UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2

OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I NIEPRZYJAZNA MATOŁOM „NOWOCZESNYM”, Z PLATFORM OSZUSTÓW I KOMITETÓW OBRONY DOSTĘPU DO ŻŁOBU, KOMUNISTOM, „UB–WATELOM RP”, WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYM DEWIANTOM.

Askarysi w rozterce

        Nie mówi się o sznurze w domu wisielca. Czyż nie z tej przyczyny telewizyjna stacja TVN, którą podejrzewam, iż została założona przez Wojskowe Służby Informacyjne przy udziale pieniędzy ukradzionych z Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, w głównym wydaniu „Faktów” o godzinie 19.00 21 lipca, ani słowem nie wspomniała o wprowadzeniu w Turcji stanu wyjątkowego?
Najwyraźniej ścisłe kierownictwo musiało uznać, że przezorniej będzie o tym nie wspominać i to z dwóch co najmniej powodów. Pierwszy – że stan wyjątkowy w Turcji przypomina stan wojenny w Polsce z 1981 roku – więc lepiej nie wywoływać wilka z lasu, przypominając, jak to nasza niezwyciężona armia wzięła obywateli za twarz, żeby zasłużyć na una dolce sonrisa de querida Caryca Leonida. Drugi – znacznie ważniejszy – że Wojskowe Służby Informacyjne, których wprawdzie oficjalnie „nie ma”, tak samo, jak izraelskiej broni jądrowej, najwyraźniej nie porzuciły myśli o odegraniu przewodniej roli w interwencji mającej na celu usunięcie zagrożeń dla demokracji i praworządności w Polsce.
Kiedy już konfidenci zgrupowani w Komitecie Obrony Demokracji doprowadzą do rozruchów na skalę ogólnopolską, by sprowokować rząd do interwencji, by oskarżyć go o praktykowanie „terroryzmu państwowego”, a następnie – w myśl przewidzianej w traktacie lizbońskim „klauzuli solidarności” - zaprosić Unię Europejską do interwencji w Polsce, Wojskowe Służby Informacyjne, wykorzystując rozbudowaną agenturę, wykonają całą brudną robotę, podobnie jak w roku 1981, dokonując skrytobójstw, aresztowań i wszystkich innych form represji. Tak będzie wygodniej, bo na wypadek jakiejś Norymbergi, której oczywiście nie będzie – ale co to komu szkodzi podmuchać na zimne? - zawsze można będzie zwalić winę na askarisów.

        Więc pani redaktor Pochanke ani słowem nie wspomniała o stanie wyjątkowym w Turcji, za to nie posiadała się z oburzenia na wybranego właśnie przez Sejm prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, doktora Jarosława Szarka, że ośmielił się uznać, iż zbrodni w Jedwabnem na tamtejszych Żydach dopuścili się Niemcy, wykorzystując grupę Polaków. Najwyraźniej Wojskowe Służby Informacyjne mają rozkaz przyjęcia niemieckiego punktu widzenia bez zastrzeżeń, toteż i parlamentarzyści Platformy Obywatelskiej w rodzaju pana posła Grupińskiego, uważają, że kandydatura prezesa, który nie przyłącza się do chóru oszczerców narodu polskiego, nie powinna paść w polskim Sejmie. Jeśli zatem ktokolwiek miał jeszcze wątpliwości, czy Platforma Obywatelska jest polityczną ekspozyturą Stronnictwa Pruskiego w Polsce, to ma znakomitą okazję, by się wszelkich wątpliwości pozbyć. Nawiasem mówiąc, na niemieckie autorstwo zbrodni w Jedwabnem wskazała podczas przesłuchania w TVN przez resortową „Stokrotkę” również minister edukacji Anna Zalewska. Najwyraźniej między resortową „Stokrotką” a Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie musi funkcjonować jakaś „gorąca linia”, bo natychmiast odezwali się tamtejsi mełamedzi wyrazili swoje „głębokie zaniepokojenie” ta wypowiedzią. Jużci – tyle forsy wpompowali w nadymanie doktora socjologii Jana Tomasza Grossa na „światowej sławy historyka”, tyle się nauwijali by jego fantasmagoriom nadać rangę niepodważalnych prawd, że każda próba zweryfikowania tych fantasmagorii musi budzić ich „głębokie zaniepokojenie” że tyle forsy poszło w błoto.

        Dlaczego Platforma Obywatelska, którą uważam za polityczną ekspozyturę Stronnictwa Pruskiego, gotowa porzucić wszelkie pozory i otwarcie promować niemiecką politykę historyczną? Po pierwsze dlatego, że taki rozkaz musiała otrzymać od swoich bezpieczniackich protektorów. Bo jedynym politykiem PO, którego niezawisły sąd prawomocnie uwolnił od podejrzeń o posiadanie, co prawda nie „bezpieczniackich”, tylko „ubeckich” protektorów, jest poseł Stefan Niesiołowski. Wszyscy pozostali takiego certyfikatu nie mają, więc nic dziwnego, że uwijają się jak w ukropie. Tym bardziej, że – po drugie – „w walce o lepszy dostęp do żłobu”, który w przypadku PO odsuniętej od rządów musiał się drastycznie skurczyć, partia zaczyna się rozpadać. Właśnie wyleciało z niej trzech posłów: poseł Huskowski, poseł Protasiewicz i do niedawna przypominający prosię tylko zewnętrznie poseł Michał Kamiński. Podobno mają się odwoływać do niezawisłych sądów, ale wydaje się, że to tylko zintensyfikuje procesy rozpadowe, bo właśnie poseł Niesiołowski pryncypialnie skrytykował przewodniczącego PO Grzegorza Schetynę, że „szkodzi partii”. Najwyraźniej Schetyna musi podlegać innemu protektorowi niż, dajmy na to, była premierzyca Ewa Kopacz, którą zdaje się lansować („a potem lansował mnie przez dwie godziny...”) poseł Niesiołowski. Tym właśnie przepychankom były chyba poświęcona połowa czasu antenowego przeznaczonego na „Fakty”, co w moim przekonaniu odbija rozterkę targającą ścisłe kierownictwo Wojskowych Służb Informacyjnych, czy podtrzymywać nadal tę całą Platformę, czy też położyć na nią lachę i nadymać Ryszarda Petru i jego girlsy. Pytanie jest zasadne i aktualne tym bardziej, że właśnie Sejm zdecydował powołać komisję śledczą w sprawie Amber Gold. Tylko najmniej spostrzegawczy obserwator nie zwróciłby uwagi na tropy prowadzące od podejrzanego Marcina Plichty do bezpieczniackich watah, więc jeśli komisja ten trop przeoczy, to będzie to nieomylny znak, że nadal kopiemy się tylko po kostkach, ale nie wyżej – ale nawet w tej sytuacji przezorność nakazuje odciąć się od tak zwanych „ślepych bagnetów”, które całą brudną robotę wykonywały tym bardziej, że wytarzanie Donalda Tuska w smole i pierzu wydaje się bardzo prawdopodobne. Jakie śmierdzące dmuchy przy tym wyjdą – tego jeszcze nikt nie wie, więc w tej sytuacji lepiej zainwestować w Ryszarda Petru, który jeszcze niczego nie zdążył zmajstrować, podobnie jak otaczające go debiutantki. Poza tym są jeszcze Amerykanie, którzy na Platformę, jako ekspozyturę Stronnictwa Pruskiego, wcale nie muszą patrzeć z zachwytem, podczas gdy z Ryszarda Petru i jego panienek „można wszystko zrobić i w każdą formę ulepić”.

        Tymczasem koła rządowe najwyraźniej dały się ponieść entuzjazmowi, jaki nieuchronnie musi towarzyszyć realizowaniu programu rozdawnictwa i w Sejmie pojawił się projekt ustawy podwyższającej uposażenia osób piastujących kierownicze stanowiska państwowe, obejmujący również parlamentarzystów. Wywołał on nieżyczliwe komentarze, wobec czego został z porządku dziennego zdjęty już następnego dnia, ale sprawa na tym się pewnie nie zakończy, ponieważ powodem takiej błyskawicznej reakcji była „wściekłość” prezesa Kaczyńskiego, który najwyraźniej musiał nabrać przekonania, że ktoś chce wsadzić go na minę. Pewnie i tu polecą głowy, bo rzeczywiście – tyle jest dyskretnych sposobów futrowania osób zasłużonych, że żadna ostentacja nie jest potrzebna, zwłaszcza gdy jednocześnie mówi się o pochylaniu się nad tak zwanymi „ludzkimi sprawami”.

        Tedy prezes Kaczyński musiał powstrzymać ten rozbój tym bardziej, że 21 lipca zjechała do warszawy Grupa Wyszehradzka, by namawiać się nad przyszłością Unii Europejskiej. Oczywiście w „Faktach” i na ten temat nie było ani słowa, bo z punktu widzenia Wojskowych Służb Informacyjnych znacznie ważniejsze są rozterki czy nadymać PO, czy już tylko Nowoczesną – a one właśnie natychmiast przekładają się nie tylko na treść programów informacyjnych stacji podejrzewanej przeze mnie o niebezpieczne związki z WSI, ale również na prowadzone pod pretekstem uprawiania publicystyki przesłuchania delikwentów przez tamtejsze resortowe „Stokrotki”.


© Stanisław Michalkiewicz
24 lipca 2016
www.michalkiewicz.pl
☞ WSPOMÓŻ AUTORA






Tytuł oryginalny: „Askarisi w rozterce”
Ilustracja © brak informacji

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2