Dziś policjanci, od których wymaga się olbrzymiej dyspozycyjności, a często również odwagi, są postawieni w sytuacji konfrontacji z prawdziwymi przestępcami, bez jakiegokolwiek poważnego wsparcia ze strony państwa.
Gliniarz, na którego twarzy malowało się wyraźne zmęczenie po całonocnym patrolu, powiedział do mnie zrezygnowanym głosem: „Skończyłem kierunek pokrewny do pańskiego i widzi pan, co robię. Zaczyna się od ulicy. Albo się na niej zostaje, albo idzie dalej”. Minęły lata, a zmieniło się niewiele.
Być może na komendach nie leje się już morze wódki (zainteresowani pewnie powiedzą, że nigdy się nie lało), a kadra to w przeważającej części ludzie po studiach, znający języki, których po prostu splot różnych wydarzeń usytuował na odcinku policyjnym. Być może wizerunek policjanta w dzisiejszej Polsce kojarzony jest z przystojnym aktorem, który na dużym ekranie dzielnie strzeże swoich zasad i zawsze otacza się pięknymi kobietami – dziś już nie musi nazywać się Callahan, ale Desperski.