, jak profesor Krzysztof Pigoń, wiedziałem, że będzie dobrze.

Jan Waszkiewicz
W połowie września na Politechnice przeprowadzono referendum.
Pytanie brzmiało: „Czy zamierzasz wstąpić (lub czy już wstąpiłeś) do Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego zarejestrowanego w Międzyzakładowym Komitecie Założycielskim we Wrocławiu”.
Na „tak” zagłosowało prawie 97 proc. (5233 osób), na „nie” 3 proc. (165 osób).

Tuż po inauguracji roku akademickiego Komitetowi Założycielskiemu przydzielono lokal w pokoju nr 11 w bud. D-1. Sekretarką została Jadwiga Szymonik, która do dziś pracuje w „Solidarności” przy Politechnice Wrocławskiej.
– Byłam pierwszym etatowym pracownikiem związku – wspomina. – To były piękne, choć trudne czasy. Ludzie życzliwi, pełni nadziei i nie chodziło im o pieniądze, walczyli po prostu… o wolność – opowiada Szymonik. – Zresztą po co wtedy były komu pieniądze, skoro na półkach był tylko ocet – śmieje się.
– Pamiętam tę atmosferę podniecenia i potrzebę szybkiej organizacji, naprędce organizowane spotkania, różne deklaracje – opisuje atmosferę tamtych dni profesor Eugeniusz Rosołowski.
– Organizowany NSZZ „S” stał oczywiście w opozycji do ZNP na Politechnice. Na szczęście, i tam w owym czasie było sporo normalnych ludzi, którzy sprzyjali, czy nawet współtworzyli „Solidarność” – wspomina profesor. – W moim najbliższym otoczeniu działali m.in. Andrzej Olszewski, Rafał Szafran czy Andrzej Szymański. Później, już po rejestracji związku, nastąpił okres burzliwych zebrań.
– Ale ludzie byli do bólu uprzejmi i bardzo zaangażowani – opowiada Jadwiga Szymonik.
„Solidarność” na Politechnice Wrocławskiej była drugą co do wielkości, po Jelczańskich Zakładach Samochodowych, organizacją na Dolnym Śląsku.
– Z pewnością sporo zawdzięczała mądrości i doświadczeniu Tadeusza Huskowskiego. Jeszcze przed wybuchem stanu wojennego przygotowani byliśmy do strajku – opowiada pani Jadwiga. – Gotowe były różne plany, instrukcje działania itd.

27 stycznia 1981 roku ukazał się pierwszy numer „Informacji” – biuletynu NSZZ „Solidarność” przy Politechnice Wrocławskiej. W kolejnym, marcowym, wydaniu rozważano trafność sugestii profesor Jadwigi Staniszkis, która podczas spotkania na Politechnice zwróciła uwagę na „oligarchizację „Solidarności”, czyli na postępującą alienację gremiów funkcyjnych wobec związkowych dołów”.
– Hm… to był dowód na brak cenzury w związku, każdy miał prawo zamieścić swoją opinię, ja się z nią nie zgadzałem – mówi Tomasz Wójcik.
– Ja nie lekceważyłem nigdy jej intuicji – śmieje się profesor Jan Waszkiewicz. – A cenzury oczywiście nie było – dodaje. Profesor Waszkiewicz pisywał nie tylko do „Informacji”, ale przede wszystkim do Biuletynu Dolnośląskiego. – Lubiłem wiedzieć, co się dzieje. Przypadek sprawił, że stałem się działaczem zarządu regionu, a potem władz krajowych – dodaje.

14 września 1981 aresztowano Kornela Morawieckiego, pracownika Instytutu Matematyki Politechniki Wrocławskiej, delegata na I Krajowy Zjazd „Solidarności”, redaktora Biuletynu Dolnośląskiego. Postawiono mu zarzut podważania sojuszy międzynarodowych.
– To aresztowanie było dla nas ciosem, wprowadziło poczucie zagrożenia, to był zamach na całą „Solidarność” – wspomina Wójcik.
– Baliście się?
– O nie! Absolutnie! Wprost przeciwnie, narastała w nas chęć organizowania marszy, protestów w obronie Kornela – mówi Jadwiga Szymonik. – Nosiliśmy bibułę, potem robiliśmy paczki dla rodzin internowanych kolegów.

2 października podczas inauguracji roku akademickiego przemówił „solidarnościowy” rektor, profesor Tadeusz Zipser. Mówił: – „My tu w naszej społeczności tworzymy wzorce własne tej trudnej dyskusji. Nie dajmy się ponosić jałowej agresywności. Porzućmy pesymizm założeń, że nasz partner i tak nie da się przekonać. Porzućmy także optymizm, że to my zawsze mamy rację. Przychodzi nam dziś działać w jeszcze bardziej odpowiedzialnej sytuacji, gdyż jesteśmy autonomiczni. Dźwigamy na sobie większy ciężar odpowiedzialności, jednak wierzę, że do brzegu przyszłej inauguracji dobijemy szczęśliwie i że nie uronimy z tego naszego czoła żadnych wartości”.
Dwa miesiące później, 29 grudnia, profesor Zipser został odwołany ze stanowiska rektora Politechniki Wrocławskiej.

Tomasz Wójcik
W przeddzień wybuchu stanu wojennego Tomaszowi Wójcikowi urodziła się córka.
– Żona była w szpitalu, więc ja w domu pilnowałem trójki dzieci, nie byłem świadom sytuacji – opowiada.
– Przyszli nawet tajniacy w nocy, ale jak mnie zobaczyli w domu samego z dziećmi, odpuścili. Myślałem, że to zwykła prowokacja. Ale rano przyjechał Marek Muszyński z kolegami i powiedział co się stało. Potem, kiedy rodzina była już bezpieczna, zniknąłem. Ukrywałem się do 8 marca.

13 grudnia, w związku z ogłoszeniem stanu wojennego, na Politechnice Wrocławskiej rozpoczął się strajk okupacyjny. Dwa dni później rozbity został przez oddziały ZOMO.
Jadwiga Szymonik była w D-1, była łączniczką z gmachem A-1.
– Widzieliśmy, jak zbliżają się wozy milicji – opowiada. – Zadzwoniłam do A-1, ktoś odebrał telefon i nie był to Marek Muszyński. Wiedziałam, że oni już są w środku, więcej już tam nie dzwoniłam – wspomina. – Tak byłam umówiona z Markiem, że tylko on będzie odbierał telefony.
Pani Jadwidze w strajku towarzyszył mąż Kazimierz. Nie pracował na Politechnice, ale przyjechał wesprzeć żonę. Podobnie jak inni wrocławianie.
– Przychodziło wielu ludzi. Zostawiali jedzenie pod bramą, chleb, ziemniaki – opowiada pani Jadwiga. – Zapasów mieliśmy na kilka tygodni. Nic się nie przydało, bo ZOMO wdarło się na uczelnię i spacyfikowało strajk.

Po pacyfikacji związkowcy wywozili resztki dokumentów, jakieś sprzęty do drukowania. To, czego nie udało się wcześniej zabezpieczyć, konfiskowali tajniacy.
– To był chyba 17 grudnia – wspomina pani Jadwiga. – Przyszli i zażądali klucza od sejfu. Tam i tak nie było już nic ważnego, ale oni myśleli, że jest. Otworzyli sejf i w sukno, takie zielone ze stołu prezydialnego, zawijali wszystko, wynosili do samochodu i wywozili na Łąkową. Były tam np. popiersia Piłsudskiego, Sikorskiego, znaczki związkowe itd. Podobno wiele z tych popiersi trafiło do domów funkcjonariuszy – śmieje się pani Jadwiga.
Związek formalnie przestał istnieć. Jadwiga Szymonik do 1989 roku pracowała w dziale studenckim, potem znowu wróciła do pracy w „S”.

Kornel Morawiecki, lider Solidarności Walczącej, w książce „Wyboista droga do wolności” podkreśla, że na I Krajowym Zjeździe „Solidarności” Politechnika Wrocławska miała aż pięciu delegatów [Jan Waszkiewicz, Tomasz Wójcik, Andrzej Zarach, Kornel Morawiecki i Stanisław Huskowski – red.].
I cóż w tym szczególnego? – pisze Morawiecki – Ano to, że delegaci na I Krajowy Zjazd „Solidarności” w hali Olivii byli wybierani w proporcji 1 na 10 tysięcy członków „Solidarności” w Regionie. I takiej pięcioosobowej nadreprezentacji w tamtym najważniejszym dla związku gremium nie miał żaden kilkakrotnie liczniejszy i symboliczniej postrzegany zakład w Polsce. Ani Stocznia Gdańska czy Szczecińska, ani Huta Katowice, ani żadna z kopalni, ani FSO Żerań. Z tych politechnicznych delegatów dwóch weszło do najściślejszego Krajowego Kierownictwa Związku”.


© Katarzyna Górowicz-Maćkiewicz
12 grudnia września 2010
źródło publikacji: „Pryzmat” - wydanie specjalne
www.pwr.edu.pl




INFORMACJE - numer z 16 września 1`981 r,




W tekście wykorzystano fragmenty wydawnictwa z okazji 25 LAT NSZZ „SOLIDARNOŚĆ” przy Politechnice Wrocławskiej oraz książki „Wyboista droga do wolności” z 2005 r.


ARTYKUŁ PRZYWRÓCONY Z KOPII ZAPASOWYCH, Z TEGO POWODU ORYGINALNY FORMAT ARTYKUŁU MOŻE NIE PASOWAĆ DO FORMATU OBECNEGO BLOGU. NIEKTÓRE ILUSTRACJE MOGĄ BYĆ OBECNIE NIEDOSTĘPNE, A LINKI MOGĄ BYĆ NIEAKTUALNE.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz