
Na początku lat 90-tych, kiedy tylko w naszym nieszczęśliwym kraju rozpoczęła się transformacja ustrojowa, to znaczy - PRL-owska soldateska i bezpieczniacy poprzebierali się za demokratów, a dawni stalinowcy z „lewicy laickiej” w zamian za dopuszczenie do konfitur władzy, powystawiali im nie tylko certyfikaty autentyczności, ale nawet dyplomy „człowieków honoru”, środowiska żydowskie w Stanach Zjednoczonych nie stąd, ni zowąd podniosły wobec „narodu polskiego” – nie wobec jakichś Polaków, czy jakichś polskich środowisk, tyko właśnie wobec narodu polskiego jako całości zarzut, że w obliczu holokaustu zachował się „biernie”. Zarzut dziwaczny tym bardziej, że oskarżyciele nie precyzowali, co mianowicie „naród polski” miałby zrobić, żeby nie zasłużyć na taką recenzję, no i przede wszystkim – że naród polski podczas II wojny światowej, kiedy to Niemcy zorganizowały masakrę Żydów europejskich, tak całkiem biernie się nie zachował.
